bo tyle kosztowała mnie książka "każde dziecko może nauczyć sie spać".
kupiłam po nocy z 7 pobudkami, kiedy już ewidentnie miałam dość.
początkowo czytałam z zapartym tchem. dziecko ma 3 godzinną fazę snu głębokiego, potem 7 godzinną płytkiego (gdzie budzi sie niemal co godzine) a potem znów głębokiego - nad samym ranem.
w fazie płytkiego snu budzi się każde niemowlę tak jak i dorosły, ale dorośli potrafią w niej błyskawicznie zasypiać. faza wykorzystana jest aby się obrócić, nakryć itd. niemowlę robi podobnie - przewróci się na boczek, brzuch albo otworzy na chwile oczy i śpi dalej. Jeśli potrafi robić to jak dorosły.
Bo jak nie potrafi to wstaje tak jak mój - co godzinę. a rozbudza się bo nie potrafi sam zasnąć. bo przyzwyczaił sie że da sie zasypiać tylko "ze wspomaganiem" - z mamą która głaska po głowie, nosi, lula, opowiada albo daje smoczek albo butelkę z mlekiem. I bez tego czuje pustkę i nie wie co jest grane więc wpada w płacz. wniosek - nauczyć zasypiać samemu bo jak dziecko samo zasypia to i zachowa się w nocy jak dorosły - czyli mimo że jego mózg wychodzi z fazy snu - będzie potrafił szybko do niej wrócić.
a jak to zrobić? tu poczułam lęk. bo początkowo te pomysły wydawały mi się nie do zrealizowania:
- pół godziny po posiłku położyć spać - aby dziecko nie kojarzyło zasypiania z jedzeniem
- nie dawać smoczka i w ogóle go odstawić - bo dziecko które nie potrafi go sobie samo znaleźć i wsadzic do buzi będzie płakać aby ktoś przyszedł i mu go podał
- położyć rozbudzone - aby dziecko świadomie usnęło a nie było kładzione na wpół przytomne - bo kiedy budzi się nie wie co ma robić bo inaczej zapamietało ostatni moment przed snem
- nie lulać, nie nosić tylko dać do łóżeczka a więc pokazać że zasypia sie w łóżku a nie na rękach
- być blisko i reagować po 3 minutach kiedy dziecko płacze - aby pokazać mu że jest sie obok, blisko i nic sie złego nie dzieje. dziecko musi czuć sie bezpiecznie czyli rozumieć że sam w łóżeczku to to samo co w pobliżu mamy.
byłam w szoku. mój syn, który całe życie cycka smoczka, był noszony a zasypia półprzytomny przy butelce ma coś takiego znieść? na wszelki wypadek wywaliłam smoczki (jakby mnie kusiło) , zaparzyłam sobie kawy, wzięłam urlop na drugi dzień i przekonana że bedzie sajgon przygotowałam sie do misji pt. przesypianie nocy.
Pół godziny po wieczornej kąpieli i jedzeniu, położyłam do łóżeczka, dałam buzi, pogłaskałam po policzku a moje dziecko zdezorientowane zrobiło oczy jak 5zł i otworzyło paszczę jak karp w sklepowej wannie, oczekując że dostanie smoczka

a tu nic. 3 minuty marudził, w 4 sie rozpłakał. Przyszłam, pogłaskałam, wyszłam. Kątem oka widzę jak pakuje do buzi koc, fragment piżamki, w końcu odkrywa że ma kciuk, ale jakby mógł wsadziłby sobie rękę do buzi aż po łokieć. Nie jest to jednak smoczek, więc jest wybitnie wkurzony ale jest to złość a nie czarna rozpacz. Po minucie (o dziwo! ) zasypia. Po trzech godzinach słyszę że sie budzi ale nie płącze tylko coś tam gada. Wchodzę - śpi. Aż nie mogłam uwierzyć. O 2 w nocy kolejna pobudka ale nie idę tylko słyszę że coś znów marudzi, jednak po 2 minutach ucicha. Zaglądam - śpi. Rano wstaje wypoczęty, gorzej ze mną bo po kawie spać nie mogłam

Dwie dziennie drzemki - zasypia od razu, kolejna noc - cała przespana. Choć kilka razy słyszłam że się zbudził, sam usnął.
Od kilku dni smoczek zniknął z jego życia a on jest o wiele spokojniejszy. Na czuwaniu również. Inne dziecko. A nocki - rewelacja.
Początkowo wydawała się to totalna abstrakcja a okazało sie że to mozliwe. Nie wiem czy na każde dziecko zadziała ale ja odzwyskałam noce i jeśli to komuś pomoże - spróbujcie, warto
teraz wiem, że smoczek w wielu sytuacjach był zbawienny ale on bezpośrednio stał się przyczyną tych problemów. a teraz nie dość że dziecko śpi w nocy, to jeszcze w dzień jest zupełnie inne, choć nie wiem jak to wytłumaczyć. ale kojarzę wiele sytuacji gdzie zaczynał w określonym momencie marudzić bo był to moment kiedy dawałam smoczka a teraz po prostu przestał to robić.