postanowilam wyprowadzic corke z malzenskiego lozka. Do 3,5 miesiaca spala w
swoim, pozniej zaczelo sie zabkowanie i przenioslam ja do nas z uwagi na
czeste pobudki i placz. Mala ma teraz 8 miesiecy i stwierdzilam, ze juz
najwyzszy czas na wyprowadzke. I szczerze tego chce, bo mala zaczela sie
rozpychac, najchetniej chciala zasypiac trzymajac mnie za wlosy, albo za nos,
ciagle czula cyca, wiec czesto sie budzila, nie wspomne o minimalnych
kontaktach z mezem....
Tak wiec od nocy z piatku na sobote mala powedrowala do swojego lozka i jest
koszmar!!!!!
Nie wiem juz co robic???jedno jest pewne, nie chce zeby znow do nas wrocila,
bo na darmo poszloby kilka dni jej i naszej meczarni.
Zasypia nawet w miare, ale o 12 jest pobudka na cyca, jak ja odkladam juz jest
niespokojna, spiewam jej kolysanki, glaszcze, zasnie na godz i pozniej jak sie
kolo 1.30 przebudzi to masakra!!! Prezy sie, rzuca na lozku, jak ja wezmiemy
na raczki jest chwila spokoju, gdy znow chcemy odlozyc ryk od nowa i tak do
okolo 5. Jestesmy z mezem wyczerpani no i szkoda nam jej, jakie Wy mialyscie
sposob?
Czy lepiej nie spiewac, nie nawiazywac kontaktu z dzieckim? nie brac na rece?
nie zapalac swiatla?
prosze pomozcie, bo ledwo stoje na nogach, zbliza sie 6 noc i panicznie sie
jej boje