roman.gawron
14.09.04, 13:01
Odsłonięte pępki, spodnie opuszczone, że niżej chyba nie można, tatuaż w
miejscu poniżej krzyża - tak jak na dyskotekę gimnazjalistki chodzą do
szkoły.
Szkolne korytarze są jak największe wybiegi mody - młodzież odsłania tam
brzuchy, nogi, pokazuje piercing i tatuaże. Nauczyciele chcą to ukrócić.
Moda na krótkie bluzki odsłaniające kolczyki w pępkach, a noszone do
zakrywających ledwie pośladki spódniczek czy spodni zwisających poniżej
bioder przyjęła się już w ubiegłym roku. Pedagodzy coraz częściej
sprzeciwiają się jednak noszeniu skąpych ciuszków.
- Od ubiegłego roku wprowadzamy obostrzenia dotyczące strojów - przyznaje
Bogusława Brandt, zastępca dyrektora Publicznego Gimnazjum nr 3 w Opolu. -
Nasi uczniowie wiedzą, że w szkole brzuch nie może być odsłonięty, makijaż
zbyt ostry, nie może być kolczyków w brzuchu i zbyt ostrych kolorów włosów.
Moda idzie w złym kierunku - nastolatki za bardzo się rozbierają, a przecież
szkoła to nie dyskoteka. Tu ubiór powinien być bardziej konserwatywny. To
również kwestia bezpieczeństwa młodzieży - prowokujący strój może być
przyczyną nieprzyjemnych sytuacji.
- Strój ma być estetyczny i higieniczny - mówi z kolei Marzena Dysiewicz-
Rerich, wicedyrektor opolskiego gimnazjum nr 6, które od września
wprowadziło regulamin uczniowskiego ubioru. - Żadnych rażących wzorów i
kolorów, zbyt krótkich spódniczek, a zwłaszcza odsłoniętych brzuchów.
Rodzice podpisywali oświadczenie, że zapoznali się z przepisami. Jeśli uczeń
nie zareaguje na dwie uwagi nauczyciela, to będziemy ich o tym powiadamiać.
- To nie do pomyślenia, żeby uczennica nosiła spodnie tak nisko zapinane,
żeby było jej widać włosy łonowe - a widziałam kiedyś tak ubraną
dziewczynkę - opowiada z kolei zastrzegająca anonimowość nauczycielka w
gimnazjum. - Opięte bluzki z cienkich materiałów noszone bez staników to też
już codzienność. Nie dość, że młodzież jest coraz bardziej krnąbrna, to
jeszcze trzeba w takich okolicznościach panować na lekcjach nad emocjami
męskiej części klas...
Większość młodzieży nie kryje swojego oburzenia.
- Szkoła to przecież nie klasztor - denerwuje się Magda Janocha, uczennica
III klasy gimnazjum. - Nie możemy pokazywać brzuchów, nóg, dekoltów, ramion.
Może jeszcze powinniśmy nosić kaski? Nauczyciele odsyłają ludzi do domów,
żeby się przebrali. Ja bym nie poszła. Przecież liczy się to, co kto ma w
głowie, a nie na sobie.
- Zazwyczaj chodzę w dżinsach i koszulkach, ale jak ktoś lubi się ubierać
jak ladacznica, to jego sprawa - nikomu nic do tego - oburza się Katarzyna
Pawluk z I klasy gimnazjum. - Jak mi ktoś będzie zakazywał w czymś chodzić,
to oleję zakaz.
- Rzeczywiście młodzież nie jest zachwycona zmianami - przyznaje Marzena
Dysiewicz-Rerich. - Uczniowie mówią, że są zbyt ostre, że nie znamy się na
modzie. Będziemy jednak konsekwentni. To, jak uczniowie chodzą na prywatki
czy po mieście - to ich sprawa. Zbyt wyzywający strój może jednak być
przyczyną nieprzyjemnych zajść na tle seksualnym. W naszej szkole nic
takiego się dotąd nie zdarzyło i chcemy tego uniknąć.
- Uczniowie na pewno się przyzwyczają - dodaje Bogusława Brandt. - Trzeba z
nimi tylko rozmawiać i na spokojnie, nie na siłę, tłumaczyć, dlaczego
powinni się do szkół ubierać schludniej. W ubiegłym roku w swojej klasie
poświęciłam na to kilka godzin wychowawczych i chyba przyniosły efekty.
Jest też spora grupa uczniów, którzy popierają obostrzenia dotyczące strojów.
- Szkoła to nie pokaz mody - twierdzi gimnazjalistka Aleksandra Kucharz. -
Uczniowie powinni być ubrani luźno i skromnie - na przykład na sportowo.
Niektórych nie stać na modne, skąpe stroje i słyszą docinki ze strony
kolegów.
- Takie regulaminy to dobry pomysł - mówi też Agata Świerc z gimnazjum TAK. -
Do pewnego stopnia powinniśmy mieć swobodę ubierania się, ale stroje do
szkoły nie mogą być wyzywające.
TOŻSAMOŚĆ Z POPKULTURY
- Dlaczego młodzież tak bardzo upiera się przy swobodzie wyboru strojów i
buntuje przeciw zapisom regulaminów dotyczących ubioru uczniów?
Beata Jaworowska, nauczycielka biologii i wychowania do życia w rodzinie z
opolskiej szkoły TAK:
- Nastolatki, zwłaszcza gimnazjaliści, przeżywają burzliwy okres życia -
próbują szukać i określać siebie. Strój jest częścią każdego z nich i bardzo
często stanowi dla nich sposób wyrażania siebie. Pomysły na to jakimi mają
być, na kim się wzorować, często biorą z telewizji czy pism - generalnie z
popkultury, a ta w ostatnich latach kreuje skąpo ubrane, ostro pomalowane
młode artystki. Zakazy wprowadzane w szkołach z jednej strony rodzą bunt,
ale z drugiej wytyczają kierunek. Jeśli są konsekwentnie i spokojnie
wprowadzane - to młodzież się do nich przyzwyczaja.
ZASADY MUSZĄ BYĆ
- Czy szkoły powinny wprowadzać regulaminy określające stroje uczniów?
Alicja Głębocka, psycholog z Uniwersytetu Opolskiego:
- Jestem zwolenniczką jasno określonych reguł postępowania i we wprowadzaniu
takich regulaminów nie widzę nic złego - wręcz przeciwnie. Dobre
wychowywanie dzieci, które jest również zadaniem szkół, polega też na tym,
by uczyć je reguł współżycia w społeczeństwie. Dlatego ważne jest, by
młodzież umiała dostosować strój do sytuacji. We wszystkich cywilizowanych
społeczeństwach określone sytuacje wymagają odpowiedniego ubioru. Trudno
sobie wyobrazić na przykład, że w stroju kąpielowym idziemy do filharmonii,
a w wieczorowej sukni pojawiamy się na plaży. Takie zasady dotyczą też
uczniów. Młodzież powinna zatem wiedzieć, że inny strój wypada mieć na
prywatce, a inny w szkole.
Katarzyna Kownacka
"Nowa Trybuna Opolska" 14 IX 2004 r
www.nto.com.pl