Witam!
Jeszcze wczoraj planowałem tego posta jako pytanie "czy Wasze dzieciątka też
się drą w niebogłosy przy przewijaniu/przemywaniu/kąpaniu/oliwkowaniu?".
Dziecko ma 8 dni (syn), od zeszłej środy jest w domu. Nigdy nie
przypuszczałem, że tak mała istotka może się tak wydzierać

Nieważne jak
to się ma do naszych bębenków w uszach, ale niepokojący jest jego wysiłek i
stres. Nie oczekuję aby taki maluch rozumiał, że przewijanie czy kąpiel są
dla jego dobra. Z drugiej strony zrozumiałe, że chwilowe ochłodzenie
czy "macanie" może go zdenerwować - ALE ŻEBY AŻ TAK??? Po zdjęciu pieluchy
jest czerwony na twarzy, broda się trzęsie, w ogóle cały się trzęsie. No i
ryk w niebogłosy. Dodam, że z dnia na dzień siła głosu wzrasta (chyba się
cieszyć, w końcu coraz silniejszy chłopak???). Na szkole rodzenia uczyli, że
czasami wystarcza podać palec do potrzymania i dziecko się uspokoi - w
wypadku mojego syna to tylko teoria, kompletnie nie sprawdzająca się.
Zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie jest to objaw jakiejś
nadwrażliwości na chłód, dotyk itd itp - i o to właśnie miałem zapytać.
Jednak moja genialna żona dziś w nocy postanowiła zmienić kolejność
czynności, mianowicie najpierw karmienie (choćby troszeczkę) i potem
przewijanie - czyli odwrotnie niż uczyli w szkole. Efekt - spokój i cisza.
Co o tym myślicie?
Pozdrawiam
Wyspany tata Konrada