Dodaj do ulubionych

Chrzest konieczny ??

    • mama-ola z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:04
      Przeczytałam z zainteresowaniem tę dyskusję.

      Rozumiem tych, którzy mówią, że chrzczenie dziecka, gdy się nie
      wierzy, jest hipokryzją, kłamstwem itp.

      Ciekawa jestem, co powiecie na ochrzczenie z takiego powodu: gdy
      przyjdzie czas komunii i inne dzieci będą miały przyjęcia, ładne
      stroje, prezenty i będą przeżywać przez wiele tygodni zbliżający
      się "ten dzień", to mój syn/moja córka poczują się źle, że tego nie
      mają. Będzie im bardzo przykro i żal. Więc aby ich tego nie
      pozbawiać...

      Tutaj głównym powodem jest nie: "bo co ludzie powiedzą", lecz: "dla
      mojego dziecka wszystko, żeby było zadowolone".
      • caelum Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:16
        Ani chrzest, ani później komunia nie są po to, żeby "mieć przyjęcia, ładne
        stroje i prezenty".

        Chrzest i komunia to są sakramenty i jako takie, nie powinny kompletnie mieć nic
        wspólnego z tym, co Ty wymieniłaś. A zresztą, w tej dyskusji już wypowiadały sie
        osoby, które z takim problemem umiały sobie poradzić.


        "dla
        > mojego dziecka wszystko, żeby było zadowolone". Skąd pewność, że to właśnie z
        chrztu czy komunii będzie zadowolone? Już teraz wiesz to na pewno????
        • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:29
          Chodziło mi o punkt widzenia dziecka a nie uwagi typu "Chrzest i
          komunia to są sakramenty i jako takie, nie powinny kompletnie mieć
          nic wspólnego z tym, co Ty wymieniłaś" - przecież to są
          oczywistości wink

          > Skąd pewność, że to właśnie z chrztu czy komunii będzie
          > zadowolone? Już teraz wiesz to na pewno????

          Nie z chrztu. Nie pisałam o chrzcie. Chodziło o atmosferę
          przygotowań do I komunii. Jak się wiele tygodni zbiorowo na coś
          czeka, to się udziela atmosfera. Z komunią wiążą się różne przyjemne
          rzeczy, brak komunii to pobawienie tych przyjemności. Z przyjemności
          dzieci są zadowolone, gdy inni zbiorowo w danym czasie mają
          przyjemności, a dane dziecko nie - to nie jest zadowolone. To też
          oczywistości wink

          Czy teraz już wiem* na pewno? A Ty na ile procent byłabyś pewna, że
          tak dziecko poczuje?

          * nie chodzi o mnie, to nie mój argument z tymi przyjemnościami, ja
          tylko chciałam to wspólnie z kimś rozważyć
          • titta Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:36
            mamo-ola(-u?) a nie uwazasz, ze branie udzialu przez dziecko w
            jakims obrzatku religijnym dla prezentow, stroiu, czyli innymi slowy
            w hipokrytycznej szobce jest na pewno tym co jest dla niego
            najlepsze? Czy gdyby wiekszasc osob ze szkoly dziecka bylo
            protestantami (ja na przyklad chodzilam do takiej szkoly) to poslala
            bys go "dla jego dobra" na konformacje aby sie nie wyroznialo? Albo
            zorganizowala bys barnicwa gdyby bylo otoczone prze Zydow, a ty sama
            bys tego wynania nie byla? Spojrz w ten sposob.
            Komunia jest obrzatkiem religijnym. Nie mozna z niego robic cyrku.
            • titta Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:37
              szopce - mialao byc. Przepraszam, pisanie nie jest moja macna strona.
            • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:51
              > Czy gdyby wiekszasc osob ze szkoly dziecka bylo
              > protestantami (ja na przyklad chodzilam do takiej szkoly) to
              > poslala bys go "dla jego dobra" na konformacje aby sie nie
              > wyroznialo? Albo zorganizowala bys barnicwa gdyby bylo otoczone
              > prze Zydow, a ty sama bys tego wynania nie byla?

              Nie, barmicwa ani konfirmacja nie wchodziłyby w grę.

              > Spojrz w ten sposob.

