jakoś tak wpadłam i nie mogę wyleźć. Niby kończę właśnie 4 tygodniowy urlopik
a czuję się jakby mną pole orali

najpierw takie wysuszone a potem takie
podmokłe ... Maciek oczywiście złapał po tygodniu byciu w żłobie jakąs
infekcję - na szczęście w dzień złapania byliśmy u alergologa i zaaplikowała
nam antybiotyk na chlamydię - no to leczymy barakudę a ten taki chory ze
chatę roznosi a ja mam już co najmniej zwrotnik koziorożca na liczniku,
dzisiaj rano męzul wrócił ze służby z nosem jak rasowy alkoholik - oczywiście
złapał infekcję od Maćka i lezy i zdycha i nawet jak pomaga to ja mam wyrzut
ze on chory i jutro znowu do pracy i takie tam. Na dodatek ściął się dziś z
moją babcią - i kwach w chacie. Na dodatek Maciek śpi i jak wstanie o 5 to
będzie szalał do 21 grrrr. I co najgorsze nie chce mi się siedzieć w domu,
nie chce mi się wrócić do pracy ( którą bardzo lubię skądinąd) nie mam do
niczego zapału nawet do miecia zapału nie mam zapału

i na dodatek
upiekłam ciasto ze śliwakmi i zapomniałam dodac cukru i jak ktoś chce przepis
na pizze śliwkową to chętnie podam .... i najchętniej cięzko bym i donosnie
pobluźniła ale jak to zrobić w bloku!!! ?? nawet pola nie mam za stodołą żeby
iść i wrzasnąć...
chwilowo stwierdzam ze życie jest do dupy....
i jako jedyne lekarstwo na wszytskie dolegliwości zaczyna mi się co raz
mocniej rysować nowe mieszkanie albo najlepiej dom, mogę się anwet z tego
ch... miasta wynieść - chętnie i z przytupem.... to co idę wysłać totka i
przeglądam ogloszenia o sprzedazy nieruchomości... życzcie mi powodzenia
pozdruffka
Kasia bez Barakudy