Dodaj do ulubionych

kara kontra uczucia.

01.03.11, 03:00
Duzo piszecie o karaniu dzieci,rozne formy tych kar opisujecie;szlaban,klaps,zakaz np.ogladania bajki.niepotrzebny stres dla dziecka i rodzicow,jednak to moje zdanie,mysle ,ze rozmowa wystarczy zawsze spokojna i w milej atmosferze,ale ok kazdy robi jak wedlug niego jest dobrze.
chcialam zapytac co czuje rodzic ktory karze dziecko,bol czy satysfakcje,wyzuty sumienia,a moze jestescie przekonani o swojej racji i tych emocji nie ma w was.poprostu zimna kalkulacja wina=kara.
czy potraficie przeprosic dziecko za to,ze ukaraliscie je,
dla mnie to troche straszne jest,ta ukochana mama/tata ktorej ufam ponad wszystko ufam bardziej niz komu innemu na swiecie nagle mnie krzywdzi bijac mnie bo niestety ten niewinny klaps to bicie,a szlaban to przemoc psychiczna mam nad toba przewage wiec moge ci zakazac ukarac cie.
zastanawiacie sie co czuje dziecko kiedy je karzecie?
co czuje rodzic dajac kare?


Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: kara kontra uczucia. 01.03.11, 11:33
      a dlaczego tobie kara się kojarzy wyłącznie z biciem????
    • camel_3d Re: kara kontra uczucia. 01.03.11, 12:38

      > co czuje rodzic dajac kare?


      ze czasem tak musi byc i koniec.
    • slonko1335 Re: kara kontra uczucia. 01.03.11, 12:49
      Nie karzę dzieci a dokładniej staram się nie karać, ponoszą zazwyczaj konsekwencje, niestety nie zawsze da się aby były to naturalne konsekwencje ich występków. Zdarza się, że jest szlaban na bajkę, dzisiaj był na przykład. I tak byłam przekonana o swojej racji, zwłaszcza że natychmiast podziałało...
    • scher Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 01.03.11, 14:22
      zawszeolga111 napisała:

      > chcialam zapytac co czuje rodzic ktory karze dziecko,bol czy satysfakcje,wyzuty
      > sumienia

      Przykrość, współczucie dla dziecka - oraz przekonanie o dobrze spełnionym obowiązku.

      > czy potraficie przeprosic dziecko za to,ze ukaraliscie je,

      Tylko wtedy, gdy nie miałem racji lub wymierzyłem w gniewie zbyt ostrą karę - czyli właściwie nigdy.

      > dla mnie to troche straszne jest,ta ukochana mama/tata ktorej ufam ponad wszyst
      > ko ufam bardziej niz komu innemu na swiecie nagle mnie krzywdzi

      Zasłużona kara nie jest krzywdą.

      > szlaban to przemoc psychiczna

      Z takim nastawieniem nigdy nie będziesz dobrą matką.
      • joa66 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 01.03.11, 15:19


        mysle ,ze rozmowa wystarczy zawsze spokojna i w milej atmosferze

        Ja mam szczęście i z moim synem "idzie się dogadać" i w zasadzie kar nie stosowałam nigdy, ale:

        -jestem w stanie wymagać konsekwentnie tego co wg mnie jest istotne, nawet wtedy
        kiedy dziecku (już nastolatkowi) coś się nie podoba i jest mu przykro. Nie robię tego , żeby pokazać władzę, tylko, straszne wyrażenie wink , dla jego dobra.



        dla mnie to troche straszne jest,ta ukochana mama/tata ktorej ufam ponad wszystko ufam bardziej niz komu innemu na swiecie nagle mnie krzywdzi


        A jak myślisz co czuje niemowlak na szczepieniach? Może to samo? Czy w związku z tym przestać szczepić dzieci?

        i jeszcze raz:

        mysle ,ze rozmowa wystarczy zawsze spokojna i w milej atmosferze


        Miałam dziecko idealne aż do buntu dwulatka. Chodząc na spacery z tym idealnym dzieckiem patrzyłam z nutą wyższości na matki "walczące" z dziećmi. Bo przecież wystarczy powiedzieć miłym głosem i wystarczy, prawda? Wkrótce się okazało, że nie. Dzieci są różne i myślę, że może czasami trzeba ukarać , a jeszcze lepiej pozwolić odczuć konsekwencje. Nawet jak nam przykro.


        p.s. nie mówię o biciu bo to inna historia- to jest przemoc a nie kara.
        • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 01.03.11, 15:51
          przykro mi, gdy czytam, ze rodzicom jest przykro podczas wyznaczania akry, ale mimo to nadal to robia
          lubicie sobie sprawiac przykrosc?


          tu madry tekst
          dzikiedzieci.pl/index.php?strona=116
          • zawszeolga111 Re:kara kontra uczucia. 01.03.11, 16:10
            prawde mowiac to mi kara nie kojarzy sie z niczym dobrym,ale nie z biciem jednak czesto to tak wyglada np.na ulicy czasami to widac akcja mama i syn w sklepie walka o kupno zabawki i nagle mamusia daje w d... .
            straszne.wlasnie po tej akcji,ktora widzialam wczoraj ten watek.obserwowalam ta matke i nie wyczytalam z jej twarzy jakiegos bolu czy czegos takiego. przy placzcym dziecku spokojnie wybierala reczniki tak jak by sie nic nie stalo. ja czulam sie okropnie bedac swiadkiem tej sytuacji. wydaje mi sie,ze po czyms takim boli serce i miala bym gdzies dalsze zakupy.
            • triss_merigold6 Re:kara kontra uczucia. 01.03.11, 17:08
              Kara ma być nieprzyjemna z definicji.
              Raczej nie stosuję kar ale zdarza mi sie krzyczeć i to ostro. Wymagam dość konsekwentnie. Pewne kwestie są bezdyskusyjne, dziecko funkcjonuje w rodzinie i ma wyznaczane - też dla własnego dobra - granice. IMO to nie przemoc tylko zdrowa hierarchia. Kilkulatek nie jest partnerem i nie powinien być, jest dzieckiem.
            • camel_3d Re:kara kontra uczucia. 01.03.11, 22:16
              moj maly dostal w tylek klapa jak wybiegl na ulice..bez mala go auto potracilo.
              i szczerze mowiac mam gdzie czy to byla fizyczna przemoc..i czy to byla nawet niezgodne z prawem. Wole zeby sie banicznie bal klapa wtylek i nie wybiegl na ulicze, niz zeby sie nie bal klapa i wpadl pod auto.
              I nie uzwam, zeby klap w tylek w sytuacji podbramkowej byl jakims koszmarem nie do przezycia.
              Byle te sytuacje podbramklowe nie przemienily sie nagle w sposob na utrzymanie dziecka w spokoju. o zabawke na pewno nie dostalby klapa w tylek..to za duza blahostka.
          • gavagai1 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 01.03.11, 20:44
            I w pakiecie:
            dziecisawazne.pl/warunkowe-rodzicielstwo-nagrody-i-kary/
            dziecisawazne.pl/rodzicielstwo-bliskosci-nagrody-i-kary/
            codenamemama.com/2011/02/26/alternatives-consequences/
            • scher Liberalne pierdoły 01.03.11, 21:19
              Z perspektywy trójki dzieci mogę się tylko uśmiechnąć z politowaniem, niektóre twierdzenia są prawdziwe oczywiście, ale niektóre nawet na rzetelną polemikę nie zasługują.
          • scher Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 01.03.11, 21:23
            zgielk napisała:

            > lubicie sobie sprawiac przykrosc?

            Sprawiamy sobie przykrość z poczucia obowiązku, troski i odpowiedzialności za nasze dzieci.

            > tu madry tekst
            > dzikiedzieci.pl/index.php?strona=116

            W życiu nie zaufałbym psychologowi wygłaszającemu tak oderwane od rzeczywistości tezy.
            Chętnie zapytałbym tej pani, która zaczyna swój tekst cytatem z Korczaka, jak wyjaśni fakt, że Korczak kary stosował i dyscyplinę trzymał.
            • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 12:13
              scher napisał:
              > Sprawiamy sobie przykrość z poczucia obowiązku, troski i odpowiedzialności za n
              > asze dzieci.

              ja tam wole nie sprawiac sobie przykrosci, wychowujac dziecko.

              sher, ktora teraz jest oderwana od rzeczywistosci?
              masz na mysli jakas ogolna rzeczywistosc (zdefiniuj ja), czy tylko swoja?
              pytam ze zdumieniem i prawdziwa ciekawoscia, bo dla mnie to jest dosc zyciowy tekst.
              • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 12:15
                teza, nie teraz

                [pisanie z telefonu wink ]
              • joa66 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 12:24
                ja tam wole nie sprawiac sobie przykrosci, wychowujac dziecko.

                Ja niestety muszę, bo zdecydowałam się szczepić dziecko, odmawiać mu nadmiaru słodyczy itd. Przykro mi czasami, bo najchętniej spełniałabym każdą jego zachciankę i wtedy odczuwałabym przyjemność - bo jego radość też jest dla mnie radością.
                • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 13:40
                  Wychowywanie nie polega na tym, ze się SOBIE nie sprawia przykrosci. bardzo wiele rzeczy w wychowywaniu dziecka nie jest zabawnych - chodzenie do lekarza, aplikowanie leków, chodzenie na wywiadówki do nie najlepiej uczacego się dziecka, zmuszanie dziecka do wstawania rano i mycia zębow. Zwykle jest tak, że pozwalanie dziecku na coś jest przyjemne, a zakazywanie - nieszczególnie, zwłaszcza gdy dziecko jest smutne.
                  Jeśli przyjmiemy, ze zadaniem wychowania jest przyjemność dziecka i rodzica tu i teraz, to skutki będą oplakane. Bo oznacza to, że dziecko robi tylko to, na co ma ochotę, nie jest leczone, nie chodzi do przedszkola, jesli nie chce, do szkoły także nie.
                  A załozenie, ze da sie wszystko wymoc na dziecku przez "rozmowę" jest nie tylko nierealne, jest bardzo złe. Bo dziecko ma prawo sie nie zgadzać i buntować. Wychowanie dziecka tak, ze zawsze potrafimy je przekonać i zawsze się z nami zgadza - to jakiś koszmar dla przyszłego dorosłego człowieka.
                  • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 22:50
                    > Jeśli przyjmiemy, ze zadaniem wychowania jest przyjemność dziecka i rodzica tu
                    > i teraz, to skutki będą oplakane.

                    to mala podpowiedz:
                    jesli kary bylyby sluszne, dzialalyby, ergo > po jakims czasie mozna by je przestac stosowac.
                    kary 1. nie dzialaja (ew. dziecko dziala na tyle skrycie, by uniknac kary, czyli kontynuuje proceder w cieniu), 2 sprawiaja przykrosc rodzicowi, ktory w ramach dysonansu podecyzyjnego mowi, ze to w obowiazku i nie da sie inaczej.
                    no, moze inaczej nie umie. ale nie widze potrzeby uogolniania tego na caly swiat smile

                    nie jest mi przykro, gdy budze dzieci rano, gdy myja zeby, biora leki i gdy chodza do lekarza. robia to chetnie, a za nami wiele rozmow o tym i na inne tematy. wiedza, ze wszystko czemus sluzy i ze nie wszystko jest przyjemne. pozwalam im tego nie lubic, a nie lamie lub wymyslam kare.

                    > Wychowanie dziecka tak, ze zawsze potrafimy je przekonać i zawsze się z nami zgad
                    > za - to jakiś koszmar dla przyszłego dorosłego człowieka.

                    alez rozmowa wychowawcza nie sluzy przekonywaniu! skad taki pomysl, verdano?
                    oczywiscie, ze dziecko ma prawo sie z nami nie zgadzac.

                    ale nam to sie nie musi wcale podobac.

                    i wtedy sa dwie drogi:
                    albo godzimy sie z tym, ze nie podoba nam sie decyzja dziecka, albo je karzemy.
                    to kara jest komunikatem: nie zgadzasz sie ze mna?
                    cierp wyznaczona kare, ktora ja ci o to wyznaczam, bo z powodow x wiem lepiej.

                    dopoki sie ze mna nie zgodzisz, dopoty bedziesz karany.

                    sytuacje grozne typu wyskok pod auto lub wkladanie lap do ognia sa ekstremalne i tu sie dziala od razu, spontanicznie, nerwow, histerycznie, roznie, to wiadomo, ze nerwy sa olbrzymie, sie ryknie, sie szarpnie. ale zeby karac?

                    moze prosty przyklad, calosc skrotem: corka mi wtrzy sekundy kiedys zwiala z auta do przedszkola. przeszla przez jezdnie, weszla przez furtke z jakas mama, a ja zostalam w szarolistopadowej uliczce bez dziecka, cala w nerwach, bez pomyslu CO u licha moglo sie stac, skoro nawet nikt tedy nie szedl.

                    w koncu weszlam do budynku, mloda tam byla, absolutnie dumna, ze juz sie samodzielnie przebrana i jest gotowa do wejscia do sali, a ja na nia nie musze czekac. mialam ochote ja rozszarpac, ale ja przytulilam z calych sil, szczesliwa, ze JEST, po prostu jej pokazalam i opowiedzialam, podniesionym glosem, to fakt (to wiem od opiekunki, ktora zachodzila w glowe skad sie to dziecko wzielo samo), jak bardzo sie martwilam, jak bardzo bylam zdenerwowana, gdy mi zniknela. a ona mi na to, jak sobie to wszystko wyobrazila, z wlasnej woli przeprosila, przyznala, ze nie miala pojecia, iz bede jej szukala. wyjasnila mi swoje intencje. i od tej pory (4 miesiace) ja jej staram nie poganiac, a ona nie daje sie spuscic z oczu i wyjasnia siostrze, czemu sie nie ucieka opiekunom.

                    mam pewnosc, ze mam temat z glowy na cale zycie.
                    nie znam tez kary adekwatnej do tego czynu, jakbym miala taka wymyslic.
                    jakies pomysly?

                    slaba jestem w wymyslaniu kar, dlatego jestem przeciwko smile)))
                    • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 02:37
                      wszystko rozumiem,tylko moim zdaniem karanie dzieci to jest ślizga sprawa,powoduje strach dziecka przed rodzicem,a to juz jest straszne,i teraz tak,dziecko ma 3 lata ,jakie ma problemy,bo ktos nie dal sie mu pobawic swoja zabawka.ale dalej jest trudniej.wyobrazmy sobie ,ze dziewczyna majac 16 lat jest w ciazy,byla karana czyli w jakis sposob boi sie rodzicow,tak ten mechanizm dziala i nikt mnie nie przekona ,ze tak nie jest,czy idzie i i zwierza sie matce,na 90% nie,gdyby relacje od poczatku byly na zasadzie jestes moja przyjaciolka co sie nie stanie bede przy tobie ,nie ma w domu krzykow kar,wtedy chyba mamy wieksze szanse na szczerosc dzieckai na to,ze pierwsze dowiemy sie o problemie,jasne wcale nie mamy wtedy gwarancji na to,ale chyba tedy jestesmy blizej tego sukcesu niz dalej.jednak to tylko taka moja teza.trzymam sie jej teraz dziala ,ale to dopiero 7 lat,zobaczymy co bedzie dalej,
                      ja tak naprawde nie widze potrzeby karania,i tej calej ideologii zwiazanej z tym,czesto moze mi sie cos nie podoba,ale wole ustapic przemilczec,niz roboc jakies dziwne akcje psuc atmosfere.co nie znaczy ,,ze nie rozmawiam nie tlumacze.ale tak jak mowie efeky zobaczymy za pare lat.
                      • scher Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 10:20
                        zawszeolga111 napisała:

                        > czesto moze mi sie cos nie podoba,ale wole ustapic przemilczec

                        Pomijam już cały ten twój infantylny i niechlujny styl pisania bez szacunku dla odbiorcy, brak spacji, akapitów, "przejęzyczenia" typu *ślizga sprawa, choć jestem głęboko przekonany, że aby naprawdę dobrze wychować dziecko trzeba prezentować sobą jakiś poziom, także językowej staranności.

                        Co do meritum: matka, która przemilcza, co jej się w zachowaniu dziecka nie podoba, matka, która nie wartościuje zachowań dziecka, rozpatrując je w kategoriach dobra i zła, nie daje dziecku drogowskazów koniecznych do samodzielnego w przyszłości dokonywania moralnych wyborów.
                        Taka matka moim zdaniem właśnie nie wychowuje dziecka.

                        No chyba że masz jedno dziecko w wieku mniej więcej roku-dwóch lat, kiedy to na wychowanie moralne jest jeszcze za wcześnie. Ale jeśli tak jest, to nie jesteś jeszcze partnerem do dyskusji, bo na razie nic nie wiesz o życiu i wychowywaniu dzieci.
                        • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 12:32
                          ok, sa bledy sory,ale zwroc uwage o ktorej ja to pisalam,a swoja droga nie bardzo rozumiem,co to ma wspolnego z tematem.
                          • scher Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 14:52
                            zawszeolga111 napisała:

                            > swoja droga nie bardzo rozumiem,co to ma wspolnego z tematem.

                            Mądrej głowie dość dwie słowie.
                    • scher Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 10:36
                      zgielk napisała:

                      > jesli kary bylyby sluszne, dzialalyby

                      U mnie działają, oczywiście stosowane i w połączeniu z innymi metodami opartymi na miłości, zaufaniu, perswazji, docenianiu dziecka i szukaniu w nim dobra.
                      Ważne jest, aby działało samo zagrożenie karą, ostrzeżenie. Jeżeli nigdy nie zastosowałbym kary, zagrożenie nie istniałoby.

                      > ergo po jakims czasie mozna by je przestac stosowac.

                      Ależ można: gdy dziecko nabędzie konieczną samodyscyplinę, aby podejmować trafne moralne wybory z własnej woli, a nie ze strachu przed karą. Takie zachowania można już obserwować u nastolatków w drugim okresie dojrzewania, czyli mniej więcej od 16. roku życia. U wielu nastolatków nawet dużo wcześniej.

                      > kary 1. nie dzialaja (ew. dziecko dziala na tyle skrycie, by uniknac kary, czyli kontynuuje
                      > proceder w cieniu)

                      Po pierwsze nie jest to regułą, że dziecko powtarza złe zachowanie, tylko skrycie. Obserwacja rzeczywistości przeczy twojej tezie.

                      Po drugie nie zawsze lekarstwo działa tak, jak sobie zaplanujemy. Nie oznacza to, że lekarstwo jest złe, lecz że pacjent na nie nietypowo zareagował i trzeba zmienić lekarstwo - albo i przedtem diagnozę.

                      > 2 sprawiaja przykrosc rodzicowi, ktory w ramach dysonansu podecyzyjnego

                      Tak, ty już przeprowadziłaś szeroko zakrojone badania psychologiczne i znalazłaś sobie "naukowe" usprawiedliwienie dla swoich stereotypowych założeń.

                      > albo godzimy sie z tym, ze nie podoba nam sie decyzja dziecka, albo je karzemy

                      Czy poprzestajesz na niezgodzie na złe zachowanie dziecka, czy też jakoś zmuszasz je do pożądanego zachowania

                      > mialam ochote ja rozszarpac, ale ja przytulilam z calych sil, szczesliwa
                      ...
                      > nie znam tez kary adekwatnej do tego czynu, jakbym miala taka wymyslic.

                      Podajesz przykład, gdy kara byłaby błędem, jako dowód na to, że kara jest zawsze błędem.
                      • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 11:14
                        scher napisał:
                        > > 2 sprawiaja przykrosc rodzicowi, ktory w ramach dysonansu podecyzyjnego
                        >
                        > Tak, ty już przeprowadziłaś szeroko zakrojone badania psychologiczne i znalazła
                        > ś sobie "naukowe" usprawiedliwienie dla swoich stereotypowych założeń.

                        iTam, nic nie zalozylam, bazuje na wypowiedziach rodzicow w tym watku: karanie dziecka wiaza sie z przykroscia, ktora jakos uzasadniaja. obowiazkiem glownie.
                        to normalny mechanizm ow dysosnans: cos nam zgrzyta wink
                        albo sie zmienia zachowanie, albo sie uzasadnia przyczyne zgrzytania (jest tego wiecej, ale dajmy spokoj wykladom).

                        scher napisał:
                        > > albo godzimy sie z tym, ze nie podoba nam sie decyzja dziecka, albo je k
                        > arzemy
                        >
                        > Czy poprzestajesz na niezgodzie na złe zachowanie dziecka, czy też jakoś zmusza
                        > sz je do pożądanego zachowania

                        inaczej zatem
                        wybralysmy s ie do cukierni. ja, corka starsza i corka mlodsza. umowilysmy sie, ze bierzemy jedno wieksze na spole. ja uszczesliwiona, ze opchne ciacho, dzieci pewnie tez. a przy ladzie starsza porywa jedno i wola, ze ona pokroi je sama i zje je sama poniewaz ma taka ochote.
                        patrze: uuups, jest gesto: kolejka przytupuje, zniecierpliwiona, starsza zdeterminowana zjezc to ciacho w celofanie jeszcze przy kasie, mlodsza juz pochlipuje, ze nic nie dostanie. ja bliska nieadekwatnej (w moim odczuciu) reakcji: no to nie kupujemy nic, skoro macie sie klocic i wyjscie. ale ja sama chcialam ciacho. pozbawienie go nas wszystkich unieszczesliwiloby tego wieczoru nas wszytskie.

                        wiec dzialmy inaczej.
                        tryb zen.
                        zgarnelam stadko na ulice i rozmowa.
                        w wyniku ktorej okazalo sie najzwyczajniej na swiecie, ze starsza jest bardzo, ale to bardzo glodna, stad pomysl, by zjesc cale ciasto.
                        mowie wiec: wszystkie mamy ochote na ciasto, umowilysmy sie na jedno i nie zgadzam sie kupowac wiecej, ty jestes glodna, jaki masz pomysl? i milcze i czekam.

                        starsza wymyslila: ja pokroje ciacho, wezmiemy po naszym kawalku, ale ja pokroje!, a jesli bede jeszcze glodna, sama ukroje! sobie chleba i zrobie kanapki.

                        wrocilysmy do lady, zanabylysmy ciacho i wieczor naprawde byl bdb.

                        i tym oto prostym sposobem nie bylo walk, przykrosci, mloda oczywiscie tak sie podekscytowala, samodzielnie krojac ciasto, ze zapomniala o glodzie, zostala wysluchana i ma pewnosc, ze bede dochodzi przyczyn pewnych jej pomyslow - zakladam, ze w pewnym wieku sama sie nauczy dochodzic czemu cos sie pojawia w jej glowie, na razie jej pomagam.
                        a ca najlepsze: stanelo na moim. bez ich przykrosci. i bez mojej przykrosci! lubie ciacho.

                        scher napisał:
                        > Podajesz przykład, gdy kara byłaby błędem, jako dowód na to, że kara jest zawsz
                        > e błędem.
                        >

                        to nie byl dowod na niepotrzebnosc i a priori blednosc kar.
                        nie zamierzam nikogo do niczego przekonywac, to moje zdanie i moja droga.
                        kiedys zbiore jakis plon. jaki? nie wiem, zobacze.
                        to byl tylko przyklad, bez przekazu. kazdy go odbierze po swojemu.
                        no ze zamiast kary wybralam co innego.
                        acz wyobrazam sobie, ze moglabym jej dac w tylek albo wrzasnac nie czytasz ksiazek przez miesiac, bo chcialas mi sprawic przyjemnosc i byc szybko gotowa do wejscia do sali. tylko nie widze zwiazku, czulabym sie montypajtonowsko, podjawszy taki krok.
                        stad pytanie o jakas sluszna kare w takim przypadku.

                        pisze dlugo i duzo, bo chcialabym, abysmy sie zrozumieli.
                        • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 12:59
                          Tylko powiedz, co byś zrobiła w przypadku, gdzy dziecko złapałoby szybko to ciastko i zjadło na oczach mlodszej siostry, po czym powiedziało "Pyszne było, żałuj, ze dla ciebie nie starczylo".
                          Czy wtedy rozmowa wystarczy? I zrozumienie intencji (byłam przecież glodna?).
                          Problem nie w tym, ze bardzo częto rozmowa zupelnie wystarcza i karać kompletnie nie ma za co - problem w wypadku, gdzu dziecko już zrobilo xle, skrzywdziło kogoś i nie ma zamiaru tego wynagrodzić.
                          • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 13:37
                            tak. sadze,ze tu byla potrzebna rozmowa ,odbyla sie zadzialalo,nawet gdyby ona zjadla to ciastko,to swiat by sie nie zawalil,skoro rozmowa pomogla w zaistnialej sytuacji ,pomogla by i w sytuacji gdyby zjadla.
                            jednak dla mnie cala ta akcja to dziwna sytuacja,szukanie problemow na sile jestesmy we trzy czyli kupuje trzy ciastka,a nie odstawiam jakas szopke z dzieleniem jednego na kilka kawalkow.ja nie rozumiem takich trikow,niby robi sie to bo celem jest nie wychowanie egoistow,a z drugiej strony trzeba sie zastanowic czy akurat ta sytuacja byla dobra na taka lekcje.
                            moze autorka miala jakis cel ,no ale nie znamy go.
                            • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 13:47
                              świat by się nie zawalił od zjedzenia ciastka - tylko od bycia niedobrym dla mlodszej siostry. I wierz mi - rozmowa nie zawsze pomaga. Tylko w poradnikach dziecko zawsze mowi "Tak, rozumiem więcej tego nie zrobie, a następne ciasteczko oddam siostrzyczce". W realu po takiej rozmowie slyszysz wieczorem pochlipującą młodszą, ktorej starsza opowiada jak pyszne było ciasteczko i wyrywa z reki herbatnika...
                            • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 23:22
                              zawszeolga111 napisała:
                              > jes> tesmy we trzy czyli kupuje trzy ciastka,a nie odstawiam jakas szopke z dzieleni
                              > em jednego na kilka kawalkow.

                              CIASTO smile))
                              nie ciastko.
                              duze, wielkie ciasto.

                              nie mam celu kupowania trzech wielkich ciast, bo ta, to by bylo dopiero pocieszne
                              • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 23:25
                                a to przepraszam,zle przeczytalam,teraz wiecej rozumiem bo dziwilam sie tamtej wersii.
                        • scher Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 14:59
                          zgielk napisała:

                          > iTam, nic nie zalozylam, bazuje na wypowiedziach rodzicow w tym watku: karanie
                          > dziecka wiaza sie z przykroscia, ktora jakos uzasadniaja. obowiazkiem glownie.
                          > to normalny mechanizm ow dysosnans: cos nam zgrzyta wink

                          Aha. Wariantu, że nic nikomu nie zgrzyta rozumiem nie bierzesz pod uwagę, ok.
                          Jesteś po studiach psychologicznych?

                          > no ze zamiast kary wybralam co innego.

                          No ja też najczęściej wybieram co innego zamiast kary i czego to ma dowodzić?
                          • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 23:28
                            scher napisał:
                            > Aha. Wariantu, że nic nikomu nie zgrzyta rozumiem nie bierzesz pod uwagę, ok.
                            nie aha, tylko wrecz przeciwnie. doczytaj.

                            scher napisał:
                            >
                            > No ja też najczęściej wybieram co innego zamiast kary i czego to ma dowodzić?

                            nie mam pojecia, czego chcesz dowiesc.
                            wink

              • scher Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 18:47
                Wiele tam jest tez oderwanych od rzeczywistości.

                wiedza na temat negatywnego wpływu kar na rozwój psychiczny dzieci i młodzieży

                właściwie towarzysząc dziecku w rozwoju nie trzeba korzystać z kar

                „Stosowanie kar” w tzw. „procesie wychowawczym” daje wyłącznie negatywne skutki i prowadzi do zaburzeń emocji i zachowania u dzieci i młodzieży.

                Jest wyrazem bezradności u rodziców.

                Stawiajmy na nagrody

                Sformułowanie „stosowanie kar” przenoszone z pokolenia na pokolenie powinno zniknąć z naszego codziennego języka. Jest stereotypem w myśleniu o wychowaniu dzieci, jak widać bardzo szkodliwym . Należy więc wymazać takie określenie z publikacji na temat rozwoju dzieci i młodzieży.
                • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 19:07
                  Bełkot. dziecko stale nagradzanie będzie ukarane nie daniem nagrody.
                  • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 19:48
                    verdana napisała:

                    > Bełkot. dziecko stale nagradzanie będzie ukarane nie daniem nagrody.


                    wedlg mnie ok,nie belkot tylko prawda,nagrode mozna zawsze dac zreszta nagroda moze byc zwykla pochwala slowna,jesli to jest belkot ,masz inny pomysl?
                    • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 20:13
                      Tak.
                      Nagradzać, jesli jest za co, chwalic, jesli jest za co, także za drobiazgi, rozmawiać, jesli dziecko robi coś źle, karac - gdy zrobi coś, o czym wiedziało, ze jest złe i to nie po raz pierwszy.
                      Chwalenie to oczywiscie tez nagroda. Dziecko chwalone stale i za wszystko przestanie się z chwalenia cieszyć - będzie to dla niego norma. Zmartwi się za to brakiem pochwały, więc bedzie ukarane. W sumie w ten sposób łatwiej w końcu dziecko ukarać, niz pochwalić.
                      • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 20:42
                        to co ty piszesz to jest bledne kolo,w momencie gdy ktos tych kar nie chce stosowac.
                        wiec trzeba wymyslec cos innego, czyli zeby nie karac to za duzo nie chwalic.
                        jednak ja wypracowalam inny sposob corka jako ala partner ,za wszelka cene dogadac sie bez kar,krzykow i jakis ciaglych pochwal,czy sie sprawdza czeso musze ustapic,czyli nie do konca,ale serce mnie nie boli i chyba dziecko jest zadowolone,ok nie wychowawcze ale cos za cos.
                        • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 21:17
                          Zalezy, co rozumie się przez "karę". Jesli lanie, wrzask, szlaban - to owszem, można nie stosować. Ale to nie są jedyne kary. Karą jest też zwrócenie uwagi ostrym tonem - a czasem trzeba, zabronienie czegoś, zabranie z miejsca, w którym dziecko chce być, a nawet ponoszenie konsekwencji za wlasne działanie. Gdy dziecko rozleje i ma posprzątać, to dorosli nazwą to dla własnej wygody "konsekwencją", a dziecko czuje, ze zostało ukarane.
                          Dogadanie się nie zawsze ma sens, choć zazwyczaj jest dobre. Generuje inną pulapke - dziecko zgadza się z rodzicem, aby mieć swiety spokój i uniknąc dalszego gadania, albo dlatego,z e rodzic jest silniejszy psychicznie, albo po prostu jako starszy, potrafi dziecko "przegadać". Tymczasm dziecko powinno czasem zrobić coś, z czym się nie do końca zgadza, albo nie zrobić - i nawet zostać za to ukarane - a nie uznawać zawsze rację rodziców w kazdej sprawie.
                          To bardzo niebezpieczne.
                          • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 02.03.11, 22:57
                            dogadanie sie tez moze prowadzic do tego, ze dziecko wyjasni swoje motywy i rzuci nowe swiatlo na sprawe. w rezultacie rodzic roznie dobrze moze sie zgodzic z dzieckiem. albo dojsc do kompromisu.
                            rozmowa nie lsuzy wylacznie przekonywaniu, jest tez nastawiona na odbior.
                            nie chodzi o wyklad, tylko wzajemne zrozumienie.

                            dziecko o wiele latwiej przyjmuje "nie moge na to pozwolic, nie zgadzam sie" , gdy wie, ze zostalo wysluchane. wie, ze ok, mama posluchala, ale tego nie przeskoczy. moze wykombinuje to kiedys inaczej. anie: mama powiedziala nie, bo nie. nic z tego nie ruzmiem. to sprobujmy jeszcze raz.

                            • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 08:20
                              Czasem nawet zrozumienie motywu nie wyklucza kary. Jesli dziecko krzywdzi inne dziecko w szkole, bo tamto "tak smiesznie płacze" to motyw nie wystarczy, aby dziecka nie ukarać - w szkole niższym stopniem z zachowania, w domu choćby ostrym skarceniem i zawstydzeniem dziecka.
                              Nie mówię, ze z dzieckiem nie nalezy rozmawiać! Nalezy. Tylko rozmowa nie wyklucza kary.
                              • joa66 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 09:31
                                Chyba powstały trzy błędne założenia w tej dyskusji:

                                1) To, że może być ALBO rozmowa, ALBO kara i założenie, że rodzic, który karze nie rozmawia

                                2) to, że każde dziecko będzie zawsze postępowałao właściwie kiedy się z nim porozmawia

                                3) osoby , które wymierzają kary robią to zawsze i za wszytsko (stąd pewnie ten przykład z przedszkolem)

                                A co można zrobić kiedy dziecko, mimo rozmów i tłumaczenia , dalej postępuje niewłaściwie?


                                Jest jeszcze kolejny problem. Karą jest nie tylko to co sami nazwiemy karą, ale także to co dziecko odbiera jako karę.

                              • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 11:21
                                inaczej zrozumialysmy cel rozmowy.
                                pojecie motywu zachowania to punkt wyjscia tylko, zgadzam sie.

                                skarcenie - rozumiane jako krotkie, jasne, dobitne, bez ogorodek - wyrazenie swojej opinii na temat niewlasciwego zachowania z przytoczeniem kontekstu i ewentualnych konsekwencji - bdb.
                                to jest wg Ciebie kara.
                                wg mnie nie, to wciaz skarcenie, nagana.
                                nie ustalilismy definicji na poczatku watku smile
                                ja caly czas mowie o tych dla mnie niemajacych zwiazku z czynem, np.: ugryzles babcie - nie ogladasz bajki.


                        • scher Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 10:07
                          zawszeolga111 napisała:

                          > jednak ja wypracowalam inny sposob corka jako ala partner

                          Wg psychiatry dziecięcego dr. Michaela Winterhoffa partnerstwo to pierwszy etap zaburzeń relacji między rodzicami a dziećmi. Wg jego badań szczególnie negatywne konsekwencje w postaci utrzymującej się latami niedojrzałości psychicznej ma traktowanie po partnersku małych dzieci.

                          Dziecko do prawidłowego rozwoju psychicznego potrzebuje granic i to czasami dość zdecydowanie postawionych.
                          • mantha Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 13:51
                            Swieta prawda! nie ma nic gorszego jak zrobienia z siebie 'kumpla' dziecka. Rodzice to rodzice, doskonale jest jak maja autorytet, wzbudzaja szacunek i ma sie w nich oparcie dzieki temu, a nie taka relacja partnersko-kolezenska jak ze znajomymi z podworka.
                            • joa66 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 14:30
                              Czy naprawdę wierzycie, że w każdej sytuacji , w przypadku każdego dziecka wystarczy rozmowa?

                              • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 15:22
                                W poradnikach zawsze wystarczasmile
                                • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 15:50
                                  rozmowa nie wystarcza ,a jaka gwarancje macie ,ze kara zalatwi sprawe,bo dla mnie nie zjedzenie batona za kare,tez nie swiadczy o sukcesie.z rozmowy wiecej zostanie w dziecku niz z zakazu czegos bez czego tak naprawde mozna sie obyc. moze byc tak,ze dziecko pomysli,ok nie zjem go dzisiaj zjem jutro. niech ci bedzie skoro tak bardzo chcesz.wiecie co to sa jednak trudne sprawy,i tyle ile rodzicow tyle rozwiazan.
                                  zlotego srodka chyba nie ma.
                                  • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 16:00
                                    nie ma metody, która zawsze odnosi sukces. Czasm waro jednak zastosować karę nie tylko w celu poprawy - ale po to, aby dziecko przekonało się, ze pewne rzeczy nie są przyjemne, a sprawiedliwość istnieje. I ze za pewne złe rzeczy trzeba odpokutować.
                                    Jesli następnego dnia obie dziewczynki dostaną po ciasteczku, to okaże się, że zjedzenie porcji siostry jest oplacalne. Jesli ciasko dostanie tylko pokrzywdzona - dziecko będzie wiedziało, ze raczej nie oplaca sie zeżerać tego, co nie swoje.
                                    • aka10 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 18:53
                                      verdana napisała:


                                      > Jesli następnego dnia obie dziewczynki dostaną po ciasteczku, to okaże się, że
                                      > zjedzenie porcji siostry jest oplacalne. Jesli ciasko dostanie tylko pokrzywdzo
                                      > na - dziecko będzie wiedziało, ze raczej nie oplaca sie zeżerać tego, co nie sw
                                      > oje.

                                      Dobre, Verdana smile)
                                  • triss_merigold6 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 17:40
                                    W pewnych kwestiach liczy się efekt, a zrozumienie i akceptacja działan rodzica przez dziecko jest trzeciorzędna.
                                    Mogę wyjaśniać kilkulatkowi dlaczego należy myć zęby, łykać przepisane leki nawet jeśli są niesmaczne, poddać się szczepieniu czy ubrać rano celem wyjścia do przedszkola ale jego zgoda na w/w jest - praktycznie rzecz biorąc - obojętna. Nie musi przyjmować moich wyjaśnien, nie musi się ze mną zgadzać, ba - nie musi nawet rozumieć związku przyczynowo-skutkowego między np. szczepieniem, a ochroną przed chorobą. Wyegzekwuję w/w i bez zroumienia/akceptacji. Dla dobra dziecka, nawet jeśli dziecku sprawia to chwilową przykrość.
                          • zgielk Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 03.03.11, 23:18
                            mozemy byc partnerami dla dzieci w kazdym wieku, ale tylko w kwestii emocji
                            na kazdym innym polu rodzicami
                            srodek i zloty, i skuteczny, i przyjemny
                          • a.nancy Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 04.03.11, 09:57
                            scher napisał:

                            > zawszeolga111 napisała:
                            >
                            > > jednak ja wypracowalam inny sposob corka jako ala partner
                            >
                            > Wg psychiatry dziecięcego dr. Michaela Winterhoffa partnerstwo to pierwszy etap
                            > zaburzeń relacji między rodzicami a dziećmi. Wg jego badań szczególnie negatyw
                            > ne konsekwencje w postaci utrzymującej się latami niedojrzałości psychicznej ma
                            > traktowanie po partnersku małych dzieci.
                            >
                            > Dziecko do prawidłowego rozwoju psychicznego potrzebuje granic i to czasami doś
                            > ć zdecydowanie postawionych.

                            zgadzam sie z twoja teza
                            ale nie zgadzam sie z definicja partnerstwa smile
                            czy partnerskie traktowanie dziecka musi oznaczac brak granic?
                            czy dziecko-partner to takie, ktoremu wszystko wolno?
                            IMO ktos, komu wszystko wolno to nie partner, tylko tyran wink
                            z moim mezem tworzymy zwiazek partnerski - co dla mnie oznacza: znamy swoje prawa i obowiazki, watpliwosci lub konflikty rozwiazujemy na drodze dyskusji, jednak ewidentne naduzycia (powiedzmy, zachowania, lamiace "kontrakt") maja swoje konsekwencje. stawiamy wymagania i granice (w przypadku zwiazku doroslych osob, taka granica jest np. zdrada).
                            partnerstwo nie moze oznaczac przyzwolenia na wszystko.
                            • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 04.03.11, 10:05
                              nie ma chyba czlowieka na swiecie ,ktoremu wszystko wolno i to chyba jest jasne,wiadomo,ze sa takie rzeczy ktorych sie nie robi,wiadomo np.ze nie wolno podpalic domu,czy meczyc psa,ale osiagniecie tego jest mozliwe na zasadzie partnerstwa,rozmowa przy coli.
                              • a.nancy Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 05.03.11, 10:21
                                zawszeolga111 napisała:

                                > nie ma chyba czlowieka na swiecie ,ktoremu wszystko wolno i to chyba jest jasne
                                > ,wiadomo,ze sa takie rzeczy ktorych sie nie robi,wiadomo np.ze nie wolno podpal
                                > ic domu,czy meczyc psa,ale osiagniecie tego jest mozliwe na zasadzie partnerstw
                                > a,rozmowa przy coli.

                                tak
                                z tym zastrzezeniem, ze obie strony powinny byc swiadome, ze jesli rozmowa przy coli nie da rezultatow, to trzeba bedzie siegnac po inne formy "nacisku"
                                ktore nie zaprzeczaja partenrstwu, o ile nie sa stosowane z pozycji wladzy ("ma tak byc, bo ja tak chce")
                                • verdana Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 05.03.11, 17:45
                                  Partner to ktoś o takim samym prawie decydowania, jak druga osoba, człowiek, ktorego można poprosić, ale nie wolno mu niczego nakazać, którego nie nalezy kontrolować, ktoremu mozna się zwierzyć i oczekiwać porady i wsparcia.
                                  Dziecko zatem nie tylko nie może, ale dla swojego dobra nie powinno być partnerem rodzica. Można i trzeba go słuchać, powinno miec prawo decyzji w wielu własnych sprawach - ale rónorzednym partnerem, mającym równorzedne prawa co dorosły, ale i równorzędne zobowiązania - być nie moze.
                                  • zawszeolga111 Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 06.03.11, 00:56
                                    verdana napisała:

                                    > Partner to ktoś o takim samym prawie decydowania, jak druga osoba, człowiek, k
                                    > torego można poprosić, ale nie wolno mu niczego nakazać, którego nie nalezy kon
                                    > trolować, ktoremu mozna się zwierzyć i oczekiwać porady i wsparcia.
                                    > Dziecko zatem nie tylko nie może, ale dla swojego dobra nie powinno być partner
                                    > em rodzica. Można i trzeba go słuchać, powinno miec prawo decyzji w wielu własn
                                    > ych sprawach - ale rónorzednym partnerem, mającym równorzedne prawa co dorosły,
                                    > ale i równorzędne zobowiązania - być nie moze.



                                    ja sie z tym w pewnym sensie zgadzam,to partnerstwo z dzieckiem,nie jest i nie moze byc takie jak np.z mezem.
                                    chodzi mi o to,aby dziecko czulo ,ze ma podobne prawa jak ja,ale fakt do konca tak nie jest na pewno.
                                    stosuje metode rozmowy,prozby,kompromisu,typu chce jechac do smyka ,prosze abysmy zrobily to jutro,przedstawiajac sytuacje,np.ze dzisiaj mam spotkanie,jesli jednak wiem,ze wczoraj prosilam ja o to samo,zgodzila sie ,nie przeginam odwoluje spotkanie,nawet jesli jest to bardzo ważne spotkanie,
                                    jezeli widze ,ze pomimo mojej prozby nie bardzo jej to pasuje ,staram sie dogadac,raz mi sie uda raz nie,czasami pomimo wszystko musze ustapic.
                                    jednak nie dziala to w jedna strone,czesto to ona mi ustepuje w roznych sprawach.
                                    mysle,ze moze nie z kazdym dzieckiem sie da w ten sposob rozmawiac,a moze t o kwestia tego,ze ja ja zawsze tak traktowalam,nigdy nie mowilam bezposrednio nie,tylko staralam sie zawsze mowic dlaczego wolala bym,zeby tego czy tamtego nie robila.
                                    zawsze pytalam,czy czegos chce,nie mowilam idziemy na spacer,pytalam czy chce isc na spacer od momentu jak tylko byla w stanie mi odpowiedziec,jesli bylo nie to nie.
                                    fakt przyklad spaceru akurat jest prosty,byly problemy,np.przy braniu lekow,ale tez dluzsze proszenie tlumaczenie skutkowalo,moze to takie dziecko. jak dotad nie bylam zmuszona postepowac inaczej, ale jak to mowia;nigdy nie mow nigdy.
                                    czy bym potrafila,byc ostra ,stawiajaca twarde zasady matka? nie wiem.pewnie gdyby chodzilo o jej zycie o jej bezpieczenstwo to tak.
                                    nie stwarzam takich akcji,ktore mogly by zpowodowac aby corka kiedykolwiek pomyslala,ze nalezy sie mnie bac,albo obawiac sie mojej reakcji w jakiejs sprawie.
                                    tutaj badzo wazne jest aby ojciec dziecka podzielal nasz poglad na wychowanie bo inaczej nic z tego nie bedzie,ja mam to szczescie,ze moj maz postepuje jak ja,tylko moze nie chce mu sie dlugo negocjowac,i bardzo czesto przegrywa,nawet gdy bardzo mu zalezy aby wyszlo na jego ustepuje bo jak twierdzi jego cierpliwosc ma granice a nie chce aby ta granica zostala przekroczona bo wtedy juz mogl by nie byc w stanie nie podniesc glosu.
                                    ja jednak jestem bardzo cierpliwa i ugodowa osoba jest mnie trudno zdenerwowac, nigdy nie podnosze glosu,z natury,wiec moze to tez ma jakis wplyw na moje dziecko.moge godzinami przekonywac do swoich racji,jednak tez nie zawsze skutecznie.

                                    napatrzylam sie na mlodych ludzi ,ktorzy wyszli z domow z zasadami z dyscyplina,
                                    jak tylko wyzwolili sie z pod skrzydel rodzicow,odwalali takie rzeczy ,ktore powodowaly,ze musialam im zmienic adres na kilka lat,np.na ciupagi1.
                                    znam,tez takich ,korzy dzieki rodzicom,ich wymaganiom lecza sie psychiatrycznie.
                                    sa rowniez ci,ktorzy dzieki dyscyplinie wiele osiagneli.
                                    bezstresowe wychowanie skutkuje tym samym,albo wychowam szczesliwa osobe albo nie.
                                    niestety na to nie ma reguly.

                                    na tym forum sa obroncy tych dwoch sposobow wychowania i ci ktorych poglady sa gdzies posrodku,kazdy bedzie bronil swojego,a i tak nie znajdziemy idealnej metody wychowawczej,bo takiej nie ma.
                                  • srebrnarybka Re: Kolejna wyznawczyni antypedagogiki 06.03.11, 11:14
                                    zdecydowanie popieram. Co więcej - wmawianie dziecku, że jest partnerem, jest pewnym rodzajem hipokryzji, bo u najbardziej propartnerskich rodziców przecież nie jest. Przecież dziecko nie decyduje, czy będziemy mieszkali w Szczecinie, czy we Wrocławiu, ani o zmianie pracy rodziców, o wyborze marki samochodu, o urodzeniu jeszcze jednego dziecka, czy o pójściu do szkoły, a to są decyzje bardzo ważne również dla dziecka. I oto dziecko, przekonane, że ono o wszystkim współdecyduje, w momencie, gdy pojawi sie taka sprawa, w której decydować nie może (np. 4latek, który nie pamięta kupna poprzedniego samochodu, a przy wyborze marki nowego nikt go nie pyta o zdanie, albo operacja i pójście do szpitala) może raptem poczuć się boleśnie pozbawiony swojego oczywistego prawa do decydowania o wszystkim na równi z rodzicami.
                                    Moim zdaniem dziecko należy traktować POWAŻNIE. A poważne traktowanie zakłada zarówno uwzględniania zdania dziecka w tych sprawach, w których ono może je wyrazić w sposób sensowny, jak i wyegzekwowania rozmaitych zachowań dla dobra dziecka. Natomiast stwarzanie dziecku iluzji, że to ono samodzielnie podjęło decyzję, że ma brać leki, bo mu to tłumaczyliśmy, podczas gdy decyzję podjęliśmy my z lekarzem, a póżniejsze tłumaczenie dziecku i jego rzekoma decyzja jest tylko listkiem figowym, to zwykła hipokryzja. Wiadomo, że dziecko tej decyzji nie podjeło samo i wrabianie go w to, że to ono podjęło decyzję po rozmowie, jest okłamywaniem go, a dziecko szybko się w tym połapie. To trochę tak, jak w PRL władza podejmowała decyzje o podwyżkach cen po "konsultacjach społecznych" i te rzekome konsultacje wkurzały nieraz ludzi bardziej, niż sam fakt podwyżki.
                                    A poza tym w życiu tak jest, że nie zawsze robimy to, co chcemy, i nie wszystko od nas zależy. I przekazywanie dziecku informacji o tym, że w życiu są reguły, którym trzeba się podporządkować, jest równie ważne, jak uczenie dzieci właściwego wyboru, wyrażania własnego zdania i definiowania swoich pragnień i celów życiowych. Bo w życiu przeplata się jedno i drugie.
    • ruda-2255 Re: kara kontra uczucia. 01.03.11, 20:52
      Uczucia to jedno, kara to drugie. Dziecko znacznie lepiej funkcjonuje w świecie, w którym są jasno wyznaczone granice. Jeśli nie ma granic, dziecko czuje sie zagubione, nie wie, co może, czego nie, nie rozumie świata i tego, na co w tym świecie może sobie pozwolić. Wrew pozorom funkcjonowanie w świecie ograniczeń jest łatwiejsze, niż bez nich. Ustanowienie granic wiąże się jednak z karą za ich przekroczenie, ale sprowadzanie kar do bicia dziecka, świadczy o Twoich doświadczeniach lub o Twoim pojmowaniu świata. Ja nigdy nie uderzyłam dziecka, choć karałam zawsze, gdy to było konieczne. I choć bardziej niż dziecko pragnęłam, aby kara się już skończyła, miałam świadomość, że konsekwencja jest bardzo ważna w procesie wychowania i niestety moje uczucia były w tym wszystkim mniej istotne.
    • formelka1 Re: kara kontra uczucia. 01.03.11, 23:26
      Jesteśmy różnymi ludźmi z różnymi poglądami, ale naszym zadaniem jest przygotować mądrych i odpowiedzialnych ludzi do życia.Wśród rówieśników moich dzieci w szkole widzę dzieci- efekt "bezstresowego" wychowania, czyli dzieci, które skrajnie odstają od jakichkolwiek zasad panujących w społeczeństwie i mają całkowicie w nosie to co mówi do nich nauczyciel...
      Rozumiem,że jak taki nastolatek będzie jechał autem i zatrzyma go policja wręczając np. mandat to ten młody człowiek będzie mocno oburzony....bo policjant powinien był miło mu wytłumaczyć dlaczego ów nastolatek źle jechał? Najgorsze w życiu to wpaść w jakąś skrajność i we wszystkim, łącznie z wychowywaniem dzieci postępować racjonalnie.

      pzdr,
      fj
      • zawszeolga111 Re: kara kontra uczucia. 02.03.11, 00:22
        wszystko ok,tylko ja nie pytalam po co sa kary ,ani dlaczego je stosujecie pytalam,co czujecie dajac kare,i czy zastanawiacie sie co w tym momencie czuje dziecko.
        • zgielk Re: kara kontra uczucia. 02.03.11, 12:10
          w tekscie z dzikichdzieci.pl, ktory podlinkowalam, sa wypowiedzi nastolatkow nt. kar

    • broceliande Re: kara kontra uczucia. 02.03.11, 08:56
      Na palcach mogę policzyć, ile razy ukarałam.
      Jeśli mówię coś trzeci raz i nic, to podnoszę głos. To okropna kara, zwykle płacze. Czuję jednocześnie ulgę, że wyładowałam złość i żal, że płacze.
      Zakazałam jeść nutellę przez całe wakacje - kara była związana z wybrzydzaniem przy jedzeniu i i tu żadnych wyrzutówsmile
      • yula Re: kara kontra uczucia. 02.03.11, 16:36
        >Jeśli mówię coś trzeci raz i nic, to podnoszę głos. To okropna kara, zwykle pła
        > cze. Czuję jednocześnie ulgę, że wyładowałam złość i żal, że płacze.

        Dziecko płacze bo podniosłaś głos? Ja mogę gardło zedrzeć i reakcja nadal będzie zero. Chociaż staram sie krzyczeć jak najmniej, ale mi sie zdarza. Działa tylko to co uderza w przyjemności, czyli komputer i bajki.
        > Zakazałam jeść nutellę przez całe wakacje - kara była związana z wybrzydzaniem
        > przy jedzeniu i i tu żadnych wyrzutówsmile
        No tak długie szlabany na słodycze nie daje, ale słodycze dość mocno ograniczone. W razie wybrzydzania na jedzenie nie mam wyrzutów sumienia za szlaban na nie. smile
        • broceliande Re: kara kontra uczucia. 03.03.11, 18:11
          Naprawdę płaczę, bo podniosłam głos. Czasem nawet zmarszczenie brwi wystarczy.
          Prosi, żebym się uśmiechnęła i nie mówiła "nieładnym głosem"
          Dwa razy się okropnie rozdarłam: jak mnie ustrzelił z łuku w udo i jak zignorował jadący samochód - spacerowaliśmy wzdłuż ulicy. Wtedy to już strasznie przeżywał, na samochody zaczął reagować przesadnie. Widzi wóz 10 metrów dalej, poważnije, ucieka na pobocze i ostrzega nas.
          Sześć lat ma.
    • judytak Re: kara kontra uczucia. 02.03.11, 10:43
      > mysle ,ze rozmowa wystarczy zawsze spokojna i w milej atmosferze

      każdy tak myśli
      i kazdy od tego zaczyna
      kiedy zadziała, fajnie
      kiedy nie, to trzeba inaczej

      > chcialam zapytac co czuje rodzic ktory karze dziecko,bol czy satysfakcje,wyzuty
      > sumienia,a moze jestescie przekonani o swojej racji i tych emocji nie ma w was
      > .poprostu zimna kalkulacja wina=kara.

      nic z tych rzeczy, przynajmniej z mojej strony
      ból, wściekłość i bezradność, właśnie z tego powodu, że nie udaje się sprawy załatwiać po ludzku, spokojną rozmową

      > czy potraficie przeprosic dziecko za to,ze ukaraliscie je,
      za to, ze ukarałam, nie, za to, jeśli robiłam to za szybko, błednie oceniając sytuację, tak

      > dla mnie to troche straszne jest,ta ukochana mama/tata ktorej ufam ponad wszyst
      > ko ufam bardziej niz komu innemu na swiecie nagle mnie krzywdzi

      straszne byłoby to, jakby ukochany rodzic, któremu ufam, i który zawsze mówił, że nie wolno czegoś tak, nic by nie zrobił kiedy to coś zrobiłem, rozłożył ręce, powtarzał tylko bezradnie "ależ dziecko, przecież wiesz że tego nie wolno"

      dziecku, jak i dorosłemu, nie jest łatwo dostosować się do wymogów
      nawet jeśli chce się dostosować
      kara, pamięć o karach, perspektywa jakiejś zapowiedzianej kary w tym dziecku pomoże
      straszne byłoby to, jakby rodzic nie mógł dziecku pomóc w dostosowaniu się do wymogów świata
      są dzieci, są sprawy takie, że jako pomoc wystarczy rozmowa, własny przykład, kiedy indziej potrzebny jest przez jakis czas jakis rodzaj wzmocnienia, kija i/lub marchewki

      > mam nad tob
      > a przewage wiec moge ci zakazac ukarac cie.

      nie
      jestem za ciebie odpowiedzialna, więc muszę sprawić żebyś robił jak trzeba, nawet jeśli muszę w tym celu stosować karę

      pozdrawiam
      Judyta

      • nisar Judytak! 02.03.11, 12:33
        Jesteś mądra babka, wiesz?

        Pozwolisz że się podpiszę obiema rękami?
        • scher Re: Judytak! 02.03.11, 15:48
          nisar napisała:

          > Jesteś mądra babka, wiesz?

          Ona jest taka, odkąd pamiętam smile
      • aka10 Re: kara kontra uczucia. 02.03.11, 16:39
        judytak napisała:








        > straszne byłoby to, jakby rodzic nie mógł dziecku pomóc w dostosowaniu się do w
        > ymogów świata



        Brawo!
        • bi_scotti Przykre strony rodzicielstwa 04.03.11, 03:20
          Bycie mama czy tata ma mnostwo fajnych stron ale ma tez i te, ktore sa zwyczajnie obowiazkami a wiec, jak wszystkie obowiazki, bywaja przykre. Do nich nalezy egzekwowanie okreslonych zachowan i postaw, ktore naszym dzieciom czasem ciezko przyjac za swoje.
          Moje najdrastyczniejsze "przykre strony rodzicielstwa" przezylam ze srednim synem, ktory kolo 12 roku zycia nam sie ostro zbuntowal przeciwko rehabilitacji, w ktorej musial uczestniczyc. Na tzw. zdrowy rozum to On doskonale wiedzial, ze MUSI, ale mial dosc/juz nie chcial wiecej/nie widzial konca/nie wierzyl w sens wiec zaczal klamac, opuszczac zajecia, wciagal w swoje klamstwa mlodszego brata - ogolnie bylo kiepsko. Byly wiec SUPER PRZYKRE konsekwencje lacznie z szeregiem zakazow, nakazow, serdecznym wrzaskiem od mamy czy taty tudziez najbolesniejsza kara nie brania udzialu w dwoch rodzinnych wycieczkach. Bol byl ale po niecalym roku przypychanek slowno-konsekwencyjnych bunt zostal "zlamany" i wrocilismy do w miare normalnej codziennosci. Najbardziej nas rodzicow wkurzalo w tym wszystkim to, ze chlopak byl (jest) inteligentny, ze wiedzial, ze to wszystko jest dla "Jego dobra", ze wiedzial, ze nie ma innego wyjscia i nikt Mu nie odpusci a jednak probowal na wszystkie sposoby oszukac rzeczywistosc (i nas przy okazji) - mielismy poczucie gadania do obrazu. Ale minelo po faktycznie surowych i konsekwentnych karach.
          Wniosek z tego jest taki, ze rozmowa, oczywiscie bywa przydatna, ale dziecko jest dzieckiem i nawet jak niby "wie" to czesto buntujac sie przeciwko tej "wiedzy" moze samo siebie calkiem skutecznie skrzywdzic. I od tego jestesmy my, rodzice, zeby do takiej ostatecznej krzywdy nie dopuscic stosujac wszelkie konieczne metody z karami, nawet bardzo surowymi, wlacznie. Wiele dzieci "wie", ze chodzenie do szkoly ma sens ale probuja tej wiedzy nie stosowac do siebie wink Wiele dzieci "wie" jak wyglada tzw. "dobre zachowanie" ale z roznych wzgledow zdarza im sie nie praktykowac tejze wiedzy wink Wiele dzieci "wie", ze np. nie nalezy mamie wyjmowac pieniedzy z portmonetki, ale pokusa bywa zbyt silna wink I konsekwencje musza byc, bo inaczej zawalamy jako rodzice. A juz jakie sa te konsekwencje to zalezy od samego dziecka i od temperamentu rodzica. Na moja corke wystarczalo najczesciej groznie spojrzec i Mloda wiedziala, ze przeholowala; na najmlodszego najlepiej do dzis dzialaja ciche dni - po jakichs 3 godzinach ciszy, Mlody jest sklonny zrobic wszystko i jeszcze wiecej byle ktos zechcial z Nim pogadac. Ale czasem na kazde z dzieci trzeba bylo niezle wrzasnac zeby je przywrocic do porzadku, wszystkie oberwaly swoja porcje klapsow szczegolnie gdy my, rodzice bylismy zmeczeni, rozdraznieni i zwyczajnie nie chcialo nam sie np. zabawiac w tlumaczenie dlaczego nie wolno wychlapywac calej wody z wanny na podloge w lazience. Dzieci wyrosly na normalnych, zdrowych na umysle, szczesliwych i zrownowazonych doroslych tak wiec teraz mozemy juz wreszcie cieszyc sie wylacznie przyjemenymi stronami rodzicielstwa czego wszystkim na poczatku mamo-tatowych drog serdecznie zycze smile
          • joannab-o Re: Przykre strony rodzicielstwa 04.03.11, 23:27
            na najmlodsz
            > ego najlepiej do dzis dzialaja ciche dni - po jakichs 3 godzinach ciszy, Mlody
            > jest sklonny zrobic wszystko i jeszcze wiecej byle ktos zechcial z Nim pogadac.
            A nie chodziło Ci w wychowaniu o to, żeby dziecko rozróżniało dobro i zło, wybierało dobro i robiło to z własnej woli i wewnętrznego przekonania, a nie z powodu czyjejś presji?

            Smutno mi się czyta, że skłonny jest zrobić wszystko, czyli nawet coś złego i przede wszystkim niechcianego przez siebie, kiedy ktoś zadziała na niego milczeniem.
            Teraz ten ktoś, to jesteś Ty i zakładam, że intencje masz dobre, ale potem znajdą się osoby, które wyczują to jego słabe miejsce i wykorzystają egoistycznie. To właściwie pewne.
            • bi_scotti Re: Przykre strony rodzicielstwa 05.03.11, 02:50
              joannab-o napisała:

              > Ci w wychowaniu o to, żeby dziecko rozróżniało dobro i zło, wybi
              > erało dobro i robiło to z własnej woli i wewnętrznego przekonania, a nie z powo
              > du czyjejś presji?

              To zalezy jak lezy - czesem bez presji nie ma w czlowieku zadnej potrzeby postepowania "z wewnetrzengo przekonania" - najlepszym przykladem jest placenie podatkow wink

              >
              > Smutno mi się czyta, że skłonny jest zrobić wszystko, czyli nawet coś zł
              > ego i przede wszystkim niechcianego przez siebie, kiedy ktoś zadziała na niego
              > milczeniem.

              Uwielbiam takie nadinterpretacje - wysmienity dowod na to, ze jednak da sie zrobic z igly widly. Congratulations!


              > Teraz ten ktoś, to jesteś Ty i zakładam, że intencje masz dobre, ale potem znaj
              > dą się osoby, które wyczują to jego słabe miejsce i wykorzystają egoistycznie.
              > To właściwie pewne.

              Pewne? Masz szklana kule czy wrozysz z fusow? To calkiem niezly zarobek w moich stronach - przy okazji, mam nadzieje, ze podatki placisz z tej wewnetrznej potrzeby wink

              I tak dla porzadku: facet, o ktorym mowimy ma 20 lat, od dwoch lat studiuje na drugim koncu kontynentu (5 godzin lotu do domu), jest samodzielny, asertywny, przyzwoity, obowiazkowy i ogolnie "obrzydliwie" pozytywny a przy tym z bardzo zdrowym poczuciem self esteem jak wiekszosc mlodziezy z naszego kraju i z jego pokolenia, wiec tak ogolnie i jak najbardziej szczegolowo to ja nie mam ZADNYCH obaw, ze ktos go wykorzysta w egoistycznych czy innych celach. Nie obawiam sie tez zreszta, ze on kogos wykorzysta. No ewentualnie dobra wole tatusia gdy sie bedzie przymilal o iPad na urodziny ale o to naprawde trudno miec pretensje wink
              • joannab-o Re: Przykre strony rodzicielstwa 05.03.11, 09:21
                Nie jestem wróżką, ale znam fakty. Taki, że dają sobą manipulować tylko osoby, którymi manipulowano w dzieciństwie (a oczywiście "działanie milczeniem" jest czystą manipulacją), i taki, że rodzice stanowią wzorzec osobowościowy dla dziecka i ma ono tendencję do szukania podobnych osób.
                Chyba, że nauczyłaś syna jednocześnie tego, że Twoje milczenie na niego "działa", a na milczenie innych osób (np. partnerki) jest odporny jak skała?

                Moi rodzice też na pewno uważają, że wychowali normalną, zdrową, silną osobę.

                Do scher: Racja, że do tego trzeba dorosnąć. Tu jednak mamy do czynienia z dwudziestolatkiem, na którym można wymusić zachowanie milczeniem.
                • bi_scotti Re: Przykre strony rodzicielstwa 05.03.11, 15:33
                  joannab-o napisała:

                  > Nie jestem wróżką, ale znam fakty.

                  ????

                  Wybacz ale dyskusja staje sie bez sensu w momencie, gdy Ty po prostu "wiesz lepiej". Udowadnianie, ze nie jestem wielbladem (ani moj syn nie jest zmanipulowanym wielbladem wink ) bywa zabawne ale nader rzadko skuteczne. Tak wiec teraz zapadnie cisza smile
                  • joannab-o Re: Przykre strony rodzicielstwa 06.03.11, 10:31
                    Dyskusja merytoryczna polegałaby na wykazywaniu, że "działanie milczeniem" nie jest manipulacją, albo, że manipulacja jest dobra...
                    Napisałaś, że takie działanie jest dobre, ja to skontrowałam i rzeczywiście na tym poprzestańmy.
            • scher Re: Przykre strony rodzicielstwa 05.03.11, 08:39
              joannab-o napisała:

              > A nie chodziło Ci w wychowaniu o to, żeby dziecko rozróżniało dobro i zło, wybi
              > erało dobro i robiło to z własnej woli i wewnętrznego przekonania, a nie z powo
              > du czyjejś presji?

              Dziecko do samodyscypliny musi dorosnąć.

              > Smutno mi się czyta, że skłonny jest zrobić wszystko, czyli nawet coś zł
              > ego i przede wszystkim niechcianego przez siebie, kiedy ktoś zadziała na niego
              > milczeniem.

              Tak, na pewno jest takie realne niebezpieczeństwo wink
              • sebalda Re: Problem z karami 06.03.11, 21:11
                Z karami jest ten problem (i tak rozumiem autorkę wątku), że często dajemy je pod wpływem złości, a najczęściej pod wpływem bezsilności. Prosimy dziecko o coś raz, prosimy drugi, trzeci, dziesiąty, a ono nadal odmawia albo nas olewa. I najpierw tłumaczymy, prosimy grzecznie, motywujemy, przekonujemy, ale ono nadal jest na nie. I wtedy się wściekamy, a w tej wściekłości i bezsilności rzucamy w gniewie: jak tego nie zrobisz, to ja..... i tu groźba kary, w tej sytuacji najczęściej nieadekwatnej do winy.
                Może przykład. Mój 15-letni syn ma bardzo długie, piękne włosy. Dba o nie, codziennie myje, ale nie lubi ich czesać. I często one się same układają, ale pewnego ranka mial naprawdę paskudny nieład na tej głowie, bynajmniej nie artystyczny i zamierzony. Wyglądał bardzo niechlujnie, poprosiłam, żeby się uczesał. Odmowił. Zaczęłam przekonywać, że źle wygląda, nadal odmawiał, powiedziałam, że nauczyciele będą krzywo patrzeć (a w duchu już się nakręcam [jest rano, jestem niewyspana, śpiąca], że młody mnie olewa), i dalej tak peroruję, a on nic (w duchu myślę: jakby ojciec kazał, to gó...arz by nie miał wyjścia, bo się ojca boi, i by się uczesał). I po dłuzszej przepychance, doprowadzona do ostateczności, zagrozilam, że już mu nigdy nie kupię czegoś tam na czym mu szczególnie zależy i wyszłam trzaskając drzwiami. Głupie, nie? Ani jego przewinienie nie bylo duże, a szczerze mówiąc, było żadne, ani kara adekwatna, ale już chlapnęłam. Oczywiście po 10 minutach zrozumialam cały bezsens, ale jak tu teraz zachować twarz przed młodym? Jak się wycofać z głupiej kary? I po co to wszystko?
                Wieczorem oboje sobie wszystko wytłumaczyliśmy, on przeprosił i wytłumaczył, dlaczego nie chciał się uczesać, ja wytłumaczylam swoje odczucia, dogadaliśmy się. Ale to wszystko przedstawia jasno bezsens wielu kar wynikających z naszego braku cierpliwości. Tej cierpliwości i mądrości, ktorą wykazała się Zgiełk, a ktorej wszystkim szczerze życzęsmile
                • joa66 Re: Problem z karami 06.03.11, 22:03
                  Ale sytuacja z włosami to znowu nie jest sytuacja, kiedy nalezy wymierzac karę.

                  Za co??


                  I nie jest to dowód na to, że nigdy nie należy wymierzac kary.
                  • verdana Re: Problem z karami 06.03.11, 22:51
                    Jak się wycofać z kary? Niezwykle prosto. Idzie sie do 15-latka i mowi "Jestem idiotka, nie wiem,co mnie napadło - przepraszam".
                    Nie traci się w ten sposób twarzy, zyskuje się szacunek.
                    • sebalda Re: Problem z karami 07.03.11, 10:53
                      verdana napisała:

                      > Jak się wycofać z kary? Niezwykle prosto. Idzie sie do 15-latka i mowi "Jestem
                      > idiotka, nie wiem,co mnie napadło - przepraszam".
                      > Nie traci się w ten sposób twarzy, zyskuje się szacunek.

                      Zawsze przepraszam dzieci w takich sytuacjach. Robiłam to, gdy były małe, robię i teraz. Nie czuję ich braku szacunku, nie są rozwydrzonymi bachorami, nawet buntu nastolatków nie przechodziły, a jeśli nawet, to taki zupełnie dla mnie bezbolesny. Nie mam z nimi problemów, wręcz przeciwnie, bardzo się lubimysmile Dogadywanie się, przepraszanie w razie potrzeby, wycofywanie się z kar danych w gniewie, słuchanie zdania dzieci, uważam za skuteczne metody wychowawcze, bo u mnie się sprawdziły. Wiem to nie z teorii, ale praktyki, a dzieci są już na tyle duże, że mogę to już ocenić. Przeciwstawiam to żelaznej dyscyplinie i konsekwencji nawet tam, gdzie jest głupia i szkodliwa, ale dla zasady. Znam wiele przypadków tak wychowywanych dzieci, które sprawiają potem znacznie więcej problemów i rodzicom, i otoczeniu, a nade wszystkim sobie, dzieci zestresowanych i nieszczęśliwych. Bunt rodzi się tam, gdzie nie ma marginesu i wymogi są zawyżane, a dyscyplina zbyt ostra i niepotrzebnie czasami chorobliwie wręcz konsekwentna. Gdy dajemy prawo do błędów zarówno dzieciom, jak i sobie, okazujemy im zrozumienie, pozwalamy na pewne samodzielne decyzje (oczywiście nie wszystkie i dostosowane do ich wieku), dziecko nie ma potrzeby buntu, proste.
                      • joa66 Re: Problem z karami 07.03.11, 11:18
                        Przeciwstawiam to żelaznej dyscyplinie i konsekwencji nawet tam, gdzie jest głupia i szkodliwa, ale dla zasady

                        Ale wybór to chyba nie jest zero kar lub opcja powyżej ?

                        Myślałam, że rozmawiamy o karach jako takich a nie o systemie polegającym na karach jako głównym / jedynym systemie wychowawczym.....
                        • sebalda Re: Problem z karami 07.03.11, 11:33

                          > Myślałam, że rozmawiamy o karach jako takich a nie o systemie polegającym na ka
                          > rach jako głównym / jedynym systemie wychowawczym.....
                          Piszę to dla tych, ktorzy uważają, że dyscyplina i system nagród i kar oraz egzekwowanie absolutnego posłuszeństwa to najważniejsze sposoby na wychowanie dziecka. Największym nieszczęściem dla takich osób jest nieposłuszeństwo wobec rodziców. Patrz poglądy w sąsiednim wątku niejakiego Maksimusa.
                          Najlepiej byłoby wychowywać dzieci bez konieczności karania ich, ale jeśli to jest niezbędne, nalezy ograniczyć kary do ABSOLUTNEGO MINIMUM, do sytuacji niebezpiecznych lub takich, kiedy dziecko zaczyna przejawiać agresję. Wszystkie inne sytuacje powinny byc rozwiązywane w sposób, w jaki przedstawiła Zgiełk. Dzieci trzeba szanować, wtedy dopiero możemy wymagać tego szacunku od nich.
                          • joa66 Re: Problem z karami 07.03.11, 12:00
                            .jeśli to jest niezbędne, nalezy ograniczyć kary do ABSOLUTNEGO MINIMUM, do sytuacji niebezpiecznych lub takich, kiedy dziecko zaczyna przejawiać agresję.

                            Oczywiście.

                            Dyskusja chyba dotyczyy nie tego czy i kiedy stosować kary, tylko tego co czujemy kiedy je stosujemy np. w sytuacji powyżej.

                            Ja akurat też nie stosowałam kar, ale wyobrażam sobie, że czasami uczucia są podobne do tych, które mamy kiedy robimy coś co służy dziecku, a jest dla niego nieprzyjemne, no szczepienia (a w młodszym wieku nie jest w stanie zrozumieć dlaczego rodzice mu to robią).

                            Myślę, że większość rodziców ma poczucie , że robi to dla dobra dziecka.

                            Problemem jest definicja "dobra dziecka" ...... tu zaczynają się schody.
                  • sebalda Re: Problem z karami 07.03.11, 10:21
                    joa66 napisała:

                    > Ale sytuacja z włosami to znowu nie jest sytuacja, kiedy nalezy wymierzac karę.
                    >
                    > Za co??

                    Przecież jasno napisałam, że nie była, chodziło o moje samonakręcenie się, ktore się przydarza i przed tym przestrzega ta właśnie historia. Nie wierzę, że większości matkom nie przydarza się takie zniecierpliwienie, gdy dziecko odmawia wykonania jakieś prośby. I to, co opisała Zgiełk wszak też nie było sytuacją do karania dziecka, ale do dogadania się. Z pożytkiem dla wszystkich.
                    Uważam, że 99% sytuacji, w których wymierzamy kary, to sytuacje wynikające z naszej bezsilności i niecierpliwości, a nie rzetelnej potrzeby wychowawczej. Kary mogą być wyznaczane (i to też te przemyślane, adekwatne, najlepiej wiążące się z przewinieniem) tylko w tym 1% NAPRAWDĘ niebezpiecznych sytuacji. Na nadmiar kar dziecko się zwyczajnie uodparnia, zaczyna je zlewać, a autorytet rodzica na tym nie zyskuje, wręcz przeciwnie.
                    W sumie 1% to też chyba za dużo, takich groźnych sytuacji jest zapewne znacznie mniej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka