Jestem chrestną ośmiomiesięcznej dziewczynki i prawdę mówiąc mam dylemat. Otóż
rodzice dziecka pozwalają oglądać małej telewizję, co więcej postawili nawet
łóżeczko dziecka na przeciw telewizora tylko dlatego, że dziecko "lubi"
oglądać. Przy karmieniu małej bajka, bo łatwiej się karmi itp... Dziewczynka
raczej ma niewiele innych bodźców wzrokowych typu kolorowa karuzela nad
łóżkiem, raczej też nie ma książeczek. Kilka naprawdę przyzwoitych zabawek ma
w zasadzie ode mnie... Z bodźcami słuchowymi jest podobnie, bo rodzice raczej
nie słuchają nic innego prócz tv. W ogóle to dziecko weźmie się na rączki i
pobawi może pół godziny dziennie, a potem da się jedną, dwie zabawki i na tym
koniec
Kuzynka (matka małej) i ojciec dziecka nie są lotni intelektualnie, (z
najprostszymi zadaniami matematycznymi z liceum zawodowego, które teraz kończy
(ma 27 lat) przychodzi do mnie (nie mam z naukami ścisłymi nic wspólnego),
obsługuje komputer podstawowo itp. Wiem, że jak spróbuję jej powiedzieć, żeby
trochę zmieniła podejście do dziecka i zaproponuję jakieś inne zabawy niż tv
(ona nie pracuje tylko wieczorowo chodzi do szkoły) to nie posłucha, tatuś w
ogóle wyleci z pyskiem, że po co się wtrącam to ich dziecko i nie moja sprawa.
Problem jest taki, że kiedy zaczną się jakiekolwiek problemy z edukacją czy w
ogóle rozwojem to będzie moja wina, a tak będzie jestem o tym przekonana

((,
bo wykształcona ciotka i chrzestna za jednym zamachem nie dopilnowała

Już
pomijam fakt, że 27 calowy telewizor w odległości 3,5 m. to jest zabójstwo dla
oczu
I co z tym zrobić?