Moze ktoras z mam podzieli sie doswiadczeniami... Trzy tyg. temu wrocilam do pracy, dotad
pracowalam na popoludnie, wiec w ciagu dnia bylam z corka (skonczone 5 m-cy), potem
wymienial mnie maz, ja bieglam do pracy. Ale od poniedzialku bede pracowac juz normalnie, od
7 do 14. Corka zajmie sie babcia. I tu mamy malutki problem.
Ania jest typowym "wrazliwcem"- wg. testu z ksiazki Tracy Hogg. Co to oznacza? Bardzo nie
lubi, jak zmienia sie jej rytm dnia, nawet drobna zmiana (brak spaceru, czyjes odwiedziny) ja
drazni. Przy jedzeniu wierci sie, wszystko ja rozprasza (nawet grajaca muzyka). No i
najwiekszy problem pojawia sie, kiedy Ania jest przeladowana bodzcami lub zmeczona- potrafi
wpasc w taka histerie, ze nie sposob jej uspokoic przez dluzszy czas.
Ja juz nauczylam sie jak z mala postepowac, wiem kiedy trzeba klasc spac, bo inaczej bedzie
ryk, czy kiedy mala nie chce juz sie bawic itp., ale babcia niespecjalnie zna przyzwyczajenia
dziecka. Dzis juz mialysmy maly pokaz umiejetnosci, babcia nie potrafila polozyc Ani do snu,
wiec dziecko plakalo, plakalo, plakalo.... a babcia razem z nia. Dalam babci szczegolowe
instrukcje, wytlumaczylam, no ale co z tego, na nic sie nie przydaly. Dobrze, ze dzis mala byla z
babcia tylko 2 godzinki ale od poniedzialku bedzie chyba niezly Meksyk.
Moze odezwa sie inne mamy "wrazliwcow"? Jesli zostawiacie swoje dzieci z opiekunkami czy
babciami, jak to wyglada? A moze wasze dzieci przyzwyczaily sie juz do zmian, jak dlugo to
trwalo? Pozdrawiam