              Nie bardzo mogę, bo chodzi o inny przypadek. "Chrzcić albo nie
              chrzcić - oto jest pytanie" nie dotyczy ateistów czy osób innej
              wiary. Dotyczy tych, co się wahają, co dopiero przechodzą na drugą
              stronę. Sami pochodzą z religijnej rodziny, mają wszystkie papiery
              kościelne w porządku, żadnych przeszkód formalnych, by chrzcić.
              Jedyna przeszkoda - to wygaśnięta w nich wiara, brak praktyk
              (niedzielna msza, spowiedzi itp.).
              • titta Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 16:11
                "Wygasniecie praktyk" to nie przeszkoda jedyna, a chyba glowna w tym
                przypadku. Wszak sklada sie przysiege, ze dziecko bedzie wychowywane
                w wierze katolickiej. To co , zaczynamy od krzywoprzysiestwa?

                Jesli kontakt rodzicow z kosciolem ogranicza sie jesdynie do
                jakiegos mentnego poczucia, ze przynaleza do danej kultury, to dla
                dziecka bedzie ta kultura sprowadzac sie jestynie do tego, co
                zaobserwuje u rowiesnikow. Roznicy nie widzisz tylko dlatego, ze w
                Polsce do innych wyznan ciagle podchodzi sie jak do czegos
                strasznego. ("Lepeij zeby byl alkoholikiem niz protestantem").
                Tak na marginesie, to wiem jaki temat jest trudny. Sama przechodze
                przez niego - choc w mniejszej skali i z innej strony - co robic ze
                soba na swieta, by ultrakatolicka babcia nie byla urazona. Tym
                bardziej, ze wiem, ze moje zachowanie jest bacznie obserwowane...
                • caelum Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 17:39
                  Titta! Może różnimy się poglądami, jeśli chodzi o zbawienie (w sumie to
                  zrozumiałe, skoro ty wierzysz, a ja nie), ale przyznam, że bardzo, bardzo podoba
                  mi się to, co piszesz w swoich postach!

                  Świadome, przemyślane, zdecydowane, prawdziwe i logiczne. Brawo! smile))
                • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 21:48
                  > Roznicy nie widzisz tylko dlatego, ze w
                  > Polsce do innych wyznan ciagle podchodzi sie jak do czegos
                  > strasznego. ("Lepeij zeby byl alkoholikiem niz protestantem").

                  Nie, to nie prawda, że dlatego nie widzę różnicy. Ale mniejsza o to.

                  A co do innych - nie wydaje mi się, żeby tak postrzegali
                  innowierców. Lepiej alkoholikiem niż protestantem? Wydaje mi się, że
                  gruuubo przesadziłaś. No ale ja jestem z dużego miasta, nie znam
                  właściwie prowinsji, może tam jest inaczej.
                  Ja akurat jestem bardzo tolerancyjna i w takim też środowisku się
                  obracam. Jest sporo osób b. wierzących, są niewierzący, studiowałam
                  z protestanką, a mój mąż studiował z gejem itp. itd. Nie przypominam
                  sobie żadnych niesnasek czy ostracyzmu. Obecnie, choć od studiów
                  minęło naście lat, wciąż utrzymujemy kontakty (gej, protestantka, my
                  katolicy i paru ateistów przy jednym stole na czyichś urodzinach), a
                  jak się okazało, że taki jeden nie jest za PO, tylko za PIS-em, to
                  zmieniliśmy temat, co by się o to nie pokłócić.
                  Jestem w szoku, że lepiej alkoholik ... itd. Gdzie Ty mieszkasz?
          • dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:39
            Taka stara nie jestem, żeby nie pamiętać, jak to było, jak byłam
            dzieckiem. Byłam przez moich nieodpowiedzialnych rodziców pozbawiona
            przyjemności pierwszej komunii i nie cierpiałam z tego powodu nic a
            nic. Zwisało mi to i powiewało.

            A jeżeli moje dziecko poczuje się jednak ofiarą społecznej
            niesprawiedliwości z powodu tego, że inni dostają w maju prezenty, a
            on nie (w co wątpię), to zrobię dla niego huczną imprezę, zaproszę
            gości i obdaruję go prezentami. Ot tak, bo go kocham. Nie potrzebuję
            do tego pretekstu w postaci sakramentu przyjmowanego "bo wypada".
            • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:47
              > Taka stara nie jestem, żeby nie pamiętać, jak to było, jak byłam
              > dzieckiem. Byłam przez moich nieodpowiedzialnych rodziców
              > pozbawiona przyjemności pierwszej komunii i nie cierpiałam z tego
              > powodu nic a nic. Zwisało mi to i powiewało.

              O to mi chodziło. Czy 9-latkowi/9-latce zwisa i powiewa, czy jeszcze
              nie ma na tyle silnej psychiki.
              • caelum Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 17:35
                Czy 9-latkowi/9-latce zwisa i powiewa, czy jeszcze
                > nie ma na tyle silnej psychiki.

