Hej, właśnie jestem na etapie tej sztandarowej lektury i nieco się
załamuję. Koleżanki bardzo mi ją polecały, bo ponoć pomaga. Czytam,
czytam, wszystko w niej takie logiczne i mądre, podobno każda mama,
która zastowowała się do zaleceń Pani Hogg ma teraz grzeczne
dziecko, a ja tymczasem nie mam bladego pojęcia jak zastosować się
do zaleceń Pani Hogg, gdyż:
1. nie potrafię rozróżnić płaczu mojego dziecka - w ostatnich dniach
często płacze przed zaśnięciem, a ja nie wiem, czy marudzi - i nie
powinnam dać się sprowokować, lecz być asertywna, czy też
rzeczywiście potrzebuje mojej bliskości, przytulania itp.
2. Pani Hogg radzi, aby po posiłku dziecko miało odrobinę
aktywności, a nie broń Boże zasypiało przy piersi. Kolejne wyzwanie.
Jeśli bowiem dziecko zasypia przy karmieniu, to ja już jestem
szczeęśliwa, że się UDAŁO

i ani w głowie mi ją budzić.
Co o tym sądzicie? Wiem, że niektóre z Was czytały tą książkę, więc
napewno miałyście jakieś refleksje na ten temat. Może nawet
próbowałyście pewne elementy wcielić w życie?