Co pradwa termin mam na jutro, ale tydzień temu lekarz powiedział, że wg
niego to w ciągu tygodnia urodzę, rozwarcie było na 2 cm, pojedyncze skurcze
już od jakiegoś czasu, od niedzieli brzuch zauważalnie obniżony i nic...
Wczoraj byłam u mojego gina w szpitalu na badaniu i powiedział że
przygotowanie do porodu to tak na 30% i nie chce mnie zostawiać w szpitalu i
męczyć bo nawet przy wywoływaniu poród trwałby bardzo długo. Kazał przyjść w
czwartek po południu bo wtedy też ma dyżur i wtedy zobaczymy. Aż się
poryczałam w domu bo myślałam że szybciej urodzę

Tym bardziej że mężuś ma
taką głupią pracę, że choćby się waliło i paliło to w przyszłym tygodniu musi
jechać na 4 dni w delegację. Niby mieszkamy z moimi rodzicami, ale chciałabym
żeby przynajmniej przez te pierwsze dni był ciągle ze mną... Strasznie mi
smutno i właśnie zaczęłam przekonywać moje maleństwo żeby się trochę
pospieszyło bo strasznie na nie czekamy