Dodaj do ulubionych

Moje poglądy na wychowanie

26.12.11, 23:47
Czemu jeżeli rodzice dają dziecku klapsa, albo stosują inne (brutalniejsze) kary fizyczne względem niego, to oczywiście większość mówi to, że państwo nie powinno ingerować we władzę rodzicielską, że państwo nie może mówić rodzicom jak mają wychowywać własne dziecko itp. Wszystko by się zgadzało, żeby to działało w drugą stronę. Dlaczego zatem jednocześnie wielu osobom (często tym samym, którzy tak bardzo bronią rodziców bijących własne dzieci w celach wychowawczych), nie podoba się, że 15-17 latek w nocy bawi się na dyskotece? Czemu zatem rodzice w jednych sprawach korzystają z władzy wychowawczej (lanie dziecka) a w innych nie (jeżeli pozwalają mu na coś, na co wszechwładne, upierdliwe społeczeństwo, stojące ponad oficjalnym prawem nie zezwala). Żadna ustawa nie uzależnia od osiągnięcia pełnoletności akurat wyjścia z domu w zależności od tego, czy świeci słoneczko czy księżyc. Zatem dlaczego rodzic, który ma zaufanie do własnego dziecka (i chce żeby ono miało do niego), nie może w ramach przysługującej mu władzy rodzicielskiej, pozwolić własnemu dziecku na wyjście z domu także w nocy? Może właśnie akurat w ten sposób chce go nauczyć odpowiedzialności za własne czyny i dać mu szansę taką odpowiedzialnością się wykazać? Bo nastolatek by wiedział, że jeżeli się schla i zdemoluje lokal przez ładne kilka latek będzie musiał meldować się w domu np. o 19. Sądzę zatem, że społeczeństwo zezwalając rodzicowi na represyjne traktowanie dziecka (np. bicie), a sprzeciwstawiając się liberalnemu (np. zabawa na dyskotece), tak naprawdę wcale nie broni władzy rodzicielskiej samej w sobie, tylko w ukryty sposób chce narzucić rodzicom jej określony model. Bo w gruncie rzeczy, żadne z zachowań, które społeczeństwo uzaleznia od dorosłości, ma z nią cokolwiek lub wiele wspólnego. Różnicuje co najwyżej małe dzieci od dorosłych. Takie sprawy jak seks, picie alkoholu, zabawa w nocy na dyskotece itp. służą jedynie utrzymaniu społecznej hierarchii, w której to dorośli mogą wszystko zrobić, a nieletni nic lub nie wiele. Za jedne zachowania wini się przede wszystkim rodziców (np. przebywanie nieletnich poza domem w nocy), za inne przede wszystkim samych nastolatków ( np. seks przed 18-stką). Jedno natomiast pozostaje niezmienne. Dorosły sam decyduje a własnym życiu, nie ocenia się jego perwersyjnych (często) zachowań seksualnych, bo dorośli się wzajemnie szanują i traktują siebie na równi. Każdy dorosły przecież podświadomie zdaje sobie sprawę, że teraz on naruszy prywatność innej osoby (równej sobie), a innym razem to druga osoba zajmie się jego moralnością. Jednak w przypadku traktowania niepełnoletnich zasada wzajemnego szacunku nie obowiązuje. To dziecko ma szanować dorosłego, ale dorosły już nie musi szanować nieletniego. Dlatego jeżeli nieletni robi coś, co społeczenstwo rezerwuje wyłącznie dla dorosłych, społeczeństwo się zawsze przypieprza. On sam spotyka się z chamstwem, prymitywnym poniżaniem go, jego rodzice natomiast z oskarżeniem o rzekome zaniedbywanie własnego dziecka, mimo, że nikomu nie stała się krzywda, poza oczywiście pełnej buty, arogancji i skrajnej megalomanii dorosłej części społeczeństwa, emocjonalnie cierpiącej z tego powodu, że nieletni w ogóle śmiał zrobić coś do czego tylko dorosły człowiek miał prawo. I jeszcze ta podwójna moralność. Na forach w internecie pełno jest postów o wyuzdanych formach zaspokojenia popędu seksualnego, o przeróżnych sposobach tortur w czasie BDSM. Jak jakiś news dotyczy seksu w miejscu publicznym, każdy z internautów rozpisuje się w jakich to przeróżnych dziwnych miejscach uprawiał seks (ławka w parku, pociag, autobus itp.). Oczywiście nikt nikogo nie krytykuje, ani za przyznawanie się do perwersji ani do seksu w miejscu publicznym. Bo piszą dorośli do dorosłych. Ale jeżeli pojawia się artykuł o tym jak to uczeń uprawiał seks w szkolnej toalecie wszyscy nagle się umoralniają. Nikt już nie rozczula się wspomnieniami o własnym seksie pod krzaczkiem w parku. Każdy zamienia się w surowego recenzenta. Wszyscy narzekają jakie to obecne pokoleje jest moralnie zepsute, a jego było takie wspaniałe. Tylko co ma być tym kryterium oceny, czy jakieś zachowanie się napiętnuje, a jakieś akceptuje, a przynajmniej nie osądza? Pełnoletność? Czy to miałoby oznaczać, że jeżeli 17-latek uprawia seks w miejscu publicznym to jest zdegenerowany moralnie, a jeżeli robi to samo kilka miesięcy później, gdy właśnie skonczy 18 lat, to już wszystko jest ok? Jak można być aż tak zakłamanym i krytykować rzeczy, które się samemu robi? Tylko z tą różnicą, że się dostaje amnezji, jeżeli sprawa dotyczy nieletnich, a się przypomina o nich, gdy temat dotyczy dorosłych.
Następna kwestia. Nie można utozsamiać praw dziecka z ochroną. Prawo to możliwość postępowania w określony sposób. Ochrona to, zagwarantowanie drugiej osobie bezpieczeństwa. I zawsze te pojęcia powinno się definiować w ten sam sposób. Dodatkowo gwarantem praw zawsze musi być państwo, a nie ktoś inny (np. rodzic). W ciągu życia jedynie proporcje między nimi się wyrównują. W pierwszch latach zycia dziecko powinno mieć zagwarantowaną wyłącznie ochronę, następnie powinno uzyskiwac coraz więcej praw, aż do dojścia do sytuacji, w której o wszystkim sam decyduje, a ochrona obejmuje go jedynie wówczas, gdy jest ofiarą przestępstwa. Ci natomiast, którzy tak głośno mówią prawach dziecka, w rzeczywistości chcą mu przyznać tylko jedno dodatkowe prawo-nietykalności cielesnej, co oznacza, że dziecko tak naprawdę jest dalej pozbawione ze strony państwa jakichkolwiek praw, bo prawa mogliby mu zagwarantować jedynie rodzice, i to w zależności od swego uznania. Zatem dziecko dalej pozostaje przedmiotem. Czasami jest przedmiotem, o które się troszczy, głaszcze i przytula; czasami przedmiotem, które można uderzyć, rzekomo dla jego dobra. Ale zawsze to rodzic ma decydować o jego życiu. Wg. tej lepszej, rzekomo tak postępowej teorii, kontrola rodzica nad dzieckiem dokonuje się nie przez bicie go, tylko przez wyznaczenie tu tzw. granic wolności. Czy rzeczywiście ma przez to wpływ na to co robi dziecko? Oczywiście, że nie. Dlatego tak naprawdę model całkowitej zależności dziecka od rodzica i wyalienowanie go od państwa nie uczy dziecka jak być lepszym człowiekiem, tylko jak być lepszym oszustem (np. jak znaleźć sklep, w którym sprzedadzą mu alkohol, jak dobrać dogodny czas, kiedy to już skończyło się lekcje, a rodzice jeszcze nie wrócili z pracy, żeby móc uprawiać seks z koleżanką itp.). Obwinia się często nastolatków o gó...arskie zachowania. Ludzie śmieją się z 15-latka, który czuje się dorosły, bo wypił jedno piwo. Ale kto mu wskazał, że picie piwa ma związek z dorosłością? On sam? Nie. Właśnie dorośli, którzy wymagają od niego absurdu, jakim jest pełna abstynencja przed 18-stką. Bo skoro dzieciak widzi, że pijąc tak dorosły napój jakim jest piwo, nie dzieje się mu się żadna krzywda, to znaczy, że w jego mniemaniu pijąc piwo stał się dorosły. Dlatego tak naprawdę współczesna kultura (kultura ludzi dorosłych) nie tylko nie ułatwia, ale wręcz nie pozwala nastolatkom dojrzeć. Bo niezależnie jaki się osiągnie poziom intelektualny czy moralny, to i tak prawa są z góry ustalone i nie uzyska się nowych, a tak naprawdę możliwość awansu w przypadku osób niepełnoletnich jest żadna. Bo co jest w stanie uzyskać nawet wybitnie zdolny uczeń np. z fizyki? Najwyżej możliwość dostania się na studia bez konieczności zdawania matury z fizyki i na tym koniec. Nie prowadziłby przecież badań naukowych, nie mógłby formułować własnych teorii fizycznych itp., chociaż w minionych wiekach zdarzali się wybitni naukowcy, którzy formułowali swoje największe dla ówczesnej nauki teorie w wieku nastoletnim.
Obserwuj wątek
    • moonlight243 Re: Moje poglądy na wychowanie, cz.2 postu 26.12.11, 23:49
      Dlatego jestem zwolennikiem uelastycznienia pełnoletności. Nie powinni ją uzyskiwać wszyscy w jednakowym czasie. Górną granicą powinno być tak jak jest to teraz, czyli 18 lat. Obecnie prawo przewiduje tylko jeden przypadek uzyskania pełnoletności wcześniej (małżeństwo za zgodą sądu rodzinnego dziewczyny, która ukończyła 16 lat). Uważam takie rozwiązanie za niewystarczające. Dlatego proponuję wcześniejszą, nieograniczoną pełnoletność po ukończeniu 15 lat w następujących przypadkach: 1/ śmierci rodziców lub braku rodziców. Życie w pojedynkę w tym wieku może nie jest komfortowe, ale zawsze to lepsze i tańsze rozwiązanie niż życiu i utrzymanie małoletniego w domu dziecka. Życie w kilkudziesięcioosobowej komunie, gdzie się zdarzają gwałty i pobicia jest na pewno gorszym wyjściem. Dziecko oczywiście miałoby zapewnione mieszkanie i zasiłek, ale byłoby w pełni samodzielne 2/ na wniosek dziecka- w przypadku skonfliktowania się z rodzicami. Warunkiem by był obowiązek podjęcia przez niego pracy i zaciągnięcia kredytu na mieszkanie. W przypadku utraty pracy i nie znalezienia nowej w ciągu 3 miesięcy, traciłby pełnoletność i wracałby pod władzę rodzica 3/ w sytuacji złego traktowania dziecka przez rodzica (np. obrażania go, bicia)- tak jak w pkt 1/ (zasiłek+ mieszkanie zagwarantowane przez państwo) 4/ na podstawie decyzji prezydenta- za osiągnięcia sportowe, naukowe lub kulturalne. 5/ na wniosek rodziców- w wymiarze pełnym lub ograniczonym. Rodzic sam by wówczas decydował, które jego uprawnienia wyłącza z władzy rodzicielskiej i przekazuje je dziecku.
      Oprócz uelastycznienia prawnej granicy pełnoletności, powinno się uelastycznić także wymagania stawiane nastolatkom. Nie powinno się oczekiwać od nich wyłącznie tego, żeby się uczyli. Oczywiście muszą się uczyć do pewnego wieku. Ale powinni móc także podejmować pracę a naukę kontynuować zaocznie lub wieczorowo. Doprowadziło by to do integracji nastolatków z dorosłymi. Bo dotychczas znana jest w wymiarze ogólnospołecznym jedynie relacja nieletni-dorosły, oparta na więzi pedagogicznej. Dziecko natomiast musi w niej zawsze podporządkowywać się wyznaczonemu mu miejscu w hierarchii. A jeżeli pojawiłby się nowy rodzaj relacji, w której dorosły nie byłby tylko rodzicem czy nauczycielem, ale mógłby być dla nastolatka także kolegą z pracy, zmieniłby się w sposób całkowicie naturalny, bez ingerencji ze strony panstwa, sposób traktowania nastolatków przez dorosłych. Bo łatwiej z poczuciem wyższości traktować kogoś, nad kim ma się z góry zapewnione posłuszeństwo, niż pracownika w tym samym zakładzie pracy, z którym na równych zasadach się rywalizuje o premię, awans itp. I ogólnie myślę, że w głębokiej reformie szkolnictwa, której przeprowadzenie jest absolutnyą koniecznością, priorytetem powinno się stać ogólne dostosowanie systemu edukacji do wymogów rynku pracy. Dlatego najważniejszym przedmiotem powinno być przygotowanie do prowadzenia działalności gospodarczej. Przedmiot ten powinien być calkowicie odmiennie wykładany niż wszystkie inne. Jego celem nie byłoby wbicie do głowy kolejnej porcji teorii, ale przygotowanie młodych ludzi do prowadzenia własnego biznesu, a podręcznik napisaliby sami przedsiębiorcy (i to ci najlepsi). Powinien on zawierać wskazania jak sobie radzić w konkretnych, trudnych sytuacjach, które mogą się zdarzyć na rynku i jakie decyzje należy wówczas podejmować. Należy stworzyć w szkole średniej także klasę o profilu przedsiębiorczym. W pierwszym roku nauki uczeń właściwie przez cały tydzień uzyskiwałby informacje jak prowadzić biznes, w sobotę miałby inne lekcje. W drugiej i trzeciej klasie od poniedziałku do piątku prowadziłby firmę, a w sobotę miałby lekcje, oczywiście w okrojonym programie.
      Uelastycznienie zarówno w podejściu do zakresu obowiązków nastolatka, jak i w regulacji samej pełnoletności są konieczne też ze względu na to, że pełne prawa obywatelskie utożsamia się z byciem obywatelem, dlatego nieletni nie jest traktowany przez państwo jak obywatel tylko jak własność rodziców. W przypadku osób pełnoletnich każde działanie państwa musi mieć oparcie w przepisach prawa, a jeżeli nie ma- istnieje możliwość zaskarżenia jego działań. A jak jest w przypadku nieletnich? Niepełnoletni przebywający w nocy na ulicy, są odwożeni do domu przez policję, chociaż żaden przepis prawny nie daje prawa do organizowania organom bezpieczeństwa tego typu łapanek. Dalsze przykłady. Chociaż kodeks karny przewiduje karalność udostępniania pornografii osobom poniżej 15 r.ż, ściga się na wniosek rodziców tych, którzy pokazują pornografię osobom między 15 a 18 rokiem życia. Podstawą prawną jest przepis konstytucji, który musi, że każdy ma prawo rządać od państwa ochrony dzieci i młodzieży m.in przed demoralizacją. Tylko, że sądy zapomniały, że odpowiedzialność za złamanie konstytucji ponoszą przedstawiciele najwyższych władz w państwie przed Trybunałem Stanu i to tylko w związku z pełnionymi funkcjami państwowymi, a nie prywatna osoba, bo taka jest akurat zachcianka rodziców. Prywatne osoby odpowiadają na podstawie kodeksu karnego, a zgodnie z nim czynem zabronionym jest tylko czyn zakazany pod groźbą kary przez ustawę. A konstytucja nie jest ani ustawą (kodeksem karnym), ani nie przewiduje żadnej kary za demoralizację. Zatem jeżeli państwo jawnie, oficjalnie i bezczelnie łamie prawo w stosunku do dorosłych, przestaje być państwem demokratycznym. Ale jeżeli tak samo postępuje w stosunku do nieletnich- jak widać nie.
    • moonlight243 Re: Moje poglądy na wychowanie, cz.3 postu 26.12.11, 23:50
      Jakie są skutki takiego traktowania nieletnich? Uważa się, że wychowanie ma służyć ochronie dzieci przez rodziców, którzy jako osoby madrzejsze, bardziej doświadczone, na wyższym poziomie rozwoju, lepiej wiedzą co jest dobre dla jego dziecka i lepiej go ochronią od krzywdy niż on sam. Czy tak jest w rzeczywistości? Zajmijmy się krzywdą. Głośno mówi się cały czas o pedofilii. Społeczeństwo troskliwe o los dziecka (oczywiście troskliwe tylko w jego własnym mniemaniu), chce go ochronić przed pedofilami. To jest teoria, a jaka jest praktyka? Liczba przypadków wykorzystywania seksualnego, mimo wzmocnienia możliwości prawnych, wcale się nie obniża. A co dużo istotniejsze, najczęściej sprawcami są ci, którzy w założeniu powinni najbardziej chronić dziecko, czyli rodzice i osoby z najbliższego kręgu rodziny. Jak w takich przypadkach reagują matki? Po czyjej stoją stronie? Własnego dziecka czy jego tatusia? Praktycznie zawsze po stronie zboczeńca. Co ciekawe, dużo więcej małżeństw rozpada się ze względu na wyższe zarobki żony. Ale związki, w których facet nie zadawala się pier... własnej partnerki, ale zainteresowanie seksualne rozszerza także w stronę dziecka jakoś trwają i mają się dobrze. Dziecko jest wykorzystywane latami za przyzwoleniem matek, które nie widzą, nie słyszą, nie wierzą. Ale w procesach rozwodowych, nagle kobiety sobie przypominają, że ich facet przez np. 10 lat gwałcił ich dziecko, i to przypominają nadzwyczaj nadgorliwie, bo posądzani są też często mężczyźni, którzy nigdy w życiu by w niewłaściwy sposób nawet nie dotknęli dziecka. Ciekawe jest podejście społeczenstwa do bierności matek. Jak facet nie obroni własnej kobiety i na jego oczach zostanie pobita lub zgwałcona, nikt nie wnika, czy nie obronił jej, bo nie chciał czy nie potrafił. Wyzywany jest od ciot itp. Ale jakoś w sytuacji, gdy matka latami nie reaguje, gdy jej facet dokonuje zbrodni na jej dziecku, wszyscy wykazują jakieś dziwne zrozumienie dla niej. Mówi się, że sama jest zastraszana, bita itp. Prawda jest często inna. Kobieta wcale nie jest zastraszana i bita. Nie pomaga dziecku, bo nie chce. Ale pomińmy tą sprawę. Załóżmy, żeby zgłosiła sprawę na policję. Może dostała by od faceta po ryju, może by ją skatował, albo nawet zabił. Ale co z tego? Uratowała by własne dziecko przed dużo gorszą krzywdą niż ją mogłaby spotkać ze strony partnera. A zresztą porównywanie krzywdy nie jest istotne. Bo to wcale nie kobieta powinna być chroniona w pierwszej kolejności, tylko dziecko. Ale społeczeństwo chce chronić przede wszystkim kobiety. Bo to kobiety, a nie dzieci budzą tak naprawdę miłość i troskę mężczyzn. Dlatego faceta się nie szanuje jak nie obroni własnej kobiety, bo go sparaliżował strach. Ale, jeżeli matka latami nie broni dziecka przed mężem-pedofilem, jakoś nikt jej nie ma tego za złe. Cały czas się lansuje błędną koncepcję, że to dorośli (głównie rodzice) powinni chronić dzieci przed krzywdą a nie one same. Więc nie porusza się w szkole w ogóle tamatu pedofilii, a jak się porusza-rodzice zwykle protestują. Bo jeżeli dziecko np. dowiedziałoby się, że tatuś nie może go dotykać w pewne miejsca i dodatkowo w ramach zajęć lekcyjnych odwiedziłoby budynek najbliższej prokuratury, gdzie mogłoby same zgłosić przestepstwo, to już się robi niebezpiecznie....dla tatusia. Lepiej upajać się nienawiścią do pedofili, cieszyć się, że są gwałceni w celi niż faktycznie skuteczniej zwalczać pedofilię. Dużo skuteczniej niż kastracja, elektroniczne obroża, przymusowe leczenie i wszystkie inne metody dotychczas stosowane. Bo by się okazało, że dzieci wcale nie są takie bezbronne, że nie potrzebują aż tak bardzo dorosłych jak im się to wmawia, że największymi ich oprawcami są rodzice. A to przecież zaburza hierarchię, w której to zawsze rodzice są na wyższym szczeblu niż dzieci, mają zawsze rację, działają dla ich dobra. Dlatego jestem za tym, żeby do koncza wieku ochronnego (czyli 15 r.ż), w szkole raz w tygodniu realizowane by były zajęcia z wychowania seksualnego (obowiązkowo, a nie za zgodą rodzicow). Do czwartej klasy włącznie na zajęciach tych mówiono by wyłącznie o pedofilii, a od piątej klasy- tematyka pedofilii uzupełniała by inne zagadnienia z zakresu przedmiotu.
      Ostatnia już sprawa, którą poruszam to przemoc w szkołach, zwłaszcza w gimnazjach. Jak myślicie z czego ona wynika? Z braku dyscypliny? Z pobłażliwości rodziców i nauczycieli? Z braku autorytetów? Mówi się często, że dla nastolatków zamiast rodziców autorytetem staje się grupa rówieśnicza. Tylko, że problem w tym, że w społeczeństwie nastolatków, nie ma nie tylko dorosłych autorytetów, ale w ogóle dorosłych. Tworzą nie tylko zupełnie inną grupę, ale też zupełnie inne, drugie społeczenstwo. Stało się tak dlatego, że do dorosłego społeczeństwa nie zostali wpuszczeni. Nastolatkowie widzą przecież wyższość, wręcz lekceważenie jakie okazują im na co dzień dorośli. Dorośli mają zapewniony szacunek, status społeczny. To oni rządzą, decydują o wszystkim. A nieletni? Nie mają szacunku dorosłych, więc sami go szukają we własnej grupie rówieśniczej. A znajdują go, poniżając innych, słabszych od siebie psychicznie i fizycznie. Agresja nastolatków względem siebie trochę przypomina tą, jaką dorośli okazują nastolatkom, kiedy +naruszają ich terytorium+. Tylko w odróżnieniu od niej, agresja nastolatków nie wymaga uzasadnienia, dlatego jest aż tak bezwzględna i okrutna. Nie potrzebują, w przeciwieństwie do dorosłych, szczytnych hasełek o wychowaniu, żeby poniżyć 16-latka za to, że uprawia seks, mówiąc do niego, ze ma mleko pod nosem. Wystarczy mniej +kurtuazyjna+ idea, sprowadzająca się do hasła +a co mi zrobisz+.
      Dokonana przeze mnie analiza jest długa i głęboka. Poświęciłem nawet film, żeby napisać tego posta. Tylko problem w tym, że społeczeństwo woli się aż tak nie wgłębiać. Szuka prostych recept na rozwiązanie bardzo trudnych problemów wychowawczych. Łatwiej jest przeciez dziecko bić czy kontrolować niż nauczyć być dobrym człowiekiem. Ale żeby wychować kogoś na dobrego człowieka, trzeba najpierw samemu nim być. A dorośli oczekują, że będą autorytetem dla dzieci tylko z racji swojego wieku. A taki autorytet faktycznie sprowadza się do władzy, hierarchii i gnojenia nastolatka, jeżeli przypadkiem +gó...arz robi to, do czego mu się nie przyznaje prawa+. Jeżeli mamy więc takie +autorytety+ dorosłych, nastolatkowie szukają też we własnej grupie autorytetów, opartych na podobnych zasadach. Ale czy dorosłych to tak naprawdę obchodzi, że co drugi gimnazjalista w Polsce jest zamieszany w przemoc (po stronie sprawcy lub ofiary)? Traktuje się to zjawisko jak każdy inny problem wychowawczy, taki sam jak alkohol czy papierosy. A często wręcz się mówi, że chłopak sam powinien się obronić przed agresją, że wtedy stwardnieje. Po co się zastanawiać, co czuje nastolatek, który nie może zasnąć, bo nie wie, co go może spotkać następnego dnia w szkole? Czy go tym razem rówieśnicy pobiją, upokorzą a może jednak dadzą wytchnienie przynajmniej na ten jeden dzień. Jak w toruńskim technikum banda gnoi upokorzyła nauczyciela, skandal był na całą Polskę. A ilu dzieciakom czy nastolatkom w tym czasie się stała krzywda, a nikt o tym nawet nie wspomniał? Bo przecież przemoc nastolatków nie zakłóca społecznej hierarchii, jest tylko jednym z wielu problemów. I to w cale nie najwazniejszym. Bo przecież rodzice mają poważniejsze sprawy na głowie, które też wolą przedyskutować tylko między sobą. A dzieci, młodzież? Nakarmiona, dobrze ubrana. Więc w czym problem? Wszystko jest przecież na swoim miejscu....
      Są święta Bożego Narodzenia. Życie na chwilę zwolni. Będzie więcej czasu na refleksję. Przemyślcie to co napisałem.
      • saguaro70 Re: Moje poglądy na wychowanie, cz.3 postu 27.12.11, 10:01
        Mój drogi, nie jestem w stanie tego przebrnąć. Jeśli kończysz jedną myśl, to następną zacznij nowym akapitem. Bo wszystko mi się zlewa. I choć bez wątpienia napisałeś mądry post, to mnie wku... ś tym jednym ciągiem i nie mogę tego przeczytać.
        Pozdrawiam.
        • moonlight243 Długość postu jest ograniczona do 8 tysięcy znaków 27.12.11, 16:11
          i dlatego zablokowano mi wysyłkę, gdy chciałem wysłać całego. Więc wypowiedź musiałem rozbić na 3 części.
          • camel_3d streszczaj sie... 03.01.12, 13:35
            bo to ciezko zrozumiec..serio
    • mruwa9 brala/es cos? 27.12.11, 11:30
      A w domu wszyscy zdrowi?
      Tego sie nie da czytac.
    • broceliande Re: Moje poglądy na wychowanie 27.12.11, 12:21
      Rzecywiscie ten strumień świadomości jest przyciężki.
      Łapię mniej więcej o co chodzi i sądzę, że masz dużo racji, faktycznie upychamy nastolatków w ich własnym getcie, często też ograniczamy sie do ubrania, nakarmienia i zejścia nam z głowy. Jeszcze przemyślę, aczkolwiek czasy od kiedy byłam nastolatą bardzo sie zmieniły, a dziecko jeszcze nie nastolatek.
    • triss_merigold6 To może w ramach dorosłości 27.12.11, 16:34
      To może w ramach dorosłości i twórczego wykorzystania nadmiaru czasu jakim dysponujesz, idź do roboty, dziecko neostrady, zamiast pozwalać, aby Ci neta opłacali rodzice.
      • moonlight243 To muszę cię zaskoczyć, bo mam 28 lat. 27.12.11, 22:15
        I już od dawna jestem w pełni samodzielnym, dorosłym człowiekiem, zarabiającym na swoje utrzymanie. Ale to nie zmienia faktu, że zwyczajnie nie lubię dorosłych. Nastolatków zresztą też, ale z innych względów. Problem jednak lezy w tym, że za niezwykle brutalne zachowanie nastolatków (zwłaszcza gimnazjalistów) w znacznym stopniu winę ponoszą dorośli. Nie będę się rozwodził nad tym wątkiem, bo już o tym pisałem. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na inną sprawę. Oczywiście dzisiaj powszechnie przyjmuje się, że granicą dorosłości powinno być 18 lat. Ale w minionych stuleciach w dorosłość wkraczało się wcześniej. I nastolatek nie tylko mógł decydować o własnym życiu, ale również rządzić państwem, dowodzić armią i wykonywać wszystkie inne zadania przeznaczone nie tylko dla dorosłych, ale również dla dojrzałych ludzi. Warto również zauważyć, że w obecnie istniejących kulturach plemiennych, rozwijających się z dala od świata zachodniego, gdzie wiek człowieka w ogóle nie decyduje o jego prawach, bunt, środowiskowa przemoc, czy inne negatywne zachowania przejawiane przez młodzież, znane dobrze w kulturze zachodniej nie występują tam nawet w marginalnym stopniu. Nie chodzi mi o to, żeby nastolatek mógł zostać prezydentem. Nie uważam również, że kultura plemienna jest ogólnie lepsza od naszej, bo tam zamiast wieku występują inne kryteria (głównie płeć), drastycznie ograniczające prawa człowieka. Zastanówcie się jednak nad tym, że nastolatkowie mimo wyższej średniej inteligencji konkretnej (w wieku 16-19 lat inteligencja człowieka osiąga najwyższy poziom w życiu) i większej bystrości od osób dorosłych, nie posiadają nie tylko dużej części praw ludzi dorosłych, ale nawet porównywalnych z ludźmi upośledzonymi, których sprawność umysłowa nie przewyższa 9-letniego dziecka. Współczesna kultura wręcz walczy o to, żeby osoby z niedorozwojem umysłowym mogli się usamodzielniać, uprawiać seks, rodzić i wychowywać dzieci. Takie filmy jak +Jestem Sam+, +Gorsza siostra+, czy +Ben i Joon+ wręcz w krzykliwy sposób się tego domagają. Osoba uposledzona, częściowo ubezwłasnowolniona, może legalnie się usamodzielnić, i dopiero kiedy nie radzi sobie z tą samodzielnością, sąd interweniuje. Przejawy pozbawienia ich praw w zakresie np. możliwości posiadania dzieci porównuje się nawet do hitlerowskiej segregacji w okresie III Rzeszy. Kiedy natomiast 15-17 latek mieszka samodzielnie, za zgodą rodziców, w oddzielnym mieszkaniu, jeżeli dowie się o tym sąd rodzinny, natychmiast interweniuje. Rodzice tracą prawa rodzicielskie, a nastolatek trafia do domu dziecka. I fakt, że ma zapewnione środki utrzymania i ogólnie dobrze się w tej sytuacji odnajduje, nie ma dla sądu znaczenia. Natomiast ani walki z ciążami nastolatek, ani zakazywania im uprawiania seksu nikt nie porównuje do hitleryzmu, tak jak to się robi w odniesieniu do analogicznych postulatów sterylizacji czy kastracji kierowanych pod adresem ludzi upośledzonych. Żebym nie został źle zrozumiany: jestem zdecydowanym przeciwnikiem kastracji kogokolwiek, poza pedofilami, natomiast w sprawie sterylizacji upośledzonych nie mam wyrobionej opinii. Wolałbym także, żeby nastolatki nie zachodziły w ciążę, na zostanie rodzicem mają całe życie. Niech kobiety lepiej planują swoją karierę zawodową, a decyzję o urodzeniu dziecka podejmą kiedy będą w ustabilizowanej sytuacji materialnej (własne mieszkanie), zawodowej (zakończona edukacja), finansowej (pewna praca), i najlepiej także osobistej (stały związek z partnerem). Chciałbym jednak zwrócić uwagę na problem. Negatywne skutki zarówno spłodzenia dziecka jak i samego uprawiania seksu przez ludzi upośledzonych, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, są wyraźnie gorsze niż w przypadku nastolatków: możliwość urodzenia upośledzonego dziecka jest wyraźnie wyższa jeżeli jedno z rodziców jest upośledzone lub prawie pewna jeżeli oboje nimi są, wychowanie dziecka przez upośledzonego człowieka , której sprawność umysłowa nie przekracza kilkulatka w porównaniu z osobą 16-17 letnią będącą na normalnym dla swojego wieku poziomie rozwoju, wreszcie świadomość znaczenia i skutków samego seksu i zabezpieczenia przed niechcianą ciążą, która z racji przewagi rozwojowej jest także niższa u dorosłego z rozwojem 10-latka niż u człowieka 16-17 letniego. Jednak społeczeństwo to osobom upośledzonym chce przyznać prawa w tym zakresie, a nastolatków ośmiesza, gdy uprawiają seks i bez przerwy nagłaśnia przypadki ciąż nastolatek.
        Czy taka głęboka degradacja młodzieży jest dla kogokolwiek korzystna? Kiedyś (czy dzisiaj w społeczeństwach plemiennych), gdzie nastolatkowie uważani byli/są za dorosłych zachowują się jak dorośli. Gdy są traktowani jak dzieci (bardziej nieświadome od ludzi upośledzonych), zachowują się często jak dzieci (buntują się, są niezaradni, popełniają głupstwa, upokarzają rówieśników, żeby się dowartościować). Zachodzi pytanie: czy akurat w społeczeństwach niżej zorganizowanych różnica między nastolatkami a dorosłymi jest tak nie wielka, że nastoletni chłopiec może być nawet przywódcą plemienia? Czy też w minionych epokach różnica rozwojowa między młodzieżą a dorosłymi była tak nie wielka, że nastoletni szlachcic mógł być właścicielem wielu, ogromnych folwarków pańszczyźnianych i świetnie nimi zarządzać? Czy to jest kwestią przypadku, że akurat wraz z podwyższeniem granicy dorosłości często drastycznie obniżyła się samodzielność osób, będących poniżej tej granicy? A może to właśnie zbyt sztywne podejście do prawnej granicy dorosłości, obniżyło wymagania stawiane nastolatkom, co spowodowało u nich infantylne zachowania, których wcześniej nie przejawiali? Jestem pewien, że to drugie.
        • triss_merigold6 Re: To muszę cię zaskoczyć, bo mam 28 lat. 27.12.11, 22:32
          I masz czas, żeby pisać te kocopały?
          • bi_scotti Re: To muszę cię zaskoczyć, bo mam 28 lat. 27.12.11, 23:05
            Zaloz blog i tam sie wyzywaj - tu jest miejsce na KROTKO, WEZLOWATO & TO THE POINT!
            Napisz w 3 (max!!!) punktach o co Ci naprawde chodzi i moze nawet jakas dyskusja sie rozpocznie, bo tak to nic z tego nie bedzie. Sorry - life is brutal.
        • yula Re: To muszę cię zaskoczyć, bo mam 28 lat. 03.01.12, 10:20
          To jest forum, a nie punkt dla wielbicieli elaboratów, wypowiada sie krótko, zwięźle i na temat. Ale jak już bardzo cię ciśnie podzielić sie swoimi przemyśleniami, to proszę bardzo, tylko błagam zrób to w formie nadającej sie do czytania. Ja nawet w papierowych wydaniach jak widzę lity tekst bez akapitów(to taki przerywnik w tekście na nową myśl) to zastanawiam sie czy dam radę to przeczytać, pewnie stosując linijkę do czytania. Na ekranie bardzo źle czyta sie długie lite teksty.
        • maksimum Re: To muszę cię zaskoczyć, bo mam 28 lat. 09.01.12, 07:09
          Nie mozesz pojac,ze kiedys bylo kiedys i bylo bardzo proste,gdzie KOLO bylo wynalazkiem,a teraz jest teraz i KOMPUTER nie jest wynalazkiem.
          Kiedys wystarczylo byc silnym i zdrowym a teraz trzeba byc do tego jeszcze bardzo dobrze wyksztalconym i w wieku 18 lat tak na prawde ma sie zasr.... pojecie o zyciu.
          Uprawa roli 16 latek moze sie zajac ,ale nie praca na Wall Street.
          Mowimy o dwoch roznych swiatach.Ty mowisz o dzikim zachodzie a ja mowie o XXI wieku.
    • camel_3d aaa...le ... o coo..chozi.... 02.01.12, 12:01
      bo nie zalapalem... ze co...
      • moonlight243 ucisk społeczny 09.01.12, 00:36
        Opisany przeze mnie ustrój jest uciskiem społecznym. jego cechy to:
        1. Istnienie dwóch różnych społeczeństw o radykalnie zróżnicowanym statusie i dysproporcji praw i kształtowanie się w ich ramach grup społecznych (np. subkultury młodzieżowe).
        2. Społeczeństwa te żyją nie ze sobą tylko obok siebie. Są względem siebie obce i wrogie, więc stosują wobec siebie mechanizmy obronne gdy jedno z nich wkracza +na terytorium+ drugiego. Dorośli, gdy nastolatkowie robią rzeczy zarezerwowane wyłącznie dla osób pełnoletnich reagują chamstwem i poniżeniem (np. mówią do nieletniego uprawiającego seks, że +ma mleko pod nosem+), hipokryzją (np. oburzają się i mówią jak niemoralna jest młodzież, gdy słyszą o seksie w szkolnej toalecie a sami rozpisują się, kiedy rozmawiają o sobie i ze sobą o tym w jakich różnych miejscach publicznych uprawiali kiedyś seks np. na ławce w parku, pociągu itp. I wówczas nikt nikogo nie poucza i nie ma pretensji o niemoralność), lub wprost obrony własnego terytorium, które dorośli całkowicie zarezerwowali dla siebie na czas nocy (+ co robił nieletni o 3 w nocy poza domem+) Z kolei nastolatkowie chronią się przed +kablowaniem+, co ma zapobiec temu żeby dorośli (obce im też społeczeństwo), nie dowiedzieli się o ich występkach (głównie przemocy)
        3. Nieproporcjonalnie niski status prawny społeczeństwa słabszego, wyrażający się przez:
        -radykalne ograniczenie praw społeczeństwa słabszego (młodzieży) w porównaniu z rzeczywistymi potrzebami i możliwościami korzystania z nich (cz. 4 mojego postu wskazuje, że młodzież ma nawet dużo mniejsze prawa od osób upośledzonych umysłowo)
        -nieprzestrzeganie nawet istniejących praw, które słabsza grupa (młodzież) posiada np. pozbawione podstawy prawnej łapanki policji w nocy, wykonywanie zabiegu medycznego bez zgody mimo, że ustawa dla jego przeprowadzenia wymaga obowiązkowej zgody małoletniego, który ukończył 16 lat, bezprawne odmawianie nieletnim prawa do odmowy zeznań
        -istnienie praw w stosunku do młodzieży radykalnie sprzecznych z ustrojem politycznym (np. możliwość legalnego zatrzymania nieletniego na ulicy w dzień tylko za brak legitymacji szkolnej, legalna możliwość umieszczona w wielu statutach szkolnych zabrania telefonu komórkowego za sam fakt jego posiadania przez ucznia, co jest przestępstwem przywłaszczenia mienia)
        4. Uprzedmiotowienie społeczeństwa słabszego, wyrażające się przez:
        -nadanie z góry jednostkom cech (negatywnych) stereotypowo zarezerwowanych dla całej grupy (np. z góry się zakłada, że nastolatek jest niedojrzały, nieświadomy swoich czynów i jest tak postrzegany tylko dlatego, że jest nastolatkiem, bez względu czy konkretna osoba w tym wieku rzeczywiście taka jest). Negatywny postępek członka grupy przechodzi na całą i społeczeństwo silniejsze reaguje wobec niego jeszcze większą agresją (np. po każdym przestępstwie dokonanym przez nieletniego dorośli mówią, że młodzież jest za mało bita i ma za dużo praw). Natomiast w sytuacji odwrotnej nie ma takiej zależności (np. gdy jakiś zdolny uczeń zdobędzie międzynarodową nagrodę wszyscy mu gratulują i nikt nie mówi, że młodzież jest zdolna i powinno się jej przyznać więcej praw)
        -nawet wyjątkowa zdolność członka słabszej grupy nie powoduje uzyskania dodatkowego prawa zarezerwowanego dla społeczeństwa silniejszego (np. nawet laureat olimpiady przedmiotowej nie uzyska przez to prawa zarezerwowanego przez dorosłych dla dorosłych wyjścia z domu w nocy. Mówię przez dorosłych dla dorosłych, bo żadna ustawa nigdy nie wiązała możliwości wyjścia z domu od astronomii).
        -postrzeganie sytuacji prawnej słabszej grupy nawet przez postępową część społeczeństwa silnego nie przez pryzmat przyznania jej praw, tylko przez wzmocnienie jej ochrony (w rzeczywistości więc mówiąc o prawach dziecka mówi się wyłącznie o ochronie dziecka np. przed karami fizycznymi jego rodziców).
        5. Członek słabszej grupy nie ma możliwości lub ma bardzo małą możliwość awansu (np. laureat olimpiady przedmiotowej może co najwyżej dostać się bez zdawania matury na studia, nie może jednak prowadzić badań naukowych)
        6. Sprawy takie jak możliwość wychodzenia z domu w nocy, seks, używki itp. tylko propagandowo służą celom wychowawczym. W rzeczywistości mają one za zadanie utrzymanie hierarchii
        7. Traktowanie systemu społecznego jako naturalny stan rzeczy i nie dostrzeganie ucisku
        • moonlight243 Ucisk w jednym elemencie przeszedł w segregację 09.01.12, 01:29
          Traktowanie nieletnich przebywających w nocy poza domem przeszedł nawet w segregację i też tego nikt nie zauważył. Małoletni stale jest wytykany palcami przez dorosłych tylko za to, że idzie ulicą. Powtarzanie bez przerwy przez każdego jednego tekstu: +a co robi nieletni+ świadczy o tym, jakby dorosły chciał powiedzieć +to moje terytorium jako osoby dorosłej+. Należy zwrócić uwagę, że ustawa nie wprowadziła nigdy (wbrew próbom Giertycha), ograniczenia wiekowego w możliwości przebywania w godzinach nocnych poza własnym mieszkania. Zatem dysproporcja w przyznanych przez państwo prawach między dorosłymi a nieletnimi okazała sie tak duża, że jak akurat tego konkretnego państwo nie zastrzegło tylko dla pełnoletnich, dorośli przyznali je sobie sami i na czas nocy stali się prywatnymi właścicielami państwa. Siano w butach, które państwo wepchnęło dorosłym aż tak bardzo ograniczając prawa nieletnich w stosunku do nich (bo tak można nazwać okazywaną nieletnim przez dorosłych na co dzień butę, chamstwo i arogancję) nie wystarczyło im, więc skoro państwo akurat tego siana nie chciało im wepchnąć, sami je sobie wepchnęli, przywłaszczając państwo. Jeżeli ktoś się pyta +co robi nieletni o tak późnej porze poza domem+, to ja mu odpowiem, że to właśnie nieletni ma większe prawo przebywać na chodniku o 3 w nocy niż dorosły. Bo to właśnie nieletni jest tam obywatelem, a dorosły- co najwyżej prywatnym obywatelem państwa terroryzującym psychicznie małoletniego tylko za to, że w ogóle się ośmielił wejść na +prywatną rezydencję dorosłego+, którą staje się w nocy cały obszar państwa. Niewpuszczanie nieletnich na dyskoteki też nie jest podyktowany żadnymi względami ochronnymi. Wynika ono wyłącznie z poczucia megalomanii, (czyli zwykłej słomy w butach), spowodowanej tym, że nieletni mógłby w ogóle oddychac tym samym powietrzem i stąpać po +świętym terytorium osoby dorosłej+, którą jest dyskoteka, wydzielona na okres nocy z jurysdykcji państwa (odmówienie klientowi udostępnienia usługi też jest niezgodne z prawem). Jeżeli 20-latek pobawiłby się chociaż raz na dyskotece razem z 12-latkiem, może ubyło by mu deko słomy, a przybyło deko szacunku. Cała ta propaganda, że zakaz wyjścia z własnej klatki schodowej też jest jedną wielką słomą, żeby przykryć znajdujące się pod nią g..no, wskazujące czemu tak naprawdę on ma służyć. A służy wyłącznie zaszczuciu, sterroryzowaniu psychicznego, wytykaniu kogoś za to, że spokojnie idzie sobie ulicą. Pomyślcie sami, czy chcielibyście, bez względu na normy kulturowe przyjęte w tym zakresie, żeby do was wszyscy bez wyjątku mieli pretensje tylko o to, że tą ulicą idziecie i mówili, że to dla waszego dobra. Właśnie w takiej sytuacji są nieletni. Zatem w tym przypadku nie możemy mówić wyłącznie o rażącym pozbawieniu nieletniego prawa podmiotowego. Ponieważ jego traktowanie jest ciągłym prześladowaniem go wyłącznie za to, że wyszedł nocą z domu i ma wymiar ogólnospołeczny, można tu mówić w tym przypadku o segregacji wiekowej ze względu na pełnoletność.
          • scher Troll warning! n/t 09.01.12, 06:25

            • moonlight243 nie jestem trollem 09.01.12, 07:09
              Nie jestem trollem. Piszę po prostu o zjawiskach społecznych, których nikt nigdy nie dostrzegł. Dlatego wystosowałem list do Rzecznika Praw Obywatelskich. Jeżeli Pan Rzecznik wyrazi zainteresowanie temetem, zaproponowałem mu przedstawienie własnych propozycji zmian ustrojowych. Po prostu strasznie mnie męczy i osobiście emocjonalnie dotyka traktowanie młodzieży z chamstwem i wyższością. I co znacznie gorsze-nikt z tym nawet nie podejmuje walki, bo nikt nie dostrzega zjawisk, o których piszę. Tak już jest, że lubię nastolatków-tak po prostu. I nie chcę, żeby ludzie dorośli traktowali ich z arogancją tylko ze względu na ich wiek. Przypomnijcie sobie wieki wcześniejsze i licznych naukowców, dowódców wojsk czy nawet przywódców państw, którzy mieli ledwie naście lat. Chciałbym umożliwić nastolatkom wyjście z ich chorego świata pełnego brutalizmu. I to autentycznie umożliwić, a nie proponować uproszczonych recept typu bicie czy wzmożona kontrola. Bo żeby dorosli mieli prawdziwy wpływ na postawy życiowe i zachowania nastolatków, muszą w ogóle być w ich świecie, a oni muszą odczuwać, że żyją także we własnym państwie, a nie tylko w państwie ich rodziców. Stąd mój list, który dzisiaj wysłałem do RPO. Jeżeli bardziej kochacie swoje dzieci, chcecie żeby były szczęśliwe, a jeżeli bardziej siebie-to cieszy was obecny stan rzeczy, w którym rodzice udają, że wychowują, a dzieci udają, że ich słuchają. Nie warto aż tak bardzo bronić swoich przywilejów-przywilejów dorosłości, bo są one nam z góry dane tylko dlatego, że osiągnęliśmy określoną liczbę lat (18). Żeby ocenić, czy rzeczywiście nastolatek jest dojrzały czy nie, najpierw trzeba w ogóle pozwolić mu spróbować takim się stać, a nie zakładać z góry, że mu się na pewno nie uda. Dlatego, jeżeli Pan Rzecznik wykarze zainteresowanie sprawą, mimo, że jestem osobą całkowicie prywatną, mogę przedstawić propozycje prawne głębokich reform, które mogą zapoczątkować głębokie reformy społeczne. Ale czy rzeczywiście zapoczątkują, zależy do od Państwa-ludzi dorosłych. Jeżeli z góry nie dacie im szans znaleźć się w waszym świecie i reagować z ironią czy wręcz chamstwem na widok nastoletniego przedsiębiorcy, żadne zmiany prawne nie będą skuteczne. Zatem przekonamy się, czxy dla dorosłych ważniejsze jest faktycznie dobro ich dziecka, czy jest to tylko slogan, bo tak naprawdę najważniejsze jest utrzymanie hierarchii i reagowanie z arogancją, w każdym przypadku, gdy jakiś nastolatek próbuje +robić rzeczy, do których nie dorósł+.
              • scher Re: nie jestem trollem 09.01.12, 23:44
                moonlight243 napisał:

                > Nie jestem trollem. Piszę po prostu o zjawiskach społecznych, których nikt nigdy nie
                > dostrzegł. Dlatego wystosowałem list do Rzecznika Praw Obywatelskich. Jeżeli Pan Rzecznik
                > wyrazi zainteresowanie temetem

                Tak, pani Lipowicz wprost marzy o tym, żeby twoje 90-stronicowe pismo czytać sobie do poduszki wink
    • dorotakatarzyna Re: Moje poglądy na wychowanie 03.01.12, 00:02
      Ale bełkot. Nie przebrnęłam. Jestem matką nastolatków, ale oni wyrażają się jaśniej. Może są lepiej wychowani? wink
    • malalenka85 Re: Moje poglądy na wychowanie 03.01.12, 09:57
      Jedyny sposób by porozmawiać ze specjalistą o swoim problemie. Wystarczy wejść na psychospace.pl i zapisz się na konsultację. To naprawdę pomaga.
      • azjaodkuchni Re: Moje poglądy na wychowanie 07.01.12, 16:18
        Po pierwszych 10 liniach zatrudniłabym cię w rządzie jako doradcę do wychowania dzieci i młodzieży złóż aplikację i nie truj du..py
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka