semida
20.06.06, 11:38
Sorry ze znowu zaczynam oklepany temat,ale musze,po prostu musze sie
wygadac!!!Wyszlam za mąż rok temu.Byl to slub z powodu ciąży
przyspieszony,ale i tak planowalismy malzenstwo.Mąż mieszkal 200km ode mnie i
mial tam prace wiec chcac nie chcac musialam sie tam przeprowadzic.Mieszkamy
blisko tesciow(jakies1,5km)w malym miasteczku.Corcie urodzilam w swoim
miescie i przez miesiac bylam u rodzicow ktorzy pomagali mi w opiece nad
dzieckiem.Po miesiacu pojechalam w koncu do swojego mieszkania.Dodam ze przez
czas kiedy bylam u rodzicow tescie nie widzieli wnuczki,bo ani razu nie
przyjechali.Gdy pojechalam do swojego nowego domu,tesciowa przyszla zobaczyc
wnuczke,ale mala byla marudna wiec szybko sobie poszla.Przez kolejnych kilka
tygodni corcia czesto cierpiala na kolki,wiec jak tesciowie przyszli i
widzieli ze cos jest nie tak,to od razu w tyl zwrot i do domu.Na spacerze
tesciowa przez pierwsze 4 miesiace zycia corki byla moze z 4 razy.Ok,to nie
jest takie zle,bo cieszylam sie ze tak rzadko przychodzila.Najgorsze jest
to,ze wszystkim swoim znajomym naopowiadala jak to bardzo mi pomaga,jak mi
mowi co mam robic itp.Taka wspaniala babcia i tesciowa.To jest male
miasteczko,wiec wszyscy naokolo mysla,ze tesciowa pomagala mi calymi
dniami,podczas gdy z mężem sami wszystko robilismy.Poza tym,jak szlam do
lekarza to ona zawsze ze mna,bo w przychodni pracuja jej kolezanki.Wiec jak
tylko tam wchodzilysmy,to ona cap za dziecko i biegiem do gabinetu,a ja szlam
za nia jak piate kolo u wozu.Czy dziecko plakalo czy nie to ona za kazdym
razem latala z nia po calej przychodni i chwalila sie wnuczka.Ona pracuje w
jedynym szpitalu w miescie wiec zna cala sluzbe zdrowia.Ostatnio jak zrobilo
sie cieplo i mala jest starsza(ma pol roczku)to tesciowa chce ją zabierac na
spacerki i pokazywac kolezankom.Ok,nie mialabym nic przeciwko temu,ale ona mi
zamęcza dziecko.Ja mowie ze mala jest zmeczona i za pol godziny ma isc
spac,tesciowa do mnie"dobra,dobra"a pozniej ja sie dowiaduje ze ona latala z
nia po kolezankach i dziecko wcale nie spalo.Nic wiec dziwnego ze jak mi ja
przyprowadza po takim spacerze to mala placze ze zmeczenia.Mozna by pomyslec
ze ona tak strasznie kocha wnuczke ze chce sie nia pochwalic.Ok,ale skoro
jest taka kochajaca babcia,to dlaczego jak mala miala zapalenie ucha,to przez
tydzien nawet nie zadzwonila zapytac jak sie mala czuje?(wiedziala ze jest
chora),a po tygodniu przyszla i zabrala ja juz zdrowa na spacer pochwalic sie
kolezankom.Jak jej daje juz uspane dziecko i mowie ze dopiero zasnela,to "ok
ok,nie bede budzi".A pozniej okazuje sie ze za pierwszym zakretem zbudzila
dziecko bo spotkala kolezanke i chciala sie pochwalc.....Poza tym corka jest
jeszcze za lama na jedzenie niektorych rzeczy.Mowie tesciowej"Nie wolno jej
dawac biszkoptow,lepiej chrupki kukurydziane",odbieram mala ze spaceru,a ona
co trzyma w reku?Oczywiscie biszkopcika od babci.Mowie tesciowej"Jak mama
idzie na spacer,to prosze jej nie zabierac do domu,niech pooddycha swiezym
powietrzem",a pozniej kolezanka mi mowi ze tesciowa zabrala ja do domu i
trzymala tam przez caly okres mniemanego "spaceru"(kolezanka mieszka
naprzeciwko tesciowej).Jest jeszcze b wiele takich sytuacji.Ale
prosze,powiedzcie mi,co ja mam zrobic?????