Doświadczone mamy proszę napiszcie że tak jak jest teraz nie będzie wiecznie:
Przyznaję, że sami z mężem ufundowaliśmy sobie tą sytuację :twisted:
wzięliśmy Myśkę do naszego łóżka jak była troszkę przeziębiona, no i coś nas
podkusiło, że została u nas całe 1,5 miesiąca.
2 tygodnie temu postanowiliśmy odstawić Myśkę od cudownego łoża
rodziców :twisted: i od tamtej pory zasypianie to istny cyrk. Kąpiemy ją
około 21, po kąpieli jest cycek i do łóżeczka. No i zaczyna się około 2
godzinna walka z małą. Myśka kwili, płacze, w końcu krzyczy i tak z przerwami
do 23. Staramy się być konsekwentni i jak krzyczy bierzemy ją na ręce
uspokajamy i odkładamy do łóżeczka. Już przy odkładaniu zaczyna się kwilenie,
ale zostawiamy ją na około 5 - 10 minut i bierzemy żeby się uspokoiła. I tak
bez końca do tej 23, aż Myśka (i my) jest tak padnięta że zasypia.
Próbowaliśmy kąpać ją wcześniej - nic to nie dało - krzyk był do 23. Nie wiem
skąd ona bierze na to siły

najlepsze że jak już zaśnie śpi bez
problemów po 6 - 8 godzin
Niestety zaczęła chyba bać się łóżeczka, bo odłożenie jej na chwilę i
włączenie karuzelki kończy się płaczem (wcześniej wytrzymywała tak ładnych
kilkanaście minut)
Powiedzcie proszę czy tak już będzie zawsze? Czy Myśka z tego wyrośnie? Może
jest jeszcze za mała na naukę samodzielnego snu? A może my coś robimy źle?
Czasami myślę sobie że może to kolki (ta sama pora, regularnie) ale nie ma
nagłego krzyku
Moze Wy mi coś poradzicie dziewczyny.