                Nic nigdy nie zwisa i nie powiewa, zwłaszcza w tym wieku, kiedy tak bardzo chce
                się być takim, jak inni. Ale od tego są rodzice, żeby nie pozostawiać malucha
                samemu sobie ("nie idziesz do komunii bo nie i koniec dyskusji"), tylko
                rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Albo, jak napisała dorianne - w
                razie potrzeby urządzić imprezę w prezentami. Bo nie ukrywajmy, w tym wieku nie
                chodzi o przeżycie religijne, tylko właśnie o ta całą otoczkę, o którą właśnie
                sama pytasz.
                • dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 21:23
                  Dokładnie tak. Z dzieckiem trzeba rozmawiać, a nie uczyć je
                  konformizmu.
                  • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 21:55
                    > Dokładnie tak. Z dzieckiem trzeba rozmawiać, a nie uczyć je
                    > konformizmu.

                    To porozmawiajcie, ja poczytam.

                    Jaś (lat 9): Mamo, jak chcę iść do komunii.
                    Mama Jasia: Nie synku, my nie jesteśmy wierzący.
                    Jaś: Ale ja bym chciał. Ja jestem wierzący. Babcia mi opowiadała.
                    Byłem w kościele z klasą, podobało mi się... Mamo, proszę...
                    Mama Jasia: ...
                    • dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 21:56
                      Zamierzasz zacząć rozmawiać z dzieckiem dopiero jak skończy 9 lat?...
                      • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 22:20
                        Ja? To nie mój problem wink
                        Ale migaj się wink Bardzo jestem ciekawa, jak się uczy 9-latka, żeby
                        nie był konformistą na tym konkretnym przykładzie.
                        • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 22:21
                          Miało być: _nie_ migaj się.
                        • dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 22:28
                          Od urodzenia. Wystarczy szanować swoje dziecko i zdawać sobie sprawę
                          z tego, że jest osobnym człowiekiem, a nie Twoją własnością. Nie
                          migam się, mówię, co myślę i co wiem na własnym przykładzie, bo
                          właśnie tak mnie wychowano.

                          Mogę się założyć, że mój syn nigdy nie powie, że jest mu przykro z
                          powodu komunii innych dzieci, a zatem to nie jest także
                          mój "problem".
                          • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 22:38
                            Moim zdaniem, trochę sobie przeczysz, pisząc jednocześnie, że syn
                            jest osobnym czlowiekiem (i zrobi, co zechce?) oraz że możesz się
                            założyć, co zrobi. Jak osobnym, a nie Twoją własnością, to (się) nie
                            zakładaj z góry, co zrobi. Tak w każdym razie ja rozumiem słowa "nie
                            jest moją własnością".
                            Pozdrowienia wink
                            • dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 23:19
                              Wyjaśnię Ci zasadniczą różnicę pomiędzy Twoim i moim tokiem myślenia:
                              Ty sądzisz, że mojemu synowi jednak może być przykro z powodu tego,
                              że inni (wcale nie jest powiedziane, że wszyscy) idą do komunii, a
                              on nie. Nie doceniasz mojego syna.
                              Ja jestem przekonana, że jednak nie będzie mu przykro. Nie będzie mu
                              przykro, bo będzie wiedział, że ludzie są różni, mają różne
                              przekonania, różne religie między innymi też, a komunia to obrzęd
                              religijny, który dotyczy osób wyznania katolickiego (być może też i
                              innych, tu się muszę dokształcić, przyznaję). Proste jak budowa
                              cepa. Ja w wieku 8 lat to wiedziałam. Dzieci nie są głupie. Mój Leoś
                              to bystry gość...
                              • caelum Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 06:47
                                Otóż to. Cała sztuka to wysilić się, żeby wychować człowieka mądrego,
                                rozumiejącego i umiejącego bronić swoich racji. Choć na pewno łatwiej równać "w
                                dół" byleby nie odstawał. Bo będzie mu przykro.

                                Aż tak mama_ola nie ufasz w swoje talenty rodzicielskie??

                                • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 08:18
                                  dorianne.gray napisała:

                                  > Wyjaśnię Ci zasadniczą różnicę pomiędzy Twoim i moim tokiem
                                  > myślenia: Ty sądzisz, że mojemu synowi jednak może być przykro
                                  > z powodu tego, że inni (wcale nie jest powiedziane, że wszyscy)
                                  > idą do komunii, a on nie. Nie doceniasz mojego syna.
                                  > Ja jestem przekonana, że jednak nie będzie mu przykro.

