Dodaj do ulubionych

Mały terrorysta

    • monis.poznan Re: Mały terrorysta 15.03.06, 11:42
      Jeszcze jeden sposób na zapewnienie poczucia bezpieczeństwa-kokonowanie. My
      dzięki temu przetrwaliśmy pierwsze tygodnie z Pulką smile po jedzeniu owijacie
      dosyć ciasno rożkiem/kocykiem i do łóżeczka.
      Tyle mej mądrości smile
    • tuska111 Re: Mały terrorysta 15.03.06, 11:42
      tak takie male dziecko wie co to raczki moja corka tak samo sie zachowuje teraz
      ma juz 4 miesiace jest lepiej bo zaczyna interesowac sie zabawkami musisz
      uzbroic sie w cierpliwosc powodzenia
    • sineira Re: Mały terrorysta 15.03.06, 12:08
      Jeszcze jedno - nie wiem, jak to u Was z nocnym odbekiwaniem, ale na
      przykładzie mojego Mrówka wiem, że książkowe mądrości czasem mozna o kant du..
      potłuc. Wszędzie trąbią "odbekiwać!!!", więc przez pierwsze 3 tygodnie
      męczylismy się jak głupi, nosząc dzieciaka po nocy i godzinami bezskutecznie
      czekając na beknięcie. Które nie następowało. Od tego odbekiwania Młody się
      tylko wybudzał i płakał jeszcze bardziej, bo był zmęczony, a noszeniem nie
      dawaliśmy mu spać.
      Tymczasem okazało się, że ten akurat egzemplarz należy po nocnym karmieniu
      delikatnie odłożyć do wyrka, ułożyć na boczku z pieluchą po dziobem (bo czasami
      mu się nieco ulewa) i tak zostawić. I samemu iść spać, zamiast cierpiętniczo
      kwitnąc nad łóżeczkiem. I wtedy dziecko pięknie śpi, nawet do 4 godzin.
      Jeżeli się nałyka powietrza, to zaczyna marudzić dopiero jakąś godzinę po
      karmieniu - wtedy się budzę, biorę go na chwilę na ręce, on beka, odkładam,
      głaszczę po główce, Mrówek usypia i spi do następnego karmienia.
      Dzięki temu oboje jesteśmy wyspani i w dobrych humorach, czego i Wam życzę.
    • wredota76 Re: Mały terrorysta 15.03.06, 13:58
      Egonie.. bez urazy.. nic do Ciebie nie mam... ale nie moge sobie wyobrazic 4
      tygodniowego manipulatora... synek (?) placze, bo czegos mu brakuje...
      chociazby zwyklego przytulenia sie do mamy czy do taty... on sie uczy was, a wy
      jego, a zatyczki proponowane przez pania z kursu przedmalzenskiego to
      delikatnie mowiac pomysl do bani... synek o cos prosi a ty chcesz zatyczki
      wkladac do uszu??? postarajcie sie uspokoic (malenstwo z pewnoscia wyczuwa
      wasze zdenerwowanie) i na spokojnie wsluchac sie w synka (?)... sam tatusiuje
      od niedawna, tez pierwszy raz... po prostu nieco pokory, nieco edukacji i
      zaznajomienia sie z tematem rozwoju dzieci, nieco wsluchania sie w dzieciatko a
      nie w siebie i bedzie dobrze...
      pozdrawiam
    • bobka4 plan, niestety, długoterminowy 15.03.06, 15:31
      Miałam podobnie, moje dziecko-wcześniak z zagrożonej ciąży - też do końca 2
      miesiąca był niemal cały czas przytulony do mnie lub męża. Karmiłam go butlą z
      odciąganym pokarmem i brak "cyca" rekompensowałam przytulaniem i biegiem na
      każde kwiknięcie. Doskonale pamiętam jakie to było po pewnym czasie męczące,
      dziecko nie spało wiele, w nocy od północy z 2 godzinnymi przerwami do około
      8.00, w dzień pewnie w sumie 3-4 godziny drzemek, widać taka uroda... na
      dodatek pod koniec 2 miesiąca mały trafił na 2.5 tyg. do szpitala, gdzie był
      niemal CAŁY czas na rękach moich lub męża- przyzwyczaił się. Po powrocie byłam
      wykończona noszeniem i rozpoczęłam stopniową emancypację syna. Teraz czytaj
      uważnie: kładłam do łózeczka, nad którym wisiał baldachim - dziecko patrzyło z
      zainteresowaniem i trzymałam do pierwszego zakwilenia (2 minuty nawet)-wtedy
      wyciągałam, zeby nie czuł się opuszczony, stopniowo zostawał tam nawet do pół
      godziny!!!! powiesiłam później zabawki wyraziste w kolorycie w zasięgu ręki.
      Kładłam na łóżku siadałam obok (gazeta, TV, książka w ręce) i też-do pierwszego
      płaczu, działało podobnie jak z łóżeczkiem, też coraz dłużej leżał-bawił się
      rączkami, pod koniec 3 miesiąca hitem stałą sie mata edukacyjna. Cały czas
      bawię się z synem (4,5 mies), nosiłam i nosze na rękach, przytulam, ale też
      pozwalam pobyć samemu, oczywiście tyle ile sam chce. Na teraz: nie noście cały
      czas, jak siedzisz połóż dziecko na udach stópkami w stronę brzucha (tak
      pracowałam przy komputerze z dzieckiem), połóż się koło niego, niech czuje
      ciepło ciała, wie, ze jesteś z nim,potrzymaj za rączke, nie noś i nie kołysz
      kiedy chce spać, albo zaśnie-odkładaj do łożeczka, otul dobrze. Jak popłacze 2
      minuty, bo żona jest w łazience, to trudno, byleby nie zostawiała go do
      wypłakania się. Na pewno dotrzecie się wkrótce, żona wydobrzeje po ciąży i
      porodzie i będziecie się smiac z teraźniejszych problemów. Powodzenia!
    • olimpia.szuwar Re: Mały terrorysta 15.03.06, 15:49
      Och, jak ja to dobrze znam! Mój Mąż (skądinąd wcale nie należący do grupy
      wyrodnych ojców którzy w niczym nie pomagają wink) był tego samego zdania co
      Egon - przez prawie dwa miesiące broniłam dzieciaka własną piersią (nota bene
      karmiącą!) żeby go nie zamykał w pokoju, bo przecież "musi się nauczyć że nie
      można się tak ciągle drzeć" wink

