a ja glupieje

Maly skonczyl wlasnie 5 miesiecy.Zaczelo sie od katarku,gdy tylko
pojawil sie kaszel szybko wezwalismy lekarza na wizyte
domowa.Osluchal i stwierdzil tylko lekkie zalegania z 1
strony.Zalecenia to oklepywania,flegamina i clemastin.Po 2 dniach
niestety kaszel sie nasilil..nasz lekarz byl niedostepny rano wiec
szybko udalismy sie do przychodni a tam szok...obturacyjne zapalenie
oskrzeli,zastrzyki na 10 dni a nawet wspomniala o
szpitalu...Dodam,ze synek od poczatku nie goraczkuje,jest pogodny,ma
apetyt.Po wizycie ponownie tel.do naszego lekarza dodam,ze ze
specjalizacja pulmonolog.Kazal natychmiast przyjechac,byl
zszokowany,ze dziecku zalecono zastrzyki tym bardziej jak juz
wspominalam synek ogolnie czuje sie dobrze.U lekarza dostal zastrzyk
sterydowy (nie pamietam nazwy) bo wg.niego to na 90% sprawy
alergiczne dodatkowo salbutamol w syropie+poprzednie leki
tj.clemastin,flegamina.Maly szczegolnie po przebudzeniu
kaszle,charczy,miewa świszczący oddech.Oklepujemy by ulatwic
oddychanie.Jestem przerazona cala ta sytuacja perspektywą szpitala...
Dlaczego co lekarz to az tak drastycznie inne sposoby leczenia?
Ufam naszemu lekarzowi ktory specjalizuje sie w tych sprawach ale
jakis cien obaw mam...moze te zastrzyki bylby lepsze?Czy bez
antybiotyku maly sobie poradzi?Dodam,ze to pierwsza choroba mojego
malucha...