                                  Mówisz mi, co sądzę, a potem zbijasz rzekomo moje argumenty? Trochę
                                  to śmieszne wink Pierwszy raz jestem na tym forum, zdumiewają mnie
                                  takie obyczaje.
                                  Niestety, nie trafiłaś. Przykro mi, nie mam przemyśleń na temat
                                  Twojego syna. Ale Ty, jak widzę, bardzo dokładnie wiesz, co zrobi.
                                  Tak pojmujesz jego "wolność wyboru". Mądry gość - zrobi, co mama
                                  chce, już mamy w tym głowa.
                                  (Pisałam o Jasiu; Jaś nie jest moim synem).

                                  caelum napisała:

                                  > Otóż to. Cała sztuka to wysilić się, żeby wychować człowieka
                                  > mądrego, rozumiejącego i umiejącego bronić swoich racji. Choć na
                                  > pewno łatwiej równać "w dół" byleby nie odstawał. Bo będzie mu
                                  > przykro.

                                  Swoich racji? Jaś bardzo bronił swoich racji. Przypomnę, że Jaś to
                                  chłopiec lat 9, który chciał przystąpić do komunii, obstawał przy
                                  tym, że jest wierzący, chodził do kościoła z babcią i z klasą itp.
                                  Pójście do komunii jest równaniem w dół? Ejże, piszą to osoby
                                  deklarujące szacunek do własnego dziecka i dające mu wolność wyboru
                                  oraz uznające jego prawo do wyboru religii? "Nie idź synku, nie
                                  równaj w dół"? Cóż za brak tolerancji.

                                  > Aż tak mama_ola nie ufasz w swoje talenty rodzicielskie??

                                  Coś mi się zdaje, że Waszym zdaniem talent rodzicielski polega na
                                  tym, żeby od małego tak urabiać dziecko, by zrobiło to, co matka
                                  chce. Katolicy od małego rozmawiają z dziećmi o Bogu, uczą pacierza
                                  itp., by w wieku 9 lat wiedziało, co wybrać (jedyną słuszną decyzję
                                  podjęło: poszło do komunii). A Wy postulujecie rozmawianie od małego
                                  z dzieckiem, by również w wieku 9 lat wiedziało, co wybrać (jedyną
                                  słuszną decyzję podjęło: nie poszło do komunii). Jedna i druga
                                  postawa to fanatyzm, albo religijny, albo ateistyczny.

                                  A moje talenty mają się dobrze. Jak na razie nie zgłaszam żadnych
                                  problemów wink Syn ze mną też problemów nie ma. Chcesz iść do
                                  kościoła z babcią? - pytam w niedzielę. Chce iść - proszę bardzo.
                                  Nie chce iść - nie ma problemu. Chcesz powiedzieć paciorek? - pytam
                                  (babcia nauczyła). Jak chce, mówi, a ja chwalę, że ładnie pamięta.
                                  Nie chce - nie mówi, drugi raz nie pytam.
                                  I nie mam pojęcia, czy pójdzie do komunii, po prostu nie mam
                                  zielonego pojęcia. Niczego z góry nie zakładam. Jeśli tylko zechce,
                                  proszę bardzo. W żadnym razie nie upokorzę go ani nie stłamszę
                                  urabianiem, że bystry gość to by nie poszedł, albo że równa w dół.
                                  Mam szacunek do własnego dziecka.
                    • caelum Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 07:07
                      Po pierwsze, to zgodnie z twoimi postami, mały Jasio powinien powiedzieć raczej:
                      "Ale ja bym chciał. Bo Marcinek dostanie nowy rower, a jego starszy brat w
                      zeszłym roku dostał od babci dwie stówy i ja też tak chcę."

                      Po drugie, to nie wyobrażam sobie, że dziecko nagle wyskakuje mi z deklaracją
                      tego typu. Bo to by znaczyło, że nie wiem, co działo się z moim dzieckiem przez
                      te 9 lat.
                      Ale nawet, zakładając najczarniejszy scenariusz, że dam d.... jako rodzic i
                      usłyszę coś takiego - myślę, że słowa "Ja jestem wierzący" brzmią bardziej
                      przekonująco w ustach 19-, niż 9-latka. Nigdy nie zniechęcałabym syna, widząc,
                      że jest zainteresowany religią, ale najpierw poczekałabym, czy przypadkiem nie
                      jest to słomiany zapał czy jedynie chęć otrzymania rowerku.
                      Ja naprawdę uważam, że każdy człowiek powinien zadecydować samodzielnie, ale,
                      żeby podjąć taką decyzję, potrzeba chyba jednak odrobiny dojrzałości.

                      A czy Ty, słysząc "byłem z klasą w kościele i podobało mi się" naprawdę dałabyś
                      się przekonać? To twoje dzieci migiem okręcą sobie ciebie dookoła małego
                      paluszka. Ale przecież zrobisz wszystko, żeby były zadowolone....

                      • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 08:19
                        > Ale nawet, zakładając najczarniejszy scenariusz, że dam d....
                        > jako rodzic i usłyszę coś takiego

                        Dałaś d... jako rodzic, bo dziecko jest wierzące? Co za fanatyzm.
                      • mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 08:22
                        > Bo to by znaczyło, że nie wiem, co działo się z moim dzieckiem
                        > przez te 9 lat.

                        A nie wyobrażasz sobie, że mogłabyś wiedzieć, ale nie przeszkadzać?
                        Dać wolność? Musiałabyś rzucać się na ratunek zagrożonemu ateizmowi
                        swojego dziecka?

                        > A czy Ty, słysząc "byłem z klasą w kościele i podobało mi się"
                        > naprawdę dałabyś się przekonać? To twoje dzieci migiem okręcą
                        > sobie ciebie dookoła małego
                        > paluszka. Ale przecież zrobisz wszystko, żeby były zadowolone....

                        Zacznij czytać wreszcie ze zrozumieniem. Patrz sygnaturka. Jaś ma
                        lat 9 i nie jest moim synem, piszę to chyba już po raz enty.
                        • caelum Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 15:59
                          Proponuję, żebyś Ty też postarała się czytać ze zrozumieniem. Moze wtedy
                          przeczytałabyś dokładnie to, co napisałam - że dałabym ciała, gdyby po 9 latach
                          okazało się, że kompletnie nie znam swojego dziecka.

                          I zrozum, kobieto - moje dziecko ma prawo wyboru, co również napisałam czarno na
                          białym. Może zacytuję dla przypomnienia: "Nigdy nie zniechęcałabym syna, widząc,
                          że jest zainteresowany religią, ale najpierw poczekałabym, czy przypadkiem nie
                          jest to słomiany zapał czy jedynie chęć otrzymania rowerku." DOTARŁO?? Ty
                          nazywasz to fanatyzmem? A słownik języka polskiego to masz w domku?

                          I w którym to momencie napisałam, że 9-letni Jasio jest Twoim synem?????? Uważam
                          tylko, że robienie "wszystkiego, byle dziecko było zadowolone" to łagodnie
                          mówiąc jest średnio mądre.

                          A tak w ogóle.....nie chce mi się tłumaczyć z polskiego na nasze tego, czego
                          najwyraźniej nie chcesz zrozumieć. Pozdrawiam. smile Wolę się pobawić z maluchem.
                          • dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 16:23
                            Tak jest! Gadał dziad do obrazu...
                        • caelum Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 16:35
                          A Konrad zasnął i mam jeszcze chwilę.

                          Właściwie, to jak Twoim zdaniem dwoje ateistycznych rodziców powinno wychowywać
                          swoje dzieci? Bo wydaje mi się to dosyć oczywiste, że rodzice wychowują dzieci
                          zgodnie ze swoimi przekonaniami i swoim sumieniem. Przecież nie pójdę ochrzcić
                          małego, tylko dlatego, bo może w przyszłości on jednak tym katolikiem
                          zostanie... Jedyne, co mogę, to pokazać mu, że są jeszcze inne możliwości oprócz
                          tej, które akurat wybrali jego rodzice. Ale jednocześnie, mam prawo uważać, że
                          decyzję o swojej przynależności religijnej powinno się podejmować w wieku nieco
                          dojrzalszym niż 9lat.


                          Jeśli Twój 3-letni Antoś za 5 lat zobaczy u kolegi pianino i powie, że tez takie
                          chce, to polecisz mu je kupić? A jeśli miesiąc później zobaczy u kogo innego
                          gitarę, to też dostanie podobną, bo przecież musi być zadowolony? Czy też może
                          zapiszesz go na lekcje muzyki, kupisz płyty, i książki, pochodzisz z nim na
                          koncerty i dopiero, kiedy zobaczysz, że on naprawdę przykłada wagę do tej muzyki
                          będziesz wiedziała, że to nie tylko chwilowe hobby?
                    • titta Re: z punktu widzenia dziecka 30.05.08, 12:03
                      Co zrobic? Zaczac rozmawiac. O swoich pogladach, o potrzebach syna.
                      O tym czym jest wiara i ze nie chodzi tu o stroj, prezenty i pojscie
                      z grupa.
                      Jesli nadal bardzo chce bardzo, to pozwolic babci go przygotowac i
                      do komuni poslac. (W takiej sytuacji chrzest jest z komunia lub
                      odbywa sie wczesniej)).
                      Z dziecmi sie rozmawia, nie sa przeciez glupie smile
    • katharinasz-s Re: Chrzest konieczny ?? 30.05.08, 11:39
      Musze przyznać,że Wasze zdania są ciekawe... Toteż chętnie wracam do tego wątku.
      Ostatnio nawet w domu dyskutowaliśmy nad tym - i pojawiła się pewna myśl, którą
      chciałam się podzielić... Jak dziecko ma wybrać samo, skoro nie będzie wiedziało
      spośród czego ma wybierać? W większości Waszych wypowiedzi tak naprawdę widać
      już, że dokonałyście za dziecko wyboru... A po drugie. Po co uczyć dziecko mówić
      po polsku? (czy w jakimkolwiek innym języku). Niech dorośnie. Samo wybierze
      jakiego języka zechce się nauczyć. Narzucając mu język, kulturę (przez fakt
      miejsc, w którym żyjemy) już je ograniczamy...
      • jagielon29 Re: Chrzest konieczny ?? 30.05.08, 11:49
        Zgadza sie, ze to wybor rodzica i zgodnie z przekonaniami rodzica.
        Co jest jak najbardziej logicznesmile Dlatego przekonuje mnie zasada:
        wierzacy - chrzcic, niewierzacy - nie chrzic. Tak ja wypowiadalam
        sie w innym poscie, dziecko w tym wieku to moze co najwyzej
        zadecydowac czy chce jesc czy nie, czy tez bawic sie samochodzikiem
        czy pilkasmile
        Chrzest badz jego brak to wybor rodzicow, nie dziecka. Mysle, ze to
        w sumie logiczne i prawidlowe.
    • a.g.r.e.s.t Re: Chrzest konieczny ?? 31.05.08, 16:39
      Ja nie miałam wątpliwości, czy ochrzcic dziecko w kościele
      katolickim. Religia jest w naszej rodzinie ważnym elementem życia i
      staramy się przekazać to podejście dzieciom. Szanuję przekonanie, że
      dziecko ma prawo wybrać, ale uważam je za niesłuszne, jeśli rodzice
      są wierzący. Wiele rzeczy wpaja się dzieciom od małego. Miłość i
      umiejętność jej okazywania, zasady dobrego wychowania, poprawny
      język - to wszystko musi od samego początku otaczać dziecko, inaczej
      nie nabędzie tej umiejętności. Tak samo jest z wiarą. Oczywiście Bóg
      jakoś znajdzie drogę do nieochrzczonego człowieka, ale wierzę, że
      nasze uczestnictwo w jego planach jest potrzebne i to, co ja mam
      zrobić, nawet przez Boga nie będzie wykonane równie dobrze.
      Uwazam przy tym za chorą sytuację, że chezci się dziecko tylko po
      to, zeby nie utrudniać mu zycia w przyszlości. Od rodziców
      oczekiwalabym odwagi (zeby np. wytłumaczyć córce, dlaczego nie
      będzie miała białej sukienki; własne poglądy zmuszają do takiego
      wysiłku - ja też muszę tłumaczyc dziecku, dlaczego nie może pić
      jupiku i jesć czipsów i sama muszę się zastanowić, czym mu to
      zrekompensować), a od społeczeństwa - pełnej tolerancji.
      • katharinasz-s Re: Chrzest konieczny ?? 01.06.08, 22:21
        Brawosmile Śledzę ten temat z ogromnym zaciekawieniem i niewiele osób otwarcie
        przyznaje się do wiary w Boga - takiej świadomej i głębokiej. Tak, jakby trzeba
        było się tego wstydzić... łatwiej mówić o tej (czasem pożal się
        Boże)"współczesności". Ja też nie miałam wątpliwości co do tego, czy chrzest
        jest konieczny... A jeśli ktoś ma wątpliwość, to jak mawiał pewien mędrzec - już
        tej wątpliwości nie ma..., bo już podjął decyzję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka