Pytanie o zasypianie do mam okoloroczniakow.
U nas wyglada to tak. Zawsze rytulal mamy po kapieli, zabawy na przewijaku, kolysanki, ksiazeczki pozniej maly ostatnio juz sam drepta do naszego lozka. Klade sie obok niego i zwykle spi juz po 5 minutach. Pare dni temu jednak cos sie zmienilo. Synek jeszcze dobrze sie nie polozy i juz sie zaczyna „wicie gniazdka” Nie ma centymetra lozka, zeby sie na nim nie kokosil i ukladal do snu, wraca potem do mnie traca glowka, wtula sie, kladzie sie na mnie... na roznych czesciach mnie, we wszelkich pozycjach. Wierci sie niemozliwie, przeklada nozki raczki, obraca sie na brzuch, na bok, na plecy. Probuje glowe ukladac namojej poduszce na mnie (nawet myslalam ze moze mu juz takowej potrzeba) Ulezy w jednej pozycji moze 15 sekund. Tak jakby nie mogl sobie znalezc miejsca, ziewa przy tym, trze oczka i widac ze jest spiacy. Trwa to okolo godziny nawet. I w koncu nagle usypia. W nocy odstawia czasem podobne wiercenia, przy czym sie nie budzi. Normalnie spi do rana, tylko okropnie skacze, czasem nawet raczkuje przez sen, siada. Jak sie ulozy wygodnie to jest w miare spokojny. Rano budze sie z dzieciem przewieszonym przezemnie, albo w jakiejs mega udziwnionej pozycji w mega dziwnym miejscu
Nie zeby mi to jakos przeszkadzalo, przeurocze to jest i slodkie – takie male kociatko uklada sie do snu

Zastanawiam sie tylko czy to moze objaw czegos glebszego, moze cos go boli, ucho, zeby (trzonowce np) taki etap, skok, sama nie wiem?
Mial ktos podobnie, minelo czy mam sie przyzwyczajac?