Dziewczyny,
ciekawa jestem, co powiecie.
Ubieram Anię od dzieciństwa jak najwygodniej, zimą bodziaki i śpioszki, teraz
sam bodziak albo sama pieluszka, sama bawełna i najchętniej jasne (ze względu
na AZS). Sama nie jestem kobietą elegancką, ale jeansowo-sportową...
Ania dostaje masę sukieneczek, bluzeczek z kołnierzykami itp. I prawie nigdy
ich nie nosi. Moja Mama ciągle truje mi, żebym ubrała Anię "ładnie". Teściowa
nie truje, ale od początku nie kryła radości, że dziewczynka, bo "będzie można
Ją czesać i ubierać ładnie"... Mam jakiś odruch obronny przed takim podejściem
do dziecka jak do lalki. Ale może nie mam racji? Może przenoszę swój wstręt do
ciuchów modnych a niewygodnych na Małą? Może - zanim jeszcze ma możliwość
informowania mnie o swoim wyborze - niesłusznie nie proponuję Jej tych
wszystkich sukieneczek itp? I może - nawiązując do wątku mrs.t - wyrabiam w
niej złe przyzwyczajenia?