andziulindzia
12.09.07, 12:27
Moje starsze dziecko rozpoczęło właśnie edukację przedszkolną.
Wychowawczyni stosuje metodę ruchu rozwijającego wg Weroniki
Sherborne i przyznam, że bardzo mnie tym zaciekawiła. Najogólniej
mozna powiedzieć, że ta metoda wykorzystuje ćwiczenia przypominające
baraszkowanie, przytulanie, swobodny taniec, dotykanie w celu
poznania własnego ciała, zdobycie świadomości przestrzeni, relacji
międzyludzkich i zaufania do innych. Dokładniejsze informacje
znajdziecie tutaj:
tiny.pl/1h2t
www.publikacje.edu.pl/publikacje.php?nr=178
Ale do czego zmierzam. Nauczycielka opowiadała, że wiele dzieci nie
jest nauczonych dotyku z innymi ludźmi, nie ma zaufania do swoich
rodziców i przy zabawach, w których trzeba usiąść dorosłemu na
kolanach czy się przytulić wolą podejść do nauczyciela, którego
widzą pierwszy raz w życiu niż do własnej matki. Nauczycielka
twierdzi, że to wynik braku czasu, baraszkowania z dzieciakami po
podłodze czy rodzicielskim łóżku. Często przyczyną jest trudny
poród, inkubator, długa rozłąka z rodzicem. I tak sobie pomyślałam,
że nosząc nasze dzieci w chustach lub bez chust powoli i bez stresów
wprowadzamy je w wielki świat. Pozwolę sobie zacytować:
"Dziecko w swoim rozwoju emocjonalnym i społecznym najpierw musi
nauczyć się kontaktu z dorosłymi, z jedną osobą, aby było dojrzałe
do kontaktów z rówieśnikami."