awtorek
29.04.08, 16:35
Słuchajcie, jakie są Wasze dzieci? Pytam, bo podobno dzieci po cesarce są dużo
bardziej płaczliwe, wolniej się adaptują w nowym dla nich świecie. Mało tego,
te ułożone pośladkowo mogą mieć zaburzenia błędnika (dlatego układają się
odwrotnie). To oczywiście nie żadna choroba. Błędnik dochodzi w końcu do
równowagi ale trwa to dość długo i jest kolejną przyczyną niesamowitego płaczu
tych dzieci.
Moja 3,5 m-czna córka ułożyła się właśnie pupą w dół, więc miałam cesarkę.
Potrafiła i potrafi strasznie płakać. Po 3 m-cach nie dawałam już rady. Było
po prostu coraz gorzej. W akcie desperacji, umówiłam się na wizytę z
terapeutką rozwoju psycho-motorycznego, która przyjechała do mnie do domu
(miało być 2,5 godziny a stanęło na 5...). I ona właśni mi to powiedziała -
moja córka ma niedojrzałość układu nerwowego (nadmiar dodźców = ryk),
niedojrzałość błędnikową (każda gwałtowna zmiana pozycji to dla jej ciała
stres, np. szybkie położenie jej na plecach to jak spadanie w dół, poza tym w
ogóle nie toleruje pozycji na plecach, właściwie żadnej oprócz pionowej, na
rękach), a na dodatek (nie uwierzycie!) jest niedokołysana, bo musiałam w 3
trymestrze ciąży leżeć z powodu przedwczesnych skurczów.
Dostałam całą listę zaleceń. Między innymi, kołysanie w różnych pozycjach (co
ma stymulować błędnik), specjalna gimnastyka 5 razy dziennie, częste ciasne
zawijanie, ograniczenie ilości bodźców itp. O dziwo zauważyłam u córki sporą
poprawę. Jest spokojniejsza, a przede wszystkim śpi spokojniej (jej zasypianie
to był chyba największy problem).
Nadal jednak potrafi przebudzać się z wielkim płaczem 10 min. po zaśnięciu
(śpi na plecach i podobno mózg rejestruje ten fakt, nawet podczas snu). Poza
tym, przebudza się na spacerach i ryczy, jakby ją zarzynali (właściwie robi to
jeszcze jakby w półśnie). Więc praktycznie nie mogę z nią nigdzie wyjść
(zwłaszcza że nie mam samochodu). Jeszcze spacer po parku wchodzi w grę ale
niej daj boże wejść do sklepu, gdzie kasjerka głośniej się odezwie... Poza tym
są problemy z jedzeniem (odrywa się od piersi) i nie chce jeść butelki
(wypróbowałam ich już z 5 i na razie nie ma szans), więc nawet nie mam jak jej
zostawić na dłużej.
Dlatego jestem ciekawa, czy ktoś z Was ma podobne problemy (jeśli tak to jak
sobie z nimi radzicie??) i czy rzeczywiście jest to typowe dla dzieci z
cesarek. Przyznam, że jak czytam na forum Styczniówek, do których się
zaliczam, że ich dzieci przesypiają już noce (mało tego, zasypiają same po
odłożeniu do łóżeczka!!), na spacerach podziwiają świat a one same umówiły się
właśnie na spotkanie w wawie, gdzie mieszkam to otwierają mi się szeroko oczy.
Bo u mnie sukcesem jest jeśli uda mi się wyjść do pobliskiego sklepu bez
histerii na całe osiedle. Cóż, mam świadomość że to minie. Czekam na ten
moment z utęsknieniem..