Kochane mamy,
moja córcia to Żywczyk, kto czytał Tracy Hogg ten wie - znecierpliwiony
czekaniem na cokolwiek maluszek - daje BARDZO DOBITNIE krzykiem (nawet nie
placzem, ale krzyczącym gniewnym krzykiem) znac, gdy cos mu się nie podoba,
gdy musi czekac zbyt długo na podanie piersi, gdy za wcześnie obudzą, gdy za
późno położą, gdy nie tak wykąpią, gdy lekarz nie ten, gdy wycieraja za
wolno, gdy guzdrzą się przy ubieraniu, gdy nosza w pionie, a ma byc w
poziomie, gdy bujają, a mją nie bujać, generalnie, nerwus taki i mała
terrorystka
Piszę to z _przymrużeniem oka_, bo wiem, że przecież 7-tygodniowy maluszek
nijak terroryzowac nas nie może, ale pewne cechy temperamentalne chyba już
widać.
Uff, po tym przydługawym wstepie (jak zwykle

) dochodzę do pytania -
- Czy żywczykowość Żywczyków utrzymuje sie w miarę dorastania niemowlaczka,
czy eskaluje, czy sie wycisza? Czy Wasze dzieciaczki na swoją własną
niemowlęcą miarę uczyły się czekać, czy na swój niemowlęcy sposób dorastały
do bycia bardziej cierpliwymi??
Czy tez może potrzebowały ćwiczeń w tym?
W tej chwili oczywiście w niczym małej nie ćwiczę, staram się najsprawniej
wykonywac wszystko, co trzeba, nie przeciagać czsu miedzy pobudką a
karmieniem, staram się nie frustrować jej w żaden sposób - teraz mieszka
przecież w Karinie Szczęśliwości, gdzie wszystko jest dla NIEJ

)
Tylko kiedy z tej Krainy nalezy zacząć powoli wprowadzać ją w Prawdziwy
Świat, w którym nie zawsze wszystko jest OD RAZU?
To jest własnie moje pytanie.
Pozdrawiam
Natalia