Witam Was wszystkie serdecznie! Chciałam się trochę wyżalić... Dziś jestem
drugi dzień w pracy po dwutygodniowym urlopie (byliśmy nad morzem, pogoda
niestety nie dopisała, ale urlop to urlop, zawsze się trochę odetchnie).
Powiem szczerze - kompletnie nic mi się nie chce. Jestem totalnie
rozkojarzona, zamyślona, praca idzie mi jak po grudzie... Najchętniej
wróciłabym do domu, do synka (ma 16 miesięcy), wzięła wózek, grabki, łopatkę
i poszłabym z nim do piaskownicy

Bardzo przyzwyczaił sie do mnie przez te
dwa tygodnie, spał nawet dłużej rano. A dzis obudził się wcześniej i
rozpłakał się jak wychodziłam. Ciężkie to wszystko.. Pewnie wiele z Was mnie
rozumie.
Najgorsze jest to, że moja praca wymaga ciągłego myślenia, nie mogę sobie
pozwolić na np. "wyłączenie się" na chwilę i pracę typowo taką bierną. Tym
gorzej dla mnie.
Napiszcie proszę coś pocieszającego, bo zaraz tu kajtnę przy tym biurku..