Dodaj do ulubionych

Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie?

27.07.06, 22:44
Ja chyba zwariuję!
Mąż dostał wydaje się, że super propozycje pół rocznego stażu za granicą
(Holandia) i kolejne pół w Krakowie. Wyjazd już w październiku.
Należy do tych osób, które ciężko przyjmują realia sad((
Uważam, że to dla niego ogromna szansa i powinien skorzystać. Kraków nie
stanowi problemu, bo z Wrocławia szybko teraz można tam dojechać.
Byłoby mi bardzo trudno ciągnąć pracę, do której już musiałam wrócić i
samodzielnie pielęgnować malucha, organizować się z częstymi wyjadami do niego
z malcem i wyrywać z pracy po 4 dni (jak?! nie wiem! ale zrobiłabym
wszystko!), by spędzić je razem. Wysiłek włożyłabym w to ogromny, jednak chcę
tak robić i naprawdę nie mam nic przeciwko, by wyjechał.
Mój mąż z kolei wymyślił, że on pojedzie na miesiąc, rozejrzy się za
mieszkaniem, po czym ja przyjadę z dzieckiem na te 4mce, a potem wrócimy do
Polski, he, he...

Szczerze? Jestem tak zmęczona robotą, którą lubię, urobiona po pachy tym
pośpiechem i nerwówą, że coś muszę, a wolę pobawić się z dzieckiem, że chętnie
bym to wszystko rzuciła w diabły i wyjechała. Ale... no właśnie ale...

Jak ja potem mam wrócić do tej pracy?! Przecież klub nie będzie funkcjonował
tyle czasu bez menedżera. Choć szef mój jest człowiek w porządku, nie sądzę,
by na to poszedł.
Z kolei wracać i znów szukać zatrudnienia? Ponad 3 lata przeszło, nim
znalazłam pracę godną uwagi i zgodną z moją pasją oraz odpowiednią pensją! to
się 2 razy nie zdarza!

Może ja mam jakieś zamydlone oczy? Proszę nie tyle o to byście podejmowały za
mnie decyzję, ale poszerzyły mi widzenie, rozwinęły horyzonty. Co byście
zrobiły na moim miejscu?

sad((

Mysza
Obserwuj wątek
    • mysza_33 Re: Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie? 27.07.06, 22:51
      Dodam jeszcze tylko, że mąż nie akceptuje tego co czasem życie narzuca i nie
      chce podjąć decyzji, która uderza w jego emocje.
      Mimo, że zaprononowałam coś, co wymaga ode mnie poświęcenia i w jakiś sposób nie
      przeszkadza w jego rozwoju - nie widzi tego jako kompromisu.

      Odczuwam to jako próba wmówienia mi, że jego wizja to dobre rozwiązanie. A ja
      muszę założyć, że jeśli wyjedziemy to mogę nie mieć do czego wracać sad
      Chyba tego nie chce zauważyć. To raczej egoizm?

      Mysza
      • k_maja Re: Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie? 27.07.06, 23:18
        myszo!
        tak "na oko" to Ty jesteś osobą ambitną, pracowitą i dbającą o swój rozwój.
        Jeśli wyjedziesz "za mężem" zostaniesz żoną i matką li i jedynie. Nie mówię ,że
        to źle, ale jeśli to Twój wybór, a nie wybór męża. Sądzę, że by Cię to
        sfrustrowało prędzej czy później. A jeśli jeszcze miałabyś przez to stracić
        pracę, o którą tak ciężko walczyłaś, którą lubisz i w której się realizujesz, to
        chyba nie warto... I tak godne podziwu jest to, że tak łatwo zdecydowałaś się na
        przyjęcie obciążeń związanych z jego wyjazdem, trudno, żebyś jeszcze rezygnowała
        ze swojego rozwoju. Skoro jemu pozwalasz się rozwijać( nawet własnym kosztem) to
        może i Ty masz takie prawo?spróbuj go przekonać, żeby popatrzył na to z Twojej
        perspektywy,a nie tylko z Waszej.
        Tak se myślę smile
        kasia
    • dido_dido Re: Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie? 27.07.06, 23:07
      Julito,
      Dziesięć lat temu byłam w podobnej sytuacji. Wprawdzie mój syn był nieco starszy
      (10,5 miesiąca) niż Irek ale też było mi ciężko. Od października wracałam do
      pracy (biuro, pełny etat, z dojazdem prawie 10 godzin poza domem) a mąż
      jednocześnie wyjechał na roczne szkolenie 500 km od domu. Przyjeżdżał raz, dwa
      razy w miesiącu. Synem opiekowała się opiekunka. Było mi ciężko. Ja oczywiście
      nie mogłam pojechać do męża i tam z nim zamieszkać więc nie miałam tego
      problemu. Dałam sobie radę choć czasami padałam na pysk. To bardzo trudno zostać
      samemu z małym dzieckiem, nie móc ani na chwilę go zostawić aby odpocząć lub coś
      załatwić. Każde niespodziewane wydarzenie urastało do rangi problemu bo burzyło
      plan dnia. Ale miałam perspektywę, że to rok i już będzie lepiej. Nawet nie
      pomyślałam, że mogłabym zostawić pracę i siedzieć w domu. Byłoby mi łatwiej ale
      tak finanse jak i możliwość utraty pracy uniemożliwiały pozostanie w domu.
      Drugi raz zrobiłabym tak samo.
      A co Ty zrobisz?
      Moim zdaniem szkoda marnować to co z takim wysiłkiem osiągnęłąś. Masz dobrą
      pracę z dobrą pensją. Jeżeli możesz to poszukaj zufanej opiekunki, która pomoże
      w opiece nad Irkiem i pracach domowych. Dasz sobie radę przez ten rok.
      Iwona
    • polaquinha Re: Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie? 28.07.06, 14:11
      Myszko,jestes dzielna kobieta i mimo,ze jestes w tej chwili zmeczona-potrzebujesz aktywnosci w zyciu.
      Twoje rozwiazanie wydaje mi sie najlepsze i- jak zwykle-podziwiam Cie za chec takiego poswiecenia czasu i energii.
      Pytanie jest takie,czy po tych szesciu miesiacach macie szanse(i rozwazacie) na pozostanie w Holandii lub Krakowie? Jesli nie-to chyba na prawde nie ma sensu,zebys porzucala swoja prace,ktora lubisz.Wierz mi-to wielki skarb lubic swoja prace.Ja tez swoja lubie,choc to nic superspecjalnego nie jest -specjalista d/s sprzedazy w firmie produkujacej czesci do maszyn ;-P
      Ale kazdego ranka chetnie sie budze,zeby tam pojsc i popracowac sobiesmile

      Twoj maz z drugiej strony od samego urodzenia Irusia jest z nim wyjatkowo silnie zwiazany(pamietam,ze to on karmil malego kiedy Ty "walczylas z piersiami")moze to dlatego tak bardzo wzdraga sie przed wyjazdem na tak dlugo i na tak, stosunkowo, daleko.
      Podejrzewam,ze nie chce stracic tego szesciomiesiecznego okresu,ktory spedzilby w Holandii.
      Czy masz jeszcze troche urlpou i czy moglabys wykorzystac go-tzn czy Twoj szef pozwoliby Ci na jakis taki miesieczny wyjazd do Holandii?
      Sluchaj czasami firmy zapewniaja tez pobyt rodzinie pracownika.Moze firma Twojego meza moglaby sfinansowac Wasze weekendowe wizyty w Holandii? Moze warto o cos takiego powalczyc-firmy maja rozne fundusze socjalne,moze udalo by Wam sie.Poszukajcie jeszcze jakis innych-nawet troszke szalonych-rozwiazan.
      Trzymam za Was kciuki,zebyscie oboje byli w stanie realizowac sie jako rodzice a rownoczesnie nie rezygnowac z rozwoju osobistego.
      Jedno jest pewne musisz wierzyc,ze kazda decyzja jaka podejmiecie bedzie decyzja trafna i ufac-a wiele problemow samo sie rozwiaze.
      Pozdrawiam
      • martunia78 Re: Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie? 28.07.06, 15:43
        gdyby mój mąż dostał taka ofertę to bym się spakowała z dzieciakami i juz by
        mnie w tym zasr.... kraju nie widzieli!!!
        Ale to tylko w mojej sytuacji, nic mnie tu nie trzyma.
        Wiem, nic nie pomogłam, ale ja mam już dość tego kraju, i każda wizja wyjechania
        mnie nęci, ja bym nawet wyjechała do Czech, czy Słowacji byle nie w Polsce,uch!
        • polaquinha Re: Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie? 28.07.06, 16:02
          Martuniu,widze,ze jestes zmotywowana smile
          Moze to wlasnie jest dobry moment,zeby zaczac szukac mozliwosci wyjazdu dla Was? To wcale nie jest takie strasznie trudne jak sie wydaje.
          Jezeli nic was tutaj nie trzyma to moze warto odwazyc sie na ten krok? mnie trzyma jeszcze kilka rzeczy(i osob) ale nie sadze zebym zostala na zawsze w Polsce. A nawet jestem tego pewna smile Mieszkalam juz w Belgii i w Portugali i taka ze mnie "powsinoga" ;-P
          U Myszy problem jest taki,ze maz dostal propozycje stazu tylko na pol roku...prawda,Mysza?
          • martunia78 Re: Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie? 28.07.06, 16:27
            no własnie czytałam, że tylko na pół roku...
            Wszystkie moje koleżanki już wyjechały, ale wiecie jak to jest, nikt Ci nie
            pomoże, chodzi o taką pomoc na początek, zanim sie coś wynajmie.
            I wkurza mnie, że jak już wyjadą i po paru mcach przyjeżdżaja to takie
            państwo-zasraństwo z siebie robia, a tak to bidę klepali jak ja np.
            Ostatnio przyjechała jedna "koleżanka" i poszła sie starać o becikowe i tak mówi:
            " o głupie tysiąc zł. tyle papierów wypełniać????, u siebie to ja mam cztery
            razy tyle na mc." a w polsce tysiaka na oczy nigdy nie widziała, ale już pomóc
            innemu to wielki problem, tfu!
            Ach taki mam żal, w d. z tym.
            To się wygadałamsmile
            • polaquinha Do Martuni 28.07.06, 16:53
              To taki syndrom biedy-im sie mialo gorzej,tym bardziej sie ze swoim dobrobytem czlowiek pozniej obnosi.To taka rekompensata,za te wszystkie lata zgryzot.
              Ty sie nic nie martw,tylko pomysl sobie,ze Tobie tez bedzie sie bardzo dobrze powodzilo i to juz bardzo niedlugo(i tak sobie powtarzaj!) Na pomoc innych nie musisz liczyc,bo jak bedziesz wierzyla,ze Ci sie powiedzie-to tak sie stanie i juz!
              Moze znasz ksiazki Louise L.Hay, Ewy Foley,Josepha Murphy albo Shakti Gwain o pozytywnym mysleniu i kreowaniu swojej przyszlosci? Goraco polecam,a macierzynski to dobry moment,zeby zastanowic sie co dalej i nabrac ochoty na pozytywne zmiany w zyciu big_grin
              Pozdrawiam
              Macierzynski to swietna okazja do tego typu
              • martunia78 Re: Do Martuni 28.07.06, 21:37
                Dziekuję Ci Kobietosmile
                Wiesz co mam wywróżonych trzech synów i mieszkanie za granicąsmile
                Ech i tego sie trzymambig_grinD
                • martunia78 Re: Do Martuni 28.07.06, 21:39
                  Ach, co do książek, ja słabo książkowa jestem, widac po postachsmileno chyba, że
                  ktoś poleca to wtedy daje radęsmile
                  --
    • mysza_33 Re: Znowu pracownicze dylematy :-( Co myślicie? 29.07.06, 00:36
      Hej, właśnie skończyłam robotę i padam na pysk. Mały na pewno zerwie mnie na
      nogi koło 6.00, ale pośpię tylko 3,5 godzinki bo od 4.00 zaczyna stękać i się
      okropnie wiercić...
      Dzięki za te wypowiedzi. Nam z mężem jakoś zawodowo się poukładało. Ja chętnie
      wyjechałabym z kraju na jakiś czas, jednak nie umiem myśleć w taki sposób, że
      już na stałe... brrr...
      To prawda, pół roku tylko to nie wiele - zrywać wszystko to trochę samobójstwo
      zawodowe. Nie wiem co na to mój szef. Jeśli przez ten czas nie znajdzie kogoś
      lepszego to pewnie mogłabym wrócić. Tylko muszę mu zaproponować coś na
      zastępstwo i tą osobę wyszkolić. To nie takie łatwe...
      A nawet gdyby ten staż męża trwał 2, może nawet 5 lat - to kto mnie przyjmie do
      nowej pracy w wieku 35,38 lat. Realia są kiepskie w Polsce.
      Dobra, gonię, bo oczy mam na zapałki i chyba się już nie wykąpię.

      Dobrej nocy, kochane

      Mysza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka