andziek
24.04.05, 19:56
Cześć wszystkim. Mam na imię Ania i mam w domu takiego właśnie zbuntowanego
dwulatka Kacpra (z 08.04.2003r.). Właśnie wychodzą mu zęby tzw. "oczne" z
dołu i z góry, a przez to jest jeszcze gorszy. Przez większą część dnia jest
grzecznym dzieckiem, bawi się sam (bo ja opiekuję się 2 miesięcznym
dzieckiem, na szczęście nie jest o nie zazdrosny). Poda coś jeśli poproszę,
przyniesie, ale też przychodzą momenty, że jak się uprze na coś to wyje,
ryczy i goni za mną, bo ja próbuję na jego zachowanie nie reagować, kopie,
gryzie, szczypie do wyboru, nawet uderzy. Ja staram się go nie bić, czasem
przy niebezpiecznej rzeczy dla niego dostaje lekkiego klapsa z upomnieniem,
że tego mu ruszać nie wolno. Z przyjściem z pola też mam problem, bo on by
tam siedział do nocy, a ja z 2 miesięcznym dzieciakiem nie mogę być na polu
godzinami. Nie pomaga ani proźba, ani groźba, ani przekupstwo, ani podstęp.
Już nie wiem co robić. Poszłam wczoraj na bilans dwulatka. Na początku był
grzeczny, ale potem się zaczęło, nie stanie na wadze, krzyczy " nie, nie,
nie!", nie da się zbadać, potem ubrać, a na końcu wyjść od lekarki (w trakcie
wizyty chce porwać lekarce pieczątkę- nie pozwalam i znowu wrzask, tupanie
nogami, "nie, nie, nie" itd.). W końcu jakoś wychodzi do poczekalni, ale tam
nie pozwala ubrać sobie kurtki i czapki i z nowu "nie, nie, nie" i tupanie
nogami. Jakoś go ubrałam to nie chce iść do domu, nie wyjdzie znowu wrzask
i "nie, nie, nie" (zaznaczam, że wyje jak by się bardzo potłukł, nawet do pół
godziny, a w tym czasie albo stoi w miejscu, albo chodzi za mną- ja wtedy
próbuję wyjść z pomieszczenia, w którym jest). W końcu go wyniosłam na siłę,
bo się ludzie głupio na mnie patrzyli, a mnie aż było wstyd, że mam takiego
wrzeszczka. Przyjechaliśmy autem do domu, nie pójdzie, bo on chce na polko,
wniosłam go an się drze, że na polko, awantura trwa z pół godziny, nie daje
się rozebrać. Po pół godzinie udaje się mi go czyśm zagadać i rozebrać. Do
wieczora jeszcze jedna awantura, a potem jest już jak aniołek!!!
Już wariuję!!! Nie wiem co robić i tracę cierpliwość. Mieszkam z moimi
rodzicami na wsi z gospodarstwem. Tato w nocy śpi z synem Kacprem, bo ja się
pochorowałam w ciąży i musiałam leżeć. Dla niego istnieje tylko mamusia i
dziadziuś, a babusia jest gdzieś w tyle, ignoruje jej polecenia, zakazy. Mąż
jest za granicą i przyjeżdża raz na dwa miesiące, na 2-3 dni. Praktycznie
wszystko jest na mojej głowie: od śniadania po kolację. Tylko tyle, że mama
gotuje i czasem, gdy muszę coś załatwić poza domem zostaje z młodszą Olgą (2
miesiące).
Nawet do sąsiadki nie mogę z nim spokojnie pójść, bo jej dzieci: jedno 9
letnie z ADHD, drugie 3 letnie nie chcą się z nim podzielić zabawkami, a on
do nich lgnie i jak ma okazję to ucieka (a przecież musi mieć kontakt z
innymi dziećmi). Muszę go z tamtąd wynosić na rękach i z wrzaskiem (i nie
wiem z jak ogromnym wstydem), bo rzadne metody opisane już wyżej nie działają-
problem polega też na tym, że on waży 18 kg (lubi jeść zwłaszcza ziupki i
mięsio, słodyczy praktycznie nie je wcale!)- jest ciężki. Moja mała ma kolki,
więć kręgosłup po prostu mnie boli. Stukanie pięścią nie daje efektu, bo on
robi to samo- szybko się uczy!!!
Poradźcie co ja mam z moim łobuzem zrobić, by był lepszy, bo ja nie mam już
pojęcia jak starać się go troszkę uspokoić., albo chociaż pocieszcie mnie
troszkę, bo bardzo tego potrzebuję, Ania.