No i znowu bęc. Stało sie. Nie wiem czy pamietacie, ale moja pierwsza pani
zrezygnowala tydzien przed podjeciem pracy. Kosztowalo mnie to troche nerwow,
bylam zaskoczona, zla i nie wiedzialam co dalej robic - do powrotu do firmy
zostal mi wtedy tydzien. Rozpoczelismy ponowne poszukiwania opiekunek. Nawet
nie bylo zle. Pierwszego dnia spodobaly nam sie dwie: matka i corka(23 lata).
Ja bylam za matka, maz przekonal mnie jednak, ze lepiej aby byla to mloda
dziewczyna - bo:
- energiczniejsza
- nie bedzie wychowywac (bo to nasz obowiazek) ale opiekowac sie
- byla sympatyczna, mila i otwarta
- Polka bardziej z nia nawiazala kontakt.
No i pracowala u nas od poniedzialku. Bylo dobrze - Polka spala dwa razy
dziennie, jadla, nie marudzila.
No i co sie stalo?
Przyslala mi sms-a, ze jej przykro ale musi zrezygnowac. Dlaczego? Odpowiedzi
brak.
Mam rozne mysli. Na pewno nie byla ze mna szczera, bo rozmawialam z jej matka
i ta powiedziala mi, ze corka mowila ze Polka plakala - mi mowila odwrotnie,
ze nie jadla dobrze - ja mowilam, ze z tego co ona mi relacjonowala to nie
jadla zle. Ustalilismy, ze bedzie dostawala ponad 1000 zl. Czy to jest malo?
Bo juz glupia jestem teraz....
Wczoraj mialam fatalny nastroj. Dzis jest juz lepiej. Dobrze, ze stalo sie
tak wczesniej, niz Polka mialaby sie do niej przyzwyczaic.
Musze sobie poradzic. Jak bedzie dalej tak pod gorke, to nie wroce do pracy.
Trudno.
Musialam sie wyzalic. Dzieki