Problem z sąsiadką.

26.04.05, 17:35
Mam spory problem z sąsiadką. Moje dwie córki 5 i 3 lata sa bardzo rozbrykane
i głośne. Biegają , krzyczą, piszczą i skaczą. Nie mówię już o walkach o
zabawki. Sąsiadka przychodzi i upomina mnie i dziewczynki, że ona nie ma
spokoju. Mieszkamy w bliżniaku i przez ścianę prawdopodobnie ona wszystko
słyszy. Straszy moje dzieci, że je aresztuje (pracuje w policji). Nie wiem
już co mam robić. Nie jestem w stanie uspokoić córek. Jak Wy dajecie sobie
radę np mieszkając w bloku?
    • andaba Re: Problem z sąsiadką. 26.04.05, 19:56
      Jeżeli nie hałasują pomiędzy 22 a 6 rano to niech sie sąsiadka wypcha.
      Oczywiście trzeba wpajać dzieciom zasady współżycia sąsiedzkiego, wytłumaczyć
      że nadmierne hałasy mogą innym przeszkadzać, ale nie zabronisz córkom się
      bawić... Niektórym sąsiadom (zwłaszcza kobietom) dzieci przeszkadzają i koniec.
      • lila1974 Re: andaba 26.04.05, 22:38
        > Jeżeli nie hałasują pomiędzy 22 a 6 rano to niech sie sąsiadka wypcha.
        hihihi no raczej wtedy moglaby je aresztować
    • mifka Re: Problem z sąsiadką. 26.04.05, 20:04
      u mnie w domu jest zasada: do wyszalenia sie jest park i droga z przedszkola do
      domu. pozwalam corce robic tam co jej sie zywnie podoba. w domu nie ma wrzaskow
      i szalenstw mogacych przeszkadzac sasiadom. na poczatku musialam corke chwalic
      za kazde piec minut cichej zabawy w domu. byla tak dumna, ze mama spostrzegla i
      nagrodzila dobre zachowanie, ze starala sie jak mogla a potem juz weszlo w
      nawyk.byc moze i z twoimi corkami zadziala.
      powodzenia
      • rrhadane Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 02:22
        Moze mogą się bawić w pokoju, który nie ma wspólnej ściany z sąsiadką? Jak masz
        dwoje dzieci w takim wieku, to nie mogą nie hałasowac, chyba ze je
        spacyfikujesz, co wydaje mi sie niebezpieczne, szczęśliwe dzieci nie są zbyt
        ciche, na odwrót.
        Mozna je nauczyć, że jak na przykład mama chce sie zdrzemnąć po obiedzie,
        powinny byc cichutko (i dać zegarek, żeby wiedziały, kiedy mame zdbudzić -
        wtedy na pewno bedą cicho, bo bedą Cię miały pod kontrolą, a to dla dziecka
        bardzo przyjemne), ale uciszanie ich na okrągło bez sensu. Moze też mozna
        dogadać się z sąsiadką - zapytać, kiedy hałas najbardziej jej przeszkadza i na
        ten czas uciszać dzieci. Ale nie raz na zawsze, niech Pan Bóg broni.
    • anek.anek Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 12:12
      Tak jak radzi poprzedniczka: niech bawią się w tej części domu, która nie
      przylega do domu sąsiadki.
      Ja staram się (mieszkamy w bloku, w którym bardziej słychać to o się dzieje na
      górze niż z boku) żeby syn w domu zbytnio nie szalał. Nad nami mieksza maleńkie
      dziecko i czasem jak mój zaczyna zbyt głośno się zachowywać, to tamten zaczyna
      płakać. Zwracam wtedy uwagę synowi. Już się nauczył, i jak tylko słyszy płacz
      tego malucha, to sam kończy głośną zabawę i stara się być w miarę (!) cicho.
      Nie chodzi o to żeby dzieci bie szalały w ogóle, ale jśłi faktycznie są
      rozbrykane do granic możliwosci, to bez względu na porę dnia powinno się je
      uczyć szacunku dla innych.
      Nie wolno przesadzać w żadną stronę. Można wyciszyć ściany - najprostszym
      spsobem to postawienie jakiegoś mebla z kasiążkami na tej ścianie. Droższym
      sposobem to styropian, lub inny specjalny materiał wyciszający. MOżecie zrobić
      taki remont - a może sąsiadka sie dorzuci do kosztów? (tak sprawę załatwil a
      moja znajoma: wyciszenie ścian było po jej stronie meszkania - kosztem kilku
      centymetrów poeiwrzchni, ale sąsiad się dołożył do wydatku).
      Można pójśc do sąsiadki i ustalić wspólnie reguły: na szaleństwa zgadzamy sie
      pomiędzy 13-15, później staramy się być cicho.
      • kina74 Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 12:40
        no mi akurat stwierdzenie, że między 6-tą a 22-ą można robić w domu co się
        chce bardzo się nie podoba. Sama mam dwoje normalnych (czyli rozbrykanych i
        hałasujących) dzieci, ale od małego są uczeni pewnych zasad. Mieszkamy na
        parterze, ale jak napisała któraś z dziewczyn na górze słychać nas pewnie nie
        gorzej niż ja słyszę tych z góry. Moje dzieci wiedzą np. że nie ma mowy o
        odbijaniu piłkami o ściany, głośnych wrzaskach, od początku tłumaczę, że jak
        się coś od kogoś chce to trzeba przyjść, a nie drzeć się ze swojego pokoju.
        Podobnie z zachowaniem na klatce schodowej: nie wrzeszczeć, nie walić zabawkami
        w barierki itp. Pewnie że wielu rzeczy nie da się uniknąć, moje dzieci oprócz
        pewnych zasad bawią się, wygłupiają, kłócą itp. normalnie i często dość głośno.
        Moja sąsiadka ma nad sobą dwie dziewczynki w wieku 4 i 5 lat. I to jest horror:
        bo dzieci jak dzieci, słychać je jak każde inne. Ale ich ulubioną zabawą jest
        np. zeskakiwanie z łóżka na podłogę, chodzą też w drewniaczkach (chodakach) po
        podłodze z paneli....
        Jeśli jednak uważasz że Twoje dzieci bawią się "normalnie" a są po prostu
        żywiołowe i ruchliwe, to rzeczywiście nic nie poradzisz... poza ignorowaniem
        sąsiadki chyba smile))
        Pozdrawiam
    • burza4 Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 13:20
      Trudno po paru zdaniach ocenić, czy sąsiadka ma podstawy do pretensji (bo np.
      usiłuje odespać nocną służbę), czy przesadza i się czepia. Miałam sąsiadów z
      małym dzieckiem, które wydawało z siebie takie piski, od których dostawałam
      gęsiej skórki - a mieszkali nie przez ścianę ale po drugiej stronie ulicy! przy
      czym dało się wyczuć, że ten przeraźliwy pisk jest wyrazem niezadowolenia
      dziecięcia, i najwyraźniej dziecię to dyktowało w domu swoje warunki, bo piski
      były częste. Nie wiem jak znosili jej ludzie mieszkający obok, skoro mi po
      drugiej stronie ulicy zęby cierpły... Na szczeście się wyprowadzili, bo mnie
      szlag trafiał kiedy to dziecko zaczynało koncerty o 7 rano w sobotę, mimo ze
      pora "legalna". Jestem w stanie zrozumieć niezadowolenie z hałasliwego
      sąsiedztwa, nie uważam, że dzieci koniecznie MUSZĄ hałasować, wrzeszczeć, walić
      zabawkami bo inaczej będą sfrustrowane i nieszczęśliwe. Można się bawić nie
      robiąc harmidru, nawet jeśli dzieci są żywe. I szczerze mówiąc kompletnie nie
      rozumiem tekstu "nie jestem w stanie uspokoić córek"...
    • ewa2000 Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 13:54
      Z punktu widzenia prawa dzieci mogą szaleć między 6 a 22, jest jednak jeszcze
      coś takiego jak poczucie przyzwoitości wobec innych ludzi. Sąsiadka ma prawo do
      odpoczynku i elementarnej ciszy we własnym domu. Jeśli nie jest to ewidentne
      czepianie się ( czasem dziecko głośniej krzyknie, ale nie wrzeszczy bez
      przerwy), to radziłabym zdyscyplinować dziewczynki. Także we własnym interesie.
      Najgorszą rzeczą jest wojna z sąsiadami. Pani mieszkająca obok, gdy wyczerpie
      wszystkie możliwości perswazji i rozmowy, zacznie skutecznie utrudniać i
      uprzykrzać Wam życie myśl zasady o Bogu i Kubie.
      Zapewniam, że asortyment może być bogaty, zwłaszcza, gdy sąsiadka pracuje w
      policji. Będą mandaty za niesprzątniety śnieg, postawisz na chwilę samochód w
      niedozwolonym miejscu i w ciągu minuty zjawi się drogówka, a gdy dzieci będą
      chore sąsiadka może o 6.01 wiercić dziury itd, itp.
      Straszenie aresztowaniem nie najlepiej świadczy o autorce wypowiedzi, ale może
      to doprowadzić, że małe będą na długie lata bały się policji.
    • maallinka Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 16:17
      Ja rowniez mama sasiadow i to dookola, bo mieszkam w bloku. Od zawsze tak bylo.
      Pamietam, ze rodzice nie pozwalali mi w domu na granie w gume, skakanie na
      skakance itp bo to przeszkadza sasiadom. Dzieci to dzieci i zawsze beda chcialy
      sie wyszumiec i pohalasowac, ale my jako osoby juz dorosle musimy brac pod
      uwage rowniez potrzeby sasiadow.
      Sama czasem jestem zla jak slysze glosna muzyke zza sciany albo wiercenie
      wiertarka jak akurat udalo mi sie polozyc dziecko do snu, czasem bywa tez ze ja
      chce polozyc sie wczesniej spac a przez halasy sasiedzkie nie moge.
      To prawda ze cisza nocna to godziny 22:00-6:00, ale to tylko unormowania
      prawne, a co z kultura? Czy jesli ktos pracuje np w nocy to juz w dzien nie ma
      prawa odespac, bo cisza nocna go minela?
      Moje zdanie jest takie - jesli mieszkamy w blokach lub gdziekolwiek gdzie
      blisko mamy sasiada powinnismy starac sie aby on jak najmniej nas slyszal. I
      sami tez sobie tego przeciez zyczymy.
      A to wcale nie oznacza ze dzieci musza chodzic na paluszkach czy rozmawiac
      szeptem. Po prostu niech sie normalnie bawia tylko bez wrzaskow, tupania czy
      walenia w sciane. Naprawde dzieciom da sie to wytlumaczyc, zrozumieja to i nie
      bedzie problemu smile
      Pozdrawiam
    • anek.anek Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 17:01
      poza tym to nie jest tak, że poza ciszą nocną można robić wszystko. za
      nagminne, hałaśliwe zachowanie można zostać wykluczonym ze spółdzielni, można
      też dostać mandat jeśli udowodni się, że faktycznie nie znamy umiaru w hałasie.
      • andaba Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 21:23
        anek.anek napisała:

        > poza tym to nie jest tak, że poza ciszą nocną można robić wszystko. za
        > nagminne, hałaśliwe zachowanie można zostać wykluczonym ze spółdzielni, można
        > też dostać mandat jeśli udowodni się, że faktycznie nie znamy umiaru w
        hałasie.



        Jednak dwie dziewczynki w wieku przedszkolnym musiałyby być rozdartmi poworami,
        żeby rodzice na ten mandat zasłużyli. Trudno uwierzyć, że jest aż tak źle. Ja
        mam czworo dzieci w wieku przedszkolnym i okołoprzedszkolnym nie wydaje mi
        sie, aby jakoś strasznie hałasowali. Więc tym bardziej dwójka...
        • anek.anek Re: Problem z sąsiadką. 27.04.05, 22:13
          e, ja wierzę, że potrafią narobić niezłego rabanu. Jak mój syn spotyka się ze
          swoimi dwiema siostrami ciotecznymi - wszyscy sa przedszkolakami, to uszy mi
          puchną - w sensie dosłownym. Po pół godziny mam ochotę zabrać dziecko i wyjść,
          bo oni tak wrzeszczą, skaczą, walą w podłogę czy ścianę czym popadnie, jeżdżą
          na rowerze i rolkach po domu itd. Koszmar.Na miejscu sąsiadów mojej szwagierki
          już dawno zrobiłabym awanturę.
Pełna wersja