mama-ola z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:04 Przeczytałam z zainteresowaniem tę dyskusję. Rozumiem tych, którzy mówią, że chrzczenie dziecka, gdy się nie wierzy, jest hipokryzją, kłamstwem itp. Ciekawa jestem, co powiecie na ochrzczenie z takiego powodu: gdy przyjdzie czas komunii i inne dzieci będą miały przyjęcia, ładne stroje, prezenty i będą przeżywać przez wiele tygodni zbliżający się "ten dzień", to mój syn/moja córka poczują się źle, że tego nie mają. Będzie im bardzo przykro i żal. Więc aby ich tego nie pozbawiać... Tutaj głównym powodem jest nie: "bo co ludzie powiedzą", lecz: "dla mojego dziecka wszystko, żeby było zadowolone". Odpowiedz Link Zgłoś
caelum Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:16 Ani chrzest, ani później komunia nie są po to, żeby "mieć przyjęcia, ładne stroje i prezenty". Chrzest i komunia to są sakramenty i jako takie, nie powinny kompletnie mieć nic wspólnego z tym, co Ty wymieniłaś. A zresztą, w tej dyskusji już wypowiadały sie osoby, które z takim problemem umiały sobie poradzić. "dla > mojego dziecka wszystko, żeby było zadowolone". Skąd pewność, że to właśnie z chrztu czy komunii będzie zadowolone? Już teraz wiesz to na pewno???? Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:29 Chodziło mi o punkt widzenia dziecka a nie uwagi typu "Chrzest i komunia to są sakramenty i jako takie, nie powinny kompletnie mieć nic wspólnego z tym, co Ty wymieniłaś" - przecież to są oczywistości > Skąd pewność, że to właśnie z chrztu czy komunii będzie > zadowolone? Już teraz wiesz to na pewno???? Nie z chrztu. Nie pisałam o chrzcie. Chodziło o atmosferę przygotowań do I komunii. Jak się wiele tygodni zbiorowo na coś czeka, to się udziela atmosfera. Z komunią wiążą się różne przyjemne rzeczy, brak komunii to pobawienie tych przyjemności. Z przyjemności dzieci są zadowolone, gdy inni zbiorowo w danym czasie mają przyjemności, a dane dziecko nie - to nie jest zadowolone. To też oczywistości Czy teraz już wiem* na pewno? A Ty na ile procent byłabyś pewna, że tak dziecko poczuje? * nie chodzi o mnie, to nie mój argument z tymi przyjemnościami, ja tylko chciałam to wspólnie z kimś rozważyć Odpowiedz Link Zgłoś
titta Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:36 mamo-ola(-u?) a nie uwazasz, ze branie udzialu przez dziecko w jakims obrzatku religijnym dla prezentow, stroiu, czyli innymi slowy w hipokrytycznej szobce jest na pewno tym co jest dla niego najlepsze? Czy gdyby wiekszasc osob ze szkoly dziecka bylo protestantami (ja na przyklad chodzilam do takiej szkoly) to poslala bys go "dla jego dobra" na konformacje aby sie nie wyroznialo? Albo zorganizowala bys barnicwa gdyby bylo otoczone prze Zydow, a ty sama bys tego wynania nie byla? Spojrz w ten sposob. Komunia jest obrzatkiem religijnym. Nie mozna z niego robic cyrku. Odpowiedz Link Zgłoś
titta Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:37 szopce - mialao byc. Przepraszam, pisanie nie jest moja macna strona. Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:51 > Czy gdyby wiekszasc osob ze szkoly dziecka bylo > protestantami (ja na przyklad chodzilam do takiej szkoly) to > poslala bys go "dla jego dobra" na konformacje aby sie nie > wyroznialo? Albo zorganizowala bys barnicwa gdyby bylo otoczone > prze Zydow, a ty sama bys tego wynania nie byla? Nie, barmicwa ani konfirmacja nie wchodziłyby w grę. > Spojrz w ten sposob. Nie bardzo mogę, bo chodzi o inny przypadek. "Chrzcić albo nie chrzcić - oto jest pytanie" nie dotyczy ateistów czy osób innej wiary. Dotyczy tych, co się wahają, co dopiero przechodzą na drugą stronę. Sami pochodzą z religijnej rodziny, mają wszystkie papiery kościelne w porządku, żadnych przeszkód formalnych, by chrzcić. Jedyna przeszkoda - to wygaśnięta w nich wiara, brak praktyk (niedzielna msza, spowiedzi itp.). Odpowiedz Link Zgłoś
titta Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 16:11 "Wygasniecie praktyk" to nie przeszkoda jedyna, a chyba glowna w tym przypadku. Wszak sklada sie przysiege, ze dziecko bedzie wychowywane w wierze katolickiej. To co , zaczynamy od krzywoprzysiestwa? Jesli kontakt rodzicow z kosciolem ogranicza sie jesdynie do jakiegos mentnego poczucia, ze przynaleza do danej kultury, to dla dziecka bedzie ta kultura sprowadzac sie jestynie do tego, co zaobserwuje u rowiesnikow. Roznicy nie widzisz tylko dlatego, ze w Polsce do innych wyznan ciagle podchodzi sie jak do czegos strasznego. ("Lepeij zeby byl alkoholikiem niz protestantem"). Tak na marginesie, to wiem jaki temat jest trudny. Sama przechodze przez niego - choc w mniejszej skali i z innej strony - co robic ze soba na swieta, by ultrakatolicka babcia nie byla urazona. Tym bardziej, ze wiem, ze moje zachowanie jest bacznie obserwowane... Odpowiedz Link Zgłoś
caelum Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 17:39 Titta! Może różnimy się poglądami, jeśli chodzi o zbawienie (w sumie to zrozumiałe, skoro ty wierzysz, a ja nie), ale przyznam, że bardzo, bardzo podoba mi się to, co piszesz w swoich postach! Świadome, przemyślane, zdecydowane, prawdziwe i logiczne. Brawo! )) Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 21:48 > Roznicy nie widzisz tylko dlatego, ze w > Polsce do innych wyznan ciagle podchodzi sie jak do czegos > strasznego. ("Lepeij zeby byl alkoholikiem niz protestantem"). Nie, to nie prawda, że dlatego nie widzę różnicy. Ale mniejsza o to. A co do innych - nie wydaje mi się, żeby tak postrzegali innowierców. Lepiej alkoholikiem niż protestantem? Wydaje mi się, że gruuubo przesadziłaś. No ale ja jestem z dużego miasta, nie znam właściwie prowinsji, może tam jest inaczej. Ja akurat jestem bardzo tolerancyjna i w takim też środowisku się obracam. Jest sporo osób b. wierzących, są niewierzący, studiowałam z protestanką, a mój mąż studiował z gejem itp. itd. Nie przypominam sobie żadnych niesnasek czy ostracyzmu. Obecnie, choć od studiów minęło naście lat, wciąż utrzymujemy kontakty (gej, protestantka, my katolicy i paru ateistów przy jednym stole na czyichś urodzinach), a jak się okazało, że taki jeden nie jest za PO, tylko za PIS-em, to zmieniliśmy temat, co by się o to nie pokłócić. Jestem w szoku, że lepiej alkoholik ... itd. Gdzie Ty mieszkasz? Odpowiedz Link Zgłoś
dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:39 Taka stara nie jestem, żeby nie pamiętać, jak to było, jak byłam dzieckiem. Byłam przez moich nieodpowiedzialnych rodziców pozbawiona przyjemności pierwszej komunii i nie cierpiałam z tego powodu nic a nic. Zwisało mi to i powiewało. A jeżeli moje dziecko poczuje się jednak ofiarą społecznej niesprawiedliwości z powodu tego, że inni dostają w maju prezenty, a on nie (w co wątpię), to zrobię dla niego huczną imprezę, zaproszę gości i obdaruję go prezentami. Ot tak, bo go kocham. Nie potrzebuję do tego pretekstu w postaci sakramentu przyjmowanego "bo wypada". Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 15:47 > Taka stara nie jestem, żeby nie pamiętać, jak to było, jak byłam > dzieckiem. Byłam przez moich nieodpowiedzialnych rodziców > pozbawiona przyjemności pierwszej komunii i nie cierpiałam z tego > powodu nic a nic. Zwisało mi to i powiewało. O to mi chodziło. Czy 9-latkowi/9-latce zwisa i powiewa, czy jeszcze nie ma na tyle silnej psychiki. Odpowiedz Link Zgłoś
caelum Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 17:35 Czy 9-latkowi/9-latce zwisa i powiewa, czy jeszcze > nie ma na tyle silnej psychiki. Nic nigdy nie zwisa i nie powiewa, zwłaszcza w tym wieku, kiedy tak bardzo chce się być takim, jak inni. Ale od tego są rodzice, żeby nie pozostawiać malucha samemu sobie ("nie idziesz do komunii bo nie i koniec dyskusji"), tylko rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Albo, jak napisała dorianne - w razie potrzeby urządzić imprezę w prezentami. Bo nie ukrywajmy, w tym wieku nie chodzi o przeżycie religijne, tylko właśnie o ta całą otoczkę, o którą właśnie sama pytasz. Odpowiedz Link Zgłoś
dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 21:23 Dokładnie tak. Z dzieckiem trzeba rozmawiać, a nie uczyć je konformizmu. Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 21:55 > Dokładnie tak. Z dzieckiem trzeba rozmawiać, a nie uczyć je > konformizmu. To porozmawiajcie, ja poczytam. Jaś (lat 9): Mamo, jak chcę iść do komunii. Mama Jasia: Nie synku, my nie jesteśmy wierzący. Jaś: Ale ja bym chciał. Ja jestem wierzący. Babcia mi opowiadała. Byłem w kościele z klasą, podobało mi się... Mamo, proszę... Mama Jasia: ... Odpowiedz Link Zgłoś
dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 21:56 Zamierzasz zacząć rozmawiać z dzieckiem dopiero jak skończy 9 lat?... Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 22:20 Ja? To nie mój problem Ale migaj się Bardzo jestem ciekawa, jak się uczy 9-latka, żeby nie był konformistą na tym konkretnym przykładzie. Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 22:21 Miało być: _nie_ migaj się. Odpowiedz Link Zgłoś
dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 22:28 Od urodzenia. Wystarczy szanować swoje dziecko i zdawać sobie sprawę z tego, że jest osobnym człowiekiem, a nie Twoją własnością. Nie migam się, mówię, co myślę i co wiem na własnym przykładzie, bo właśnie tak mnie wychowano. Mogę się założyć, że mój syn nigdy nie powie, że jest mu przykro z powodu komunii innych dzieci, a zatem to nie jest także mój "problem". Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 22:38 Moim zdaniem, trochę sobie przeczysz, pisząc jednocześnie, że syn jest osobnym czlowiekiem (i zrobi, co zechce?) oraz że możesz się założyć, co zrobi. Jak osobnym, a nie Twoją własnością, to (się) nie zakładaj z góry, co zrobi. Tak w każdym razie ja rozumiem słowa "nie jest moją własnością". Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 28.05.08, 23:19 Wyjaśnię Ci zasadniczą różnicę pomiędzy Twoim i moim tokiem myślenia: Ty sądzisz, że mojemu synowi jednak może być przykro z powodu tego, że inni (wcale nie jest powiedziane, że wszyscy) idą do komunii, a on nie. Nie doceniasz mojego syna. Ja jestem przekonana, że jednak nie będzie mu przykro. Nie będzie mu przykro, bo będzie wiedział, że ludzie są różni, mają różne przekonania, różne religie między innymi też, a komunia to obrzęd religijny, który dotyczy osób wyznania katolickiego (być może też i innych, tu się muszę dokształcić, przyznaję). Proste jak budowa cepa. Ja w wieku 8 lat to wiedziałam. Dzieci nie są głupie. Mój Leoś to bystry gość... Odpowiedz Link Zgłoś
caelum Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 06:47 Otóż to. Cała sztuka to wysilić się, żeby wychować człowieka mądrego, rozumiejącego i umiejącego bronić swoich racji. Choć na pewno łatwiej równać "w dół" byleby nie odstawał. Bo będzie mu przykro. Aż tak mama_ola nie ufasz w swoje talenty rodzicielskie?? Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 08:18 dorianne.gray napisała: > Wyjaśnię Ci zasadniczą różnicę pomiędzy Twoim i moim tokiem > myślenia: Ty sądzisz, że mojemu synowi jednak może być przykro > z powodu tego, że inni (wcale nie jest powiedziane, że wszyscy) > idą do komunii, a on nie. Nie doceniasz mojego syna. > Ja jestem przekonana, że jednak nie będzie mu przykro. Mówisz mi, co sądzę, a potem zbijasz rzekomo moje argumenty? Trochę to śmieszne Pierwszy raz jestem na tym forum, zdumiewają mnie takie obyczaje. Niestety, nie trafiłaś. Przykro mi, nie mam przemyśleń na temat Twojego syna. Ale Ty, jak widzę, bardzo dokładnie wiesz, co zrobi. Tak pojmujesz jego "wolność wyboru". Mądry gość - zrobi, co mama chce, już mamy w tym głowa. (Pisałam o Jasiu; Jaś nie jest moim synem). caelum napisała: > Otóż to. Cała sztuka to wysilić się, żeby wychować człowieka > mądrego, rozumiejącego i umiejącego bronić swoich racji. Choć na > pewno łatwiej równać "w dół" byleby nie odstawał. Bo będzie mu > przykro. Swoich racji? Jaś bardzo bronił swoich racji. Przypomnę, że Jaś to chłopiec lat 9, który chciał przystąpić do komunii, obstawał przy tym, że jest wierzący, chodził do kościoła z babcią i z klasą itp. Pójście do komunii jest równaniem w dół? Ejże, piszą to osoby deklarujące szacunek do własnego dziecka i dające mu wolność wyboru oraz uznające jego prawo do wyboru religii? "Nie idź synku, nie równaj w dół"? Cóż za brak tolerancji. > Aż tak mama_ola nie ufasz w swoje talenty rodzicielskie?? Coś mi się zdaje, że Waszym zdaniem talent rodzicielski polega na tym, żeby od małego tak urabiać dziecko, by zrobiło to, co matka chce. Katolicy od małego rozmawiają z dziećmi o Bogu, uczą pacierza itp., by w wieku 9 lat wiedziało, co wybrać (jedyną słuszną decyzję podjęło: poszło do komunii). A Wy postulujecie rozmawianie od małego z dzieckiem, by również w wieku 9 lat wiedziało, co wybrać (jedyną słuszną decyzję podjęło: nie poszło do komunii). Jedna i druga postawa to fanatyzm, albo religijny, albo ateistyczny. A moje talenty mają się dobrze. Jak na razie nie zgłaszam żadnych problemów Syn ze mną też problemów nie ma. Chcesz iść do kościoła z babcią? - pytam w niedzielę. Chce iść - proszę bardzo. Nie chce iść - nie ma problemu. Chcesz powiedzieć paciorek? - pytam (babcia nauczyła). Jak chce, mówi, a ja chwalę, że ładnie pamięta. Nie chce - nie mówi, drugi raz nie pytam. I nie mam pojęcia, czy pójdzie do komunii, po prostu nie mam zielonego pojęcia. Niczego z góry nie zakładam. Jeśli tylko zechce, proszę bardzo. W żadnym razie nie upokorzę go ani nie stłamszę urabianiem, że bystry gość to by nie poszedł, albo że równa w dół. Mam szacunek do własnego dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
caelum Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 07:07 Po pierwsze, to zgodnie z twoimi postami, mały Jasio powinien powiedzieć raczej: "Ale ja bym chciał. Bo Marcinek dostanie nowy rower, a jego starszy brat w zeszłym roku dostał od babci dwie stówy i ja też tak chcę." Po drugie, to nie wyobrażam sobie, że dziecko nagle wyskakuje mi z deklaracją tego typu. Bo to by znaczyło, że nie wiem, co działo się z moim dzieckiem przez te 9 lat. Ale nawet, zakładając najczarniejszy scenariusz, że dam d.... jako rodzic i usłyszę coś takiego - myślę, że słowa "Ja jestem wierzący" brzmią bardziej przekonująco w ustach 19-, niż 9-latka. Nigdy nie zniechęcałabym syna, widząc, że jest zainteresowany religią, ale najpierw poczekałabym, czy przypadkiem nie jest to słomiany zapał czy jedynie chęć otrzymania rowerku. Ja naprawdę uważam, że każdy człowiek powinien zadecydować samodzielnie, ale, żeby podjąć taką decyzję, potrzeba chyba jednak odrobiny dojrzałości. A czy Ty, słysząc "byłem z klasą w kościele i podobało mi się" naprawdę dałabyś się przekonać? To twoje dzieci migiem okręcą sobie ciebie dookoła małego paluszka. Ale przecież zrobisz wszystko, żeby były zadowolone.... Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 08:19 > Ale nawet, zakładając najczarniejszy scenariusz, że dam d.... > jako rodzic i usłyszę coś takiego Dałaś d... jako rodzic, bo dziecko jest wierzące? Co za fanatyzm. Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 08:22 > Bo to by znaczyło, że nie wiem, co działo się z moim dzieckiem > przez te 9 lat. A nie wyobrażasz sobie, że mogłabyś wiedzieć, ale nie przeszkadzać? Dać wolność? Musiałabyś rzucać się na ratunek zagrożonemu ateizmowi swojego dziecka? > A czy Ty, słysząc "byłem z klasą w kościele i podobało mi się" > naprawdę dałabyś się przekonać? To twoje dzieci migiem okręcą > sobie ciebie dookoła małego > paluszka. Ale przecież zrobisz wszystko, żeby były zadowolone.... Zacznij czytać wreszcie ze zrozumieniem. Patrz sygnaturka. Jaś ma lat 9 i nie jest moim synem, piszę to chyba już po raz enty. Odpowiedz Link Zgłoś
caelum Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 15:59 Proponuję, żebyś Ty też postarała się czytać ze zrozumieniem. Moze wtedy przeczytałabyś dokładnie to, co napisałam - że dałabym ciała, gdyby po 9 latach okazało się, że kompletnie nie znam swojego dziecka. I zrozum, kobieto - moje dziecko ma prawo wyboru, co również napisałam czarno na białym. Może zacytuję dla przypomnienia: "Nigdy nie zniechęcałabym syna, widząc, że jest zainteresowany religią, ale najpierw poczekałabym, czy przypadkiem nie jest to słomiany zapał czy jedynie chęć otrzymania rowerku." DOTARŁO?? Ty nazywasz to fanatyzmem? A słownik języka polskiego to masz w domku? I w którym to momencie napisałam, że 9-letni Jasio jest Twoim synem?????? Uważam tylko, że robienie "wszystkiego, byle dziecko było zadowolone" to łagodnie mówiąc jest średnio mądre. A tak w ogóle.....nie chce mi się tłumaczyć z polskiego na nasze tego, czego najwyraźniej nie chcesz zrozumieć. Pozdrawiam. Wolę się pobawić z maluchem. Odpowiedz Link Zgłoś
dorianne.gray Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 16:23 Tak jest! Gadał dziad do obrazu... Odpowiedz Link Zgłoś
caelum Re: z punktu widzenia dziecka 29.05.08, 16:35 A Konrad zasnął i mam jeszcze chwilę. Właściwie, to jak Twoim zdaniem dwoje ateistycznych rodziców powinno wychowywać swoje dzieci? Bo wydaje mi się to dosyć oczywiste, że rodzice wychowują dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami i swoim sumieniem. Przecież nie pójdę ochrzcić małego, tylko dlatego, bo może w przyszłości on jednak tym katolikiem zostanie... Jedyne, co mogę, to pokazać mu, że są jeszcze inne możliwości oprócz tej, które akurat wybrali jego rodzice. Ale jednocześnie, mam prawo uważać, że decyzję o swojej przynależności religijnej powinno się podejmować w wieku nieco dojrzalszym niż 9lat. Jeśli Twój 3-letni Antoś za 5 lat zobaczy u kolegi pianino i powie, że tez takie chce, to polecisz mu je kupić? A jeśli miesiąc później zobaczy u kogo innego gitarę, to też dostanie podobną, bo przecież musi być zadowolony? Czy też może zapiszesz go na lekcje muzyki, kupisz płyty, i książki, pochodzisz z nim na koncerty i dopiero, kiedy zobaczysz, że on naprawdę przykłada wagę do tej muzyki będziesz wiedziała, że to nie tylko chwilowe hobby? Odpowiedz Link Zgłoś
titta Re: z punktu widzenia dziecka 30.05.08, 12:03 Co zrobic? Zaczac rozmawiac. O swoich pogladach, o potrzebach syna. O tym czym jest wiara i ze nie chodzi tu o stroj, prezenty i pojscie z grupa. Jesli nadal bardzo chce bardzo, to pozwolic babci go przygotowac i do komuni poslac. (W takiej sytuacji chrzest jest z komunia lub odbywa sie wczesniej)). Z dziecmi sie rozmawia, nie sa przeciez glupie Odpowiedz Link Zgłoś
katharinasz-s Re: Chrzest konieczny ?? 30.05.08, 11:39 Musze przyznać,że Wasze zdania są ciekawe... Toteż chętnie wracam do tego wątku. Ostatnio nawet w domu dyskutowaliśmy nad tym - i pojawiła się pewna myśl, którą chciałam się podzielić... Jak dziecko ma wybrać samo, skoro nie będzie wiedziało spośród czego ma wybierać? W większości Waszych wypowiedzi tak naprawdę widać już, że dokonałyście za dziecko wyboru... A po drugie. Po co uczyć dziecko mówić po polsku? (czy w jakimkolwiek innym języku). Niech dorośnie. Samo wybierze jakiego języka zechce się nauczyć. Narzucając mu język, kulturę (przez fakt miejsc, w którym żyjemy) już je ograniczamy... Odpowiedz Link Zgłoś
jagielon29 Re: Chrzest konieczny ?? 30.05.08, 11:49 Zgadza sie, ze to wybor rodzica i zgodnie z przekonaniami rodzica. Co jest jak najbardziej logiczne Dlatego przekonuje mnie zasada: wierzacy - chrzcic, niewierzacy - nie chrzic. Tak ja wypowiadalam sie w innym poscie, dziecko w tym wieku to moze co najwyzej zadecydowac czy chce jesc czy nie, czy tez bawic sie samochodzikiem czy pilka Chrzest badz jego brak to wybor rodzicow, nie dziecka. Mysle, ze to w sumie logiczne i prawidlowe. Odpowiedz Link Zgłoś
a.g.r.e.s.t Re: Chrzest konieczny ?? 31.05.08, 16:39 Ja nie miałam wątpliwości, czy ochrzcic dziecko w kościele katolickim. Religia jest w naszej rodzinie ważnym elementem życia i staramy się przekazać to podejście dzieciom. Szanuję przekonanie, że dziecko ma prawo wybrać, ale uważam je za niesłuszne, jeśli rodzice są wierzący. Wiele rzeczy wpaja się dzieciom od małego. Miłość i umiejętność jej okazywania, zasady dobrego wychowania, poprawny język - to wszystko musi od samego początku otaczać dziecko, inaczej nie nabędzie tej umiejętności. Tak samo jest z wiarą. Oczywiście Bóg jakoś znajdzie drogę do nieochrzczonego człowieka, ale wierzę, że nasze uczestnictwo w jego planach jest potrzebne i to, co ja mam zrobić, nawet przez Boga nie będzie wykonane równie dobrze. Uwazam przy tym za chorą sytuację, że chezci się dziecko tylko po to, zeby nie utrudniać mu zycia w przyszlości. Od rodziców oczekiwalabym odwagi (zeby np. wytłumaczyć córce, dlaczego nie będzie miała białej sukienki; własne poglądy zmuszają do takiego wysiłku - ja też muszę tłumaczyc dziecku, dlaczego nie może pić jupiku i jesć czipsów i sama muszę się zastanowić, czym mu to zrekompensować), a od społeczeństwa - pełnej tolerancji. Odpowiedz Link Zgłoś
katharinasz-s Re: Chrzest konieczny ?? 01.06.08, 22:21 Brawo Śledzę ten temat z ogromnym zaciekawieniem i niewiele osób otwarcie przyznaje się do wiary w Boga - takiej świadomej i głębokiej. Tak, jakby trzeba było się tego wstydzić... łatwiej mówić o tej (czasem pożal się Boże)"współczesności". Ja też nie miałam wątpliwości co do tego, czy chrzest jest konieczny... A jeśli ktoś ma wątpliwość, to jak mawiał pewien mędrzec - już tej wątpliwości nie ma..., bo już podjął decyzję. Odpowiedz Link Zgłoś