Dodaj do ulubionych

Razem, czyli osobno

IP: *.play-internet.pl 14.03.11, 21:28
pomysł fajny ale nie do zrealizowania w Polsce, bo jak ten biedny facet ma pomagać kobiecie jak musi zasuwać do pracy, też bym chciał mieć 4lata wychowawczego żeby mi pracodawca płacił 100% wynagrodzenia, wówczas mogę siedzieć w domu i się dzieckiem zajmować lub wyręczać partnerkę. bo co to za 1mc ojcowskiego bezpłatnego, w miesiąc nie wiele da się pomóc w opiece nad maluszkiem a za coś trzeba żyć. z resztą babom się w dupie przewraca nasze matki jakoś dawały sobie rade i nie narzekały, ale teraz dzisiejsze kobiety są słabej dupy i bardziej leniwe, a nie wyzwolone.
Obserwuj wątek
    • Gość: l Re: Razem, czyli osobno IP: *.msz.gov.pl 15.03.11, 10:52
      Też możesz wziąć urlop wychowawczy. Poczytaj se najpierw kodeks pracy, zanim stwierdzisz jakim to jesteś biednym facetem!
    • Gość: nastka Razem, czyli osobno IP: *.dynamic.chello.pl 16.03.11, 11:12
      Wspólna i wymienna opieka nad dzieckiem to powinien być standard! Gdyby nie mój mąż, to chyba bym nie przeżyła pierwszych pięciu miesięcy po urodzeniu córki - oczywiste było dla mnie to, że podawał mi ją w nocy do karmienia, przewijał, smarował i kąpał. Część tych czynności wykonuje zresztą do dziś, a mała ma już prawie półtora roku - na przykład nie pamiętam już, kiedy ją kąpałam, bo zajmuje się tym jej tata. A oprócz tego gotuje i w ogóle robi, co potrzeba. I tak jest dobrze - tylko całkiem równy podział prac domowych (i ról zawodowych) gwarantuje, że nikt nie będzie się czuł poszkodowany.

      Do szoguna: nie do końca jest tak, jak piszesz, pomijając nawet obraźliwe sformułowania dotyczące kobiet. Nasze matki radziły sobie albo nie (wbrew pozorom często nie), ale przede wszystkim nie były same - normą była co najmniej jedna babcia pod ręką, często wręcz czasowo lub na stałe przeprowadzająca się do córki/syna z małym dzieckiem. Dziś nasze matki pracują albo chcą mieć spokój i luz, a młodzi ludzie często nie mieszkają w tym samym mieście, co ich rodzice. I w tych warunkach trudno jest jednoosobowo pełnić 24-godzinną opiekę nad dzieckiem. Może jeszcze w przerwach kobiety powinny myć okna i podłogi oraz pastować buty panu i władcy?
      • pscolkamaja79 Re: Razem, czyli osobno 17.05.11, 11:21
        W jakich przerwach, Nastko ? Nieustannie po prostu smile Moj tesc oburza sie, gdy maz rozmawia z nim, a on mowi, ze wlasnie wszedl do domu z pracy, a na stole jeszcze nie ma obiadu, czy kolacji, bo dopiero sie robi smile Jeszcze gorzej, gdy stwierdzi, ze idzie zrobic nam kanapki, chocby w weekend i tak nie mogl zrozumiec jak to jest, ze ja siedze i czytam gazete, a moj maz pozmywa i jeszcze mi herbatke przyniesie smile Byloby tragedia, gdyby powiedzial, ze czasem go nie obsluze, bo jestem zbyt zmeczona po niezbyt dobrze przespanej nocy i dniu pelnym codziennych rozrywek (malucha nie moge spuscic z oczu, a drzemka z nim nie wchodzi czasem w gre, gdyz wtedy moge cos nadrobic, jak chocby te nieszczesne okna wink Babc nie mam, niestety, pod reka, mej szwagierce nie powierzylabym pod opieke nawet psa, zreszta co najmniej czasowo stracila prawo do opieki nad wlasnym dzieckiem....
        Maz, na szczescie, puchnie z dumy, kiedy maluch cieszy sie z jego powrotu do domu i nie musze nawet prosic, zeby sie nim zajal. Czasem musze namawiac do pewnych rzeczy, jesli ma slabe pojecie, ale i tak dobrze sobie radzi smile
        W koncu przeciez jest tata wink
    • Gość: stefan Razem, czyli osobno IP: *.adsl.inetia.pl 17.03.11, 08:31
      Można by wspomnieć o damskim szowinizmie wśród pediatrów.
      Kiedy idę z żoną do lekarza za każdym razem kiedy zaczynam rozbierać synka pojawia się sformułowanie: to pan teraz siądzie a żona rozbierze dziecko lub inne w tym stylu sugerujące że jako mężczyzna tego nie umiem, mimo iż na co dzień wychowujemy dziecko razem i dzielimy związane z tym obowiązki.
      • Gość: nastka Re: Razem, czyli osobno IP: *.dynamic.chello.pl 17.03.11, 10:18
        serio? U nas zawsze mąż przygotowuje dziecko u lekarza, bo ja mam kłopoty z kręgosłupem, więc jak nie muszę jej nosić, to nie noszę smile I nigdy się z takim podejściem nie spotkałam, a nachodziliśmy się trochę, bo mała urodziła się nieco za wcześnie. No nic - musisz w takim razie wychować tych lekarzy...
        Na pocieszenie napiszę, że mam kolegę, który przeważnie sam chodził z córą do lekarza, bo ma nienormowany czas pracy, a jego żona wręcz przeciwnie. I on dopiero budził sensację! Ale i powszechny podziw big_grin Po paru miesiącach lekarze i inni rodzice w przychodni się przyzwyczaili, a niektóre mamy zaczęły z dziećmi wysyłać do lekarza mężów, bo "skoro ten pan może, to i ty możesz"...
    • pata.m ja męża na porodówkę nie wpuściłam 17.03.11, 11:37
      ...bo to jednak, według mnie, zbyt obrzydliwe i niepotrzebne, zwłaszcza, że rodziłam pół godziny. a co do pomocy przy dziecku... jak on z córką zostaje, to sobie radzi całkiem nieźle, ale jak przypadkiem ja jestem w domu, to nieważne, co robię, czy jestem chora, i tak to ja muszę się małą zająć smirk
      • Gość: gość Re: ja męża na porodówkę nie wpuściłam IP: *.awakom.net 17.03.11, 13:10
        jakbyś rodził przez 16 a personel miał cię w "wielkim poważaniu" tobyś blagala go żeby z tobą został. Jeżeli ma się przy boku życzliwą położną i kompetentny personel medyczny to nie ma takiej potrzeby żeby mężczyzna był przy porodzie jako widz, ale w naszych szpitalach jest z tą opieką bardzo różnie.
        • Gość: gość Wspólne porody IP: *.lan.bermudy.net 02.04.11, 21:25
          Oburzające, że dla kobiet które nie chcą rodzić z facetami pozostają wieloosobowe porodówki, a dla rodzinnych super miłe pokoiki za kasę! I tylko takie ładne dlatego że do porodów rodzinnych! A mnie facet zostawił i nie mogłam rodzinnie rodzic i musiałam się zgodzić na brzydka salę porodową! Dlaczego samotne kobiety nie maja takiego samego prawa do sal pięknych i lepiej wyposażonych, do intymności? Na wieloosobowej porodówce po kilku godzinach, kiedy poprosiłam o worek sako lub piłkę to otrzymałam odpowiedź od położnej, że jeszcze zdążę. Miało to miejsce w szpitalu na Brochowie we Wrocławiu który dostał odznaczenie w akcji GW "rodzić po ludzku", koń by się uśmiał! Spotkałam się tam z chamstwem ze strony personelu.
          • pscolkamaja79 Re: Wspólne porody 17.05.11, 11:03
            Ale Ci wspolczuje... dlatego rekami i nogami zapieralam sie, zeby nie urodzic w Polsce, przed terminem nie bylo juz mowy o podrozy smile Porodowka tylko dla jednej rodzacej, sala poporodowa dwuosobowa w ktorej bylam sama, druga kobiete dorzuconoby dopiero w przypadku braku wolnych pokoi, za nocleg meza musialam doplacic, ale i bez tego mogl tam siedziec cala dobe ... Rodzilam 16 godzin na porodowce, ale jakze niepodobna byla do porodowki- nawet lozko wygladalo jak jednoosobowe lozko w domu, z miekka poduszka, z dyskretnie zlozonymi podporkami na nogi, urzadzonym w miare przytulnie, polozne przychodzily co jakis czas namawiajac do ruchu, uzywania pilki, oddychania, przynosily posilki, mimo, ze maz byl przy mnie smile glaskaly, co w pierwszej chwili bylo dla mnie szokiem, uspokajaly, mimo, ze marudzilam, namawialy do reakcji wedle uznania z najglosniejszym wrzaskiem wlacznie ( porodowki, mialy dzwiekoszczelne drzwi)
            nie bylo tych przerazajacych aparatow wystukujacych rytm serduszka malucha, albo, co gorsza, kilku, co pamietam z porodu siostry, przy ktorej maza tez nie bylo i do dzis w sumie nie ma smile
            lekarka ( o zgrozo-kobieta ) wywarla na mnie przerazajaco mile wrazenie
            a wszystko w Amalie Sieveking Krankenhaus, albertynskim szpitalu w Hamburgu.
      • Gość: Daga Re: ja męża na porodówkę nie wpuściłam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.11, 08:58
        U mnie mąż sam chciał przy mnie być przy porodzie i ja tam się cieszę że był i wspierał. Trochę dla mnie dziwne, że ktoś ma opory - w końcu mąż to najbliższa osoba z którą dzielę życie i widział mnie w każdej prawie sytuacji więc bardziej bym się koleżanki wstydziła niż męża. To oczywiście kwestia indywidualna ale mnie to i tak dziwi. Proód to naturalny proces i nie jest dla mnie "obrzydliwy". Ja np dziś średnio pamiętam całe zdarzenie więc mąż pamięta i czasem wspominamy. Niestety wielu Polaków wciąż jest pruderyjnych w takich kwestiach...
      • Gość: gość Re: ja męża na porodówkę nie wpuściłam IP: *.lan.bermudy.net 02.04.11, 21:14
        Nic dziwnego, że wspólne porody to wciąż rzadkość skoro Pani - kobieta! - uważa, że to obrzydliwe! I nic dziwnego, że mąż niewiele pomaga, myślę, że Pani na to się po prostu zgadza!
    • Gość: migotka Razem, czyli osobno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.11, 13:45
      A ja nie chciałam, żeby mąż "ze mną" rodził! I on też tego nie chciał. Ależ było dziwowisko wśród znajomych!!! Koleżanki nie chciały mi wierzyć i odsądzały go od czci i wiary!
      Był ze mną w pierwszej fazie porodu, dopóki nie zrobiło się krwawo wink, a potem zmienil się z moją przyjaciółką, pediatrą. Moim zdaniem - same plusy! Nie widział tej - zupełnie niepotrzebnej facetowi - fizjologii, ja nie zastanawiałam się, jak mnie zapamięta i skupiłam się na rodzeniu. Przyjaciółka (sama matka trójki dzieci) umiała mi pomóc, a położne i lekarze liczyli się z nią (bo "koleżanka po fachu").
      Mój mąż od początku kąpał, przewijał i nosił dziecko, budził się czasem do niego w nocy, jeździł z nim na spacery i nie miał z tym najmniejszego problemu.
      • pscolkamaja79 Re: Razem, czyli osobno 17.05.11, 12:05
        a ja cieszylam sie, ze byl, nawet kiedy zrobilo sie krwawo i to bardzo.... i byl jeszcze wtedy, gdy wzywano lekarza i anestezjologa... wyszedl z malenstwem na reku dopiero wtedy, kiedy przybyli ze stosowna aparatura. Wczoraj znajomy zostal ojcem slicznej dziewczynki. Byl przy cesarskim cieciu i jest z tego dumny.
        A ja wiem, ze moj malzonek bedzie przy mnie w najgorszej chwili i niczego to nie zmieni - chyba, ze najlepsze, a on wie, ze przetrwa najgorsze, wszak niejednego faceta w czasie porodu zbierano z podlogi wink
    • Gość: domza2 Re: Razem, czyli osobno IP: *.rzeszow.vectranet.pl 21.03.11, 13:37
      Też niespecjalnie się rwałam do tego bycia razem w ostatniej fazie proodu. Ze względu na złożone problemy medyczne, jakie miałam pomoc męża okazała się niezbędna, ale tylko wtedy, gdy sobie jeszcze leżałam pod kroplówką (oksytocyna). Gdy zaczęłam przeć już na łózku to wyprosiłam męża. Cieszę się, że wszystkiego nie widział i mi tez było łatwiej się skupić na rodzeniu, a nie martwieniu się, czy on widzi to czy tamto. Dla mnie ta obecność była przeszkodą. Jeśli chodzi o ojcostwo mój mąż na równi ze mną zajmuje się dzieckiem od urodzenia. Córka była karmiona sztucznie, więc mąż wstawał i tak jak ja podawał mleko. Przewijał, nosił, tulił, bawił się, brał na spacery. Obecnie, gdy dziecko jest już starsze, a ja całkiem wróciłam do normy ( jak piszę, wyszły mi poważne schorzenia i dłuuugo trwało zanim doszłam do siebie) wykonuję już większość obowiązków przy dziecku, a mąż może sobie popracowaćsmile) Czyli - rodzić bez niego nie byłoby problemem, ale nie mieć jego pomocy przez pierwsze pół roku - nie dałabym jradysmile
    • moniowiec Re: Razem, czyli osobno 28.03.11, 14:03
      a dla nie głupotą jest nakazywanie wstawiania komuś, by dziecko podać, kto potem idzie do pracy i musi być skupiony. czyli mężowi. skoro jestem w domu i mogę robić drzemkę jak dzieciak śpi to czemu mam robić z męża zombiaka? wolę by dał mi odsapnąć jak wróci z pracy: on wtedy zajmuje się dzieckoem a ja na spokojnie swoimi sprawami. robiliśmy właśnie tak przy pierwszym dziecku i teraz też zamierzam. kąpiele pierwsze były wspólne, teraz tylko dostaje czyste i owinięte dziecko na kolana, a mąż szykuje mleko i je przynosi. podstawą jest rozmowa pomiędzy rodzicami - wszystko da się ustalić razem by obie strony były zadowolone
    • pscolkamaja79 Re: Razem, czyli osobno 17.05.11, 11:09
      Szogunie, mozecie sie zamienic. Polskie prawo dopuszcza urlop wychowawczy dla mezczyzny smile Wyslij zone do pracy a sam wykorzystaj reszte jej urlopu smile
      Kobiety natomiast, choc rzeczywiscie mniej zaradne niz chocby nasze matki, nie ustepuja na tym polu mezczyznom, ktorzy tez jakby oklapli i niejeden nawet srubki w domu nie przykreci, bo albo mu sie nie chce, albo nie umie (chwala Bogu nie w moim domu, choc sama tez nieraz mojemu mezowi wlosy zjezylam na glowie, bo zal mi bylo na niego czekac, o polozeniu laminatu i wykladziny w 80.-metrowym mieszkaniu wlasnymi rekami nie wspominajac)
      Tak wiec sam rozumiesz... smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka