... na siebie za brak asertywności. Dziś na spacerze zaczepiła mnie pani też z
dzieckiem w wózku. Zaczęło się miło, pytaniem o wiek mojego Maluszka. Potem
jednak usłyszałam, że "moja synowa nie pozwala mi nosić na rękach" (taktownie
milczałam, akurat miałam swojego na rękach, ale od razu poczułam solidarność z
synową ...

oraz "o, pani ma wyżej główkę, ja też chciałam poduszkę, ale
synowa nie pozwoliła ..." (nie mam poduszki w wózku, tylko możliwość lekkiego
uniesienia części dna). Potem pani zaczęła pytać, czy wracam do pracy (nie
wracam), "przydała by się babcia" (są obie na miejscu) "ale pewnie pracują"
(nie, nie pracują - po prostu chcę być z moim dzieckiem ale tego już nie
powiedziałam na głos). Na koniec pani złapała mojego synka za rączkę. Tego już
było za wiele, pożegnałam się szybko i poleciałam do domu .. zła na siebie jak
nie wiem, że jestem taka dobrze wychowana i tak mało asertywna, że nie
potrafię nie odpowiedzieć grzecznie na pytanie a co gorsza - powiedzieć, że
nie chcę, aby ktoś obcy dotykał moje dziecko i to jeszcze w rączkę, którą on
zaraz wsadzi do buzi! No i głupio mi, jak pomyślę, że owa biedna synowa
usłyszy pewnie i o noszeniu na rękach i o podwyższonym wózku ... a przecież
każdy decyduje sam o tym, jak chowa swoje dziecię. Jeśli to była Teściówka
którejś z Was i uraziłam, to przepraszam, nie miałam tego na celu, po prostu
musiałam się wygadać ... A przy okazji - miałyście takie sytuacje (z tą
rączką) - jak wtedy reagujecie?