kina82
23.04.12, 22:57
Mam synka 3 latka. Generalnie nie ma z nim więcej problemów niż z żadnym innym ŻYWYM (temperamentym) dzieckiem. Rozumiem jego zachowanie, które dla innych wydawać się może niegrzeczne. Problem mam jednak ze sobą. Moje dziecko wiele rozumie, jak coś chcę osiągnąć to tłumaczę mu dokładnie dlaczego, co i jak, czasem załapie za pierwszym razem a czasem po kilku razach. Stosuję różne kary - stanie w kącie, czasem żeby zdyscyplinowac albo żeby przyspieszyć zrobienie czegoś za co nie może sie zabrać - liczenie do trzech. Te kary nie są jakieś straszne a dają efekty. Potem tłumaczę mu za co kara itp. No więc teraz sedno sprawy. Mój synek ma tendencję dyskutować ze mną, staram się nie wdawać w te jego prowokacje i jak chcę, żeby coś zrobił to tłumaczę mu dlaczego, ale on wierci dziurę w brzuchu i dopytuje wciąż dlaczego. Mówię, że mówiłam raz i nie będę powtarzać. A on dalej swoje i daje 5 swoich propozycji innych. No i na koniec on zaczyna mi liczyć "raz, dwa, trzy, mamo idziesz do kąta, jesteś niegrzeczna". Jak mam mu wytłumaczyć, że tylko ja mogę "nakłądać na niego kary", jakich argumentów użyć, bo to że to ja jestem mamą nawet dla mnie nie jest przekonującym argumentem. Nie mogę mu powiedzieć, że to ja decyduję bo ja jestem dorosła i jestem jego mamą, bo to coś jak argument siły. Są sytuacje takie jak np. podaję obiad a on jest zajęty zabawą i mówię, że teraz jest obiad i trzeba zabawę przerwać i on mimo oporów to robi. Ale jak potem mam mu wytłumaczyć jak przyjdzie do mnie, że chce, żebym się z nim pobawiła a ja akurat np. prasuję. Jak mu wytłumaczyć, że on ma przerwać swoje zajęcie bo ja czegoś chcę (np. zjeść obiad) a jak on chce, żebym ja przerwała swoje zajęcie to tego nie mogę zrobić? Tylko dlatego, że moje zajęcia są ważniejsze od jego, ale czy naprawdę tak jest? Tylko dlatego, że jestem mamą a on dzieckiem i to on się powinien dostosować?