Dodaj do ulubionych

Szkoła = praca

17.06.04, 18:28
W związku ze zbliżającym się końcem roku szkolnego każdy szanujący się uczeń
niezaleznie czy się obijał czy nie, ma mnóstwo klasówek , kartkówek,
sprawdzianów. Wiekszośc uczniów siedzi od rana do nocy ucząc się ciągów,
budowy komórki i innych tego typu radosnych tematów. Słuchając opowieści o
nieprzespanych nocach nachodzi mnie jedno pytanie - dlaczego szkoła dowolnie
dysponuje czasem uczniów. Nie dośc powiedzieć ,że jakby na to nie patrzeć
szkoła jest pełnoetatową pracą ( umysłową) w pełnym wymiarze godzin ( od
ośmiu do dziewięciu) to jeszcze na dodatek uzurpuje sobie prawo do każdej
wolnej minuty ucznia. Nie chodzi tu tylko o prace domową ( konieczną na
większości przedmiotów) ale także wymaganie opanowania materiału szybko
czesto z dnia na dzień ( na odpowiedź ustną) czy też robienie czterech
sprawdzianów w tygodniu, do których trzeba się przeciez nauczyć. Do tego
wszystkiego dochodzą lektury szkolne , które z roku na rok stają się coraz
obszerniejsze, ale czas na ich przeczytanie coraz krótszy, co sprawia ,że
przeciętny uczeń od września do czerwca czyta wyłącznie opasłe tomy
pozytywistycznych powieści. Oznacza to ,że każdy obejrzany w telewizji film,
wyjście do kina , teatru czy nawet godzina poświęcona na czytanie książki nie
będącej lekturą jest z punktu widzenia szkoły stratą czasu przeznaczonego na
naukę. Co więcej nie tylko wymaga się od ucznia by spędzał swój czas na
nauce, ale by przez cały okres roku szkolnego był równie wydajny - nie ma
przeciez mozliwości wytłumaczenia swojej niewiedzy gorszym dniem , paskudnym
samopoczuciem czy problemami natury osobistej. Nigdy przez całe życie
człowiek nie jest oceniany tak często jak w szkole i nie ma tak niewielu
przywilejów. Bo nawet pracownik fizyczny ma prawo do urlopu i nie jest
nazywany leniem nawet wtedy gdy przynosi zwolnienie lekarskie ( siedzac w
domu z grypą tez się można uczyć). Rok się kończy, więc pewnie teraz nikt na
to nie zwróci uwagi -ale czy tak powinno być - bądź co bądź nastolatek tez
człowiek. Mam rację?
Obserwuj wątek
    • monmal Re: Szkoła = praca 18.06.04, 10:46
      Masz rację, ratyzbonko, masz. Wiesz po co wymyślono powszechną edukację? Aby
      przyzwyczajać dzieci robotników do 8. lub więcej godzinnego stania przy taśmie.
      To nie żart.
    • izunia6 Re: Szkoła = praca 18.06.04, 11:45
      Niestety nie do końca masz rację. Po pierwsze coraz częściej pracujący mają
      coraz mniej do gadania w sprawie dysponowania swoim czasem, swoim urlopem. Nie
      mówiąc już o tych, którym składa się propozycję nie do odrzucenia o
      przeniesieniu na drugi koniec świata. Po drugie dorosły człowiek dźwiga na sobie
      odpowiedzialność, za rodzinę, za siebie i za konsekwencje pracy, którą wykonuje.
      Czas nauki, to najprzyjemniejszy okres w życiu. To jednak ty dysponujesz swoim
      czasem, to ty decydujesz, czy się będziesz uczyć, czy nie i ile czasu, o której
      godzinie. I to tylko ty ponosisz konsekwencje swoich słabości i błędów. Jeśli
      się nie nauczysz, to w gruncie rzeczy świat się nie zawali, nawet jeśli będzie
      to kosztować jeden rok edukacji dłużej.
    • judytak Re: Szkoła = praca 18.06.04, 12:26
      na razie, to ja czytam z zainteresowaniem, i lekko niedowierzam...
      bo inaczej pamiętam szkołę (dawno było, lata 80-te)
      inaczej pamiętam czasy licealne córki mojego męża (lata 90-te)
      a własnego dziecka w liceum jeszcze długo nie będę miała...

      u mnie w liceum funkcjonowała zasada, że w jednym tygodniu mogą być najwyżej 2
      klasówki (Def. klasówka: sprawdzian z materiału większego, niż zadany na jednej
      lekcji, bo takie tylko z materiału "na dzisiaj" nazywali się "odpowiedzi
      pisemne", i można było je stosować bez ograniczeń ;o))

      pamiętam, że tak w końcu roku większość już z większości przedmiotów miała
      spokój, "systematycznie męczone" były osoby, których ocena była wątpliwa, albo
      które nie zgadzały się na ocenę, jaką zamierzał im wystawić nauczyciel

      co do urlopu: nigdy później nie będziesz miała tyle, ile masz teraz
      (w tym roku same letnie wakacje wynoszą 47 dni roboczych, a maksymalny wymiar
      rocznego urlopu dla pracownika to 26 dni)
      o, przepraszam, na studiach (dziennych) może być lepiej, ja na przykład miałam
      zwyczaj sesje skracać do absurdalnych rozmiarów, prawie wszystko zdawałam przed
      terminem, a potem frrru...

      co do zmęczenia przed wakacjami: to się zgadza, chyba każdy to czuje, może i
      można tego zmęczenia dobrą organizacją (wymagań, ale i własnej pracy)
      zmniejszyć, ale całkowicie wyeliminować się raczej nie da

      od kiedy pracuję, codziennie w pracy po kilka razy dziennie bywam oceniana
      przez klientów, współpracowników i przełożonych (i raczej się dowiaduję wprost
      tylko o negatywnych ocenach, pozytywne muszę dopowiedzieć sobie sama, nie tak,
      jak w szkole)

      od kiedy mam rodzinę, minuty "dla siebie" muszę ukraść innym (mężowi, dzieciom,
      rodzicom), przedtem duża część mojego czasu należała do mnie, do swobodnej
      dyspozycji bez wewnętrznego niepokoju (patrz wątek o wyrzutach sumienia)

      oczywiście możesz mieć dużo racji - jak już pisałam, po prostu nie znam sytuacji

      pozdrawiam
      Judyta
      • monmal Re: Szkoła = praca 18.06.04, 13:01
        A ja pamiętam uczucie, które ogarnęło mnie po obronie magisterki. To była
        totalna ulga, że skończyły się czasy, kiedy bez przerwy coś nade mną wisiało.
        Po skończeniu jednej klasówki, juz myślałam o następnej, co pół roku sesje,
        kolokwia, prace domowe, to wszystko nie miało końca, nie można sobie było
        powiedzieć- uff, nareszcie skończyłam. Nie można sie było odciąć psychicznie od
        szkoły.
        Teraz, mimo wszystkich niedogodności, po wyjściu z pracy zaczynam inne życie,
        nic się za mną nie ciągnie, wieczory mam dla siebie. Chyba, że się zapiszę na
        jakiś kurs albo studia podyplomowe, ale to już jest mój wolny wybór.
        Ja wcale nie żałuję, że skończyłam chodzić do szkoły, oprócz tych wakacji
        oczywiście.
        Pozdr,
        Monika
        • verdana Re: Szkoła = praca 18.06.04, 21:22
          A ja mam dwa etaty, książkę do skończenia, troje dzieci i uwazam, ze w
          porównaniu z czasami szkolnymi to raj. Mogę decydować mniej-więcej sama o
          sobie, chroni mnie kodeks pracy, nikt nie wymysla mi od debilów i idiotów.
          Jesli w pracy mam kłopoty rodzina pociesza mnie, a nie robi awanturę, karze i
          daje szlaban. Jacek Kuroń powiedział, ze w swoim życiu przeszdł przez trzy
          instytucje totalitarne - szkołę, wojsko i więzienie. Gdyby musiał do nich
          wrócić, wybrałby więzienie, potem wojsko, ale nigdy, nigdy szkołę. I ja go
          rozumiem!
          A poza tym ratyzbona ma jeszcze jedną rację - szkoła uzurpując sobie czas wolny
          ucznia faktycznie uniemozliwia mu w duzym stopniu samokształcenie czy udział w
          kulturze - nie mówię tu o dodatkowych lekcjach czy korepetycjach, ale
          przeczytaniu dobrej książki, obejrzeniu filmu czy sztuki teatralnej.
          Przeczytajcie sobie wywiady "Dzieciakó z klasą". Przecież te dzieci niemal nic
          nie czytają poza lekturami i nie ogladają poza teleturniejami! To własnie efekt
          przeuczenia.
          • ratyzbona Re: Szkoła = praca 18.06.04, 21:35
            Istotnie uczniowie nie mają na głowie odpowiedzialności za rodzinę ale nie
            mienia to faktu ,że złe stopnie najczęsciej bardzo negatywnie wpływają na jego
            życie poza szkolne, a strata jednego roku czasem okazuje się decydowac o całym
            podejściu do nauki i życia. Mitem jest ,że uczeń sam dysponuje swoim czasem -
            to szkoła dysponuje czasem ucznia w prosty sposób - masz czas ucz się nie masz
            czasu też się ucz. Co zaś się tyczy wolnego to jest ono bardzo subiektywne - 26
            dni urlopu mozna rozłozyć natomiast uczen może wypoczywać tylko w określonych
            momentach co więcej coraz częsciej szkoła sugeruje by ten czas poświęcił na
            powtórki do matury , egzaminu gimnzjalnego lub nauke języków. No i żadko zdarza
            się by pracownik firmy był świdkiem jawnego łamnia swoich praw ( cztery
            klasówki w tygodniu) a za próbę ich ochrony trafiał na ceurowane bez mozliwość
            odwołania się do wyższej instancji - obawiam się ,że szkoła jedyne miejsce
            publiczne , w któym wciąż obowiązuje komunistyczny brak poszanowania dla praw
            jednostki No i jak z tamtąd wypóścić uczciwych obywateli czy poprostu
            wieżących w siebie i prawo ludzi?
            • judytak Re: Szkoła = praca 22.06.04, 11:27
              ratyzbona napisała:

              > Co zaś się tyczy wolnego to jest ono bardzo subiektywne - 26
              > dni urlopu mozna rozłozyć natomiast uczen może wypoczywać tylko w określonych
              > momentach co więcej coraz częsciej szkoła sugeruje by ten czas poświęcił na
              > powtórki do matury , egzaminu gimnzjalnego lub nauke języków.

              poczucie czasu wolnego jest subiektywne, to fakt
              ale też faktem jest, że w przypadku ucznia do wakacji letnich trzeba jeszcze
              doliczyć czas ferii zimowych oraz wolnych dni w okolicach Świąt Bożego
              Narodzenia i Nowego Roku oraz Wielkiejnocy, jak też jest taka możliwość, żeby
              czasami jakiś dzień nieobecności rodzic ucznia usprawiedliwiał (np. wizyta u
              lekarza, rodzinne uroczystości itp.)
              a w przypadku pracownika to wszystko idzie z urlopu
              poza tym na wakacje czy ferie można liczyć - wiadomo, kiedy będą, ile ich
              będzie, można je zaplanować
              a z urlopem różnie bywa (trzeba uzgodnić z innymi, musi się zgodzić szef, może
              wpaść nieprzewidziane duże zamówienie itp. itd.)

              subiektywnie: od kiedy pracuję, zawsze mi brakuje urlopu :o(

              No i rzadko zdarza
              > się by pracownik firmy był świdkiem jawnego łamnia swoich praw ( cztery
              > klasówki w tygodniu) a za próbę ich ochrony trafiał na ceurowane bez
              mozliwość
              > odwołania się do wyższej instancji

              wystarczy się rozejrzeć, wcale to nie jest takie rzadkie, nawet bym
              powiedziała, że nagminne...
              nadgodziny bez zapłaty, część wynagrodzenia "kopertówką", bez składek i
              podatku, "samozatrudnienie", bezinteresowny mobbing, dyskryminacja przy
              awansach, oszczędności na środkach ochrony zdrowia, zwłekanie z wypłatą, itp.
              itd.

              można się odwołać do Inspekcji Pracy, do Sądu Pracy, ale to mało zmienia

              a za upominanie się jest się zwolnionym z pracy, i będzie się na przykład
              bezrobotnym na kilka miesięcy, lub na dłużej...

              ja nie chcę z tobą , ratyzbono, polemizować,
              ja tylko mówię, jak ja to widzę
              ja osobiście w każdej chwili poszłabym do szkoły, zamiast do pracy, jakby to
              było możliwe...

              pozdrawiam
              Judyta
              • verdana Re: Szkoła = praca 22.06.04, 19:38
                A ja tak się zastanawiam, czy ratyzbona nie poruszyła mimochodem bardzo waznej
                kwestii. Praw w szkole nie tylko nie jest przestrzegane, ale wręcz za domaganie
                się jego przestrzegania mozna zostać ukaranym. Taka nauka przez 12 lat jest
                bardzo silnie wpajana dzieciom i młodzieży. Moze gdyby zacząć wymagać
                przestrzegania prawa w szkole i od dzieci i od nauczycieli to później nie
                byłoby takich sytuacji w miejscu pracy - bo ludzie wiedziliby, ze prawo to nie
                puste słowa i nie bali upominać się o swoje.
              • ratyzbona Re: Szkoła = praca 22.06.04, 22:45
                Byc może nie chcesz ze mna polemizować, jednak jesli za polemikę uznamy
                przedstawianie sprzecznej opinii, to nie wiem jak twoją wypowiedź nazwać. Co
                zaś się tyczy wolnego czasu to przypominam ,że święta takie jak Boże Narodzenie
                czy Wielkanoc sa także wolne od pracy i choć nikt nie ma dwunastu dni wolnego
                to tydzień spokojnie da się znaleźć. Mnie raczej chodzi o fakt ,ze nauczyciele
                swobodnie zadają prace i referaty na wszystkie wolne dni mówiąc- Masz czas,
                zrobisz. Poroblem polega na tym ,że nikt naszego poza szkolnego czasu nie
                traktuje jako nasza własność lecz jak uzupełnienie nauk szkolnych. Co zaś się
                tyczy łamania prawa, to masz rację zdarza się tez w pracy, nie zmienia to
                jednak faktu ,że nie przestrzeganie praw pracowniczych obłożone jest sankcjami -
                nie przestrzeganie praw ucznia nie.
                • roman.gawron Re: Szkoła = praca 23.06.04, 07:57
                  ratyzbona napisała:

                  > nieprzestrzeganie praw pracowniczych obłożone jest sankcjami

                  Tylko teoretycznie.

                  > nieprzestrzeganie praw ucznia nie...

                  ...jak wielu błędnie sądzi.
          • jagawi Re: Szkoła = praca 06.08.04, 12:10
            > Przeczytajcie sobie wywiady "Dzieciakó z klasą".

            Chetnie przeczytam - napisz prosze, gdzie mozna je znalezc.
    • iju Re: Szkoła = praca 23.06.04, 15:34
      Witam,
      moje dziecko też chodzi do szkoły i nie wydaje mi się żeby szkoła zabierał jej
      cały wolny czas. Córka jest dosyć dobrze zorganizowana, po szkole odrabia
      lekcje, czasami trochę się pouczy, starcza jej czasu na znajomych oraz czytanie
      i dodatkowe zajęcia (jazda konna), ma też obowiązki domowe. Ale od 1 klasy był
      przyzwyczajona do pewnego rodzaju samodyscypliny i to pozwala jej na
      znalezienie czasu na wszystko. Myślę, że czasami mamy rozgrzeszają swoje dzieci
      z lenistwa mówiąc, że szkoła za dużo od nich wymaga, jeśli dziecko sobie nie
      radzi może lepiej wysłać je do zwykłego gimnazjum, czy liceum, a nie
      jakiegoś "super". Dodam jeszcze, że moje dziecko uczy się bardzo dobrze, ale ma
      też świadomość, że robi to dla siebie, ja tylko sprawdzam czy chodzi do szkoły
      i wywiązuje się z podstawowych obowiązków.
      • verdana Re: Szkoła = praca 23.06.04, 16:07
        A w której klasie jest twoje dziecko? Oczywiście, że są dzieci, które sobie
        radzą. O ile jednak rozumiem, ratyzbonie chodzi o co innego. Mnie też nie
        wydaje się słuszne, aby szkoła uzurpowała sobie prawo do całego wolnego czasu -
        teraz np. córka dostała lekturę na wakacje z angielskiego. Gdyby szef kazał mi
        w czasie wakacji wykonać dodatkową pracę też nie uważałabym, ze to jest w
        porzadku. A do rpmana. gawrona. Oczywiście, że prawa ucznia powinny być
        uwzględniane. Moze jednak powiesz, co ma zrobić uczeń, którego prawa są
        notorycznie łamane (np. 4 klasówki w tygodniu)? Moze tylko zmienić szkołę!
        • ratyzbona Re: Szkoła = praca 23.06.04, 22:06
          Nie wiem czemu rodzice nie mieli by stawac po stronie dziecka gdy mówi, że jest
          przepracowane. Nie zawsze oznacza to rozpieszczanie - pamiętam ,że kiedyś
          obudziłam się rano i chciałam poprawić poduszkę, ale okazała się byc ona
          książką od fizyki. Jeszcze tego samego dnia mama zapytała czy się nie
          przepracowuję. Rodzice powinni hamować czasami ambicje dziecka, bo lepiej miec
          trzy z fizyki niż pracocholizm.
          • izunia6 Jutro w Polsce koniec roku! 24.06.04, 09:02
            a mojej córce Pani zapowiedziała, że warto by przez wakacje przeczytała
            Antygonę, Krzyżaków, może Quo vadis i trylogię. To przecież sama przyjemność
            połozyć się z książką na trawie i słuchać jak szumią drzewa. I mimo, ze czarno
            widzę te lekturę, to zazdroszczę wam tych pełnych, dwóch miesięcy relaksu.
        • iju Re: Szkoła = praca 24.06.04, 12:28
          Jeśli w szkole jest tak strasznie to dlaczego nie zajmie się tym Rada Rodziców,
          przecież można rozmawiać z nauczycielami. A z drugiej strony rodzice wymagają
          od szkół żeby były coraz bardziej efektywne w nauczaniu, ocenia się szkołę po
          średniej ocen uczniów, czy liczbie uczniów którzy dostali się na prestiżowe
          uczelnie, a nie na podstawie zadowolenia uczniów i rodziców, nie ma np. oceny
          pracy nauczyciela przez dzieci, nie powinno to być oczywiście determinujące w
          ocenie pracy nauczyciela, ale pozwoliłoby kuratorium czy dyrekcji na spojrzenie
          z innej strony na swojego pracownika. Moje dziecko chodzi do niewielkiej
          szkoły, gdzie wszyscy się znają, gdzie rodzice znają nauczycieli i choć czasem
          zdarzają się konflikty to generalnie nie spotkałam się z tak zwariowanymi
          pomysłami, jak nauka w wakacje, i ja bym tego tak nie zostawiła, co innego w
          roku szkolnym, uważam, że lepiej niech siedzi nad lekturami niż miałaby grać w
          krwawe gry. Dodam jeszcze, że moje dziecko chodzi do publicznej szkoły
          podstawowej.
          • verdana Re: Szkoła = praca 24.06.04, 12:50
            Bo problemy zaczynają się na poziomie liceum.
    • tawananna Re: Szkoła = praca 30.06.04, 00:03
      Trafiłam dziś przypadkiem na to forum i czytam z zainteresowaniem... zwłaszcza,
      że sama jestem nastolatką. I nawet pozwolę sobie zabrać głos wink.

      Skończyłam rok temu liceum i coś o tym wiem wink. Zgadzam się z Ratyzboną, ale
      tylko częściowo.

      Liceum przeszłam w miarę "bezboleśnie" wink, a byłam osobą, której zależało
      bardzo na ocenach - choć na szczęście dość wcześnie, chyba jeszcze w pierwszej
      klasie, wyleczyłam się z nieustannego obliczania średnich i przejmowania się
      czwórką zamiast piątki (a znam osoby, którym zostało to do dziś). Byłam dość
      systematyczna i zorganizowana, uczyłam się raczej na bieżąco. Z zadawaniem
      przez nauczycieli prac domowych bywało różnie, generalnie zaskoczeniem było dla
      mnie, że w porównaniu ze szkołą podstawową pisemne zadania domowe były raczej
      rzadkością - niemal zawsze zadawano z matematyki, angielskiego i niemieckiego,
      często z języka polskiego, ale poza tym nie było to zbyt częste. Najgorsza była
      właśnie wspomniana przez Ratyzbonę konieczność opanowania materiału dosłownie z
      dnia na dzień - bardzo się cieszę, że tego nie ma na studiach smile. Ciężko bywało
      też z lekturami na polski, ale w porównaniu ze studiami to nic wink. Inna sprawa,
      że faktycznie z roku na rok są coraz dłuższe sad. Teraz jednak program liceum i
      kanon się zmienia - i to jest moim zdaniem prawdziwa paranoja (np. "Ferdydurke"
      w gimnazjum!). Układ chronologiczny był przynajmniej przejrzysty i zrozumiały,
      a lektury z roku na rok - coraz trudniejsze. Byliśmy klasą, która zazwyczaj
      baardzo pilnowała swoich praw i sytuacja, w której mielibyśmy cztery
      sprawdziany w tygodniu nigdy się nie zdarzała (limit - 3). Nauczyciele byli
      przyzwyczajeni do tego, że mogą usłyszeć - "Panie profesorze, ale w tym
      tygodniu już mamy trzy prace klasowe" - i wpisywali sprawdzian do dziennika na
      późniejszy termin. Taaak, do dziennika, bardzo tego pilnowali, zdarzało się
      już, że któryś mówił z triumfującą miną: "Ale pani X. nie wpisała tego do
      dziennika. Musicie porozmawiać o przełożeniu z nią." smile Aaa, drugi limit to był
      maksymalnie jeden sprawdzian dziennie. Sprawdzian = więcej niż 3 lekcje.
      Niektórzy zamieniali to na "jednostki tematyczne", co uważam za bardzo nie fair
      wobec uczniów - lekcje to lekcje, a zasady są po to, by się ich trzymać (a pani
      od polskiego potrafiła argumentować, że ostatnie 3 lekcje to naprawdę była
      jedna jednostka wink). Najbardziej irytowało mnie podejście nauczycieli do
      przedmiotu pt. "fizyka/historia/biologia itd. jest najważniejsza!". Mam
      wrażenie, że czasem po prostu nie brali pod uwagę tego, że oprócz ich
      przedmiotu jest jeszcze kilkanaście innych, na które też musimy się uczyć,
      odrabiać zadania, przygotowywać się na zajęcia itd. Najgorszym okresem był
      niewątpliwie czas pod koniec semestru. Dziwnym trafem wszyscy nagle wpadali na
      pomysł, by zrobić sprawdzian smile i 2-3 ostatnie tygodnie, zwłaszcza przed
      wakacjami letnimi (przełom maja i czerwca) bywały naprawdę ciężkie. Poza tym
      jednak nie odczuwałam w ciągu roku jakiejś ogromnej presji czy braku czasu. Z
      perspektywy studiów uważam nawet, że miałam wolnego czasu bardzo dużo smile. A
      chodziłam na dodatkowy angielski, redagowałam szkolną gazetkę, brałam udział w
      kółku fotograficznym, bardzo dużo czytałam - i miałam jeszcze mnóstwo czasu na
      spotkania ze znajomymi, Internet, telewizję... Chociaż szkoła ma swoje minusy,
      myślę, że tak jak wtedy już nie będzie smile. I popieram to, co pisze Judyta.
      • judytak :o) 30.06.04, 10:49
        cieszę się, że jednak są w Polsce normalne szkoły i nienarzekający
        licealiści :o)

        pozdrawiam
        Judyta
        • tawananna Re: :o) 01.07.04, 00:15
          > cieszę się, że jednak są w Polsce normalne szkoły i nienarzekający
          > licealiści :o)

          A ja zaczynam się martwić, że może to przychodzi dopiero po skończeniu
          liceum wink). Ale w trakcie miałam całkiem podobny stosunek - może miałam po
          prostu szczęście i trafiłam na normalną szkołę...?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka