Qrcze, dziewczyny, zaczęłam dziś czytać "Zaklinaczkę..." - normalnie nie
mogę. Prawie się poryczałam w pociągu, ludzie sie gapili, a mnie normalnie
łzy stały w oczach, jak czytałam np. o "oprowadzeniu" dzieciaczka po domu po
przywiezieniu go ze szpitala. Tak kobieta naprawdę jest niesamowita i
niesamowicie pisze - tak, że już bym chciała wyściskać moją córeczkę, mówić
do niej, pokazywać jej świat... Chyba dopiero ta książka budzi we mnie
instynkt macierzyński, dopiero teraz dociera do mniem że urodzę małego,
czującego człowieka a nie bezwolny kawałek płaczącego i robiącego kupę
mięsa... Naprawdę polecam i jeszcze raz dziękuję Konefce i Krugerce