pinik
15.07.06, 22:14
Hej,
tak jak w ciazy nie moglam sie doczekac, az dzien sie zakonczy i skresle go z
kalendarza (bo wtedy coraz blizej bylo do narodzin dzidzi, na ktore tak
bardzo czekalam), tak teraz mi kazdego minionego dnia zal. Z jednej strony
dumna jestem wieczorem, ze minal nastepny dzien, w ktorym poradzilam sobie z
dwojka dzieci, a z drugiej mi smutno, ze mi malenstwo rosnie. Ja bym chciala
miec jaknajdluzej noworodka, potem niemowlaka itd. To samo mialam juz przy
pierwszym synku. Ale moze ja jakas nienormalna jestem? Bo pamietam, ze jak
chodzilam do szkoly i zaczynaly sie wakacje, to ja juz do rodzicow
powiedzialam, ze mi smutno, bo juz kazdy miniony dzien, to blizej do zaczecia
szkoly. Tak sie jakos martwie na zapas...