Dodaj do ulubionych

Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się.

05.08.05, 10:31
Czytam sobie posty na Forum Przedszkole, Żłobki czy Wychowanie o dzieciach,
którym ciężko idzie adaptacja, o rodzicach, którym "serce pęka" i tak sobie
myślę: To się nie zmieni, jeśli będziemy samolubnie wychowywać nasze dzieci
dla siebie. Ten proces powinien być nastawiony od początku na uspołecznianie i
nie powinno być problemów z odesłaniem dziecka tu czy tam, bo ono wie od
urodzenia, ze to są przyjaciele i ci, komu powierzaja je rodzice na pewno nie
robią krzywdy.

Wychowujmy dzieci dla świata, a nie dla siebie. Ostatecznie większość życia
spędzą one w społeczeństwie a nie przy maminym cycu.

P.S. Informuję, że jest to rozważanie teoretyczne. Napisanie tego postu nie
oznacza nieomylności autorki ani 100% zastosowania przez nią powyższej metody.
Obserwuj wątek
    • allija Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 05.08.05, 11:01
      Wg mnie w dużej mierze sa to uczucia niejako atawistyczne. Otóż żeby młode w
      naturze mogło przeżyć potrzebowało właśnie takiej opieki i samo musiało trzymac
      się matki przez okres dorastania. Podobnie jest z ludzkimi dziećmi. To np.
      dlatego wczoraj jakas matka w Polsce uratowała swoje dzieci widząc rozpędzony
      samochód jadący wprost na nich. Zamiast sama uciec osłoniła i odepchnęła swoje
      dzieci które były w tym momencie najważniejsze dla niej. Sama zginęła.
      Pewnie jest możliwa celowa zmiana takiego nastawienia. Podobne próby już były,
      w czasach komunistycznych kiedy to kobiety "szły na traktory i do fabryk" a
      dzieci do tygodniowych żłobków, przedszkoli i świetlic gdzie były uspołeczniane.
      I nikomu na dobre to nie wyszło.
      Już nie wspomnę, że dziecko musi wiedzieć iż są także ludzie źli, nie - sami
      przyjaciele jak proponujesz. Sama najlepiej wiesz, że nie każdemu powierzyłabyś
      opiekę nad swoim dzieckiem.
      Ja swojego dziecka nie wychowuję dla świata tylko uczę je jak żyć w tym
      świecie, jak ma sobie znaleźć w nim swoje miejsce. Nie musi być uspołecznione,
      wystarczy jak będzie szczęśliwe.
    • mieszkowamama Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 05.08.05, 11:03
      "Wychowujmy dzieci dla świata, a nie dla siebie..." Masz rację, dlatego oddaję
      Mieszka do żłobka i nie widzę w tym żadnej mojej wyrodności twierdząc, że
      Mieszkowi przyda się żłobek. Ja byłam wychowana właśnie tak, jak piszesz.
      Jestem szczęśliwa, otwarta, komunikatywna. Oczywiście, nie możan uogólniać, bo
      każde dziecko jest inne, ale jestem za.
    • lola211 Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 05.08.05, 11:21
      Ja takich problemow nie mialam- niemowle podrzucalam babciom, 2- latke
      powierzylam opiekunce, potem byl epizod z przedszkolem.Zadnych histerii,
      placzu, jekow, nie bylo.Albo ja sobie tak dobrze poradzilam albo mam takie
      fajne dziecko.
      • adzia25 Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 05.08.05, 12:48
        Moim zdaniem, zanim dziecko się uspołeczni należy dać mu poczucie
        bespieczeństwa. Nie mnie sądzić, czy lepiejfunkcjonuje dziecko, które było w
        żłobku, czy takie które nie był. Ja chodziłam do żłobka od 2 roku życia i nie
        widzę specjalnego uszczerbku na swojej psychice, ale pamiętam, że żłobek był
        okropny, panie nas biły i mama dawała łapówki, żeby mnie dobrze traktowały.
        Dlatego moje dziecko nie chodzi do żłobka i jeszcze dlatego, że mogę sobie na
        to pozwolić. Widzę jednak w małym wielką potrzebę kontaktu z innymi dziećmi.
        Dlatego zabieram go do przyjaciółek, które mają mluchy wpodobnym wieku. Moim
        zdaniem nie jest to prawda, że każde dziecko potrzebę kontaktów społecznych
        odczuwa dopiero w trzecim roku życia. Misio uwielbia dzieci i w ogóle ludzi.
        Myślę jednak, że lepiej aby pierwsze kontakty społeczne odbywały się pod okiem
        rodziców, którzy wrazie czego zainterweniuja. Widzę, że w Polsce jest teraz
        tendencja na przebywanie dziecka z matką, antomiast moja przyjaciółka z USA
        twierdzi, że tam kładą wielki nacisk na uspołecznianie od najmłodzych lat. Co
        jest dla dziecka lepsze zdeecydujemy same.
    • aniask_mama Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 05.08.05, 13:55
      Żadna normalna mama nie chce krzywdy swojego dziecka. I nie można powiedzieć:
      uspołeczniaj dziecko, niech chodzi do żłobka, przedszkola, a potem koniecznie
      na obozy i kolonie. Bardzo wiele zalezy od dziecka, jego psychiki.
      Ja nigdy do żłobka nie chodziłam, do przedszkola 1 rok, na żadne obozy czy
      kolonie nie jeździłam (rodzice proponowali, a jakże, ale nie chciałam i nie
      żałuję), a jako, że mieszkaliśmy w domu kolegów i koleżanek miałam niewiele.

      Nie mam problemów natury psychicznej i nie odstaję od społeczeństwa. Umiem być
      wśród ludzi, ale potrafię być też dłuższy czas sama i nie nudzę sie sama z sobą
      zupełnie. Moja mama postawiła na zaradność i tego mnie nauczyła, nie pchała na
      siłę do ludzi, jeśli nie chciałam. Dawała mi dużo wolności - dobrze rozumianej.

      Mój mały był od początku "dzikusem", do dziś niekoniecznie potrzebuje innych
      dzieci, zeby się dobrze bawić. Poszedł do przedszkola i oczywiście, że serce mi
      krwawiło, gdy płakał, dlatego zrobiłam wiele, by adaptacja przebiegała jak
      najmniej boleśnie. I myślę, że zawsze, nawet gdy bedzie dorosły, a coś mu
      pójdzie nie tak, serce mi krwawić będzie crying

      Wychowywać dla świata? ja powiem inaczej: nauczyć dziecko poczucia własnej
      wartości, wspomagać, ale nie zagłaskiwać i nie wyręczać. I nic na siłę.

      No, to się nawymądrzałam wink
    • aleksandrynka Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 05.08.05, 16:12
      lolinko, moim zdaniem to, o czym piszesz nie ma nic wspólnego z tym, o czym
      piszesz smile
      Ale do rzeczy - to, że matce serce pęka na początku "żłobkowania" nie ma nic
      wspólnego z tym, czy zdaje sobie ona sprawę, że dzieci nie wychowuje się dla
      siebie smile
      To nie to, że ona "nie chce" dziecka puścić w świat.
      To po prostu uczucia, lęk przed nieznanym, przed tym, jak dziecko sobie
      poradzi - można się obawiać, to dla małego nowa sytuacja, dla mamy też. To
      wyraz troski. To też żal po zakończeniu jakiegoś etapu - skończyła się
      jakaś "symbioza", faza, że tylko mama, teraz będą koledzy, panie - mimo, że
      człowiek sie na to jakoś przygotowuje ta sytuacja i tak zaskakuje... Nie wydaje
      mi się, zeby większość tych mam chciała trzymać dziecko całymi dniami przy
      sobie. One wiedzą, ze tak trzeba, ale przy tym czują to, co czują! I wolno im,
      i trzeba przez to przejść, tak w życiu jest...
      Jest etap bliskości, intymnej wręcz, potem oddalanie, potem szkoła - też trudny
      czas, potem puste gniazdo... Na wszystko jest czas i miejsce, a zmiany
      niepokoją, bo istotnie zmieniają się życiowe okoliczności, to naturalne.
      Wszystko trzeba przeżyć smile
    • ada1077 Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 06.08.05, 07:10
      Chyba nie masz dzieci albo jeszcze nie przeszłaś tematu: przedszkole, skoro
      wydaje ci się, że to czy dziecko się szybko zaaklimatyzuje w przedszkolu zależy
      od stylu wychowywania, który określiłaś jako: dla świata a nie dla siebie.
      Dziecko niezależnie od tego ile ma różnych kontaktów z różnymi ludźmi i dziećmi
      zawsze przechodzi z trudem zmianę trybu życia. Przedszkole to niestety jest
      spora zmiana w życiu dziecka i to że ta zmiana jest dla dziecka stresem a przez
      to co logiczne i dla rodziców, to nie tylko z tego powodu, że dziecku trudno
      jest się rozstać z matką, która była obecna przy nim przez cały dzień.
      Przedszkole oznacza dla dziecka nowy tryb życia, twarde reguły do których
      dziecko musi się przystosować, wstawanie wczesnie rano i nie ma że boli,
      niestety, ale nie każdemu dziecku jest łatwo przez to przejść i to już nie
      zalezy od wychowania.
      • dagmama Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 06.08.05, 09:36
        Jestem za "uspołecznieniem", ale w odpowiednim czasie.
        Nie imponuje mi ktoś, kto pozwala dwumiesięczniakowi wypłakać się w łóżeczku, bo
        "musi się nauczyć sam zasypiać", albo zostawia półroczniaka na dłużej z kimś
        innym, bo "musi się nauczyć samodzielności".
        Oczywiście rozumiem, że niektóre mamy są zmuszone zostawiać niemowlę z nianią
        albo oddać do żłobka i dzieci sobie radzą.
        Po prostu jest czas na wszystko.
      • lolinka2 Do ada1077 06.08.05, 11:31
        Mam. Czteroletnia córkę, próbuję ją tak właśnie 'dla świata' wychowywać,
        wychodzi różnie (vide podsumowanie pierwszego postu), ale właśnie aklimatyzuje
        się błyskawicznie w każdym otoczeniu...
        • aleksandrynka Re: Do ada1077 06.08.05, 19:23
          aklimatyzuje
          > się błyskawicznie w każdym otoczeniu...
          No to możesz się cieszyć, ze masz taką otwartą córę. Mój syn też się tak na
          razie zachowuje (1,5 roku). Tyle, że dzieci też mają różne charaktery i może
          się zdarzyć, że nasze (moje lub Twoje) następne dziecko nie będzie odstępować
          spódnicy na krok, i tak bywa...
      • judytak Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 08.08.05, 18:34
        ada1077 napisała:

        > Chyba nie masz dzieci albo jeszcze nie przeszłaś tematu: przedszkole, skoro
        > wydaje ci się, że to czy dziecko się szybko zaaklimatyzuje w przedszkolu
        zależy
        >
        > od stylu wychowywania, który określiłaś jako: dla świata a nie dla siebie.

        oczywiście nie zależy tylko od tego,
        ale od tego też, i to w dużej mierze

        właśnie dlatego, że dla dziecka, które przez, powiedzmy, trzy lata było zawsze
        w domu, zawsze z mamą, i, powiedzmy, z mamą, która nie ma w zwyczaju
        stawiania "twardych reguł", pójście do przedszkola jest ogromną zmianą

        podczas gdy dla dziecka, które regularnie przebywa bez matki, np. tylko z
        ojcem, z opiekunką, z babcią, dziadkiem czy ciotką, w domu, na spacerach jak i
        np. u babci, u ciotki, i wszędzie obowiązują te same podstawowe "reguły" (że
        np. trzeba jeść, kiedy obiad podano, że po obiedzie się idzie spać, że jak
        czegoś nie wolno, to nie wolno), i pamięta te okazje jako generalnie pozytywne,
        zmiana ta nie jest takim przerażającym skokiem...

        pozdrawiam
        Judyta
        • haganna Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 08.08.05, 21:33
          A moim zdaniem nie o mamę tutaj chodzi. Są dzieci wychowywane przez babcie,
          które mamę widzą tylko rano i w weekendy (a i to nie zawsze) i wcale nie
          są "uspołecznione".

          Uważam, że wszystko zależy od dziecka, od jego psychiki i osobowości. Jedne
          gładko przechodzą fazę żłobka, przedszkola, opiekunek, inne nie. Nie wolno na
          siłę zmuszać do czegoś. Nie zrobi się z wrażliwca przebojowego dziecka, sorry.
          Można dziecko ośmielić, ale radykalnych zmian nie będzie (zakładam, że nie
          izolowało się go wcześniej, nie chowało pod kloszem).

          Chodziłam do żłobka, do przedszkola, zajmowało się mną kilka opiekunek, byłam
          wysyłana na kolonie, obozy i zimowiska. Mama zaczęła całonocne dyżury jak
          miałam bodajże 4 lata. I co? Przeżyłam, ALE wspomnienie kolonii, przedszkola,
          opiekunek to istna trauma. Prosiłam, błagałam, żeby mnie zabrali, że nie chcę,
          ale moja mama "robiła karierę" i moje płacze ignorowała. Jest teraz babcią, ale
          nie zastosowałam ani jednej jej rady na temat wychowywania dzieci. Szczerze
          powiedziawszy - moje poglądy na temat wychowywania dzieci są totalnym
          zaprzeczeniem jej poglądów.

          Nikogo dla świata nie wychowujesz. Uczysz dziecko przetrwać, odnaleźć się w tym
          świecie, korzystać z niego. Nie żyjemy "dla świata", tylko "w świecie".
          • lolinka2 Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 09.08.05, 14:51
            Dla świata, w sensie "dla ludzi, z którymi i wśród których później będzie żyć".
            • haganna Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 09.08.05, 22:58
              No dobrze, nie żyjemy DLA ludzi, tylko właśnie WŚRÓD ludzi.
    • antonina_74 Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 08.08.05, 18:13
      A ja jestem wyrodna, żadne serce mi nie pękało, myśmy w dzieciństwie całą
      trójką chodzili do przedszkola i mój Kuba też poszedł tuż przed 3 urodzinami,
      od razu na 8 godzin, bez adaptacji, cudów, zostawania z mamą, wycofywania z
      przedszkola i nowomodnych wynalazków. Przepłakał, przechorował ile było trzeba,
      trzy lata przedszkola z nieśmiałego dzikusa podejrzewanego o autyzm zrobiły
      bystrego, kontaktowego chłopca, uspołecznił się, rozwinął intelektualnie i o to
      chodziło.
      Szczerze mówiąc to gdyby nie był taki nieśmiały i "dziwny" to nie upierałabym
      się przy przedszkolu tak wcześnie, może bardziej kontaktowemu dziecku wystarczy
      tyle co na placu zabaw, ale jego chciałam 'wrzucić" w otoczenie społeczne, w
      grupę. Pierwszy rok był ciężki ale cały czas widziałam postępy w mowie, w
      zabawie, w umiejętnościach.
      I dlatego się zgadzam.
    • pade Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 09.08.05, 20:43
      Wychowujemy dzieci dla świata?
      Nie podoba mi się to sformuowanie, wcale a wcale.
      Powołujemy dzieci na ten świat, chołubimy je, kochamy, wychowujemy, pomagamy
      przystosować się do rzeczywistości. Nie robimy tego dla innych. Robimy to bo je
      kochamy, bo chcemy by były szczęśliwe same ze sobą i z innymi ludźmi.
      Mojemu starszemu dziecku nie potrzebne było przedszkole, ani żłobek. Bardzo
      przezył rozstanie z mamą, była to wręcz dla niego trauma. A że trafił dodatkowo
      na wredne przedszkolanki, pogłebiło to jego poczucie opuszczenia przez mamę,
      przez najbliższych. Za to świetnie się zaadaptował w zerówce, jest bardzo
      otwartym i kontaktowym dzieckiem, no i można powiedzieć, że dopiero teraz jest
      szczęśliwy.
      Nie wiem jak będzie z córcią. Do żłobka jej nie posłałam, bo nie miałam
      sumienia, po prostu. Pójdziemy razem do przedszkola i zobaczymy jak będzie
      się "adaptować".
      Dzisiaj jadąć autobusem usłyszałam rozmowę trzech dziewczyn, z całą pewnością
      matek. Opowiadały o swoich dzieciach. Jedna z nich mówiła baardzo głośno, więc
      chcąc niechcąc słyszałam każde słowo. Opowiadała o swoim synku, który jest
      wychowywany przez babcię, bo ona pracuje (baaardzo szeroko rozpowszechnione
      zjawisko). Synek jest ponoć baaardzo rozpieszczony, wymusza wszystko płaczem,
      babcia ustępuje, dziadek po kryjomu daje słodycze itd, itp. A mamusia jest o to
      baaardzo zła i całą winę za rozpieszczenie dziecka zwala na rodziców.
      To nie tak, moje drogie. Nie można oczekiwać od dziadków, że będą wychowywać
      dzieci, używając nakazów i zakazów , że będą stosować się do poleceń matki. Nie
      można oczekiwać, że złobek czy przedszkole wszystko załatwi, że uspołeczni
      dziecko.
      A jeśli chodzi o nianię, prosty przykład: jeśli dziecko nie schodzi z kolan
      mamy, a jednocześnie wciąż mówi o niani to o czym to świadczy?
      Wiem, że w życiu nie ma prostych rozwiążań.
      Dla mnie najlepszym byłaby praca na pół etatu. Dzieci by się uspołeczniały, ale
      nie cały bozy dzień, a mama odetchnęła by troszkę od domku, a jednoczesnie
      miała czas dla dzieci i dla siebie.
      pozdrawiam
      • anetabaq Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 09.08.05, 21:17
        Witam...
        Popieram Twoją wypowiedź i twierdze, że praca nad dziećmi...przebywanie z nimi,
        rozmowy, zabawy, tańce, czytanie bajek, itd. to te "zjawiska" bardzo
        uspołeczniają dziecko.
        Nie jestem zwolennikiem żłobków, a Twoja wypowiedź utwierdziła mnie w
        przekonaniu, że nie dam dziecka do żłobka (bo tak miało być we wrześniu -
        chyba, że będę zmuszona (gdy męża zwolnią z pracy - wowczas On się zajmie
        kształtowaniem osobowości Synka))
        Synek jest bystry i szybko się uczy, ale nadal nie schodzi mamie z kolan wink) a
        Tata musi się nieźle wygłupiać by Maleństwo zapomniało o mamie na 15 minut wink)
        Także najlepsze uspołecznienie dzieci jest w domu...gdy MY IM UKAZUJEMY JAK
        NALEŻY PODCHODZIĆ DO LUDZI, ZWIERZĄT i ZABAW.
        Przedszkola i żłobki to naprawde ostateczność smile
        Pozdrawiam
        • marzena20 Re: Włożę kij w mrowisko... - wypowiedzcie się. 10.08.05, 22:40
          Nie do końca zgadzam się z Anetabaq, owszem, żłobek to ostateczność, dziecko
          nie jest jeszcze gotowe emocjonalnie. Nie każdy trzylatek dobrze poczuje się w
          przedszkolu, ale czterolatek do przedszkola powinien pójść.
          Napisałaś: Także najlepsze uspołecznienie dzieci jest w domu...gdy MY IM
          UKAZUJEMY JAK
          > NALEŻY PODCHODZIĆ DO LUDZI, ZWIERZĄT i ZABAW.
          Owszem, to prawda, ale tylko częściowa. Nie zastąpisz dziecku świata
          rówieśników, nie stworzysz każdej sytuacji, która pozwoli mu dojrzewać
          społecznie, to niemożliwe.
          Ktoś wcześniej napisał, że wszystko zależy od wrażliwości i indywidualności
          dziecka. Zgadzam się z tym, ale jeśli z pewnymi sprawami dziecko nie zmierzy
          się w przedszkolu, chcąc nie chcąc będzie musiało przeżywać dodatkowe stresy w
          szkole.
          Ja swoją małą chcę posłać do przedszkola za rok, jak skończy trzy lata. Jeśli
          nie będzie gotowa, poczekam jeszcze rok. Nie darowałabym sobie, że pozbawiłam
          ją możliwości kontaktu z innymi dziećmi, nowych doznań, problemów, sytuacji.
          Przecież wcześniej czy później będzie musiała żyć samodzielnie. Im wcześniej
          zacznie się uczyć, tym lepiej dla niej.
          Pewnie, że dla mnie będzie to bolesne, niepokój będzie mnie zżerał, ale nie o
          moje dobro i spokój ducha tu chodzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka