Ja chyba zwariuję!
Mąż dostał wydaje się, że super propozycje pół rocznego stażu za granicą
(Holandia) i kolejne pół w Krakowie. Wyjazd już w październiku.
Należy do tych osób, które ciężko przyjmują realia

((
Uważam, że to dla niego ogromna szansa i powinien skorzystać. Kraków nie
stanowi problemu, bo z Wrocławia szybko teraz można tam dojechać.
Byłoby mi bardzo trudno ciągnąć pracę, do której już musiałam wrócić i
samodzielnie pielęgnować malucha, organizować się z częstymi wyjadami do niego
z malcem i wyrywać z pracy po 4 dni (jak?! nie wiem! ale zrobiłabym
wszystko!), by spędzić je razem. Wysiłek włożyłabym w to ogromny, jednak chcę
tak robić i naprawdę nie mam nic przeciwko, by wyjechał.
Mój mąż z kolei wymyślił, że on pojedzie na miesiąc, rozejrzy się za
mieszkaniem, po czym ja przyjadę z dzieckiem na te 4mce, a potem wrócimy do
Polski, he, he...
Szczerze? Jestem tak zmęczona robotą, którą lubię, urobiona po pachy tym
pośpiechem i nerwówą, że coś muszę, a wolę pobawić się z dzieckiem, że chętnie
bym to wszystko rzuciła w diabły i wyjechała. Ale... no właśnie ale...
Jak ja potem mam wrócić do tej pracy?! Przecież klub nie będzie funkcjonował
tyle czasu bez menedżera. Choć szef mój jest człowiek w porządku, nie sądzę,
by na to poszedł.
Z kolei wracać i znów szukać zatrudnienia? Ponad 3 lata przeszło, nim
znalazłam pracę godną uwagi i zgodną z moją pasją oraz odpowiednią pensją! to
się 2 razy nie zdarza!
Może ja mam jakieś zamydlone oczy? Proszę nie tyle o to byście podejmowały za
mnie decyzję, ale poszerzyły mi widzenie, rozwinęły horyzonty. Co byście
zrobiły na moim miejscu?

((
Mysza