      Ostatecznie kiedy wreszcie po raz pierwszy został z Młodym sam postanowił
      wypróbować swoją teorię. I przetrzymał go. 40 minut Dżunior ryczał jak dziki
      zwierz zamknięty w pokoju, zanim Mąż pojął, że to do niczego nie prowadzi suspicious

      Niestety, noworodki mają swoje uroki i trzeba się przystosować do myśli, że się
      ich "rozwiązać" nie da. Ale mam wrażenie, że Tatusiowie też w końcu dochodzą do
      tego drogą doświadczalną - prędzej czy później smile
    • mart44 Drogi egonie26 15.03.06, 21:28
      Wszytkiemu winien dr Spock może Tracy? Kto pierwszy z "naukowców noworodkowych"
      stwierdził, że dziecko terroryzuje? Kto pierwszy stwierdził, że dziecko "musi
      się wypłakać"? Że trzeba go "przetrzymać"? Kobieta z kursu, była od MAŁŻEŃSTWA -
      - pewnie chciała Was rozśmieszyć i zaznaczyć - dzieci to nie przelewki, ale z
      Bożą pomocą uda Wam się przezwyciężyć te trudności.
      Zniecierpliwiony ojcze, Twój humorzasty syn, mimo, że różne myśli mogą Ci
      przyjść do głowy na temat źródeł jego zachowania - nie jest terrorystą. On nie
      chce, nie umie robić Wam na złość. Mówiąc brutalnie - to zbyt skomplikowane
      uczucie. On działa jeszcze na zasadzie akcja-reakcja. Jest mu źle - płacze. Jest
      mu lepiej - przestaje. A że źle mu jest bardzo często - cóż, może jest bardziej
      nerwowy przez trudną ciążę. A może wyczuwa Wasze zniecierpliwienie. A jemu
      trzeba bardzo dużo cierpliwości. Bardzo mądre definicja określa pierwsze trzy
      miesiące życia po narodzinach jako "czwarty trymestr" - potraktuj synka jak
      wcześniaka. Pomyślcie jak było mu w brzuchu - ciasno, ciemno, dużo kołysania,
      bez głodu i bez ubrania i wszędzie mamasmile- i spróbujcie mu to zapewnić. Wiem, że
      próbowaliście różnych sposobów - a czy mówi wam coś słowo "spowijanie" - takie
      specjalne ciasne zawijanie dziecka.
      Ponieważ nie wiem, czy już nie uciekłeś, nie będę dalej pisać - chyba, że
      napiszesz, że prosisz o jeszcze.wink ALe podstawa - traktujcie płacz jako sygnał
      od synka, że potrzebuje Waszej pomocy, Waszej bliskości. To nie terror, to
      PROŚBA, wołanie o MIŁOŚĆ. W ten sposób będzie Wam znacznie łatwiej.
      • jajofka hihihihi... 15.03.06, 21:44
        Wy sie nadal madrzycie a Egon Was juz, brzydko mowiac, olal!!
        • mart44 Re: hihihihi... 15.03.06, 22:01
          jajofka napisała:

          > Wy sie nadal madrzycie a Egon Was juz, brzydko mowiac, olal!!
          ;>
          Do Twojej wiadomości - nie miałam na celu się mądrzyć w moim poprzednim poście i
          spodziewałam się, że po ataku(którego nie chciało mi się zbyt wnikliwie
          przeglądać) Egonowi się odechce czytać odpowiedzi. ALe poczułam ochotę się
          wypowiedzieć w temacie, na którego pkcie jestem przeczulona, a mianowicie
          psychologii dziecka. Wciąż niestety ludzie uważają, że psychologowie nic nie
          wiedzą, że przecież "każdy wie", "każdy widzi" itp. I potem powstają rozkoszne
          teorie pt. "dziecko musi się wypłakać", "noworodek terroryzuje płaczem",
          "kołysaniem można rozpieścić dziecko" albo moja "ulubiona" metoda "uśnij
          wreszcie" uncertain//. Oczywiście, nie dajmy się sterroryzować, dziecko nie może nam
          zburzyć życia. A potem nie dziwmy się, że młodzi rodzice nie zastanawiają się
          jak pomóc dziecku, tylko czekają na moment, żeby wsadzić zatyczki do uszu.uncertain

    • egon26 Re: Mały terrorysta 16.03.06, 00:05
      A miałem już zamilknąć by nie irytować więcej „super mam”.
      Cholera tu nie chodzi o sytuacje w których mały jest głodny, mam mokro, czy też
      chce się przytulić. Tylko o te w których noszenie i przytulanie nic nie pomaga:
      dziecko chce się przytulić do piersi, a mama pada na pysk. Słowo terrorysta
      jest źle trafione, lecz pisałem te słowa o prawie 1 godzinie w nocy gdy mały
      wrzeszczał mi na kolanach i zabrałem go od żony która chciała w końcu zasnąć a
      mały domagał się piersi której ja mu nie mogę dać. I znowu kolejna mądra
      koleżanka fantazjuje na temat moich stosunków z mamą, cholera nawet matki nie
      można zapytać o zdanie – mogłem pytać ojca ale co by to dało ?! Przedstawiłby
      mi bardziej matczyną wizje wychowywania dziecka ??? Nie wiem czy
      wszystkie „super mamy” wiedziały przy pierwszym dziecku co i jak ?? Nigdy nie
      pytałyście kogoś bliskiego- z doświadczeniem – o tak ważne sprawy jak
      wychowywanie dziecka?? Jeśli nie to ja nie rozumiem – choć wasze wypowiedzi
      faktycznie świadczą o tym że uważacie sie za wszech wiedzące. Moja mama przez
      długi okres swojego życia męczyła się z .... moim ojcem (nie chce używać
      epitetów by go określić) po to tylko by synowie mieli jakiegoś tam ojca i nie
      uważam że wychowała nas źle. Bardzo proszę skończcie temat mojej mamy, bo
      wątpię by któraś z was potrafiła wychować sama dzieci przy mężu który w ogóle
      nie pomagał a jak mu coś odbiło to jeszcze jej przyłożył. Wątpię by któraś z
      was potrafiła zostawiać raz, dwa razy w tygodniu dzieci by iść na 24 godziny do
      pracy by zarobić trochę więcej pieniędzy by jakoś lepiej się wiodło. Wątpię też
      by jak wasza dzieci będą dorastać – przeżywać bunt młodzieńczy, miały do was
      tyle szacunku co ja z moim bratem do mojej mamy. Więc skończcie ten temat.
      Co jakiś czas otwieram nowego posta i widze kolejne „fantazje” na mój temat. By
      ich uniknąć napisze trochę o sobie – zresztą na specjalne życzenie GURU
      mama_kotula wink:
      Mam pasa- sukę nie rasową- jej mama była bernardynem. Sam właśnie chciałem mieć
      samca bernardyna. Ale jest u mnie bo inaczej pewnie by jej już nie było, jest
      to naprawdę piękny i szczęśliwy pies i nie zamieniłbym jej na 100 bernardynów.
      Kota ma moja żona – choć właściwie teraz jest on już mój jakoś skumplowaliśmy
      się i chodzimy razem na spacery ja, pies, kot i żona jak może.
      Kiedyś miałem chomiki ale one niestety żyją tylko 2 lata.
      Ważę około 100 kg choć wyglądam na 85 wink i mam takie uwodzicielskie
      spojrzenie ;P . Lubię piwo jedno wieczorem przed komputerem – super, CK Browar –
      Kraków moje ulubione. I cholera coś co was zaskoczy.... płacze na filmach,
      czasem nawet na reklamach wink Żona śmieje się ze mnie wiec musze kombinować że
      to paproch w padł mi do oka lub przypomniałem sobie nasz ślub – blondynka na
      pewno wieży ;PPP Jesteśmy parą od ... o k............. 10 lat crying I chyba znamy
      się jak łyse konie. Ja mówię na jej mamę „stara rura” a ona na moją „teściowa
      stary rower” - oczywiście w żartach. A tak na marginesie wiecie jaki adres e-
      mail według mojej żony mam moja mama ?? ”Teściowa małpa pl” - to też żart bo
      moja mama nigdy nie doradza (bezpośrednio mojej żonie) i nigdy nie wywiera
      nacisku na moją żonę. I nie wtrąca się w nasze konflikty – przypuszczam że wie
      że jakieś są (bo zawsze są) ale nie wie jakie.
      Wróćmy do korespondencji.
      DJENNE – cieszę się że byś nie chciała takiego męża jak ja. Bo ja już jestem
      zajęty, a mojej żonie na pewno do pięt nie dorastasz więc na pewno bym jej dla
      Ciebie nie zostawił. Więc lepiej mnie nie chciej bo by ci smutno było.
      MAMA_KOTULA – aż się ciebie bałem, tak mnie tu ostatnio tobą nastraszyli, a tu
      cholera kolejna myśląca kobieta na tym forum – ostry język, ale myśl
      przenikliwa. I masz racje większość tutaj nie pisze do mojego tematu tylko
      rozwija wyobrażenia mika_p. Owczy pęd – fakt pasuje rewelacja. Podobasz mi się
      przypuszczam że dobrze dogadała byś sie z moja żoną. Czyżbyś była zodiakalnym
      baranem ?!
      Z tym kokonowaniem to tak jak w szpitalu ale mały juz od 3 tygodni jest „wolny”
      więc przypuszczam że ciężko by to zniósł.
      Nasz model też raz beknie raz nie i faktycznie tym noszeniem to można go tylko
      skutecznie obudzić.
      WREDOTA76 – ja do ciebie też nic nie mam i też JUŻ sobie nie potrafię
      wyobrazić, a zatyczki to była taka przenośnia,
      OLIMPIA.SZUWAR – no przepraszam wink, „przetrzymanie” w moim wydaniu wygląda tak
      że biorę małego do siebie w nosidełku i jak płacze to go kołysze jestem koło
      niego zawsze na wyciągnięcie ręki, mówię do niego- opowiadam mu pierdoły ale
      nie biorę na ręce bo wiem że to nic nie da- zasadniczo do tego typu incydentów
      doszło 3-4 razy i było to: 10-20 minut od jedzenia, przynajmniej 15-20 minut
      wrzasku na moich rękach i z suchą dupką wink I zawsze dawałem małemu „wyjść z
      twarzą” bo po jakimś czasie krzyków dawałem mu smoka którego wcześniej
      wypluwał. Aż po 15 minutach zassał się i był spokój. A zatyczki to raczej nie
      po to by nic nie słyszeć ale by trochę to stłumić- czyli wata.
      MART44 i inni. TERROR fakt za mocne słowo, przesadzone, brak gębki na końcu,
      typowy błąd który przy mówieniu się nie zdarza bo z intonacji można
      wywnioskować że to jest w cudzysłowiu a tu go nie dałem. Czytaliśmy ostatni z
      synem wasze wypowiedzi – postanowił być grzeczny by tatuś więcej nie dostawał
      batów wink A tak na poważnie, „przycisnołem” żonę by pospała trochę też w dzień i
      jak mały budzi się w nocy to nie jest taka zmęczona. Poza tym jak jest
      niespokojny kładę go sobie na nagim torsie – tak by główkę miał przy moim sercu
      i rewelacyjnie się nam razem śpi. Minus jest taki że w kupie znalazłem już parę
      moich włosów – mam strasznie owłosioną klatkę wink
      ANETUCHAP – miło mi że mnie zaprasza do ciekawego klubu – niestety chyba nie
      skorzystam – popatrz na moje wypowiedzi – długie – ja lubię pisać ale jest to
      przyjemność na którą mnie nie stać teraz, albo praca albo dom (wykończenie)
      albo dom (żona i mały). Choć jeszcze to przemyśle bo czasem w ten sposób można
      się najlepiej wygadać wink .

      Dygresja na temat dysleksji – ktoś tu ładnie powiedział że nie koniecznie musze
      mieć ambicje pisać czystą polszczyzną – to jest prawda nie mam takich ambicji,
      dysleksje wykryto u mnie dosyć późno, jestem informatykiem i od czasów szkoły
      wolałem sie na tym skupić niż na ćwiczeniu ortografii. Polonistą i tak bym nie
      został, a przynajmniej wyszkoliłem się do fachy z którego mogę utrzymać
      rodzinę. Łatwo jest komuś wymądrzać się na temat ortografii gdy mu to wychodzi
      łatwo. A życie z dysleksją wcale w moim przypadku nie jest łatwe, szczególnie
      że w 90% kontaktuje się z ludźmi w formie „pisanego angielskiego” gdzie mówiony
      nie sprawia mi żadnych problemów a jak mam coś napisać to często faktycznie
      szukam w słowniku jak słowo które znam bardzo dobrze powinno wyglądać na
      papierze.
      Pozdrawiam
      • mama_kotula Re: Mały terrorysta 16.03.06, 00:12
        Hehe, nie taki straszny diabeł, jak go malują...
        Egon, ja nie jestem GURU smile))). To mika_p jest tutaj guru smile)))(Mika, bez
        urazy, akurat tak naprawdę sądzę). Ja tu przebywam na zasadzie hm, trolla?
        Aha, jestem zodiakalną wagą smile z baranami się dogaduję bez problemu smile to
        znaczy z zodiakalnymi baranami.
        Jak młode ci podrośnie i przestanie być aż tak absorujące, zapraszam do Klubu
        również żonę smile)))
        • mika_p Kotula 16.03.06, 00:39
          Karolina za niecałe 3 tygodnie skonczy rok, potem jeszcze tu zajrzę przez kilka
          tygodni, a potem na wieki wieków pożegnam Niemowlę. I nie wyzywaj mnie od
          gurów, bo ja ciebie też zacznę.
          • mama_kotula Re: Kotula 16.03.06, 00:49
            mika_p napisała:

            > Karolina za niecałe 3 tygodnie skonczy rok, potem jeszcze tu zajrzę przez
            kilka tygodni, a potem na wieki wieków pożegnam Niemowlę. I nie wyzywaj mnie od
            > gurów, bo ja ciebie też zacznę.

            Ale ja tak pozytywnie, broń Boże, wiem, że cieszysz się zasłużonym autorytetem
            na forum. Nie zamierzałam cię urazić. Lubię czytać twoje posty, bo przeważnie
            są wyważone i bez zbędnych emocji.
      • olimpia.szuwar Re: Mały terrorysta 16.03.06, 08:28
        > OLIMPIA.SZUWAR – no przepraszam wink, „przetrzymanie” w moim wy
        > daniu wygląda tak
        > że biorę małego do siebie w nosidełku i jak płacze to go kołysze jestem koło
        > niego zawsze na wyciągnięcie ręki, mówię do niego- opowiadam mu pierdoły ale
        > nie biorę na ręce bo wiem że to nic nie da- zasadniczo do tego typu
        incydentów
        > doszło 3-4 razy i było to: 10-20 minut od jedzenia, przynajmniej 15-20 minut
        > wrzasku na moich rękach i z suchą dupką wink I zawsze dawałem małemu „wyjść
        > z
        > twarzą” bo po jakimś czasie krzyków dawałem mu smoka którego wcześniej
        > wypluwał. Aż po 15 minutach zassał się i był spokój. A zatyczki to raczej nie
        > po to by nic nie słyszeć ale by trochę to stłumić- czyli wata.

        No widzisz - czyli nie masz się co martwić, bo mój Mąż jest jeszcze gorszym
        ojcem niż Ty ;D

        A poważnie, to ja też nie brałam na ręce, a to zwyczajnie dlatego, że to nic
        nie pomagało (tak naprawdę dopiero gdzieś w wieku pół roku Młody zaczął się
        uspokajać po wzięciu na ręce). Więc głaskałam, przytulałam, przemawiałam, tak
        jak Ty. I wiem, że czasem po prostu nic nie działa i trzeba to przeczekać - ale
        myślę, że przeczekać będąc przy dziecku, a nie zostawiając je. Niech wie, że
        choćby nie wiem jak było zrozpaczone niesprawiedliwością tego świata wink może
        czuć się bezpieczne.

        I trzymaj się - już za kilka tygodni stanie się bardziej kontaktowy, zacznie
        bardziej reagować na otoczenie i będzie można trochę przemówić mu do rozsądku wink
        • guruburu Re: Mały terrorysta 16.03.06, 08:43
          jesli znsz angielski a chyba sporo siedzisz pordzed kompem -to poczytaj
          askdrsears.com - znajdziesz tam wiele sztuczek na uspokajanie dzieci moze cos
          Wam podejdzie.
      • mart44 Re: Mały terrorysta 16.03.06, 09:45
        MART44 i inni. TERROR fakt za mocne słowo, przesadzone, brak gębki na końcu,
        > typowy błąd który przy mówieniu się nie zdarza bo z intonacji można
        > wywnioskować że to jest w cudzysłowiu a tu go nie dałem.
        ALeż ja się nie czepiam słówek. Sama miałam na GG opis "Terror w pampersach" bo
        kiedyś, jak czekaliśmy na szwagra, musieliśmy jeździć autem wkoło bloku chyba z
        3razy, bo inaczej z fotelika dobywał się wrzask.smile Ale nas to bawiło.
        Chodzi mi tylko o to, żeby na serio nikomu nie przyszło do głowy, że dziecko
        "wymusza" cokolwiek.

        Czytaliśmy ostatni z
        > synem wasze wypowiedzi – postanowił być grzeczny by tatuś więcej nie dost
        > awał
        > batów wink A tak na poważnie, „przycisnołem” żonę by pospała trochę t
        > eż w dzień i
        > jak mały budzi się w nocy to nie jest taka zmęczona. Poza tym jak jest
        > niespokojny kładę go sobie na nagim torsie – tak by główkę miał przy moim
        > sercu
        > i rewelacyjnie się nam razem śpi. Minus jest taki że w kupie znalazłem już parę
        >
        > moich włosów – mam strasznie owłosioną klatkę wink
        No i BRAWO!smile
        Właśnie w tym kierunku powinniście iść - mały najwyraźniej potrzebuje Waszej
        bliskości. Może chusta do noszenia niemowląt? Ja bym jeszcze sugerowała żeby mu
        zapewnić więcej ciasnoty - maleństwa to lubią. Łóżeczko to dla nich często
        bezkresny ocean, w którym się czują zagubione i opuszczone.
        Głowa do góry - już niedługo synek będzie się do Was uśmiechał!smile
      • falka32 Re: Mały terrorysta 16.03.06, 12:14
        Egon, ustosunkuję się jeszcze do kilku rzeczy w twoim ostatnim poście, ok?

        "I znowu kolejna mądra
        > koleżanka fantazjuje na temat moich stosunków z mamą,"

        Sam wprowadziłeś zamieszanie na ten temat. Z twojego pierwszego postu wynika jak
        byk, że twoja mama sądzi, że 4 tygodnie to właśnie ten moment, kiedy należy
        kupić sobie zatyczki do uszu bo dziecko zrobiło się za cwane. Napisałeś też, że
        jesteś skłonny się z nią zgodzić, tylko żona oponuje. Nie dziw się więc
        spekulacjom na temat kompetencji twojej mamy. Wiemy o niej to, co sam napisałeś
        - że uważa, że 4-tygodniowe dziecko jest już manipulatorem i miewa "humory".
        Jeżeli do tego dodasz informację o tym, że jest pediatrą, tym bardziej jej
        poglądy budzą grozę.

        "> Z tym kokonowaniem to tak jak w szpitalu ale mały juz od 3 tygodni jest „
        > wolny”
        > więc przypuszczam że ciężko by to zniósł. "

        Nie przypuszczaj, tylko sprawdź. Możesz się zdziwić. Na mojego syna kokonowanie
        było jedyną metodą, kiedy miał już prawie 3 miesiące i nadal ataki
        egzystencjalno - zołądkowej histerii. A na tą metodę wpadłam, kiedy miał już
        grubo ponad miesiąc i spróbowałam jej też bardzo sceptycznie. Zawiń w pakunek
        tak, żeby tylko twarz wystawała, ale głowa była przykryta, tak jak chłopki na
        wsi smile i tak zawiniętego weź dopiero na ręce. Może pomoże.

        • guruburu Re: Mały terrorysta 16.03.06, 12:22
          Właśnie - są dzieci, które lubia być kokonowane nawet i do 9 miesiąca.
          A spanie razem - proponuje jeszcze sprawdzic jak sie maly zachowuje jak włożysz
          go sobie 'pod pache' smile
          A pozycja stojąca - tak go 'zwin' wysoko na ramienium, zeby miał buzię w Twojej
          nagłośni (to się chyba tak zwało) - i mrucz. A i lepsze niż 'zwykłe' noszenie
          jest tańczenie. Rytm musisz dobrac - zobaczysz co się synowi podoba.
    • egon26 Re: Mały terrorysta 17.03.06, 00:33
      No i chyba w końcu emocje opadływink.
      mika_p – nie bież mnie za potwora wink ja napisałem owszem „kolek nie ma”- bo z
      tego co wiem to są główne objawy krzyku dziecka, gdy nie jest głodne, ma sucho,
      nie jest mu zimno, gorąca itd. Itd. Itd. Tego nie napisałem bo to chyba
      logiczne że nie brał bym dzieciaka na przetrzymanie gdyby był głodny. A że przy
      kolkach brzuszek robi się twardy to sprawdziliśmy z mamą i nie miał. Ale to juz
      nie ważne. Bo znaleźliśmy z żoną rozwiązanie. Herbatka z melisy – dla całej
      rodzinki – mały trochę się nią „naćpa” i jest spokojniejszy, my się trochę
      nią „naćpamy” i może też łatwiej to znosimy. Poza tym uwierzcie mi,
      rozpieściliśmy z żoną tak bardzo kota że przy dziecku to wolałem na zimne
      dmuchać wink. A tak na marginesie znacie ten kawał:
      Żona kazała mężowi wykąpać dzieciaka. Mąż poszedł z nim do łazienki, po 5
      minutach słychać przerażający wrzask małego. Kobieta biegnie do łazienki,
      patrzy a mąż stoi nad wanną i trzyma dziecko za uszy. - Co ty robisz, przecież
      mu uszy urwiesz. - A co mam sobie ręce poparzyć - odpowiada mąż. wink
      Zawsze jak kąpie małego to tak patrze na te jego uszy wink
      Z zaproszenia do klubu chętnie skorzystamy ale faktycznie mały musi podrosnąć
      bo na razie to żona się nie ruszy a u mnie z czasem kiepsko- bo niestety ja
      musze dogadywać się też z baranami – nie tylko zodiakalnymi wink (mój szef –
      baran to bardzo delikatne określenie- ale myśli że go lubię ;PPP )

      A no i oczywiscie ani przez chwile nie wątpiłem że znajdzie się gorszy ojciec
      odemnie wink Pozdrowienia.
      • falka32 Re: Mały terrorysta 17.03.06, 09:05
        ja napisałem owszem „kolek nie
        > ma”- bo z
        > tego co wiem to są główne objawy krzyku dziecka, gdy nie jest głodne, ma
        sucho, nie jest mu zimno, gorąca itd. Itd. Itd. Tego nie napisałem bo to chyba
        > logiczne że nie brał bym dzieciaka na przetrzymanie gdyby był głodny. A że
        przy kolkach brzuszek robi się twardy to sprawdziliśmy z mamą i nie miał.

        Egon, logika logiką, ale nie do końca. Takie małe dziecko niekoniecznie musi
        mieć atak rasowej kolki, żeby płakać z powodu bólu brzucha. Nie życzę ani wam,
        ani tym bardziej małemu, żebyście się przekonali na własne oczy, jak wyglada
        PRAWDZIWA kolka. Mój facet pracuje w pogotowiu i nieraz zespół był wzywany do
        ataku kolki u niemowlęcia, bo rodzice tracili głowę ze strachu a dziecko
        zaczynało mdleć i wymiotowac od płaczu. Nie wiem, jaką praktykę ma twoja mama,
        ale wiem, że niektórzy pediatrzy wyłącznie "przychodniani" nie widzieli
        prawdziwej kolki od lat, bo umówmy się, że dziecko rzadko dostaje jej w
        gabinecie na rutynowej wizycie przed południem. Natomiast bóle brzuszka
        spowodowane problemami z trawieniem, z nietolerancją laktozy albo jakiegoś
        składnika diety mamy, lekkimi wzdęciami albo połkniętym przy karmieniu
        powietrzem są jednym z naczęstszych powodów takiego "niezidentyfikowanego"
        płaczu u niemowlęcia i niekoniecznie muszą się wiązać ze szczególnie twardym
        brzuszkiem ani ze zmianami, ekhm, kupy. Drugi bardzo częsty powód, zwłaszcza u
        starszych noworodków, to zmęczenie bodźcami, których ty możesz nawet nie umieć
        zidentyfikować (np. hałasem w pomieszczeniu, zbyt długim bujaniem, zbyt długim
        gapieniem się w obrazek). Dodaj do tego, że zmęczenie może się nałożyć z bólem
        brzuszka i już masz dziecko, któremu pozornie nic nie dolega, ma sucho, zjadło,
        a wyje w niebogłosy i uspokaja się tylko na rękach i to też niekoniecznie. Na
        rękach uspokaja się bo: a/ czuje się bezpieczniej, b/pozycja bardziej
        spionizowana przynosi ulgę brzuszkowi c/ruchy chodzącego rodzica działają na
        układ nerwowy dziecka jak tabletki uspokajające, podobnie jak bujanie w wózku.
        Jak widzisz, nie tylko względy emocjonalne, ale też czysto techniczne powodują
        to uspokajanie się na rękach, co często przez niektórych rodziców jest
        traktowane jako objaw kombinowania godnego dwulatka. Najbardziej wielu rodziców
        wkurza ten efekt, że jak położysz uspokojone już dziecko na wznak, zaczyna się
        dzeć, jakby łózko go parzyło. Jeżeli zapamiętasz, że noworodek działa na
        zasadzie akcja-reakcja, wiele dylematów rozwiąże ci się samo i pojawi się wiele
        odpowiedzi na pytania, które jeszcze nie raz sobie zadasz. Akcja - reakcja to
        znaczy: leżę - jest źle - ryk sygnalizacyjny; podnoszą - robi się dobrze - ryk
        się wyłącza; znowu leżę - znowu jest źle - ryk sygnalizacyjny. I tak w kółko.
        Możesz wytłumaczyć zachowanie dziecka bez zbędnej ideologii i naciąganych,
        wydumanych koncepcji wychowawczych, bo zachowanie to jest samo w sobie proste.
        Dziecko nia ma jeszcze tak złożonej pscyhiki, ba!, w ogóle prawie jej nie ma,
        jest kłebkiem odruchów warunkowych, instynktów, przewrażliwionych koncówek
        nerwowych, na bodźce, które są instynktownie wdrukowane jako zagrażające reaguje
        niekontrolowaną syreną alarmową i absolutnie nie rozumie co się wokół niego
        dzieje, nie rozumie twoich intencji, nie wie, że ma ciało, nie wie, że ty jesteś
        innym ciałem, a jeżeli się półgębkiem usmiecha to albo ma gazy albo
        niekontrolowanie reaguje na oczy, wszystko jedno, czy twoje czy dwa namalowane
        na kartce kółka.

        dobra wiadomość brzmi tak, że z każdym dniem będzie lepiej a po 3 miesiącach
        będziesz miał w domu już malutką osóbkę, z którą będziesz umiał się komunikowac
        a ona nauczy się od biedy komunikowac z tobą i różnicować płacz tak, ze będziesz
        wiedział, czy jest zmęczony, czy głodny czy obolały. A brzuszek się nauczy
        pracować i przestanie boleć.

        > rozpieściliśmy z żoną tak bardzo kota że przy dziecku to wolałem na zimne
        > dmuchać wink

        Chyba właśnie to wzbudziło taką reakcję wśród czytających - że podeszliście do
        dziecka tak, jak do kota (4-tygodniowy kot rzeczywiście może być już złosliwy,
        zgadzam się, a półroczny jest juz w zasadzie dorosły), jakby nie biorąc pod
        uwagę faktu, że ludzkie dziecko rządzi się nieco innymi prawami, rozwija się
        bardzo powoli nie tylko fizycznie ale także emocjonalnie i intelektualnie i nie
        bez powodu do 18-tki jest niepełnoletnie smile)))

        Dobrze ci radzę, poczytaj sobie choćby w necie na ten temat. A mamie też nie
        ufaj do końca, niezależnie od szacunku, jakm ją darzysz, bo ona dość dawno miała
        własnego noworodka w domu. Moja teściowa wychowała znakomicie piątkę dzieci a
        mojego syna w wieku 3 miesięcy (karmionego tylko piersią) chciała nakarmić zupką
        pomidorową ze swojego talerza, bo przecież "już duży". Pewne rzeczy się
        zapomina, pewne rzeczy się człowiekowi zlewają w jedno, ja sama miałam długą
        przerwę między pierwszym i drugim dzieckiem (12 lat) i wiele takich oczywistości
        musiałam sobie przypominać od zera. Możesz spokojnie przyjąć założenie, że ty i
        zona jesteście bardziej na bieżąco niz mama.
    • kasiaslask Re: Mały terrorysta 20.03.06, 11:03
      Też miałam problem-mój Kacperek ma 7 tygodni, oststnio nauczył mnie, że nie ma
      zasypiania bez noszenia na rękach godzinami. Waży już 6,5 kg, a ja mam ręce do
      kolan i kręgosłup do przewszczepu...Ale trochę cierpliwości się opłaca. Błagam,
      nie znęcaj się nad dzieckiem w ten sposób!!! Założenie jest takie, że w końcu
      musi zasnąć - upokojone, ale przytomne kładź do łóżeczka - jak zacznie płakać,
      to na ręce, ale tylko tyle, zeby się uspokoiło. I znowu, aż do skutku. Z czasem
      zacznie wymagać coraz mniej noszenia i stopniowo pryzzyczai się do
      samodzielnego zasypiania. Można też wypróbować kołyski lub bujania w foteliku
      samochodowym włożonym do łóżeczka jako rozwiązanie przejściowe. Powodzenia i
      wytrwałości. I wspomagaj żonę, bo nie wiesz, co czuje osoba, która nie może się
      nawet iść wysikać przez kilka godzin, bo dziecko nie pozwala...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka