nothing.at.all
21.05.15, 10:50
Za namową forumki znanej tu piszę o pożegnaniu smoczka, oby może innym dodać otuchy albo wspomóc w decyzji.
Otóż smoczek uspokajacz był u nas od urodzenia bo mieliśmy trochę problemów i dawał ukojenie. Gdy spadły przyrosty i zapalenie się przytrafiło to odstawiony i pierś do oporu wtedy. A potem wrócił i był w sytuacjach awaryjnych - lekarz i wielki płacz, jazda samochodem, ból istnienia w niektóre dni oraz do drzemek bo po piersi był smok. Przy pobycie w szpitalu (dwa razy niestety) był prawie non stop. Dawał spokój w dziwnym miejscu pełnym świateł i ludzi. I tak około 8 miesiąca zauwazyłam, że córka się nim bawi, wkłada drugą stroną, przygryza (miała już dwa zęby), trzyma za smoka i rusza w powietrzu ale mniej ssie. I to był moment w którym postanowiliśmy zabrać go. Nie ma, nie istnieje od tamtego momentu.
Oczywiście czasami jest więcej płaczu, ale tulimy, nosimy. W aucie też się zdarza płacz, ale śpiewam wtedy, mówię, opowiadam, pokazuje co się da (jak jadę sama to jest gorzej ale najwyżej popłacze i płuca przewietrzy). Do drzemek musi być pierś i nawet czasem z nią śpi - ot taki chyba zamiennik smoczka. Jest trudniej ale smoka nie ma.
Jeśli u was zauważycie takie zabawy to może warto się go pozbyć.