wrwr
16.10.07, 23:58
Dzisiaj spedzilam sloneczne popoludnie z moja kolezanka. Ona wesola,
odprezona szczebiotala mi, ze kazda chwila macierzynstwa nalezy sie
cieszyc, bo jest niepowtarzalna. Jej coreczka przesypia juz od kilku
miesiecy noce... Siedzialam naprzeciwko z przekrwionymi oczami,
rozczochrana modlac sie, zeby jak najdluzec zostac z moim dzieckiem
wsrod ludzi, zeby nie musiec wrocic do domu i rozpoczac nierowna
walke. Jestem juz tak zmeczona dziesiecioma miesiacami bezsennosci,
ze nie mam sily na nic. To ma byc najpiekniejszy czas w zyciu
kobiety? Dziekuje bardzo! Wiem, ze powinnam dziekowac Bogu za zdrowe
dziecko, wiem, ze molo byc inaczej. Zastanawiam sie tylko, jaki to
wszystko ma sens: jej niespokojny sens a moje zmeczenie? Obie
jestesmy z siebie niezadowolone. Jestem kiepska mama z podkrazonymi
oczami. Bedzie lepiej? Kiedy? Jakie zostana mi wspomnienia? Ehhh
teraz to juz tak padam na pysk, ze nwet spac nie moge- wybaczcie