Dodaj do ulubionych

Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki

11.12.09, 15:03
Córka ma prawie 19 lat. Od niemal roku jest z chłopakiem. To udany związek,
jak go akceptuję i cieszę się, że córka jest szczęśliwa, kocha i jest kochana.
Niestety mąż nie akceptuje tej znajomości, twierdzi, że z uwagi na różnicę
wieku; chłopak jest kilka lat starszy, ale oni się świetnie uzupełniają, bo
corka jest bardzo rozumna, inteligentna i błyskotliwa.
Mąż nie może zaakceptować faktu, że jego córeczka może zacząć uprawiać seks.
Nieustannie robi jej wykłady o tym, jak to jest, jak dziewczyna się nie
szanuje. Ona teoretycznie się z nim nie zgadza, bo uważa, że nieszanowanie się
wchodzi w rachubę, gdy robi się to dla sportu, a nie z miłości, ale gdzieś
głęboko zapadają w jej świadomość jego słowa i ją ranią, bo w jakiś sposób jej
wszystko obrzydzają, trywializują.
Teraz powstal problem Sylwestra. Wiem, że młodzi chcieliby spędzić go razem i
dlatego wykorzystując dobry humor męża, przekonałam go, żeby wyrazil zgodę na
to. O dziwo się udało. Córka była bardzo szczęśliwa. Niestety po kilku dniach
mąż się wycofał, stwierdził, że to daje jej przyznwolenie na spędzenie nocy u
mężczyzny, a na to nie możemy się zgodzić. Pozwala jej jechać, ale wrócić o 3
w nocy, choć mieszkamy bardzo daleko, bo najważniejsze, żeby nie spędzili
razem całej nocy. Dla mnie to ewidentna bzdura i głupia hipokryzja. Córka jest
zniechęcona i już sama nie wie, czy chce o cokolwiek walczyć. Bardzo czarno
widzi swoją przyszłość, bo mąż się zarzeka, że jeśli w przyszłości będzie się
chciała wyprowadzić, to już nigdy nie będzie mogła wrócić do domu.
Jesteśmy z córką bardzo zżyte. Ona zwierza mi się ze wszystkiego, nigdy mnie
nie okłamała, mamy świetny kontakt. Mąż chce żebyśmy tworzyli jeden front, ale
gdybym chciała to zrobić, na 100% straciłabym ten dobry kontakt, a i dobrą
samoocenę, bo musiałabym zrobić to wbrew sobie.
Czy to normalne, że ojciec tak ciężko przechodzi wchodzenie w doroslość córki?
Wiem, że ten konflikt będzie się zaogniał, bo on nigdy nie pozwoli im razem
wyjechać na wakacje czy spędzić noc, a przecież ona nie wyjdzie za mąż tylko
dlatego, żeby zadowolić tatusia. Czy ktoś ma pomysl, jak sobie radzić w takiej
sytuacji?
Obserwuj wątek
    • radiata Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 11.12.09, 17:38
      Tatusiowe często traktują chłopaków córki jako rywali i się boją swoje córeczki.
      Słodkie to, ale do czasu. Podobno matki z kolei źle patrzą na dziewczyny swoich
      synów smile
      Dziewczyna jest już dobrze pełnoletnia więc z jednej strony mogłaby go po prostu
      zignorować, jeśli jednak jest w klasie maturalnej, to ja bym na jej miejscu ten
      jeden rok odpuściła... albo starała się jeszcze pertraktować. Może warto
      tatusiowi przypomnieć jak on się zachowywał w jej wieku, co mu było wolno, a co
      nie... Sylwestra chyba nie spędzają we dwójkę, może uświadomcie mu, że tam
      będzie więcej osób i wszystkie zostają na noc... A jeżeli jest już po szkole -
      to chyba bym postawiła sprawę jasno - teraz to już niestety masz niewiele do
      pozwalania czy zabraniania i pogódź się z tym
    • tijgertje Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 11.12.09, 18:48
      Tatus przesadza i jakby dziewczyna chciala, to by sie z tabunem
      facetow mu pod nosem "puszczala", a on nie mialby o tym zielonego
      pojecia. Moze, jak mu prosto z mostu powie, ile miala
      niewykorzystanych sytuacji, to sie tata opamieta. seks mozna
      uprawiac za dnia i wcale nie trzeba na to czasem duzo czasu, jak
      ktos naprawde chce, to sobie poradzi, wcale nie musi spedzac z
      chlopakiem calej nocy. A tata caly czas jej zabraniajac, kontorlujac
      i okazujac totalny brak zaufania moze co najwyzej osiagnac tyle, ze
      dziewczyna ( o ile tego jeszcze nie zrobila) w koncu sie z
      chkopakiem przespi, we wlasnym domu, tacie pod nosem i jemu na
      zlosc, zeby pokazac, ze i tak jej nie jest w stanie upilnowac. Im
      wczesniej sobie tatus zda z tego sprawe, tym lepiej dla wszystkich.
      Owszem, mozna dziecku powiedziec, czego sie od niego oczekuje, ale w
      tym wieku dyyktowac co i jam ma robic czy czego nie robic to troche
      pozno niestety, dziewczyna jest w koncu pelnoletnia i na upartego
      nawet bez wiedzy taty moglaby wziasc slub i sie wyprowadzic, tylko
      czy tacie zalezy na szczesciu corki i dobrych relacjach z nia, czy
      tylko na udowodnieniu wlasnej nad nia wladzy ??? Tez mialam
      rodzicow, ktorzy mysleli, ze zakazami uchronia mojej cnotywink na
      szczescie wbrew przewidywaniom nie zostalam prostytutka, nie
      puszczalam sie z kazdym napotkanym facetem, nie upijalam sie do
      nieprzytomnosci i wyroslam "na ludzi", chyba wiecej oleju w glowie
      mialam, niz podejrzewali, ale utrudniali mi zycie dosc skutecznie, i
      bardzo efektywnie mnie do siebie zniechecili, do tej pory nie
      akceptuja moich zyciowych wyborow, staraja sie na nie wplywac a ich
      starania przynosza odwrotny skutek do zamierzonego. Uwazam,z e
      rodzice powinni formowac wspolny front pod warunkiem, ze dzialaja w
      interesie dziecka i zachowuja sie racjonalnie, trzymanie sztamy
      kosztem relacji z dziecka i popieranie irracjonalnych pomyslow
      partnera w imie jednosci wychowania jest zupelnie bez sensu.
    • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 11.12.09, 18:58
      Absolutnie trzymaj z corka. To normalne ze ma chlopaka, super ze fajny (znaczy
      Ty tak oceniaszsmile). Normalne w tym wieku sa wspolne Sylwestry, wyjazdy na
      wakacje, wyjazdy na weekend. Moze sprobuj mezowi uswiadomic ze po pierwsze
      ryzykuje konflikt z corka a nawet zerwanie z nia porozumienia, bo zraniona
      przestanie chciec z nim rozmawiac, przebywac i wyobcuje sie. Po drugie ze corka
      jest dorosla (tak jakby nie zauwazyl), no i przypomnij mu moze Wasza mlodosc.
      czekaliscie oboje do slubu?
    • srebrnarybka Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 11.12.09, 20:06
      A co ma do gadania ojciec na temat sposobu spędzania sylwestra przez
      19letnią córkę i dlaczego ma się zgadzać na to, żeby bawiła się całą
      noc? I dlaczego córka w ogóle się pyta? Jest pełnoletnia.
      Marytorycznie oczywiście bzdura, bo do uprawiania seksu noc i to
      cała nie jest w ogóle potrzebna, nie mówiąc o tym, ze sylwester to
      akurat nie najlepszy moment, bo za dużo ludzi. Ale to i tak nie ma
      znaczenia - dorosła córka może sobie spędzać sylwestra, jak jej się
      podoba.
    • kol.3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 11.12.09, 20:19
      Skończy się tym, że córka zerwie kontakt z ojcem. Facet ma problem z
      psychiką i powinien poradzić się specjalisty.
      • agar2208 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 11.12.09, 22:00
        Córka jest już pełnoletnia, więc ojciec nie może jej zabronic wyjścia na Sylwestra.
        Warto porozmawiac z meżem i wyjasnic mu, że córka jest już dorosła i że jak mąż
        nadal będzie tak postepował to może się to skończy wyprowadzeniem sie córki. I
        wtedy tatus chyba by zawału dostał .
        • agar2208 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 11.12.09, 22:02
          Zapomniałam dodac, że córka nie musi miec pozwolenia od tatusia na wyjazd np na
          wakacje, bo jest PEŁNOLETNIA. Może tylko was o tym powiadomic, ale nie musi sie
          pytac o zgode
          • 0golone_jajka Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 12.12.09, 01:47
            A ojciec nie musi się godzić by córka mieszkała W JEGO MIESZKANIU. Jest pełnoletnia, może sobie swoje kupić, nie?
            • kol.3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 12.12.09, 08:54
              Tatuś ma obowiązek łożyć na jej utrzymanie dopóki się uczy, nie wiem
              czy bezkarnie można wyrzucić dziecko z mieszkania tylko dlatego, że pan
              cierpi na fobie.
            • morekac Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 12.12.09, 09:58
              A jeśli córka jest pełnoletnia i się uczy - może nie mieszkać ani z tatą, ani z
              mamą - ci jednak mają wobec niej obowiązek alimentacyjny.
            • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 12.12.09, 13:20
              Jego? Znaczy zakladasz ze nie ma z zona wspolnoty majatkowej i mieszkanie jest
              tylko jego. A na jakiej podstawie?
            • martusia_25 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 12.02.10, 13:33
              Zameldowanego członka rodziny można usunąć tylko, gdy ma się nakaz
              sądowy. I nigdzie nie jest powiedziane, że ojciec jest właścicielem
              mieszkania.
    • olifra Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 11.12.09, 22:49
      według mnie postępowanie Twojego męża wywoła dokładnie odwrotny skutek od
      zamierzonego. on ma wypaczoną wyobraźnię (na całe wasze nieszczęście). nie
      możesz na to pozwalać. a takie gadanie ze nie będzie miała powrotu jak się
      wyprowadzi? przecież w ten sposób ją stracicie.
      moja przyjaciółka miała taką sytuację. tylko z matką. my wszystkie byłyśmy złe
      bo chodziłyśmy na dyskoteki, imprezy i wyjazdy wspólne a ona nic tylko szkoła i
      w domu sprzątanie, bo cała reszta to się nie szanuje. no ale czym więcej zakazów
      i bredni w domu, tym młodzież bardziej kombinuje i ona sobie w tej szkole
      wykombinowała w wieku 17 lat córeczkę! ale myślę, ze ważniejszym przykładem są
      moi rodzice i moja babcia, która też tak moja mamę na smyczy trzymała. mój tata
      5 lat starszy był w ogóle według niej nieodpowiednim kandydatem na kolegę a cóż
      dopiero na coś więcej. także moja mama (po latach mi to przyznała) żeby się od
      niej "uwolnić" zrobiła sobie mnie. wspomnę tylko, ze nie miała jeszcze
      ukończonych 17 lat. no i komu ona tym na złość zrobiła?
      takie są właśnie efekty wygadywania bzdur przez "starych tetryków" (jakby to
      moja przyjaciółka powiedziała)
    • 0golone_jajka Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 12.12.09, 01:46
      Najwyraźniej pan mąż jest wierzącym i praktykującym katolikiem i dba o zbawienie duszy swej córki. A wszak cudzołóstwo to grzech śmiertelny. Nie ma się czemu dziwić, że chce ochronić własną córkę przed najgorszym - wiecznym potępieniem. Też bym tak postąpił. Gdybym wierzył w te bajania.
    • wieczna-gosia Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 12.12.09, 07:46
      ja tu widze konflikt doroslych i to duzy- twoje zdanie nie ma takiej
      wagi jak zdanie meza? niby dlaczego?
      U nas jest tak ze dzieci sie pytaja jednego rodzica- jesli mam
      watpliwosci- to mowie ze musze pogadac z mezem, ale jesli ich nie mam
      ( a ty nie masz) to zgadzam sie lub zabraniam i tyle.
      • daria13 Re: Wieczna-gosiu 12.12.09, 14:25
        Jak czytam takie posty, to aż odczuwam ukłucie zazdrości w sercu, choć zazdrosna
        i zawistna z natury nie jestem.
        Otóż nie, moje zdanie nie ma takiej wagi jak zdanie męża. A żeby było jeszcze
        śmieszniej, on twierdzi, że to ja rządzę i że świat musi się kręcić wokół mnie.
        Owszem, czasami stawiam na swoim, gdy a. robię coś w tajemnicy przed nim, b.
        używam podstępu, wykorzystuję jego dobry humor, c. w drobnych kwestiach czasami
        po prostu coś robię i stawiam go przed faktem dokonanym, ale tylko w drobnych,
        na przyklad zakup na Allegro zabawki, o jakiej marzył syn i na jaką sam
        zaoszczędził, ale mąż był przeciwny, bo uważał tę zabawkę za chwilową zachciankę
        syna.
        W kwestiach poważnych, typu zakazy i nakazy, nie mamy wyjścia i musimy słuchać
        męża. Dlaczego? Bo tak. Bo urządzi karczemną awanturę i obrzydzi nam życie, bo
        dzieci boją się jego krzyków, bo ja po wielu walkach nie mam często siły na
        kolejną bitwę.
        Wieczna-gosiu, czy Ty nigdy nie miałaś odmiennego zdania od zdania męża? To
        brzmi jak sen złoty, jak bajka. Macie absolutnie jednolite poglądy na
        wychowanie? A może mąż z tych ugodowych, niewtrącających się? Aż trudno mi
        uwierzyć w taką sielankę, ale to przez patrzenie przez swój pryzmat tak mówię.
        Może faktycznie są rodziny, w których rodzice są idealnie zgrani. Choć z rozmów
        ze znajomymi często wynika, że matka i ojciec nieco inaczej podchodzą do pewnych
        kwestii wychowawczych.
        Na wypadek, gdyby się okazało, że jednak czasami macie choć maleńki konflikcik
        na tle wychowawczym, jak sobie z tym radzisz? Ot tak, po prostu, przekonujesz
        męża, że nie ma racji, bądź odwrotnie, on przekonuje Ciebie? A jeśli się nie da?
        Jeśli jedno i drugie jest w 100% przekonane o swojej racji?

        Dla uściślenia, żeby nie było, że przedstawiam sytuację stronniczo: córka marzy
        o spędzeniu Sylwestra tylko we dwoje, chłopak ma swoje mieszkanie. Ja to
        rozumiem, bo sama też kiedyś byłam zakochana. Mąż niby też, ale nic z tego nie
        wynika. Argumenty typu: a pamiętasz jak sami byliśmy młodzi do niego nie
        trafiają. My byliśmy wszak starsi, całe 2 lata. Córka jest w klasie maturalnej,
        to dodatkowo komplikuje sytuację. Ale idzie na studia dzienne, trudne i jeszcze
        długo nie będzie mogła być samodzielna finansowo. Także zależność od humorów
        tatusia jeszcze długo będzie działała. Nie chciałabym, żeby za rok
        przeprowadziła się do chłopaka tylko dlatego, że popchnęła ją do tego desperacja
        i chęć ucieczki z domu przed żądnym władzy ojcem. To ma być jej decyzja
        wynikająca z potrzeby serca, świadoma i wyważona, a najlepiej, żeby zamieszkała
        z kimś dopiero, jak sama choć częściowo będzie niezależna. Ucieczka od jednej
        zależności w drugą, choćby od najbardziej oddanego chłopaka, nie jest niczym dobrym.
        • wieczna-gosia Re: Wieczna-gosiu 12.12.09, 15:26
          no wez cie prosze....
          ukrywanie
          dobry humor
          tajemnice
          "humory meza"

          przy takim ukladzie rodzinnym ja bym sie czula w obowiazku stanac po
          stronie corki. Do rozstania wlacznie. Bo nie tylko ona jest zalezna
          od jego humorow- ty takze. ja sie na taki uklad nie zgadzam i
          wszelkie jego zalazki tepie w zarodku. Od poczatku naszego malzenstwa
          na "bo tak" tupalam noga i oczekiwalam kompromisow.

          a co maz na powrot corki samej z Sylwka o 3- jak ma to ziewczyna
          zrobic?

          Ogolnie mysle ze nie ma sie co martwic do lozka wskocza przed
          polnoca.
        • maadzik3 Re: Wieczna-gosiu 12.12.09, 15:32
          Daria, z Twoja ocena sytuacji corki sie w pelni zgadzam. Maz (a moze jeszcze
          bardziej ojciec) choleryk to doprawdy uciazliwy (delikatnie mowiac) orzech do
          zgryzienia. Ja podobnie jak Wieczna (choc nie tak jak ona doswiadczona, dziecie
          jedno i mlodszesmile) jak mam okreslone zdanie w kwestii zachowan syna to je
          wyrazam (pozwalam/ zabraniam/ komentuje/ chwale i co tam jeszcze). Jak mam
          watpliwosci dyskutujemy z mezem, zwykle i tak pozniejwink. Czasem oczywiscie
          naraza nas to na tekst "a mama mi pozwolila" "a tata mi pozwolil". Chyba oboje w
          takiej sytuacji odpuszczamy (to OK, porozmawiam pozniej z nia/ nim) jesli
          sytuacja wydaje sie przejrzysta (cos o co nie warto kruszyc kopii i mogla nam
          wyskoczyc roznica reakcji), czasem sie dopytuje w jakiej sytuacji pozwolil
          jezeli wydaje mi sie ze cos nie gra. Owszem, roznice zdan nam sie zdarzaja - na
          ogol niewielkie. Poza tym oczywiscie mamy troche inny styl wychowania i
          zajmowania sie dzieckiem przy tych samych priorytetach. I uwazam ze to dobrze.
          Inaczej jest z mama inaczej z tata choc zasady sa te same. No i nigdy nie mialam
          poczucia ze moje zdanie jest mniej wazne (ani nie uwazam ze zdanie meza jest
          mniej wazne). Sprawy typu wybor zabawki/ kupno drobiazgu/ wziecie na lody/
          pozwolenie na zabawe u kolegow/ dorazne nagrody (ew. kary) w ogole nie sa warte
          uzgodnien bo to sie dzieje na biezaco. Co najwyzej zostawiajac dziecko z mezem
          przekazuje mu ze np. w nagrode ma 10 minut wiecej komputera zeby wiedzial (bo
          sie Mlodemu nalezysmile) nie musze mowic za co i dlaczego choc oczywiscie czesto
          mowie (jak mam czas lub chce go pochwalic), analogicznie jak ma np. szlaban na
          slodycze a zostaje sam z mezem to o tym mowie choc znajac syna przyznalby sie ze
          mu nie wolno, ale wole jasne sytuacje. Podobnie nie musze mowic za co, a czasem
          obiecuje synowi (jak sie wstydzi) ze nie powiem za co kara (a czasem to samo na
          jego prosbe obiecuje maz). Wtedy wspolmalzonek jest poinformowany ze kara jest
          ale na prosbe dziecia nie dowie sie za co. I OK. Oczywiscie rzeczy wazne
          uzgadniamy, ale i tak na tyle duzo rozmawiamy o wychowaniu go, o aktualnych
          problemach i sukcesach i mamy na tyle zblizone poglady ze dyskusje przedluzone
          sa rzadkie. I zawsze spokojne i na argumenty - a jak juz sa czasem mnie maz
          przekona czasem ja jego (ale takie dyskusje zawsze pod nieobecnosc Mlodego)
          • bi_scotti Re: Wieczna-gosiu 12.12.09, 15:56
            Daria, wybacz, ale masz bardzo niezdrowy uklad w malzenstwie i cala historia z
            boyfriendem corki to tylko czubek gory lodowej. To Wy dwoje - Ty i Twoj maz
            musicie sie nauczyc komunikowac i podejmowac decyzje WE DWOJE a reszta to juz sa
            wlasciwie detale. Mowiac szczerze, nie bardzo rozumiem jak mozesz tolerowac taki
            uklad przez 20 lat - robisz tym wielka krzywde sobie ale przede wszystkim
            dzieciom, ktore patrza, ucza sie i jest szansa, ze Wasze niezdrowe stosunki beda
            kiedys powielac w swoich zwiazkach. Zacznij od znalezienia wsparcia dla siebie -
            musisz nauczyc sie rozmawiac z mezem, negocjowac, szukac kompromisow a nie
            stosowac podstepy i uniki! Idealnym byloby gdyby On zechcial brac udzial w
            jakiejs madrej terapii malzensko-partnerskiej ale podejrzewam, ze bez wstepnych
            rozmow na ten temat, On narazie nie widzi problemu.
            Co do corki, uwazam, ze powinna Wam obojgu po prostu ZAKOMUNIKOWAC jakie ma
            plany na Sylwestra - 19-letnie KOBIETY nie pytaja tatusiow o pozwolenie wyjscia
            na randke! Twoja corka sama w sobie musi sie poczuc dorosla - to tez bardzo
            wazny element calego Waszego ukladu.
            W ogole poruszylas tyle waznych punktow w Waszych stosunkach, ze nie wiadomo w
            co rece wlozyc zeby pomoc doraznie i na dluzsza mete ...
            Naprawde poszukaj wykwalifikowanej pomocy - nawet najgorsze uklady malzenskie da
            sie ponaprawiac ale nie ma co czekac - zaczac trzeba juz. Powodzenia.
            • daria13 Re: Wieczna-gosiu 12.12.09, 18:38
              Dziękuję za odpowiedzi. Są w zasadzie takie, jak się spodziewałam, bo ja nie mam
              wątpliwości, że dobrze robię, stojąc po stronie córki. Jest tylko jedno ale.
              Jestem przekonana, że gdyby sytuację przedstawiał mój mąż, Wasze zdanie mogłoby
              być inne. Chodzi mi o subiektywizm przedstawiania spraw. On jest absolutnie
              przekonany o swojej słuszności, moje najbardziej rzeczowe argumenty i
              tłumaczenia nie mają do niego dostępu. To beton. Ale nie w najgorszym tego słowa
              znaczeniu. On chce mieć w domu autorytet, chce mieć posłuch, tak rozumie rolę
              ojca, działa w dobrej (w jego mniemaniu) wierze. Takiego człowieka nie sposób
              przekonać.
              Największym problemem u nas nie są drobne kwestie typu kupno zabawki czy nawet
              ten Sylwester, ale fundamentalna różnica w sposobie wychowywania dzieci. Ja
              traktuję dzieci po partnersku, liczę się z ich potrzebami, pragnieniami, z ich
              zdaniem i zawsze pozwalam im to zdanie przedstawić, bronić w razie potrzeby.
              Potrafię też być w pewnych kwestiach wymagająca i konsekwentna, umiem wyznaczyć
              niezbędne ramy (z naciskiem na slowo niezbędne). Mąż natomiast chce przede
              wszystkim posłuszeństwa. Wyrażanie przez dzieci ich zdania czy obrona tego
              zdania to w jego mniemaniu pyskowanie, na które on żadną miarą nie może
              pozwolić. Tak fundamentalna różnica musi budzić nieustanne konfrontacje między
              nami o traktowanie dzieci. A to trudno dusić w zarodku czy uzgodnić na początku
              małżeństwa czy rodzicielstwa, to wychodziło z latami.
              Często myślę, że jest za późno na naprawę tych układów. I znając męża, wiem, że
              on nie zmienia swojej postawy, choćby przekonywali go najwięksi spece w
              dziedzinie psychologii, wychowania czy terapii małżeńskiej. On po prostu wie lepiej.
              • asia.sthm Re: Wieczna-gosiu 12.12.09, 19:43
                Dario, nie umiem sobie wyobrazic argumentow , ktore moglby przedstawic twoj maz,
                aby spore grono forumowiczow zgodzilo sie z jego postawa.
                Twoja corka potrzebuje twojego wsparcia i daj jej to wsparcie bez wzgledu na to,
                czy maz wie lepiej, czy ma powazny problem. Teraz nie macie czasu na dociekiwania .
                Zgodz sie na Sylwestra corki we dwojke, daj jej blogoslawienstwo wraz z paczka
                srodkow antyciazowych. A mezowi zapodaj, ze jesli corke bedzie dociskal
                wywaleniem z domu ,to ty podazysz za nia z braku innej mozliwosci. Nie wyobrazam
                sobie meza ktory nie zrozumie, ze przebral miare. Po twoim wzroku pozna, ze
                mowisz powaznie. A ze w zyciu racji ci nie przyzna to nie wymagaj zadnych
                slownych deklaracji. Ty powiedz i dzialaj.
                To mozna potrenowac na mniej waznych decyzjach, choc nie macie juz duzo czasu.
                Ludzie pokroju twojego meza dzialaja tak jak dzialaja, bo wiesz co? ...to
                funkcjonuje. Kiedy przestanie funkcjonowac, to wtedy tak jakby zdzebko
                dojrzewaja do rozwazenia zmiany swoich pogladow, az dojrzeja i zmienia, bo
                zwyczajnie zmadrzeja.
                Trzymaj sie dzielnie - to ty masz racje.
                Pozdrawiam.
                • wieczna-gosia Re: Wieczna-gosiu 13.12.09, 18:12
                  dario w takiej sytuacji ze pal licho dzieci- ale TY nie jestes dla
                  meza partnerem nie rozumiem- no wiesz czego... po cholere sie tak
                  meczyc?

                  a gre w "tak ale" oczywiscie z powodzeniem mozna stosowac (tak, ale
                  jego i tak nic nie przekona) dorosli ludzie maja prawo wiele ze swoim
                  zyciem zrobic. A swoja droga juz tyle ukladow w stylu "bo on nigdy"
                  widzialam rozpadajacych sie widzialam, gdy druga strona mowiela
                  "skoro ty nigdy to ja w zasadzie dziekuje"- i nagle sie okazywalo ze
                  "on tylko tak mowil i nigdy nie mow nigdy".
                  Strach jest ogromnym narzedziem manipulacji, czasto sie okazuje ze w
                  gruncie rzeczy jedynym.
              • velluto Re: Wieczna-gosiu 14.12.09, 18:56
                daria13 napisała:

                > A to trudno dusić w zarodku czy uzgodnić na początku
                > małżeństwa czy rodzicielstwa, to wychodziło z latami.

                zgoda, tylko że to nie jest nowa, zaskakująca sytuacja, w końcu miałaś 19 lat,
                żeby się przeciwstawić mężowi w kwestiach wychowawczych. Zresztą nie wierzę,
                żebyś tylko w kwestiach dzieci nie miała nic do powiedzenia, zapewne jest tak w
                wielu innych dziedzinach waszego życia. Dlaczego po prostu nie staniesz po
                stronie córki otwarcie, nie powiesz mężowi, że zgodziłaś się na jej wyjście na
                sylwestra, bo uważasz, że jego podejście jest głupie?

                Nie wyobrażam sobie małżeństwa, gdzie moje zdanie ma się za nic, nie wyobrażam
                sobie spędzania życia na ustawicznej walce o własną tożsamość, współczuję, bo ja
                bym tyle nie wytrzymała.
        • amandaas Re: Wieczna-gosiu 12.12.09, 19:32
          Niech córka uda że marzy o studiach w innym mieście, niech ojcu
          pokaże rankingi, że ta wymarzona uczelnia jakieś 300km od domu jest
          najlpsza w Polsce. I niech uciekatongue_out I po sprawie smile
        • morekac Re: Wieczna-gosiu 13.12.09, 08:46
          Skończy się tak,że młoda da nogę z domu do chłopaka i pozwie tatusia o alimenty
          na czas dalszej nauki wink
    • lejdi111 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 14.12.09, 09:43
      19 lat i tato zabrania sylwestra z chłopakiem? Biedna ta Twoja córka sad
      • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 14.12.09, 10:41
        Dla mojego męża nie wiek, ale zdolność do samodzielnego zycia jest wyznacznikiem
        dorosłości.Dopóki córka mieszka z nami i korzysta z naszej lodówki musi się
        dostosować do wymogów ojca. Może o sobie stanowić, gdy będzie w stanie sama się
        utrzymać. I może gdyby córka sprawiała jakiekolwiek problemy wychowawcze takie
        argumenty ostatecznie (powtarzam ostatecznie) mogłabym zrozumieć. Ale corka
        nigdy takich problemow nie stwarzała, jedyną jej winą jest ulokowanie uczuć nie
        tam, gdzie powinna (w mniemaniu tatusia). Mąz twierdzi, że wszystko robi w imię
        jej dobra, bo ten związek jest nieodpowiedni, ona niedojrzała (ja tak nie
        uważam), przed nią wiele lat nauki i dopiero jak zacznie zarabiać, może myśleć o
        samostanowieniu.
        O wyjeździe do innego miasta niestety nie ma mowy; mieszkamy optymalniewink Mąż
        nie straszy córki wyrzuceniem z domu, jedynie tym, że jeśli ona raz się
        wyprowadzi (a sam ją do tego popycha nieustannym utrudnianiem życia, narzekaniem
        po każdym spotkaniu, tyradami o szanowaniu się i tak dalej), to już nigdy nie
        będzie miała powrotu (tak jakbym ja w tej kwestii nie miała prawa głosu).
        Tłumaczę córce, że to tylko takie straszenie, ale ona bardzo bierze sobie to do
        serca. A ja ciągle boję się, że ona kiedyś nie wytrzyma tej atmosfery w domu i
        tych ciągłych zakazów i w desperacji zamieszka z chłopakiem. A przecież to nie
        może być powód do wspólnego mieszkania z kimkolwiek. I do uzależniania się od
        kogokolwiek. To w moim rozumieniu zbyt poważna decyzja.
        • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 14.12.09, 10:54
          Wspolczuje Twojej corce. Argument "poki u mnie mieszkasz masz mnie sluchac"
          doprowadza mnie do bialej goraczki. Tak jakby dzieci (dorosle czy nie) nie
          mieszkaly U SIEBIE. W domysle - to nie jest Twoj dom tylko moj, ty tu jestes na
          prawach tolerowanego goscia ktory ma byc dobrze wychowany i nie sprawiac
          gospodarzom nadmiernego klopotu. Nic dziwnego ze dzieci z takich domow uciekaja
          jak tylko moga, niestety - jak sama zauwazylas - czasem uciekaja glupio, mam
          nadzieje ze nie spotka to Twojej corki nawet jesli zdecyduje sie wyprowadzic.
          Proba sterowania czyims zyciem, narzucania swoich wyborow i lekcewazenie wyborow
          i decyzji innych (a to robi Twoj maz w stosunku do Twojej corki) jest w sumie
          proba przejecia wladzy i kontroli a nie miloscia, a jesli miloscia to warunkowa
          "kocham cie dopoki zachowujesz sie tak jak ja chce". Wydaje mi sie ze gdy w
          koncu corka sie wyprowadzi (teraz czy za 5 lat) sama nie bedzie chciala
          absolutnie wracac - nawet chwilowo co moze dziwic Twojego meza i chyba tylko jegosad
        • radiata Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 14.12.09, 14:46
          Z tym optymalnym mieszkaniem to bym nie przesadzała... Nie ma takiego miasta w
          Polsce gdzie by były wszystkie kierunki i uczelnie, a zresztą to nie o to
          chodzi... Co z tego, że uniwerek jest w Warszawie jak nie ma tam np.
          filmoznawstwa, a zresztą młoda może po prostu chcieć studiować w Gdyni i tyle! A
          mężowi bym jednak przypomniała, że nie jest on udzielnym władcą w waszym domu,
          że ten dom nie jest jego, tylko rodziny. Tak samo należy do córki, a przede
          wszystkim do Ciebie. I chcąc nie chcąc musi to uszanować. Co znaczy, że nie
          wpuści jej do domu - to jest twój dom i TY ją wpuścisz! Czasem łatwo powiedzieć,
          ale dla świętego spokoju trudniej zrobić, ale może raz warto z tego spokoju
          zrezygnować. A młodą ja bym namówiła na powrót taksówką do domu o trzeciej nad
          ranem na koszt tatusia smile
        • wieczna-gosia Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 15.12.09, 04:59
          A ja ciągle boję się, że ona kiedyś nie wytrzyma tej atmosfery w domu
          i
          > tych ciągłych zakazów i w desperacji zamieszka z chłopakiem.

          to zrob cos zamiast cie ciagle bac, no naprawde. Bo boisz sie
          slusznie. Goscia z jazda ze kasa to wladza to juz nie lubie
          patologicznie. Moj tatus mial podobnie ci powiem i dziecko macie
          bardzo cierpliwe bo ja sobie ciaze strzelilam mlodociana a zarabialam
          odkad mialam 14- 15 lat- tak ze w kwestii wakacji moglam sie wypiac
          na zdanie rodzicow. Ale martensy sobie kupilam na studiach bo
          wczesniej tatus placi- tatus wybiera modele bucikow, a nie ze
          corunia.

          a moja mama tez niby z tych co nie do konca sie zgadzaja ale co ona
          moze- i powiem ci ze fakt ze byla taka niedecyzyjna bardzo w naszych
          relacjach nie pomoglo.
          • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 15.12.09, 16:26
            To nie do końca jest tak, że ja biedna ubezwłasnowolniona żona jestem całkowicie
            podporządkowane władzy pana meża. Bogiem a prawdą decydujące zdanie często
            należy do mnie, okupione wcześniejszymi wojnami podjazdowymi tudzież otwartą
            walką. Gdyby tak nie było, córka juz na samym wstępie tej znajomości musialaby
            pożegnać się z marzeniami o byciu razem. Nie było łatwo, oj nie. Żeby nie było,
            że mąż taki potwór, powiem, że ten związek faktycznie do standardowych nie
            należy, dla kogoś z boku, kto nie zna szczegółów może nawet być w jakimś sensie
            nieodpowiedni, ale tylko dla osób myślących i oceniających po pozorach. Ja
            sytuację znałam od pierwszego westchnienia, od pierwszych nieśmiałych prób
            córki, bo to ona była stroną inicjującą. To uczucie przeszło już różne próby, z
            największą w postaci wielkiego buntu tatusia i się ostało, okrzepło, kwitnie
            mimo ciągłego sarkania ojca.
            I tak jest z wieloma sprawami w naszym domu: bunt męża, moje starania lub walka,
            a w sumie stawiamy (dzieci i ja) często na swoim. To ciągła gra kompromisów,
            jak w większości rodzin, bo nie wierzę, że mąż i żona są absolutnie jednomyślni
            we wszystkim. Bez wątpienia smutne jest to, że prawie zawsze jest to front
            ojciec kontra matka plus dzieci.
            Ciągle dostaję rady, że nie wolno mi godzić się na niesłuszne w moim mniemaniu
            decyzje męża. Ale jak to zrobić w praktyce? On ma dokladnie takie same odczucia.
            Rzeczony Sylwester. Ja mówię: córeczko idź, baw się dobrze, bądź szczęśliwa; mąż
            mówi: możesz ostatecznie iść, ale o 3 wracasz do domu taksówką na koszt chłopaka.
            I co dalej? Sytuacja patowa. Córka rozdarta. Wiadomo, że ojca się boi, bo to
            jest przetrenowane. Jak ja mogę w tej sytuacji postawić na swoim? Czy nigdy nie
            miałyście w swoim życiu małżeńskim takiej sytuacji, żeby żadna ze stron nie
            chciała popuścić? Czy nigdy nie było tak, że każde było na 100% przekonane o
            swojej słuszności i nie chciało zmienić zdania? Kompromis. Ale wtedy zawsze
            rodzi się bunt:dlaczego to ja muszę iść na kompromis?
            • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 15.12.09, 18:21
              Jasne ze wiekszosci ludzi zdarzaja sie pewnie (jakkolwiek by rzadko) sytuacje w
              ktorych nie potrafi sie ze wspolmalzonkiem (czy kimkolwiek innym) dogadac. Tylko
              ze wtedy do zawarcia kompromisu lub ustapienia ktorejs ze stron potrzebna jest
              rozmowa - spokojna, rzeczowa, na argumenty, w ktorej strony sie sluchaja.
              Przyjmuje ze mozecie z mezem inaczej oceniac zwiazek corki, przyjmuje ze i o
              Sylwestrze mozecie miec inne zdanie (ze zdania Twojego meza nie rozumiem - nie
              szkodzi - moze je miec, zreszta ja akurat rozumiec nie musze). To co budzi moj
              opor i zapewne podobnie z innymi foremkami wynika z tego, ze w Twoich postach
              postac meza jawi sie jako choleryk, autokrata probujacy sterowac zachowaniami
              czlonkow rodziny, osoba nie przyjmujaca do wiadomosci emocji, pragnien i decyzji
              innych (to rowniez z postow o onanizujacym sie nastolatku). I to wydaje mi sie
              przerazajace. Gdybyscie po prostu mieli inne zdanie np. na temat Sylwestra corki
              to w chwili gdy w poblizu nie byloby dzieci usiedlibyscie z butelka wina lub
              dobra kawa, omowili co kto uwaza i dlaczego, przedyskutowali jakie ryzyko
              (blisko- i dalekosiezne) z czym sie wiaze i jakis kompromis znalezli albo ktos
              kogos przekonal. Niestety Ty piszesz jak o podchodach, tajemnicach, buntach i
              awanturach, kazaniach moralizatorskich o "szanowaniu sie" (i pewnie nie tylko)
              oraz niecheci do zwiazku doroslej corki bo tacie sie chlopak nie podoba. Ma
              prawo mu sie nie podobac. Ma prawo to powiedziec i Tobie i corce - czemu nie.
              Nie ma (moim zdaniem) prawa krzyczec na nia z tego powodu, zakazywac wyjsc,
              grozic nieprzyjeciem do domu, obrzydzac jej zycia i robic afery o Sylwestra. Ona
              jest dorosla, ma prawo do swojego zycia i wyborow. Podobnie jak Ty (w granicach
              wiazacych Cie zobowiazan) i dorastajacy syn (jeszcze nie dorosly, ale wszak
              majacy swoje zdanie i prawo do niego). A ojciec moze miec na ten temat swoje
              zdanie i nie ukrywac go ale nie ma prawa nie liczyc sie z jej zdaniem i
              uczuciami (i Twoimi tez)
              • wieczna-gosia Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 15.12.09, 19:34
                ekhm na kompromis nie idzie jedna osoba tylko dwie- a najlepiej trzy.
                Macie DOROSLA corke w domu, czas przestac ja traktowac jak gowniare
                bo faktycznie sie zawezmie.

                a braku zdania sie czepiam bo sama przyznalas ze jest mniej wazne.

                nie wiem co dla was bedzie oznaczal kompromis ja swojej doroslej
                corce nie pozwalam nocowac u chlopaka ale na Sylwka no bez przesady
                do lozka jak beda chcieli to pojda w srodku dnia a sylwester srednio
                jest lozkowy.

                z drugiej strony- moim zdaniem maz reaguje histerycznie bo nic nie
                wie. Ty sugerujesz ze wiesz wiecej niz przecietny czlowiek o zwiazku
                corki, grasz w jej druzynie a nie druzynie meza, to w zasadzie jak on
                ma sie zachowywac jak jest traktowany per noga.
            • velluto Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 15.12.09, 20:30
              daria13 napisała:
              > Rzeczony Sylwester. Ja mówię: córeczko idź, baw się dobrze, bądź szczęśliwa;
              mąż > mówi: możesz ostatecznie iść, ale o 3 wracasz do domu taksówką na koszt
              chłopaka.
              > I co dalej? Sytuacja patowa.

              nie jest patowa, tylko podporządkowujecie się. Ja bym powiedziała, że nie ma
              żadnego powodu, żeby chłopak miał ponosić finansowe konsekwencje czyjejś fobii.
              To po pierwsze. Po drugie - mąż chyba nigdy nie wracał taksówką w sylwestra, bo
              czas oczekiwania wynosi parę godzin, a dodzwonienie się graniczy z cudem.

              wytknęłabym że nie kieruje się zdrowym rozsądkiem a jedynie chęcią postawienia
              na swoim i pokazania kto tu rządzi.

              wszystko co piszesz pokazuje jasno, że to jednak mąż ma ostatnie słowo.
              Oczywiste jest, że w wielu kwestiach małżeństwa się nie zgadzają, ale taki
              rozjazd w pozycjach przetargowych nie zdarza się często. Ja swojego męża
              zabiłabym śmiechem, gdyby się tak zachowywał - bądź powiedziała jasno, że skoro
              zależy mu na bezpieczeństwie córki, niech ruszy kuper i ją z sylwestra przywiezie.
              • bi_scotti Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 15.12.09, 23:36
                Wiesz co, Daria, zaczynam miec poczucie, ze nami tez probujesz
                troche manipulowac jak mezem. Ty cos wiesz o chlopaku corki, ale nie
                powiesz ... Ty trzymasz z Mlodymi "przeciwko" mezowi, bo On krzyczy
                i sie wscieka ale Ty wiesz jak postawic na swoim przy pomocy jakichs
                podchodow i nieczystych zagran ... Nie bardzo mi sie to podoba,
                mowiac szczerze.
                Jezeli maz ma watpliwosci co do zwiazku w jakim jest corka ma pelne
                prawo te watpliwosci wyrazic i ma pelne prawo zwiazku w zadnej
                formie nie popierac. Rowniez w formie ulatwiania kontaktow na
                przyklad. Jesli corka chce ojca przekonac do tego, ze dokonala
                rozsadnego wyboru to te Wasze knucia i podstepy nie sa najlepsza
                droga - na miejscu Twojego meza nabieralabym coraz wiecej podejrzen,
                ze cos jest nie tak!
                W ogole to powtorze, co napisalam wczesniej - jestem zdania, ze
                problem, podstawowy problem, macie Wy dwoje - Ty i Twoj maz. Sposob
                Waszej komunikacji, ewidentnie praktykowany przez obie strony przez
                lata, nie jest zdrowy. I dopoki nie zaczniecie pracowac (oboje!) nad
                wyprostowaniem komunikacji miedzy Wami, problemy z negocjowaniem
                czegokolwiek z dziecmi beda nieustajace.
                I jeszcze jedno - do tanga trzeba dwojga. To na pewno nie jest tak,
                ze Ty jestes w 100% perfekcyjnym rodzicem a Twoj maz w 100%
                beznadziejnym - gdzies sie musicie spotkac w pol drogi.
                A corka musi sama wykazac sie dorosloscia i podjac swoja wlasna
                decyzje - bez Twoich podchodow zeby tatusia oblaskawic.
                • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 10:41
                  Bi_scotti dziękuję za ten post. Wiesz, gdziekolwiek piszę o swoich problemach,
                  zawsze nieodmiennie czytam: kopnij go w d..., po co z nim jesteś? Ja próbuję
                  przedstawiać sytuację naprawde obiektywnie, często wspominam, że mąż ma tez
                  wiele zalet, tłumaczę go czasami. To co napisałaś, to prawda. Jako jedyna
                  zwróciłaś uwagę na to, że moje zachowania nie są ok. Rzeczywiście tworzymy z
                  dziećmi front przeciwko mężowi, ojcu. I ja wiem, że a. to nie jest dobre, a
                  właściwie jest beznadziejne, b. rozumiem jego frustrację z tym związaną, ale...
                  Jedynym rozwiązaniem byłby rozwód. Z moim mężem nie da się działać inaczej, to
                  osoba, której nie da się z reguły przekonać racjonalnymi argumentami. On jest
                  zawsze przekonany o swojej racji. Problemem numer jeden jest nasze całkowicie
                  odmienne podejście do wychowania dzieci, o tym pisałam. Nie wyobrażacie sobie,
                  jak karkołomne jest współzycie przy tak fundamentalnych różnicach. Miałam do
                  wyboru 3 rozwiązania: rozwód, przyjęcie jego podejścia, które jest całkowicie
                  niezgodne z moim, musiałabym chyba zamrozić serce (sorry za patos), żeby tak
                  funkcjonowac, albo przyjąć metodę kompromisów, przemilczeń, podchodów (których
                  tak naprawdę nie znoszę). Wybrałam to ostatnie, bo wiem, że sama nie jestem
                  doskonała, bo mąż poza wszystkim jest naprawdę oddany rodzinie, bo do tej pory
                  to w miarę dobrze funkcjonowało, czego dowodem są wyjątkowo udane dzieci, w
                  sensie wychowawczym; nigdy nie mamy z nimi najmniejszych problemów, one są
                  naprawdę wspaniałe. I często myślę, że gdybym tylko ja je wychowywała, nie
                  byłyby takie, bo ja byłabym jednak pewnie zbyt wyrozumiała, zbyt uległa,
                  niewymagająca, mogłabym wychować dwoje małych tyranów-egoistów. A tak, była
                  równowaga. Dzieci same podobnie uważają. Ale tej równowagi by nie było, gdybym
                  nie przyjęła takich metod (podchodów i frontów), jakie wypracowałam latami w tym
                  związku. Podporządkowani mojemu mężowi z pewnością nie bylibyśmy szczęśliwi, bez
                  niego dzieci byłyby bardziej rozpieszczone, znalazłam złoty środek, z którego
                  nie jestem dumna, ale który funkcjonuje w miarę sprawnie.
                  I jeszcze jedno, przemilczałam szczegóły dotyczące chłopaka moje córki, bo to
                  jest jednak dość osobiste, bo nie wiedziałam, że dyskusja tak się rozwinie i
                  pójdzie w tę stronę, bo to w sumie nie jest najważniejsze, ale żeby nie było, że
                  "wiem, ale nie powiem". Ten chłopak to właściwie nie chłopak, ale dorosły facet,
                  jest od córki starszy 11 lat. Jest wolny, i zawsze był, jest spokojny i
                  zrównoważony, wiem, że bardzo kocha córkę i jestem przekonana, że jej nigdy nie
                  skrzywdzi. To duża różnica wieku, ale oni do siebie pasują, ona jest naprawdę
                  ciekawą młodą kobietą, nie będę fałszywie skromna w stosunku do własnego
                  dziecka. To udany związek, mam co do tego pewność. Myślę też, że inny chłopak
                  pewnie też miałby inne wady w oczach mojego męża, który jak w tytule wątku, nie
                  umie zaakceptować dorosłości córki.
                  • tijgertje Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 11:42
                    daria13 napisała:

                    Ten chłopak to właściwie nie chłopak, ale dorosły facet
                    > ,
                    > jest od córki starszy 11 lat. Jest wolny, i zawsze był, jest
                    spokojny i
                    > zrównoważony, wiem, że bardzo kocha córkę i jestem przekonana, że
                    jej nigdy nie
                    > skrzywdzi.

                    Moja kuzynka ma 17 lat i 29-letniego "chlopaka", "chodza" ze soba
                    juz cos ze 2 lata pewnie. Roznica jest tylko jedna: Rodzina chlopaka
                    akceptuje, uwazaja, ze lepiej ustalic zasady i powiedziec wprost o
                    swoich oczekiwaniach, nieraz "zaprzegaja" go do jakiejs wspolnej
                    roboty i traktuja juz teraz jak czlonka rodziny, choc wiadomo, ze
                    dziewczynie w tym wieku jeszcze sie pare razy moze odmienic. Starszy
                    chlopak to nie tragedia. Moj maz jest ode mnie 10 lat starszy (tyle
                    samo mlodszy od mojej mamy) i czasem mam wrazenie,z e to ja jestem
                    ta bardziej dorosla strona w naszym malzenstwiewink 19 i 30 lat to w
                    tym wieku wydaje sie bardzo duza roznica, ale wierz mi, za 5-8 lat
                    nie bedzie to nic nadzwyczajnego. Czy ten chlopak w ogole bywa u was
                    w domu? Mzoe tata sie tak sprzeciwia, bo go nie zna i patrzy tylko
                    na wiek, w sumie logiczne,ze postrzega go niemal jak pedofila.
                    Zapros chlopaka do domu, niech sie z mezem dogadaja po mesku, prosto
                    z mostu, zamiast podchodow jeden bedzie mogl wyrazic swoje obawy,
                    drugi rozwiac watpliwosci. CZasem okazuje sie, ze tatusiowi "ziec"
                    sie nie podoba ze slyszenia, a potem okazuje sie, ze dziewczyna
                    siedzi sama, bo chlopak z tatusiem maja naglew mnostwo wspolnbych
                    sprawwink zakazy, zwlaszcza irracjonalne do niczego dobrego nie
                    prowadza. Ludziom sie w glowie nie miesci, dlaczego Holendrzy
                    zalegalizowali narkotyki i prostytucje. Z bardzo prostego powodu:
                    cos, na co jest pozwolenie, ale z wyznaczonymi wyraznymi granicami
                    znacznie latwiej jest kontrolowac, niz jak jest "w podziemiu". To
                    samo z wasza crka. Dopoki tata nie zrozumie, ze mloda sie nie podda,
                    to bedzie snul mase przypuszczen. Jak chlopaka bedzie zapraszac do
                    domu i traktowac go po ludzku, latwiej bedzie mogl ocenic, czy
                    chlopak rzeczywiscie ma tak niecne zamiary, jak mu sie wydaje, czy
                    mozna mu zaufac i potraktowac jak sojusznika w obronie corki przed
                    calym zlem swiatawink Moze to byc jednak trudne, jesli twoj maz jest
                    despota, bo znacznie latwiej byloby `wychowac` ziecia-malolata niz
                    doroslego czlowieka z bagazem doswiadczen i wlasnym zdaniem.
              • amandaas Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 15.12.09, 23:39
                Wypowiem się z punktu widzenia 21 latki.
                Ja bym się zgodziła na wracanie o 3. Lepsze to, niż walki. Ale to
                może dlatego, że ja o 2:30 już padam na twarz, choćby na najlepszej
                imprezie tongue_out co nie znaczy że nie zdarzało się wracać nad ranem.
                Poza tym, z taksówką nie ma problemu, nie wiem o co chodzi z tym
                oczekiwaniem kilkugodzinnym ? W mieście 800tys. w sylwestra czekałam
                20 minut smile

                Poza tym obstawiam że tatusiowi oprócz pokazania kto tu rządzi,
                chodzi o to "co ludzie powiedzą". Inaczej wygląda powrót z imprezy w
                nocy, inaczej wygląda pozostanie na śniadaniu. O to się toczyły boje
                w moim domu parę lat temu.


                Poza tym, powtarzam, że nie widzę problemu z wracaniem o 3. Pewnie
                na jej miejscu też bym pluła i klęła pod nosem, ale lepsze pare
                godzin dobrej imprezy i spokój w domu, niż 3 godziny więcej i
                awantury przez miesiąc.
                Na jej miejcu jeszcze bym to wykorzystała pokazując ojcu, że dobrze,
                tym razem mu ustępuje i że liczy się z jego zdaniem bo ma nadzieje
                ze w końcu zadziała to w drugą stronę smile
                • pam_71 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 09:10
                  Ja miałam bardzo wymagających i stanowczych Rodziców ... nie było, że boli wink
                  ale od czasów osiemnastek zawsze było tak, że woleli abym "przenocowała" po
                  imprezie bezpiecznie niż tułała się przez pół miasta. Zawsze musieli jednak
                  wiedzieć u kogo i z kim. Fakt, że akurat wtedy nie miałam "chłopaka", a sex na
                  imprezach nie był tak wszechobecny wink
                  Najważniejsze jest zaufanie ....
    • martishia7 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 12:41
      Wiesz, sama mam 23 lata, więc bardziej z perspektywy Twojej córki będę mówić.
      Nie wiem jaką jest osobą, jaki ma temperament i na ile potrafi być stanowcza i
      uparta. CO by się stało, gdyby na hasło powrotu o 3 powiedziała: "Rozumiem tato,
      ale wiesz, ja po seksie, który zamierzamy uprawiać hurtowo, jestem zazwyczaj
      śpiąca, wolałabym zostać u Zdziśka do rana i się wyspać."?
      • magda.kunicka Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 13:34
        Najbardziej przerażające jest, że wygląda to jakby w Waszym domu to mąż miał
        zawsze ostatnie słowo... Powiedz mu, że Ty się na to zgadzasz i żeby odczepił
        się od swojej dorosłej córki, która spokojnie mogłaby już zacząć niezależne
        życie! Wiele dzieci w tym wieku wyjeżdża na studia i kontrola nad nimi się
        kończy, więc niech się cieszy, że ma jakikolwiek kontakt z córką, bo, z tego co
        piszesz, ona jest dobrze wytresowana i skłonna do absurdalnych negocjacji.
        • martishia7 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 13:51
          Właśnie. Bez obrazy Dario, ale mam wrażenie, że Ty i Twoja rodzina macie syndrom
          Sztokholmski. Rozumiem, że obawiacie się tego, że mąż "zrobi awanturę" i "będzie
          krzyczeć". Moje pytanie brzmi "I co z tego?". Czy nie można z nim tak jak z
          histerycznym dzieckiem - niechaj sobie pokrzyczy, pokrzyczy, jak się zmęczy to
          przestanie. Czy Twoja córka nie potrafi mu powiedzieć, kiedy rozpoczyna tyrady o
          szanowaniu się: "Tato nie mam zamiaru rozmawiać z tobą o moim życiu intymnym i
          mojej moralności, to są prywatne sprawy.".
          • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 14:42
            Czy Twoja córka nie potrafi mu powiedzieć, kiedy rozpoczyna tyrady
            > o
            > szanowaniu się: "Tato nie mam zamiaru rozmawiać z tobą o moim życiu intymnym i
            > mojej moralności, to są prywatne sprawy."

            Dużo delikatniejsze próby przekonania czy tłumaczenia czegoś ojcu zawsze są
            traktowane jako pyskowanie, bezczelność, afront. Są niedopuszczalne. Zawsze tak
            było i wiek córki nic nie zmienił. I zapewne nigdy nic nie zmieni. Właśnie to
            jest w tym wszystkim najgorsze, zasada: dzieci i ryby głosu nie mają, mają się
            za to podporządkować. A że prawie nigdy ojciec nie dopuszcza ich do głosu, one
            wiedzą, że nie warto nawet próbować.
            Nie mogę jawnie się przeciwstawiać mężowi, bo po pierwsze musialabym to robić
            bardzo często, po drugie życie pod jednym dachem z wrogo nastawionym człowiekiem
            jest nie do wytrzymania, więc wolę łagodzić, po trzecie, jak jest dobrze, to
            potrafi być naprawdę dobrze.
            Chwilowo.
            Mąż uważa się za wspaniałego ojca. Umie wszystko dla nas poświęcić (w jego
            mniemaniu), kiedy wszyscy zachowują się po jego myśli, jest naprawdę oddanym
            kochającym mężem i ojcem. A że czasami ma wymagania nie do wykonania, chce
            wprowadzać zakazy i nakazy nie do zaakceptowania, zupełnie nie liczy się z
            naszymi odczuciami i odczuciami, to już taki szczególik. To moje fanaberie.
            I tak toczy się nasze życie: od jednego okresu spokoju do drugiego.
            • martishia7 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 15:22
              Ok, troszkę ciężko mi to zrozumieć. Wydaje mi się tylko, że popełniacie błąd
              pozwalając mu mieć ostatnie słowo. Bo utwierdza się w przekonaniu, że ma rację.
              A powinien być świadom, że się z nim nie zgadzacie. Dla przykładu, dyskusja o
              Sylwestrze. Uważa, że córka powinna ją zakończyć stoicko spokojnym: "Rozumiem
              tato, szanuję twoje argumenty i zachowam się posłusznie. Co nie zmienia faktu,
              że uważam, że nie masz racji.". I tak powinno być za każdym razem. "Zrobię jak
              uważasz, bo masz nade mną władzę ekonomiczną, ale uważam, że nie masz racji.".
              Uderzyło mnie w Twojej wypowiedzi jedno - "mąż chce mieć autorytet". No to
              najwyższa pora, żeby coś zaczął robić w tym kierunku, zanim dzieci dorosną i się
              wyprowadzą. Bo na tę chwilę on nie ma żadnego autorytetu. Możesz mu to ode mnie
              przekazać, bez pozdrowień, ani niczego takiego.
              Jedyna rzecz która by mnie powstrzymywała, przed radą "pójścia na noże", to że
              nie jestem przekonana, czy Twój mąż nie posunie się do rękoczynów.uncertain Tego nikomu
              nie życzę, więc rozumiem, że może Was hamować taka obawa.
              Natomiast jako młódka muszę się z Tobą absolutnie zgodzić, że fatalnie by było,
              gdyby córka popadła z jednej zależności w drugą - od faceta - zanim się
              usamodzielni. Ale to jest najbardziej realna opcja jak dla mnie, jak 2+2=4.
            • wieczna-gosia Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 16.12.09, 21:45
              Po pierwsze to ja piewsza napisalam ze jak traktujesz meza jako
              niedopuszczonego do wiedzy oswieconych- to czuje sie chlop niefajnie.

              Co nie zmienia faktu ze uwazam ze jesli zwiazek nie funkcjonuje
              poprawnie to oczywiscie utrzymywanie go w tej formie jest takze
              wyborem i zawsze soje zachowania mozna przedstawic jako konsekwencje
              zachowan drugiej strony. I ty wlasnie tak robisz- on jest TAKI- ja
              rozwodu nie chce i zgodzic sie z nim tez nie- i dlatego tak
              postepuje- a my w gruncie rzeczy wcale nie wiem czy maz nie nakrecal
              sie kolejnymi zagrywkami.

              Poza tym ogolnie- dyktator ma tyle wladzy ile oddadza mu jego
              poddani. Trudno sie dziwic ze jak czlowiek zdobyl wladze dyktatorska-
              nie jest sklonny zabawic sie w demokracje. Moj tatus tak mial i
              skutek jest taki ze ja mu sie otwarcie nie postawie- ja po prostu w
              ogole nic mu o swoim zyciu nic nie mowie "my mieszkamy na parterku,
              babcia w oficynce" i "babci o tym sie nie mowi by byla w humorku".

              generalnie masz wladze i prawo stannowienia tylko go nie uzywasz. Nie
              uzywalas jej przez 20 lat- nie rozumiem dlaczego w ziwazku z tym
              mialabys sie ptwarcie postawic z powodu Sylwestra (no dajcie spokoj
              wielkie mi rzeczy). Boisz sie ze corka zwieje- slusznie, boj sie
              dalej.
    • ominika Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 17.12.09, 13:51
      Mój ojciec był taki sam i matka była taka jak Ty Dario. Efekt był
      taki, że mając 20 lat spakowałam się, znalazłam pokój w bursie,
      znalazłam pracę i studiowałam zaocznie. Dało się, choc było cięzko.
      Wyszłam za mąż, mam dwoje dzieci, pod rodze nie było tabunu facetów,
      jak szydził mój ojciec. Tak teraz widzę, że to nie o moją dorosłość
      chodziło, tylko o moją niezalezność, o to, że bez niego dałam sobie
      radę.
      Jesteście teraz w sytuacji patowej moim zdaniem. Cokolwiek zrobicie -
      mleko się wyleje - prędzej czy później. Mam wrażenie, że poświęcisz
      córkę w tej bitwie, dla świętego spokoju i dziwnego status quo.
      Przykre...
      • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 17.12.09, 14:34
        ominka napisała:
        Mam wrażenie, że poświęcisz
        > córkę w tej bitwie, dla świętego spokoju i dziwnego status quo.
        > Przykre...

        Nigdy nie poświęcałam i nie poświęcę dzieci dla niczego, a już na pewno nie dla
        dobrych układów z mężem. Gdyby tak było, bylibyśmy cudownym zgodnym małżeństwem
        z dwójka bardzo nieszczęśliwych dzieci. Mąż, gdy się postępuje zgodnie z jego
        życzeniam jest wzorem cnót, kochający, zabiegający, starający się. Niejedna
        kobieta mogłaby mi zazdrościć. Ja jednak wciąż jestem buforem między nim i
        dziećmi, które chciałby sobie podporządkować bez reszty, często nie licząc się z
        ich uczuciami, i broniąc ich praw nieustannie narażam się na złość i ataki męża.
        Także bardzo proszę mnie nie obrażać takimi sugestiami. W większości przypadków
        to ja wygrywam w bataliach o dobro dzieci, okupione to jest jednak wielkim
        stresem, awanturami i fochami tudzież moim niesmakiem związanym z koniecznością
        mataczenia. Bo możecie wierzyć lub nie, ale ja ten niesmak mam.
        To naprawdę nie jest tak, że tworzymy front z dziećmi czy ukrywamy coś bez
        powodu, dla zabawy, z przyzwyczajenia. To instynkt samozachowaczy, szkoła
        przetrwania. Inaczej naprawde się nie da.
        Pytanie, dlaczego godzę się na rządy męża. Gdyby to chodziło tylko o mnie,
        prawdopodobnie umiałabym być bardziej stanowcza, ale jak postąpić, gdy tatuś ma
        jakieś wyśrubowanie wymaganie w stosunku do dziecka, a ja uważam inaczej.
        Dziecko dostaje dwa odrębne komunikaty. Ojciec - nie wolno Ci iść na Sylwestra,
        matka - idź i bądź szczęśliwa. Nie uważacie, że stawiam wtedy dziecko w
        najgorszej pozycji? Wtedy to ono ma rozpaczliwy dylemat. Juz teraz córka jest
        rozdarta, bo ja jej radzę, żeby mimo wszystko poszła, a ona mimo że nie boi się
        już tak ojca, za nic nie chce się narazić na jego późniejsze wymówki, złośliwe
        uwagi przy stole, nieustanne gadanie, oskarżycielski wzrok. Ja tutaj nie widzę
        idealnego rozwiązania.
        • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 17.12.09, 14:58
          No i dla mnie wlasnie ta nierownowaga w prawach jest nie do przyjecia. Maz uwaza
          ze (przynajmniej w stosunku do dzieci) moze sobie pozwalac na zlosliwosci,
          niedyskrecje, obrzydzanie tyradami czasu wspolnego i wyrazanie zdania kazdej
          tresci w kazdej formie. Jednoczesnie pare postow wyzej sama pisalas ze kazda
          probe obrony przez dzieci traktuje jak niedopuszczalne "pyskowanie". Przyznaje
          ze w tej sytuacji bardzo trudno mu bedzie o jakikolwiek autorytet i szacunek ze
          strony dorastajacych/ doroslych dzieci. Gdy tylko beda mogly uniknac mowienia mu
          o swoich aktywnosciach - zrobia to, i na pewno nigdy nie przyjda do niego z
          problemem czy rozterka (po co? uslyszec tyrade, zlosliwosci albo minimum "a nie
          mowilem"?).
          Dobrze ze starasz sie miec dobry kontakt z dziecmi, a mezowi uswiadom na
          spokojnie ze jesli za pare lat chce miec kontakt z dziecmi a nie telefon 2 razy
          w roku to czas dostrzegac ich prawa, ich zdanie i ich autonomie.
        • bi_scotti Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 17.12.09, 15:05
          Odsun na chwile w glowie kwestie dzieci.
          Czy jestescie szczesliwa para?
          Czy Twoj maz czuje sie szczesliwy w istniejacym zwiazku?
          Czy rozmawiacie ze soba o czymkolwiek innym niz dzieci/dom/rodzina?
          Czy lubicie spedzac ze soba czas we dwoje? Jak czesto to robicie?

          Jest pewnie tak jak piszesz - maz chce dla Was wszystkich jak
          najlepiej zapewnie nie rozumiejac, ze MOZNA kazdego kota zaglaskac
          na smierc i ze nawet oswiecony absolutyzm jest wciaz forma
          dyktatury! Ale to sie nie wzielo z powietrza - to Wy we dwoje
          budujecie taki a nie inny zwiazek i Ty w tej budowie tez masz swoj
          udzial. Jak mawial trener Gorski i jak wspomniala wyzej Wieczna
          Gosia, "tak sie gra, jak przeciwnik pozwala" a wiec jezeli Ty przez
          lata dopuszczasz do sytuacji, w ktorej maz jedyny sposob na
          rozwiazanie konfliktu z Toba (a teraz i dziecmi pewnie tez) widzi w
          krzyku, no to i krzyczy - logiczne. Dlaczego tak jest, nie wiem i
          nikt tu nie bedzie wiedzial, bo zeby Wam dwojgu pomoc trzeba by
          przepracowac caly Wasz uklad od momentu poznania sie, od wzrocow
          wyniesionych z Waszych domow, od tego jak bylo miedzy Wami przed
          dziecmi, z jednym dzieckiem ... itd. itp.
          Ale sama sprawa wyjscia przez corke na Sylwestra to jest jakis
          malenki detal w calym misz-maszu Waszych nieporozumien, niedogadan,
          nierozwiazanych konfliktow, nieosiagnietych kompromisow.
          Nadal uwazam, ze w kwestii tego Sylwestra to i Ty jestes za bardzo w
          sprawe zaangazowana. 19-letnia dziewczyna albo sie faktycznie czuje
          DOROSLA KOBIETA i wtedy sama podejmuje decyzje i ponosi ich
          konsekwencje (!), albo wciaz sie czuje DZIEWCZYNKA i wtedy nie ma co
          przyspieszac Jej socjalnej samodzielnosci przez rzucanie Jej w
          ramiona 30-latka, bo Ona i tak pozostanie mentalnie niezdolna do
          pelnej odpowiedzialnosci za swoje decyzje.
          I juz tak zupelnie przyziemnie i na marginesie, 30-letni facet nie
          powinien miec problemow finansowych z oplaceniem taksowki dla swojej
          ukochanej - w ogole to On powinien stac na stanowisku, ze nic
          przeciwko rodzicom, bo juz powinien byc sam na tyle dorosly zeby
          sobie zdawac sprawe z tego, ze ukochana pozyskuje sie
          z "dobrodziejstwem inwentarza" i nalezy sie starac miec przynajmniej
          poprawne uklady z obojgiem rodzicow.
          • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 17.12.09, 16:00
            Odpowiadam na pytania:
            1. W moim odczuciu nie jesteśmy szczęśliwą parą z uwagi na wszystko, co powyżej.
            2. Mąż czuje się przeszczęśliwy w związku, gdy mamy okresy spokoju, gdy wszystko
            idzie po jego myśli, potrafi wtedy mowić mi bardzo miłe słowa, komplementować,
            wręcz nadskakiwać, jak ma dobry nastrój i chwilowo nikt mu się nie
            przeciwstawia. Wtedy wygląda na bardzo szczęśliwego. Ale wystarczy drobiazg i
            wszystko trafia szlak, wtedy nie jest szczęśliwy, wtedy jestem najgorsza.
            3. Rozmawiamy bardzo dużo, mamy dużo wspólnych tematów, prowadzimy ciekawe
            dyskusje, nie nudzimy się ze sobą.
            4. Zasadniczo lubimy spędzać czas ze sobą, przy czym w miarę upływu lat i
            narastania rozgoryczenia, to lubienie z mojej strony mocno się wyczerpuje.
            Rzadko mamy czas wyłącznie dla siebie, mam na myśli wspólne wyjazdy.
            Piszę dużo o tym nieszczęsnym Sylwestrze, bo to taki reprezentatywny przykład,
            jeden z tysiąca naszych nierozwiązywalnych konfliktów i latwo na jego
            przykładzie wykazać tę właśnie nierozwiązywalność, bo co z tego, że ja albo
            córka się przeciwstawimy, problem pozostanie ten sam, życie będziemy mieli
            wszyscy zatrute jeszcze długo potem.
            Myślisz, że brak chęci przeciwstawienia się przez córkę ojcu jest dowodem
            niedojrzałości? Ja to raczej określam bezradnością. Większość znanych mi
            kobiet, które mialy takich ojców, nie miały za bardzo możliwości manewru, dopóki
            mieszkały we wspólnym domu. Maturzystce wybierającej się na trudne studia trudno
            zyć samodzielnie.
            Nie wyrazilaś się chyba precyzyjnie w zdaniu: "albo wciaz sie czuje DZIEWCZYNKA
            i wtedy nie ma co
            > przyspieszac Jej socjalnej samodzielnosci przez rzucanie Jej w
            > ramiona 30-latka", bo zrozumialam, że ktoś rzuca ją w te ramiona. Że niby kto,
            ja? Nie zabraniając jej tego związku? Chyba nie sądzisz, że ją jakoś namówiłam,
            żeby tak ulokowala uczucia. Mój mąż też mówi, że zezwalając jej na spotkania
            popycham ją w jego ramiona, ale chyba nie to miałaś na myśli.
            Faceta rzecz jasna stać na taksówkę, ale w imię czego? Przecież to właśnie
            kolejne ustępstwo na rzecz tyrana. Ciągle tu czytam, że mam się przeciwstawić i
            też tak uważam, dlaczego zatem ktokolwiek ma znowu dogadzać jego chorym
            żądaniom? Poprawne układy z obojgiem rodziców po pewnych akcjach mojego męża
            przeciwko temu związkowi obawiam się raczej nie są już możliwe. Ale to osobna
            historia.

            • bi_scotti Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 17.12.09, 17:19
              Daria, ja Cie nie chce wyciagac na zwierzenia smile Moje pytania wyzej
              to byl raczej taki Stirlitzowy "material do przemyslenia" smile
              Jesli chodzi o doroslosc 19-latek to to wlasnie tak wyglada, ze albo
              panna jest dorosla (mentalnie), potrafi rozwazyc istniejaca
              sytuacje, przewidziec mozliwe reakcje obojga rodzicow na jakies tam
              Jej dzialania i podjac decyzje a pozniej byc konsekwentna, albo zyje
              w ciaglej (niczym nie uzasadnionej!!!) nadziei, ze istniejace uklady
              cudownie ulegna zmianie, ze nie bedzie musiala (!) podejmowac
              nieprzyjemnych decyzji, ze mama (!) to za nia zalatwi itp.
              Z tego co piszesz, Twoja corka jest jeszcze bardzo mloda duchem (i
              swietnie) i mimo, ze w chlopaku jest pewnie mocno zakochana wcale
              sie nie pali do ostatecznych decyzji zyciowych typu odejscie z domu.
              Jesli tak jest, to w czym problem? Tata oczekuje, ze Jego 19-letnia
              dziewczynka (bo Ona wciaz sie zachowuje i mysli jak dziewczynka!)
              wroci z Sylwestra do domu o 3 nad ranem i ze mezczyzna, z ktorym Ona
              bedzie spedzac tego Sylwestra zadba o Jej bezpieczny powrot do domu -
              naprawde uwazasz, ze jest to az tak nierozsadne ze strony Twojego
              meza? Skoro Ona nie staje przed Nim jak dorosla kobieta, to dlaczego
              On sam z siebie ma Ja jako taka postrzegac? Ona pewnie sama nie
              czuje sie jeszcze samodzielna kobieta!
              Bo widzisz tak dla przykladu, moja corka (wcale sie nie buntujac i
              majac bardzo dobre uklady zarowno ze mna jak i z Jej tata), majac
              lat 17 po prostu nas poinformowala, ze spedzi wakacje jako
              wolontariuszka w Afryce. Zalatwila wszystko sama, od nas oczekiwala
              wylacznie odwiezienia na lotnisko i odebrania po powrocie. Mysmy nie
              byli zachwyceni Jej decyzja i wyrazilismy dosc jasno, co myslimy na
              ten temat, ale Ona i tak swoje zrobila, bo tak postepuja DOROSLE
              osoby - podejmuja decyzje i postepuja zgodnie ze swoimi decyzjami z
              pelna gotowoscia na poniesienie konsekwencji. Dodam, ze na swoj
              wyjazd, oczywiscie, zarobila sama, bo jak inaczej.
              I to wlasnie probuje tu przekazac, ze doroslosc zachowan i decyzji
              idzie w parze z koniecznoscia liczenia sie z niewygodami, czyims
              mozliwym niezadowoleniem, brakiem aprobaty, kosztami ... A Twoja
              corka sprawia wrazenie, ze by chciala miec ten swoj slodki, rozowy
              swiat bez tych wszystkich niewygodnosci zwiazanych z doroslymi
              wyborami. A tak czasem moze i bywa ale wcale nie tak czesto!
              Dlatego ja mysle, ze tytul Twojego watku nie oddaje pelnej prawdy:
              czy Twoja corka NAPRAWDE jest DOROSLA czy tylko po prostu ma 19 lat?
              To wszystko zreszta to, jak wspomnialam wczesniej, jest moim zdaniem
              detal - najwazniejszy jest Twoj zwiazek z mezem i nad tym winniscie
              pracowac. Dzieci, tak czy inaczej, wczesniej czy pozniej, zgodnie
              lub mniej, odejda z domu - Wy we dwoje zostaniecie ze soba. Oby Wam
              bylo razem jak najlepiej smile
              • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 17.12.09, 17:47
                Bi_scotti to nie do konca tak z ta dorosloscia. Owszem, dzieci w jakims wieku
                zaczynaja (przewaznie) po prostu podejmowac decyzje. Przyjmuja tez ich
                konsekwencje i to na pewno dobra sciezka w doroslosc. Tylko: inaczej jest gdy
                rodzina poinformowana (jak wy) wyrazi swoj brak zachwytu (ma prawo, swoja droga
                ja to bym zazdrosc wyrazilasmile), a inaczej gdy dostanie ataku furii, odbierze
                paszport, zadzwoni do organizatorow ze nie pozwala na wyjazd maloletniej za
                granice i powiadomi straz graniczna. Przeciwstawienie sie takiej furii,
                zarzutom, awanturom i naciskom wymaga wiecej niz wiekszosc doroslych jest w
                stanie racjonalnie podolac (co nie odbiera im doroslosci). Sama na pierwszego
                sylwestra poza dom na cala noc poszlam do znajomych gdy mialam lat 15, i
                poinformowalam o tym rodzicow. Ale nie napotkalam oporu - chcieli wiedziec z kim
                i dokad ide - normalna rzecz, ale nie oznaczalo to wyzwisk, oskarzen i
                marudzenia. Mam tez przyjaciolke (w moim wieku wiec juz zdecydowanie dorosla)
                robiaca blyskotliwa kariere naukowa, majaca bardzo odpowiedzialna prace i w
                ogole bardzo dorosla ktorej ojciec dalej prawi jej teksty o tym ze powinna sie
                szanowac, u nikogo przed slubem nie spac, nie wolno jej zostawac na spotkaniach
                towarzyskich na noc itd. Jakis czas temu juz zaczela robic swoje i puszczac mimo
                uszu gadanie taty, ale ze ojciec z tych toksycznych wiec zabralo jej to sporo
                czasu i ciezkie jazdy miala dlugo po tym jak skonczyla studia i utrzymywala sie
                sama. I w takiej sytuacji bunt jest naprawde trudny, zwlaszcza gdy jest sie
                skazanym na zycie pod jednym dachem z taka osoba. Bo czym innym jest uslyszenie
                "nie podoba nam sie, czemu to robisz, czy zdajesz sobie sprawe itd." spokojnym
                tonem i stawienie czola temu z prawem do argumentowania a czym innym stawienie
                czola furiatowi wrzeszczacemu ze w tym domu ma byc jak ja chce, ze jest sie
                ladacznica, ze przyzwoite osoby tak nie postepuja i ze zamknie nas w pokoju lub
                wyrzuci za drzwi (nawet jesli to nie prawda), a kazda proba otworzenia ust
                kwitowana jest nastepnymi wrzaskami o nie pyskowaniu. Sama w takich momentach
                sobie nie radze dobrze (na szczescie baaaaardzo rzadko musze sobie radzic)
                oczekujac z wysokosci moich 150 cm i z perspektywy mojej niecheci do wrzaskow ze
                nastepny argument bedzie reczny. I boje sie. A dorosla i samodzielna jestem juz
                naprawde dawno.
            • rycerzowa Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 17.12.09, 17:21
              Dario, wspomniałaś,że sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej, jeśliby przedstawił
              ją mąż. Bo przecież wcale nie jest pewne,że to ty masz 100% racji.
              Mąż jest wymagający, apodyktyczny? A konkretnie o co chodzi? Czy aby nie o to,
              by potomstwo np. sprzątało po sobie, zachowywało się kulturalnie, pomagało w
              domu? Może denerwuje go twoja nadopiekuńczość, pobłażliwość, usługiwanie dzieciom?
              Czy to dyktatura czy zdrowe wymagania?
              Państwo, w którym pilnuje się płacenia podatków, przestrzega przepisów drogowych
              i nie pozwala na przemoc w rodzinie, wcale nie jest państwem policyjnym, tylko
              dobrze rządzonym.

              A co do Sylwestra.
              Dziewczyna jest licealistką, nastolatką. Jasne,że ma prawo iść na Sylwestra, ale
              Sylwester to znaczy impreza, ubaw, spotkanie towarzyskie.Tymczasem wasza
              latorośl ma iść na chatę do faceta w Sylwestra, nie na żadnego Sylwestra.

              Owszem, dorosłej dziewczyny rodzice nie są w stanie "upilnować".
              Ale to nie znaczy,że ukochany córki ma u was spędzać noc, wespół z córką, a ty
              masz im śniadanie przygotować. Bo czemu nie? Jest "dorosła", ma prawo.
              Czy aby nie jesteś jedną z tych zachwyconych mamuś, które są przeszczęśliwe,że
              córka ma faceta, karmią go i usługują obydwojgu? Mąż może się czuć taką sytuacją
              zażenowany.

              Mój syn, wówczas student III, roku poznał swoją dziewczynę, gdy ona miała
              niecałe 16 lat. Dziewczyna pojechała daleeeeeko, biedny chłopak mógł ją
              odwiedzić dopiero po 2 latach. Ale w ciągu tych dwóch lat pisał do niej
              codziennie, co kilka dni dzwonił (wtedy było drogo), sam zapracował na drogi
              bilet lotniczy. Gdy się zjawił w rodzinie dziewczyny,matka zostawiła ojcu
              decyzję, czy pozwolić młodym pojechać do jej akademika.Ojciec pozwolił. Syn był
              poruszony - "on mi zaufał".
              Ale na to zaufanie syn sobie w ciągu tych dwóch lat zasłużył.
              Dziś młodzi są już małżeństwem.

              Czy ukochany waszej córki "zasłużył" sobie na zaufanie jej rodziców?
              Skąd twoja pewność,że jej "nie skrzywdzi"? Że jest grzeczny i sympatyczny?
              Wszyscy na początku są.
              • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 18.12.09, 13:29
                Odpowiadam hurtem. Maadzik3, bardzo dziękuję. Wyraziłaś idealnie wszystko to, co
                warunkuje dorosłość w domu, gdzie panuje tyrania rodzica. Mój mąż bez wątpienia
                tak by zareagował, jak to opisałaś, gdyby był ojcem córki bi_scotti. I to
                właśnie jest różnica. Bardzo łatwo jest oceniać kogoś czy daną sytuację, gdy
                samemu ma się zupełnie inne możliwości i uwarunkowania. Gdy ktoś nigdy nie
                zaznał form przymusu, naprawdę nie wie, co to znaczy. Moja córka nie może stanąć
                przed ojcem jak dorosła i być dla niego choć trochę partnerem, bo zwyczajnie
                nigdy nie miała danej takiej możliwości. I nie wiem, kiedy będzie miała. Myślę,
                że nigdy. Gdy zapytałam ostatnio męża, kiedy przestanie dyktować córce warunki,
                natychmiast wpadł w furię i cała rozmowa skończyła się awanturą z jego strony.
                A co do zdrowych wymagań męża. Nasze dzieci są nienormalne, ale w sensie
                nietypowości. NIGDY nie stwarzają problemów wychowawczych. Są mądre, świetnie
                się uczą (choć przychodzi im to bez większego wysiłku, ale to inna sprawa),
                grzeczne, posłuszne, pomagają w zakresie normy, nie żeby jakoś się wyrywały (aż
                tak nienormalne nie sąwink, ale poproszone wszystko robią. Prawie nigdy nie musimy
                się przez nie denerwować, drobne sprzeczki zdarzają się naprawdę rzadko. Jestem
                może odrobinę nadopiekuńcza, ale mam swoje powody i ta nadopiekuńczość też jest
                chyba w normie.
                Przykład zdrowych wymagań mojego męża: w tym roku pojechaliśmy we trójkę na
                wakacje, bo córka w tym czasie pracowała i już jednak jest trochę za duża na
                wakacje z rodzicami. Syn ma 14 lat. Okazało się, że w tym samym czasie i miejscu
                będzie jego kolega. Ucieszyliśmy się, bo to zawsze dodatkowa atrakcja dla
                chłopaka w tym wieku. Mąż od początku był przeciwny kontaktom chłopców, bo to
                mogłoby zaburzyć jego plany, które w sumie nie były napięte, a synowi chodziło o
                możliwośc spędzenie jednego dnia z kolegą (na miejscu był wypasiony teren zabaw,
                miasteczko kowbojskie). Dla mnie pomysł był świetny, bo wszyscy by na tym
                skorzystali, my też mając dzień tylko dla siebie. Ale nie, to wymagało
                dostosowania się do planów dzieci, a to już nie jest ok. dla mojego męża. Żeby
                nie było, że zawsze mąż jest górą, przeforsowałam ten pomysł, syn spędził
                świetnie dzień, nie zaburzyło to w najmniejszym naszych planów, za to mąż
                urządził karczemną awanturę i reszta wakacji upłynęła nam w stresie i kłótniach.
                Tak w skrócie wyglądają zdrowe wymagania mojego męża (o co pytała Rycerzowa) i
                tak wygląda odpowiedż na pytanie, dlaczego czasami nie stoję twardo na swoim
                stanowisku. Bo to zawsze ma bardzo wysoką cenę i często odbija się też na
                dzieciach.
                Nie jestem matką przeszczęśliwą, że córka ma faceta i nie usługuję im, bo
                zywczajnie nie ma takiej możliwości, także mąż tym akurat nie może być
                zażenowany. A co do Sylwestra. Najlepszy Sylwester,jaki pamiętam, to Sylwester
                we dwoje, z moim ówczesnym chłopakiem (dziś mężem). I nie chodziło tylko o
                swobodę, o łóżko, o szampana o północy, ale o możliwość obudzenia się rano w
                jego ramionach. Ja to pamiętam, mąż najwyraźniej nie, choć nie raz wspominamy to
                z rozrzewnieniem.
                Z chłopakiem córki długo rozmawiałam, a sytuacja była wtedy dość dramatyczna z
                uwagi na jazdy mojego męża. Po tej rozmowie pozbyłam się całkowicie choćby
                cienia obaw. Czasami to jest możliwe, jestem już dużą dziewczynką i umiem ocenić
                ludzi. Oczywiście czasami się mylimy, czasami ktoś się świetnie kamufluje, ale
                na takie zasadzie nigdy byśmy nikomu nie ufali. Ja mu ufam, a gra jest poważna,
                za nic nie powinnam się mylić i może jestem naiwna, ale jeszcze wierzę w dobre
                intencje niektórych ludzi. Grzeczny i sympatyczny to nie są dobre określenia, on
                jest łagodny i zaangażowany, tak autentycznie, to się czuje.
                • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 18.12.09, 14:31
                  Dario, piszesz ze ucieszyliscie sie ze kolega syna bedzie nad morzem i zaraz
                  dalej ze twoj maz byl przeciwny ich kontaktom. Rozumiem wiec ze ucieszylas sie
                  Ty i syn a maz od poczatku sie krzywil na to. Jezeli tak jest to skrajny egoizm.
                  Syn ma prawo do wlasnych pomyslow i wlasnego towarzystwa, a gdy nie wymaga
                  poswiecenia to planow reszty rodziny sytuacja jest idealna. Moje dziecko ma
                  dopiero 6 lat, bardzo duzo jezdzil z nami po swiecie (czesciowo z uwagi na
                  prace, czesciowo na wakacje). Od poczatku bierzemy pod uwage na tych wyjazdach
                  jego potrzeby i zainteresowania. Nie rezygnujac z naszych, ale traktujac go jak
                  pelnoprawnego czlonka rodziny ktory moze miec inne pomysly i zainteresowania.
                  Czesto celowo organizujemy spotkania dzieci u nas w domu, a Mlody chodzi do
                  domow kolegow. Zeby mial swoje towarzystwo, rozwijal swoje zainteresowania i
                  czul ze jego zdanie sie dla nas liczy. W dwojke uwazamy ze tylko wtedy mamy
                  prawo wymagac zeby on liczyl sie z naszym zdaniem i przyjmowal za normalne to ze
                  my mamy jakies plany (np. towarzyskie). Inaczej rodzi sie tylko bunt i gorycz -
                  mama ma zamki do zwiedzania bo lubi, oboje rodzice wysokogorskie wycieczki a moj
                  wymarzony linopark jest nudny? No to ja jej powiem ze zamek jest dla mnie nudny.
                  I czasem mowi. A ja czasem mowie ze 3 godziny w linoparku mimo ze sama lubie sie
                  wspinac sa nudne. I oboje z pogoda a czasem zaciekawieniem nudzimy sie w swoim
                  towarzystwiewink. Ale zawsze jest to wzajemne.
                  • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 18.12.09, 18:35
                    maadzik3 napisała:

                    > Dario, piszesz ze ucieszyliscie sie ze kolega syna bedzie nad morzem i zaraz
                    > dalej ze twoj maz byl przeciwny ich kontaktom. Rozumiem wiec ze ucieszylas sie
                    > Ty i syn a maz od poczatku sie krzywil na to.

                    Rzeczywiście może trochę niejasno to sformułowałam. Tak, ucieszyliśmy się syn i
                    ja, mąż od początku się marszczył.
                    Z wakacjami to jest tak, że zawsze były one planowane z uwzględnieniem atrakcji
                    dla dzieci. Dla mnie wakacje ze znudzonymi dziećmi są mało atrakcyjne. Ideałem
                    było zabieranie się z rodziną z dzieckiem lub dziećmi, wtedy wszyscy byli
                    zadowoleni. Z czasem męża zaczęło męczyć takie dostosowywanie się do potrzeb
                    dzieci, wymyślanie im atrakcji. Złości go branie pod uwagę tego, że syn mógłby
                    się nudzić z nami. Te wakacje zaplanowaliśmy częściowo tak, żeby syn miał jakieś
                    atrakcje, ale nie ma tego wiele, bo w tym wieku najfajniej jest z kolegami, a
                    nie z nudnymi starymi. Ale w sumie byłoby naprawdę nieźle, gdyby nie awantury
                    męża. I nie chodzi tylko o ten jeden dzień z kolegą, choć od tego się zaczęło.
                    Tłumaczyłam, że to jedne z ostatnich wakacji z dzieckiem i jeszcze możemy
                    częściowo brać pod uwagę jego potrzeby, ale męża drażni sam fakt potrzeby
                    dostosowywania się i tego, że jego zdaniem dziecko nie powinno się nudzić, to
                    takie niekulturalne. Inteligenty człowiek nigdy się nie nudzi. Z czym się po
                    części zgadzam, ale w odniesieniu do doroslych, a nie do 14-latka. Dodam, że nie
                    należymy do zamożnych i część atrakcji jest dla nas niedostępnych. Ale to tak na
                    marginesie.
                • wieczna-gosia Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 19.12.09, 21:07
                  bo w dzieciaj zawsze najswietniejsze jest to ze sa one grzeczne,
                  swietnie sie ucza i sa posluszne. Dario, prosze cie przeczytaj swoje
                  posty brzmia no serio nie wiem jak. I twoj sposob opisywania meza,
                  tlumaczenia jakis niepotrzebnie skomplikowanych ukladow, ma byc milo
                  i przyjemnie, w tym wszystkim gosc ktory najwyrazniej juz sie od
                  dawna nie spotyka z rzeczywistoscia dzieci mu wylacznie krzyzuja
                  plany.
                  w tym wszystkim Sylwester urasta do rangi konfliktu rodzinno
                  swiatopogladowego.

                  takiej kuwety to ja nie ogarniam.

                  swoja droga mam rowiesniczke twojej corki i ona uwielbia nadal
                  spedzac z nami wakacje- zdarza sie to nie za czesto ale chociazbysmy
                  mialy zrobic to w listopadzie czy w maju- jest wspolny wyjazd.
                  Wspolny wyjazd gdzie sa awantury i klotnie bo nie chodzimy na
                  sznureczku pana i wladcy chyba nie jest przyjemnoscia dla dziecka w
                  zadnym wieku?
                  • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 20.12.09, 11:18
                    Co do wyjazdow wakacyjnych z rodzicami jezdzilam dlugo, z zapalem i wciaz
                    chetnie bym pojechalasmile W zeszlym roku bylismy w dwie rodziny i dwa auta z moimi
                    rodzicami na wyjezdzie narciarsko-sylwestrowym. Bylo super. Ale dla mnie mimo ze
                    mi blizej do 40 niz 30 i dawno jestem samodzielna rodzice sa dalej najblizszymi
                    przyjaciolmi.
    • rycerzowa Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 19.12.09, 09:51
      Dario, wychodzi na to,ze mąż się "awanturuje", a twoje i tak prawie zawsze jest
      na wierzchu. Widocznie awantury w twoim wykonaniu są skuteczniejsze.

      Potwierdziłaś jednocześnie, że wcale nie chodzi o żadnego Sylwestra - który w
      naszej kulturze oznacza imprezę towarzyską - ale faktycznie o spędzenie nocy z
      facetem, aby "rano obudzić się w jego ramionach".

      Twój mąż, jako mężczyzna, zna sposób myślenia przedstawicieli swojej płci,
      dlatego z jego punktu widzenia sprawa wygląda zdecydowanie mniej romantycznie.

      Tak obiektywnie, z boku patrząc, rzeczywiście nie ma się czym zachwycać.
      Kiedy on zabierze ukochaną na bal? Jak będzie miał 40 lat? Wtedy tym bardziej
      mu się nie będzie chciało. Znów pozostanie łóżko, w jak najbardziej dosłownym
      sensie (bo uśnie).

      Nie byłabym zachwycona mężczyzną mojej córki, jeśliby nie stać go było na
      samodzielne odwiezienie młodej ukochanej pod sam dom o wymaganej porze.
      Od dorosłego i samodzielnego osobnika można chyba więcej wymagać, niż od uczniaka.
      Że ten wymóg trzeciej godziny to hipokryzja?
      Hipokryzja jest ukłonem w stronę cnoty.
      Praktycznie prawie całe nasze dobre wychowanie to hipokryzja.

      Tak w ogóle to problem jest. I wynika z coraz większej różnicy czasowej między
      dojrzałością fizyczną i psychiczną a społeczną, czyli tym czasem, gdy zawiera się
      trwały związek małżeński.
      Młodzi pobierają się około 30-tki,bo wtedy są już samodzielni; trudno by do
      tego czasu wszyscy tkwili w dziewictwie.
      Rozpowszechniło się mieszkanie razem młodych ludzi, którzy albo się w końcu
      żenią, albo związek się rozpada. Większość rodziców akceptuje to , bo nie ma
      wyjścia, niektórzy, jak widać, się buntują.
      Nie mogą pogodzić się z tym,że ich córka ma z kimś sypiać albo i mieszkać, ale
      pieniądze brać od rodziców, a kiedy się facetowi znudzi, to ten odeśle ją do domu.

      Być może taka postawa to zawracanie kijem Wisły, ale spróbuj zrozumieć uczucia
      swego męża.

      Młodzi i tak zrobią co chcą,a prawidłowość jest taka, że im większy opór
      starych, tym większa determinacja młodych, aż do głupoty włącznie.
      Możesz podpowiedzieć mężowi,że najlepszym sposobem na rozbicie tego związku jest
      zachwyt, chuchanie i dmuchanie, zachęcanie młodych do bycia razem i stałe
      naciski na faceta w sprawie ślubu.
      Wtedy ucieknie gdzie pieprz rośnie.
      Jeśli on ma 30 lat i jeszcze nie jest zajęty, to najprawdopodobniej coś jest z
      nim nie w porządku.
      Normalny mężczyzna jest "do trzydziestki żonaty, do czterdziestki bogaty".
      Jeśli jest inaczej, trzeba zachować daleko idącą ostrożność.

      • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 19.12.09, 10:28
        Rycerzowa, no, nie zgadzam sie. Po pierwsze piszesz jakby to tylko facetowi
        zalezalo na zyciu seksualnym. Tymczasem ludzie ktorzy sie kochaja zwykle oboje
        do tego daza. Bariera w okreslonej sytuacji moze byc brak poczucia
        bezpieczenstwa, chec zachowania zasad wyznawanej religii, pewnie jeszcze pare
        rzeczy. Ale bariera realizacji, nie pragnien. To ze mloda, kochajaca kobieta
        chce spedzic noce z ukochanym jest tak samo zwyczajne jak to ze on chce je
        dzielic z nia - wiec nie jest to zadne uwodzenie tylko obopolne pragnienia. Bale
        nie wszyscy lubia. Ja najlepszego sylwestra spedzilam w wysokogorskim schronisku
        we flanelowej koszulismile
        Nie widze powodu podpowiadania mezowi jak zwiazek rozbic skoro autorka ocenia go
        dobrze. Zreszta przetrwanie/ zakonczenie zwiazku powinno byc chyba sprawa ludzi
        ktorzy w nim sa a nie ich rodzicow. W przypadku konfliktu miedzy rodzicami a
        dziecmi upor rodzicow przy zwiazku moze rozbic najciekawszy a ich sprzeciw
        pchnac dziecko w najglupszy (choc na szczescie nie zawsze tak to dziala), ale
        ich wlasne dziecko, nie partnera/ partnerke bo to przede wszystkim z wlasnym
        dzieckiem sa w konflikcie, a chyba nie chodzi o jego podsycanie.
        No i wreszcie ta definicja normalnego faceta. Zlituj sie. Sama powiedzialas ze
        coraz czesciej ludzie pobieraja sie kolo trzydziestki bo osiagneli dojrzalosc i
        stabilizacje spoleczna. Czasem nielatwo jest znalezc kogos z kim sie chce byc,
        czasem dlugie mlodziencze zwiazki sie koncza. A bogactwo? Rozumiem ze 40-latek
        majacy dobre wyksztalcenie, fajna, ciekawa i pozyteczna prace, udana rodzine i
        czasem jeszcze zyciowa pasje ale nie posiadajacy bogactwa jest nienormalny? No
        to zyjemy w nienormalnym swieciesmile
        • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 19.12.09, 20:01
          Maadzik3 po raz kolejny mnie wyręczaszsmile, jestem Ci bardzo wdzięczna, bo
          mogłabym się spokojnie podpisać pod wszystkim, co piszesz. I o uwodzeniu i
          pragnieniach, i o upośledzonym 30-latku, który jeszcze się nie ożenił do tej
          porywink. W moim otoczeniu to norma, takie czasy, ale też w tym przypadku kwestia
          skupienia się do tej pory na innych rzeczach, zresztą to nieważne, nie mam
          zamiaru się tłumaczyć i tłumaczyć jego, ważne, że ja wiem, że to nie świadczy
          przeciwko niemu.
          Jeśli chodzi o wspólne mieszkanie mlodych. Mój mąż jest wielkim przeciwnikiem
          takich praktyk, to prawda, a ja może nie jestem ich entuzjastką, ale też nie
          wykluczam takich rozwiązań. Długotrwałe wspólne mieszkanie przed ślubem nie jest
          dobre z uwagi na wpędzanie dziewczyny w tzw. lata. To zbyt często bije w
          kobietę. A co do obaw, że panna mieszka u faceta, a rodzice ją utrzymują, to
          jednak wielkie nieporozumienie. Nawet ja uważam, że to nie jest ok. Wspólne
          mieszkanie jest rodzajem zobowiązania i usamodzielnia i tylko własne dochody
          obojga mogą to warunkować. Jeśli córka będzie chciała zamieszkać kiedyś z
          wybrankiem, musi być w miarę samodzielna finansowo, choćby miała dorabiać w
          czasie studiów na przykład dawaniem lekcji i choćby to było dla niej ciężkie.
          Tego ją uczę i tego zamierzam się trzymać. Jeśli mnie będzie na to stać, mogę im
          trochę pomagać, w granicach rozsądku, tak jak to robi większość rodziców.
          Oczywiście jeśli będzie taka potrzeba, bo może nie być. Oby.
          Wspólne mieszkanie przed ślubem jest o tyle potrzebne, że sprawdza dwoje ludzi
          we wspólnym życiu, a to wspólne, codzienne, monotonne życie czasami jest
          naprawdę trudnym sprawdzianem, kto wie, czy nie najważniejszym. Zaraz po nim
          jest pojawienie się na świecie dziecka, ale to trudno sprawdzić wcześniejsmile.
          Tak czy inaczej tatuś nie musi się obawiać i wiem, że nigdy nawet by tego nie
          brał pod uwagę, że będzie utrzymywał córkę, która będzie mieszkała z facetem
          przed ślubem.
          • radiata Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 21.12.09, 14:43
            Dziewczyna generalnie szuka zastępczego ojca a Ty ją w tym wspierasz... Dla mnie
            facet 30 letni, który ogląda się za licealistkami jest obleśny i tyle. Co innego
            różnica 10-13 lat, a co innego zaczepianie licealistek. A już pomysł nocy
            sylwestrowej u statusiałego faceta - makabra. Twoja córka powinna mieć chłopaka
            w swoim wieku i powinna na całą noc albo na pół nocy iść na imprezę ze swoimi
            rówieśnikami - a to co sobie serwuje przy dużym Twoim wsparciu jest patologią. I
            mimo że Twój mąż jawi się z Twojego opisu dość jednoznacznie negatywnie, to w
            tym przypadku absolutnie mu się nie dziwię! Próbuje ją chronić w odróżnieniu od
            ciebie - może sama się zakręć w koło tego 30latka...
            • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 22.12.09, 10:30
              Radiata, gratuluję przenikliwości. Tak, stręczę córkę starszemu facetowi,
              szkoda że tylko 30-letniemu, z jeszcze starszym byłoby pikantniej, dobrze choć,
              że ten jest już statusiały (a nie podtatusiały?). Im szybciej się spikną, tym
              szybciej pozbędę sie balastu, jedna gęba do wyżywienia mniej, bo po co innego
              miałabym to robić? Ja nie wiem, może Ty mi powiesz, wyjasnisz mi moje motywy,
              wszak wiesz lepiej. Wszystko jest czarno-białe. Nastolatki nie różnią się między
              sobą, wszystkie są takie same i powinny spędzać czas wyłącznie w towarzystwie
              swoich rówieśników, bo tak jest przyjęte? Bo Ty wyznaczasz takie kryteria, bo
              jest jakiś nakaz w tej kwestii? No i każdy 30-latek jest taki sam. Dziwne tylko,
              że jeden w tym wieku ma juz dwójkę dzieci i kredyt na 30 lat, a drugi może mieć
              do tego czasu inne priorytety, ale wtedy jest nienormalny albo upośledzony,
              tudzież obleśny i zboczony, bo zaczepia licealistki. Bo z sytuacją taką, że
              licealistka może zobaczyć w 30-latku ciekawego człowieka i się zakochać, i być
              stroną inicjującą, to już nie można się spotkać, prawda? Nie zauważyłaś, ze
              jedni słuchają z dużym upodobaniem Mozarta, a inni Dody?
              Za radę, żeby się zakręcić koło tego 30-latka dziękuję, dla mnie jest za stary.
              Ot, taka patologiczna rodzinawink
              • ser_kowa Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 22.12.09, 15:33
                Witam serdecznie. Bardzo poruszył mnie Twój post, gdyż sytuacja
                przytoczona jest bardzo zbliżona do moich osobisych przeżyć. Miałam
                w domu rodzinnym układ bardzo podobny, opisywać tego nie będę ,gdyż
                zgadza się niemal wszystko. Może jedynie moja mama była mniej
                wytrwała w walce o dojście do głosu, nie miałam także rodzeństwa.
                Powiem jak się skończyło. Ostatni egzamin maturalny napisałam około
                południa, następnie upiłam się na śmierćwink , a o godzinie 5 nad
                ranem dnia następnego (z wielkim bólem głowy )rozpoczęłam podróż
                pociągiem do miasta oddalonego o około 500 km, w którym to
                zamieszkuję do dziś wraz z mym 12 lat starszym Nie-Mężem . Studia
                skończyłam , jedne z cięższych . Na ludzi wyszłam. Pod latarnią się
                nie znalazłam. Ogólnie uważam się za osobę bardzo szczęśliwą - co
                jest w głównej mierze zasługą mojego Toważysza Życiowego (to do osób
                które twierdza, że z tej 'pedofilji' nic dobrego nie może
                wyniknąć wink). Ku przestrodze dla Państwa jako rodziców- mój kontakt
                z rodziną nigdy nie został odbudowany, (mimo że tuż po moim
                wyjeździe ich stosunek do mnie uległ diametralnej zmianie- zaczęli
                nader poważnie i z szacunkiem traktować moje wybory życiowe, a nawet
                udzielać pomocy finansowej). Nie jestem w stanie zapomnieć ojcu tego
                terroru, który jest głównym wspomnieniem z mojego dzieciństwa i
                wczesnej młodości. A mamie nie jestem w stanie wybaczyć, że nie
                potrafiła nic z tym zrobić. Nasze relacje są poprawne, widujemy się
                z okazji świąt, a czasem także bez okazji. Jednak mimo ogromnych
                próźb nigdy nie powierzę im wnuków. Może z obawy, aby nawet przez
                chwilę nie doświadczyły atmosfery tego domu, a może z czystej
                złośliwości -wszak mieli już swoją szansę na wychowanie dziecka .
                Droga Dario życzę Ci ,aby mimo wszystko Twoje relacje z córką nie
                uległy pogorszeniu. Poza tym gratuluję cierpliwego i ugodowego
                dzieckasmile Ja już w wieku około 12 lat doszłam do wniosku, że
                zwierzanie się, tudzież proszenie o zgodę w takiej rodzinie nie ma
                sensu, gdyż kumujuje jedynie kłótnie. Zaowocowało to stworzeniem
                złożonego systemu podchodów służącego do potajemnego osiagnięcia
                celu (np. podróż na woodstock wraz z liczym towarzystwem obojga płci
                zaczynająca się w autobusie pielgrzymkowym itpwink). Nie daję rad,
                gdyż w mojej rodzinie nie pojawiło się żadne rozwiązanie. Tylko
                powtarzaj często mężowi, że ona kiedyś wyjedzie i już niegdy nie
                wróci. Może nie dosłownie, ale chyba domyśli się o co chodzi. O
                córkę bym się nie martwiła, bo jeśli to sensowna młoda kobieta to
                poradzi sobie mimo przeciwności- za to Wy możecie stracić bardzo
                dużo. Pozdrawaiam serdecznie.
                • sebalda Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 22.12.09, 16:12
                  Dzięki Ser_kowasmile Ja z życia i opowieści wielu kobiet na różnych forach znam te
                  schematy i dlatego tak nad nimi ubolewam i też dlatego tak walczę, żeby choć na
                  mnie córka się nie zawiodła i żeby za 10 lat nie napisała, że największy żal ma
                  do matki, która nie potrafiła i nie chciała przeciwstawić się ojcu tyranowi.
                  Ponadto nie chciałabym, żeby kiedykolwiek powieliła ten schemat w swoim życiu,
                  przy czym w jednym mogę się zgodzić z uwagami krytycznymi tu wypowiadanymi;
                  córkę w wybranku na pewno pociąga między innymi to, że on jest naprawdę
                  spokojnym i zrównoważonym człowiekiem, czyli przeciwieństwem ojca. Co i mnie
                  cieszysmile
                  Dzięki temu, że nie poddałam się bez oporu wymogom męża, córka ma do mnie
                  zaufanie i wierzę głęboko, że wobec mnie nigdy nie musiała stosować wybiegów i
                  podchodów, jakie często stosują nastolatki. Zresztą ona jest raczej spokojną
                  domatorką. Naprawdę nie stwarza problemów i naprawdę nie mam powodu nie ufać jej
                  wyborom.
                  • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 22.12.09, 19:56
                    Przepraszam za zamieszanie z nickami. Mój mąż wie, że udzielam się czasami
                    forumowo, dlatego na potrzeby tego wątku użyłam innego nicka, a teraz się
                    zaplątałam. Nie mam w tym wprawywink Przeczytanie tego wątku przez mojego męża nie
                    poprawiłoby naszych stosunków. Ponadto poruszyłam sprawy dość osobiste, pisałam
                    też o sprawach córki, tym bardziej chciałam to zrobić anonimowo. No cóż, wydało
                    sięwink
                    • triss_merigold6 Jak sielankowo 23.12.09, 10:23
                      Zastanawiałam się kiedy się pomylisz w logowaniu. Styl i opis
                      relacji małżeńskich oraz rodzicielsko-dziecięcych charakterystyczny.

                      Teraz serio. Nie zastanawiałaś się dlaczego dzieci są takie
                      grzeczne? Takie spokojne, domowe, nie sprawiające typowo
                      nastoletnich kłopotów? Normalnym, zdrowych odruchem u każdego
                      dziecka i nastolatka jest opór, bunt, podważanie rodzicielskiego
                      zdania, otwarty sprzeciw i wszystko jedno czy dotyczy to kupienia
                      jajka z niespodzianką czy wyjścia na imprezę. W domu z przemocą
                      dzieci bardzo szybku uczą się, że koszt jakiegokolwiek otwartego
                      sprzeciwu jest za duży. Nie muszą być bite, wystarczy tatuś furiat,
                      szantażysta, złośliwiec odbierający poczucie godności i własnej
                      wartości. Masz zastraszone dzieci chociaż sprawiają wrażenie
                      grzecznych i są na tyle bystre, żeby czekać aż będą mogły uciec z
                      domu i odciąć się od tatusia. To w wersji optymistycznej. Bo w
                      wersji pesymistycznej Twój mąż złamał im charaktery i nigdy nie
                      dorosną do podejmowania samodzielnych decyzji bez akceptacji
                      rodziców.
                      Pomysł, że Twoja córka będzie z Wami mieszkać jeszcze przez kilka
                      lat studiów jest straszny. Jeśli ją kochasz to wypchnij ją z domu
                      jak najprędzej, niech wynajmie nawet pokój ale mieszka SAMA. Bez
                      faceta. SAMA.
                    • triss_merigold6 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 23.12.09, 10:50
                      Twoja córka ma prawie 19 lat, jest pełnoletnią kobietą. Założę się o
                      każde pieniądze, że gdybyś tu na forum przeczytała historię
                      kończącej liceum 19-latki - spokojnej, zakochanej w starszym o kilka
                      lat odpowiedzialnym mężczyźnie - która zaszła w ciążę, to z całych
                      sił odradzałabyś jej kasację owej ciąży motywując to wiekiem i
                      dojrzałością do macierzyństwa.
                      Weź raz się postaw i wykrzycz mężowi, że robienie wykładów na temat
                      współżycia 19-letniej KOBIECIE jest chamskie. Chamskie, bezczelne i
                      naruszające sferę intymną. Właściwie to podchodzi pod molestowanie i
                      mocno niezdrową fascynację. Ona ma prawo współżyć legalnie od
                      ukończenia 15 lat i dopóki nie łamie prawa, nie są łamane jej prawa
                      (gwałt, wymuszanie etc.), nie narusza norm społecznych (nie robi
                      tego na dywanie w dużym pokoju publicznie czy co weekend z innym w
                      kiblu na dyskotece etc.) to tatuś nie powinien się wtrącać.
                      Zabroń mu w końcu. Twoja córka ma szansę na fajną młodzieńczą miłość
                      i nie wolno tego zepsuć komentarzami na temat prowadzenia się, bo
                      faktycznie - seks pokątnie, po cichu, z poczuciem winy, jest
                      niefajny.
                      • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 23.12.09, 11:15
                        Dzięki Triss, czasami myślę, że się czepiam, że już wariuję. Nie zawsze się
                        zgadzam z radykalnościa Twoich poglądów, ale z drugiej strony podziwiam Twoją
                        stanowczość. Z różnych powodów często mnie na nią nie stać, a szkoda.
                        Męża tysiąc razy prosiłam, żeby nie dręczył córki ciągłymi tyradami na temat
                        szanowania się i chodzenia do chłopaka do domu. Nie trafia, jak groch o ścianę.
                        Ani prośby, ani groźby, ani huknięcie, bo na to tez mnie stać, kiedy nic innego
                        nie skutkuje, nie są w stanie zmusić go do zrewidowania poglądów i
                        destrukcyjnych zachowań.
                        Masz rację, że to zespół naczyń połączonych: dzieci są grzeczne, bo są nauczone,
                        ze lepiej się nie narażać, a tatuś najmniejsze nawet odstępstwo od narzuconych
                        przez niego standardów traktuje jako wykroczenie i dalej dokręca śrubę,
                        pozostając bezkarnym w swoich poczynaniach. Zasługę bezkonfliktowości dzieci
                        sobie też częściowo przypisuję, bo ja z kolei daje im swoje całkowite wsparcie,
                        zawsze jestem po ich stronie (mentalnie, jeśli się nie da praktycznie przez
                        represje tatusia). Córka mi powiedziała, że bardzo chciałaby być taką matką,
                        jaką ja jestem. Robię, co mogę.
                        Co zmieni moje postawienie się i wykrzyczenie mężowi, że krzywdzi własne
                        dziecko? Jeśli on tego nie rozumie, nigdy nie zaprzestanie, on to robi w
                        najlepszej (w jego mniemaniu) wierze i paradoksalnie jest skądinąd oddany
                        rodzinie i dzieciom, uważa się za dobrego ojca i ma co jakiś czas dobre odruchy.
                        Często dzieci przytula i deklaruje miłość, obdarowuje prezentami, docenia ich
                        osiągnięcia. Myślę, że wiele kobiet zna ten schemat z domu rodzinnego. Huśtawka
                        nastrojów tatusia. Ale co ja, oprócz rozwodu, mogę z tym zrobić? Terapia dla
                        mnie - pięknie, ale samo radzenie sobie z własnymi emocjami, z tym, jak się
                        zdystansować do jego humorów niewiele zmieni. Nasza sytuacja domowa pozostanie
                        taka, jaka jest. Huknięcie i postawienie się naprawdę od strony praktycznej na
                        nic się zdają. Więc co?

                        • triss_merigold6 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 23.12.09, 11:42
                          Nie znam tego schematu z domu rodzinnego. Mojemu ojcu nie podobało
                          się to, że w wieku 18 lat pojechałam z chłopakiem (rówieśnikiem) na
                          wczasy ale nie mógł mi zabronić, sama zarobiłam. Znaczy mógł ale ja
                          bym i tak pojechała.
                          Nie wiem, co zrobić, Twoich dzieci mi szkoda. Może to radykalne ale
                          spróbujcie go odciąć emocjonalnie. Tak właśnie przed świętami i w
                          czasie świąt, żeby odczuł utratę władzy. Nie odzywać się, ignor na
                          uwagi, omijać jak kupę/powietrze, żadnych życzeń. Hard core ale
                          despota rozumie tylko język skoncentrowanej siły. Nie wiem, ja
                          jestem w stanie powiedzieć do faceta, żeby się zamknął i wyszedł
                          oraz duzo mniej uprzejmie. Córka wróci z sylwestra i będzie jej
                          truł - mówisz "Zamknij się i wyjdź" i tak przy każdej okazji. On
                          wie, że się boicie, każdy despota i choleryk wyczuwa słabość jak
                          posokowiec krew. Mam a raczej miałam takie napady (tyle, że na tle
                          depresyjnym) ale poszłam na terapię i staram się skutecznie hamować.

                          Ty do psychologa idź, będziesz mogła sama sobie odpowiedzieć, bez
                          samookłamywania się (to nie zarzut, każdy tka iluzje) dlaczego z nim
                          jesteś, czego się obawiasz i co ewentualnie robić.
                          Twój mąż wcale nie musi rewidować swoich poglądów, wystarczy, żeby
                          się nimi nie dzielił z otoczeniem. Niech mysli co chce byleby nie
                          gadał. Rozumieć tez nie musi - ma się powstrzymać od komentowania,
                          wrzasków, fochów. Jest to wyuczalne nawet u dorosłej osoby.
                          • triss_merigold6 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 23.12.09, 11:48
                            Zostawmy ten sylwester chociaż uważam, że to doskonała okazja, że
                            pana i władcę spróbowac usadzić.
                            Potraktuj to jako grę o władzę (kontrola otoczenia to element
                            władzy). Zastanów sie na zimno czego Twój mąż się może obawiać i
                            uderz w to bezwzględnie, zmuś do podporządkowania się. Jak nie
                            ustąpi to masz wybór - tkwić w kanale ale już z pełną siadomością,
                            że to jest i będzie kanał albo odejść.
                • rachela180 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 04.02.10, 19:12
                  Sek_kowa, jakbyś mi to z ust wyjęła - NIGDY WIĘCEJ TERRORU!
                  Ach, jak ja dobrze pamiętam awanturę, gdy babcia odkryła, iż zaczęłam
                  pisać pamiętnik szyfrem...
                  "Jak możesz mi nie ufać?!" -wrzeszczała babcia.
                  "Skąd wiesz, że piszę szyfrem?!" - wrzeszczałam ja.
                  "Bo zajrzałam!!"
                  "A po co?!"
                  "Bo ja nie wiem, co ty tam piszesz!!"
                  "A co babcię to obchodzi?!"
                  "No właśnie - jak możesz mi nie ufać?!" wink
      • rachela180 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 04.02.10, 18:53
        Na Boga, kobieto! Skąd takie przekonanie co do facetów?
        A może to typ romantyka, co sobie nie mógł wcześniej znaleźć
        dziewczyny, bo był nieśmiały? Ja znam takiego, co był sam do
        czterdziestki, w końcu spotkał tę jedną (młodszą o 15 lat) i oboje są
        baaaardzo szczęśliwi.
    • a-lfa Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 26.12.09, 17:35
      Ujmę to tak o ile w chęci spędzenia Sylwestra w gronie znajomych
      niema w przypadku 19 – Latki niczego dziwnego to, jeśli ten
      Sylwester ma głownie się sprowadzić do imprezy w łóżku to jest to
      już nieco bardziej dziwna sprawa – nie mniej nie znam dokładnie
      sytuacji nie będę się na ten temat wypowiadać. Sprawa „dorosłości”
      córki jest sprawą względną – to znaczy dorosłym nie staje się
      człowiek z racji osiągniętego konkretnego wieku, lecz dorosłość
      oznacza bycie odpowiedzialnym za swe czyny oraz najczęściej bycie
      niezależnym (przynajmniej częściowo) finansowo. Innymi słowy do
      momentu, do którego Twój mąż łoży na utrzymanie waszej córki ma
      prawo do współdecydowania o jej zachowaniu i ma prawo do wyrażania
      opinii na temat jej związków. Może to być przykre nie mniej do
      momentu, do którego wasza córka przebywa w domu rodzinnym i bierze
      od swego ojca pieniądze na swe potrzeby jest niestety zobowiązana do
      liczenia się z jego zdaniem było, bo w końcu on ją utrzymuję. Tak
      naprawdę to dopiero z chwilą przejścia na tzw. własny garnuszek
      stanie się ona naprawdę dorosła i będzie miała prawo powiedzieć
      tatusiowi, aby był łaskaw się odczepić od jej życia, bo to jest jej
      prywatna sprawa i jemu nic do tego. Na razie sugerowałbym
      kompromis, czyli mimo wszystko ustąpienie mężowi, bo eskalacja
      konfliktu do niczego przynajmniej w tej chwili dobrego nie
      doprowadzi. Ja rozumiem, iż zachowanie męża może być ociupinkę
      absurdalne w dzisiejszych czasach nie mniej bywają i takie przypadki
      a jeśli córka będzie być może skazana na korzystanie z waszych
      funduszy jeszcze przynajmniej przez jakiś czas to wybranie
      rozwiązania konfliktowego dobrze funkcjonowaniu pod jednym dachem
      nie wróży. No chyba, iż twoja córka wybierze kurs na
      usamodzielnienie się, czyli przejście na własne utrzymanie innymi
      słowy pracę i studia zaoczne – wtedy faktyczne można iść na konflikt.
    • kicia031 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 26.12.09, 17:49
      Takie ataki nienawisci do chlopaka corki, polaczone z obsesja na
      punkcie sexu sa charakaterystyczne dla ojcow molestujacych swoje
      dzieci. Przydalaby sie szczera rozmowa z corka, by upewnic sie, zr
      do czegos takiego nie doszlo. IMHO nawet te rozmowy ojca z corka,
      ktore opisalas w watku, podpadaja pod kategorie molestowania.

      Twoja corka potrzebuje pilnie terapii, by uniezaleznic sie od
      szantazy emocjonalnych, fochow i awantur tatusia. I ty chyba tez
      potrzebujesz terapii dla ofiar przemocy. Zycze szybkiego podjecia
      rozsadnych dzialan, bo spieprzycie oboje corce zycie.
      • a-lfa Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 27.12.09, 07:58
        Problem w tym iz ognia z wodą pogodzić sie nieda. Czyli w tym
        konkretym przypadku rozwiązanie jest tylko jedno. Córka twórczyni
        wątku po prostu musi stać się dorosła w pełni i wyjść z domu
        przechodząc na swe utrzymanie. Wtedy jak napisałem już wcześniej
        bedzie mogła powiedzieć smiało swemu tatusiowi aby był łaskaw
        odstosunkować się od jej prywatnego życia. Do momenetu do którego
        jest uzaleznina od pieniedzy tatusia czyli jest na jego utrzymaniu
        bedzie niestety zmuszona do liczenia się z jego zdaniem i znoszenia
        takich a nie innych jego zachowań. Córka jest dorosła z punktu
        widzenia prawa wobec tego skoro jest molestowana psychiczne powinna
        opuścić dom rodzinny i wynieśc się tam gdzie bedzie miała spokój.
        Innego sensownego wyjścia niema.
        • triss_merigold6 Brawo! zdefiniowałaś przemoc ekonomiczną 27.12.09, 09:23
          Brawo! W swoich postach właśnie zdefiniowałaś pojęcie przemocy
          ekonomicznej. Zapewnie nie znasz treści ratyfikowanej przez Polskę
          Konwencji o Prawach Dziecka? I treści KRiO?
          Nawet jeśli pełnoletnie córka "się wyniesie" to na rodzicach
          spoczywa obowiązek alimentacyjny.
          • a-lfa Re: Brawo! zdefiniowałaś przemoc ekonomiczną 27.12.09, 09:56
            Nie widze i niemam nic przeciwko temu aby z chwilą wyjścia z domu
            wystapila do sadu o stosowne alimenty. Ja nie widze możliwości
            dalszego funkcjonowania jej w domu a obecnych warunkach. Zresztą i
            ile mnei pamiec nie myli Twierdziłąś to samo. Wyjscie z domu i
            usamodzielnienie się wydej mi się rozsadnym rozwiązaniem tego
            problemu. W ostateczności straci w pewnym sescie ojca ale nie jestem
            przekonany czy to bedzie na minus czy jednak na plus.
            • triss_merigold6 Re: Brawo! zdefiniowałaś przemoc ekonomiczną 27.12.09, 10:23
              Tak, uważam, że powinna wyjść z domu. Niemniej nawet dopóki w tym
              domu mieszka to ojciec nie ma prawa do komentowania życia
              seksualnego pełnoletniej córki o ile ta nie robi czegoś
              naruszającego zasady współżycia społecznego (nie sprowadza pijanych
              gachów do domu etc.)
              • a-lfa Re: Brawo! zdefiniowałaś przemoc ekonomiczną 27.12.09, 11:41
                Prawo - prawem, życie - życiem. To jest według tego jak mawiał Dobry
                Wojak Szwejk: "Niewolno ale można". Do moentu do którego za czynem
                nie ida konsekwencje jest on momo iż zakazany jednak dozwolony.W tym
                konkretnym przypadku jedynie chodziło mi o fakt iż bez względu na to
                czy ojciec ma czy niema prawa komentować prywatnego życia osoby
                pełnoletniej - do momentu do którego jest ona z nim pod wspólnym
                dachem i niestety jest na jego utrzymaniu w sposób bezpośredni -
                szans na to aby sie to zmieniło raczej niema. Dlatego moja rada aby
                wytrzymać choćby z zaciśnietymi zebami jeszcze te pół roku a potem
                poszukać sobie po maturze własnego miejsca na ziemi. A jesli ojciec
                spróbuje ograniczac prawo do samostanowiena to cuż zawsze mozna
                wystąpić jesli pójdzie na przysłowiowe noże o alimenty. Inengo
                wyjścia raczej niema bo sznas na to aby ojciec zmienił nagle swe
                postepowanie raczej niema.
                • nat.wroclaw Dżizas, człowieku... 29.12.09, 20:06
                  (Daria, wybacz, ze poza tematem), ale po "ędziesiątym" wpisie a-lfy BŁAGAM
                  ZACZNIJŻE PISAĆ POPRAWNIE. "Nie" z czasownikami piszemy w j. polskim
                  rozdzielnie. Toteż nie "niema", tylko "nie ma", nie "niewolno", tylko "nie
                  wolno". A gdy Ci komputer na czerwono podkreśla "cuż", to zlituj się i pisz "cóż".

                  Rozumiem literówki, ale indolencję ortograficzną powtarzaną z uporem maniaka
                  trudno wybaczyć na forum dla dorosłych.
    • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 01.01.10, 10:54
      No i jak sie ten Sylwester skonczyl? Co cora zrobila i jak maz zareagowal?
      • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 02.01.10, 13:03
        W przededniu Sylwestra mąż łaskawie, po krótkich pertraktacjach, zgodził się na
        pozostanie córki do rana (na moją odpowiedzialność) w imię dobrych stosunków
        małżeńskich i, jak to określił, po to, żeby nie generować u dziecka konieczności
        kłamstwa, bo obawiał się, że do tego dojdzie. Rozsądek zwyciężył?
        Tym sposobem wszyscy spędziliśmy miłego Sylwestra, my, rodzice, nieskłóceni
        (przynajmniej chwilowo), a córka tak jak sobie wymarzyła. Ona naprawdę jest
        raczej z tych spokojnych, wrażliwych domatorek, niż zabawowych dziewczyn (sama
        nie wiem, czy to dobrze), ale przecież jeszcze kiedyś może jej się odmienić i
        zaliczy niejednego hucznego Sylwestra (ja też tak miałam).
        Wczoraj po obiedzie mieliśmy długą i, o dziwo, spokojną i rzeczową rozmowę. Mąż
        deklaruje, że uznał teraz córkę za dojrzałą (nagle?) i nie będzie się wtrącał w
        jej sprawy, że chce zgody między nami, że postara się mniej nerwowo reagować, a
        ja ze swojej strony prosiłam, żeby nie robil złośliwych uwag pod adresem córki,
        zwłaszcza jej sfery intymnej, co przynajmniej teoretycznie uznał. Nie nastawiam
        się za bardzo na jakieś poważne zmiany, bo już setki razy tak się nastawiałam,
        ale cieszę się dobrą chwiląsmile
        • maadzik3 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 02.01.10, 19:14
          Oby bylo dobrze!!!
          • daria13 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 04.01.10, 11:11
            Maadzik3, dziękuję za dobre słowo i wszystkie uwagi i rady. Bardzo mnie one
            podnosiły na duchusmile Dziękuje przy okazji wszystkim tu wypowiadającym się, dużą
            część uwag sobie przemyślałam i przyswoiłam (i to nie tylko tych popierających
            moją postawę). Chwilowo jest lepiej, pożyjemy, zobaczymy.
        • rachela180 Re: Ojciec nie może zaakceptować dorosłości córki 04.02.10, 18:49
          Oby było lepiej... chociaż pilnowałabym tego, czy rzeczywiście się
          trzyma przyrzeczenia.
          A jeśli to był tylko chwilowy "dobry humor"?
    • karolina_zet wspieraj corke 19.01.10, 15:32
      mialam 23 lata gdy poznalam mojego obecnego meza i zaczelam powazny
      zwiazek ( choc nie mieszkalismy razem). Niestety moj ojciec nie mogl
      zaakceptowac ani tego ze kogos mam, ani tego ze zaczelam zycie
      intymne. Byla to chora sytuacja ( caly czas bardzo sie szanowalam i
      wiedzialam ze spotkalam milosc swojego zycia), musialam wysluchiwac
      wielu zlych slow pod moim adresem - zwykle bardzo wulgarnych. Mama
      tylko cicho przytakiwala ze on ma racje. Wyprowadzilam ze z domu (
      bardzo daleko), odsunelam calkowicie od ojca. Tata pol roku po mojej
      wyprowadzce,jeszcze przed naszym slubem, zmarl ( ostatni raz sie
      wydzielismy gdy stalam w dzwiach ze spakowana walizka). Dzis mama
      blaga i placze abym przeprowadzila sie blizej do niej- ale swoim
      przytakiwaniem i ona mnie stracila...
    • w.i.l Ojciec ma sporo racji. Co zrobisz z porzuconą cór- 04.02.10, 15:02
      ką i wnuczkiem-niespodzianką?
      Zastanawiałaś się nad tym?
      To nie są żarty.
      • daria13 Re: Ojciec ma sporo racji. Co zrobisz z porzuconą 04.02.10, 15:17
        Pomogę wychować. Ale na tej zasadzie współżycie można podejmować wyłącznie w
        celach prokreacyjnych, bo rzeczywiście w jakimś tam procencie niebezpieczeństwo
        zajścia w ciążę zawsze istnieje. Zatem wszystkie osoby podejmujące to współżycie
        bez ślubu albo w momentach życiowych, w ktorych tego dziecka mogą nie chcieć (za
        wcześnie, za późno) popełniają rzecz niepoważną. Zatem ja też muszę zrezygnować
        z seksu z mężem, bo jestem w takim wieku, że to jest naprawdę niebezpieczne.
        Okres okołomenopauzalny trwa kilka lat.
        • w.i.l Twój seks z mężem nie jest niebezpieczny bo 04.02.10, 17:12
          on wydaje się być jako tako sprawdzony przez te 20 latsmile
          A znajomy córki?
          Jak na razie - strzał w ciemności.
          Dlatego nie należy zachęcać córki do seksu i samemu nie stwarzać do
          tego sprzyjających okolicznosci.
          Bo potem córka zwali winę za niechcianą ciążę na - tak, tak, na
          ciebie.
          Na formu "samotna mama" poczytaj sobie wątki z tematem: Gdzie ja
          miałam oczy, że związałam się z takim facetem?
          • daria13 Re: Twój seks z mężem nie jest niebezpieczny bo 04.02.10, 18:42
            Mój seks z mężem jest niebezpieczny, bowiem stwarza realne zagrożenie urodzeniem
            ciężko chorego dziecka tudzież mojego zdrowia, tudzież braku sił do wychowania
            dziecka w tym wieku, tudzież skazania dziecka na posiadanie starych rodziców, co
            jest średnio fajne.
            Nigdy córki nie namawialam do seksu, nie stwarzałam sprzyjających okoliczności.
            Córka odwiedza go w jego mieszkaniu, bo ja go nie mogę zaprosić do nas z uwagi
            na stosunek mojego męża do sprawy i do faceta, zatem ja nie mam wpływu na
            okoliczności. Sylwester był wyjątkowym dniem, wiedziałam dlaczego córce zależy
            na tym, żeby nie wychodzić stamtąd w środku nocy, sama w jej wieku marzyłam o
            tym, żeby choć raz nie musieć się rozstawać z ukochanym (obecnym mężem)w nocy i
            nie chodziło mi akurat o seks, ale o bliskość. Uważam, że skoro i tak wiemy, że
            córka jeździ do niego, to jeśli coś miało się wydarzyć (choć nie musiało i
            wiele wskazuje na to, że się jeszcze nie wydarzyło) to nakaz powrotu o 3 nad
            ranem jest czystą hipokryzją i niczym więcej.
            Jestem na 100% przekonana, że córka niczego mi nie wypomni.
            Faceta córki poznałam, budzi znacznie więcej zaufania niż większość znanych mi
            chłopaków i kolegów przyjaciółek mojej córki.
            • w.i.l Po sylwestrze tete a tete podejmą teraz 05.02.10, 17:13
              regularne współżycie.
              To na 100%.
              Co dalej - się okaże.
              Ja przecież ich nie znam.
    • rachela180 Z własnego doświadczenia 04.02.10, 18:45
      Powiem ci krótko: prędzej czy później córka weźmie nogi za pas. Sama
      tak zrobiłam - zwiałam do faceta od hiperkontrolujących dziadków. Od
      6 lat nie mam z nimi kontaktu i nie chcę mieć, bo jak raz wpuściłam
      babcię do WŁASNEGO domu, okazało się, że jestem za gruba, się
      puszczam, źle sprzątam, mam beznadziejną pracę, nie tak mnie
      wychowała, bla, bla, bla... no to ją grzecznie wyrzuciłam za drzwi.
      Kropka.

      Podejrzewam, że nawet jak córka się usamodzielni, to stosunek wielce
      szanownego tatusia może wyglądać tak:
      ALBO będzie nadal ją kontrolował, krytykował, smędził, że studia do
      kitu, facet zły bla, bla, bla
      ALBO w ogóle z nią zerwie kontakt - no bo jest nieposłuszna (jak
      smiała się wyprowadzić, niewdzięcznica, to ja ją karmiłem!).

      Jego problem to nie jest nieakceptacja jej dorosłości, tylko paniczny
      strach przed utratą podwładnego. Niestety, Ciebie także tak traktuje
      - stąd wojna o wychowanie.

      Rozwiązania nie ma. Niech córka jeździ do faceta kiedy chce. I tak
      już się kłócą. Na szczęście ona ma Ciebie.
      Drobna rada jeszcze na koniec dla niej: jeśli wielce szanowny tatuś
      ją w końcu wywali z domu niech go pozwie o alimenty. Może wielce
      szanowny tatuś otrzeźwieje.
      • w.i.l Twój agresywny stosunek do własnej rodziny 05.02.10, 17:16
        to wstyd i żenada.
        Robisz projekcję tego na inne osoby i podjudzasz do awantur.
        Blee!
    • imponeross Ktos powinien meza porzadnie przywolac do porzadku 07.02.10, 12:46
      daria13 napisała:

      > Córka ma prawie 19 lat. Od niemal roku jest z chłopakiem. To udany związek,
      > jak go akceptuję i cieszę się, że córka jest szczęśliwa, kocha i jest kochana.
      > Niestety mąż nie akceptuje tej znajomości, twierdzi, że z uwagi na różnicę
      > wieku; chłopak jest kilka lat starszy, ale oni się świetnie
      ...

      Ktos powinien meza porzadnie przywolac do porzadku - albo ktos z jego
      przyjaciol, albo moze poradnia psychologiczna moze pomoc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka