Witajcie,
od września chodzę z synkiem na basen (za kilka dni kończy roczek) raz w tygodniu. Dojeżdżamy na zajęcia autobusem (3 minuty na przystanek), jedziemy ok 13 minut. Przy powrocie sprawa wygląda trochę inaczej, bo wiadomo trzeba czekać na autobus, i czasem dojść ok. 15 minut w zależności od tego autobus jakiej linii nam podjedzie. Auto niestety potrzebne tacie na dojazdy do pracy ok. 30 km za nasze miasto, więc nie ma opcji żeby nam zostawił samochód a sam jakoś inaczej dojechał. Zazwyczaj tata nas odbiera, czekamy na niego ok pół godziny. Czasem jednak nie może i tu pytanie w związku z obecną porą roku: w jakich warunkach pogodowych odpuściłybyście sobie zajęcia?
Ja się skłaniam ku temu że tylko przy naprawdę ekstremalnie niesprzyjającej pogodzie można odpuścić. Kiedy szalał Ksawery pewnie bym nie poszła ale akurat tak się zdarzyło że miałam auto do dyspozycji.
No ale mam nad głową dwie babcie, które oczywiście mają jakieś ale:
- moja mam oczywiście twierdzi, że ten cały basen to moja fanaberia i będę jeszcze płakać (bo mi się dziecko zadławi, niedotlenienie itd).
- teściowa niby uważa, że to dobrze, że chodzimy itd, ale chyba by wolała żebyśmy zimą nie chodzili
Ja z kolei uważam, że dziecko jest bezpieczne, to tylko dla jego dobra, nauczy się pływać, podbuduje to jego odporność itd no i fajnie spędzamy czas. Dodam, że po zajęciach suszymy się dokładnie i sporo czasu mija zanim wyjdziemy na zewnątrz.
Więc mamy chodzące z malcami na basen:
- kiedy zostajecie w domu?
- jakie ujemne temperatury skłoniłyby Was do zostania w domu?
Tak na marginesie - prędzej ja będę chora niż mój zawinięty w śpiworek jak gołąbek (taki do jedzenia - akurat mam na obiad

) syn