Trochę pracuję, miała to być niby praca na pół etatu ale nie jest, przychodzę
ciagle z całą torbą do domu, wczoraj sobie zrobiłam wolne a teraz siedzę i
znowu cośtam piszę. Latam poza tym na angileski oczywiscie.
Wczoraj zadzwoniła moja koleżanka, która ma nieco młodsze dziecko i co od
niej usłyszałam: ŻE JA TO MAM DOBRZE, BO MAM CZAS i podobno nie jestem
zmęczona.Ona dla odmiany siedzi na wychowawczym, męza ma uczynnego i
mieszkają teraz u jej matki, która pracuje ale jak wraca to zajmuje sie
dzieckiem.
Wściekłam sie niemiłosiernie, płakać mi sie po prsotu chciało. Mam nadzieję,
ze ta koleżanka do mnie długo nie zadzwoni, naprawdę. A i oczywiscie jak
zwykle była na wakacjach a ja od 1 lipca latam do tej roboty. A na wakacjach
byłam 5 lat temu

((. A teraz szanowna Pani wróciła z domu od matki na wsi,
oczywiscie były tam razem.
Ale ja to mam dobrze, pracuję, chodzę na angielski, od października zaczynają
mi sie zajecia na aplikacji ( w Kielcach, bo się przenoszę i będę dojeżdzać )
wiec 2 dni będę robiła co innego, pracy w kancelarii coraz więcej zresztą, w
soboty bedę chodzic na niemiecki od 15 października, do marca mam termin na
oddanie części doktoratu ( cały czas nienapisanej zresztą ) ale mi normalnie
dobrze no po prsotu nudzi mi sie, nie ma co

).
Naprawdę, tej mojej koleżance to sie powodzi ale ja jej tego nie
powiedziałam. Mam nadzieję, ze nie zapłaci rachunku za telefon i jej go
odetną

))