gosiunia333
21.03.07, 11:11
Opowiem Wam po krotce co mi sie wydarzylo, a wiec moj maly od soboty dostal
biegunki, nic nie chcial jesc, troche pil, dzwonilam w sobote pod wieczor do
lekarki co robic, a ona ze powinnam poic, i dac mu smecte, ktora juz
wczesniej zakupilam, jesli nie ustapi to w poniedzialek sie zjawic u niej, no
wiec sie zjawilam, bo zmian nie bylo, a ona go osluchala i powiedziala, ze to
prawdopodobnie jakis wirus. Wieczorem tego samego dnia, zaczal mi wymiotowac,
od razu pojechalismy na pogotowie, okazalo sie, ze synek jest odwodniony, i
gdyby nie to, ze wymiotowal to nawet bym nie pomyslala, zeby jechac na
pogotowie, bo zdaniem mojej lekarki wszytsko bylo w porzadku. Oprocz tego po
badaniach na pogotowiu wyszlo, ze syn ma anemie, do czego lekarka tez nie
doszla, choc czesto u niej bywam, i jaki moral mam z tego, ze zadnemu
lekarzowi nie mozna ufac, w kazdym badz razie przepisalam dziecko do innego i
az sie boje, ze moze to samo sie powtorzyc, dziweczyny komu ufac ? przeciez
ja nie jestem lekarzem i sama nie potrafie w takim stopniu obserwowac
dziecka, czy Mu nic nie dolega, to moja opowiesc, tylko tak dla ostrzezenia,
bo byc moze ktoras z Was rowniez za bardzo zawierza pediatrze, pozdrowienia