Dodaj do ulubionych

Jak wychować chłopca na Mężczyznę?...

17.08.05, 13:55
...tak się zastanawiam, jako matka Pewnego Półtoraroczniaka wink.
Rzeczony Półtoraroczniak jest śmiały, zaczepny, pogodny, otwarty, dosć
samodzielny (jedzenie, picie ze szklanki) uparty, nieznośny czasami i w ogóle
posiada większość cech, jakie w tym wieku zaczynają być coraz bardziej
widoczne. I tak sobie myślę, że wiele, wiele dobrego może w wychowaniu
wyniknąć z obserwacji - np. zaczął grzebać w talerzu, przebolałam bałagan i
teraz je sam i w sumie czysto wink, z kolei odpuściłam oswajanie z nocnikiem,
ani myśli inaczej, niż w pieluchę (wiem, tu ma jeszcze czas).
Czasem szukam metody - jak nie przeoczyć tego MOMENTU, kiedy dziecko wychodzi
z inicjatywa robienia czegoś a rodzic mu wtedy ma sznsę pokazać sposoby na
osiąganie celu.
Chciałabym wychować syna na sanodzielnego człowieka i na - jak to się mówi -
Prawdziwego Mężczyznę, nie jakieś lelum po lelum wink. I tu trzeba czasem
stanowczo, mimo łez w oczach u Malucha (brrrr, nie lubię takich sytuacji).
Mam wrażenie, że w tej materii baaaaaardzo duża jest rola ojca. Ja jestem
zdecydowanie za miękka i "do urobienia" ;-p.
Na szczęście jest Tata wink.
A Wy, co o tym myślicie?

pzdr
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 14:46
      Co to znaczy "prawdziwy mężczyzna" a nie "lelum polelum". Macho, który nie
      ukazuje uczuć? Facet, który niezaleznie od okolicznosci zawsze osiaga cel i
      "nikt mu nie podskoczy".Pan domu, którego musi słuchać zona i dzieci. Twardziel,
      co prędzej peknie, niz przyzna się komukolwiek, że ma problem, bo jako dziecko
      był pouczany, ze chłopcy nie płaczą? Kogo w przyszłosci nie wzruszą ani
      błagania, ani dzieciece łzy, tylko twardo zada wykonania kazdego polecenia?
      Jesli tak, to moze lepiej nie wychowac "Prawdziwego Mężczyzny".

      • tynia3 Oj, Verdano, Verdano... 17.08.05, 15:09
        A według Ciebie zwrot "prawdziwy męzczyzna" jest zabarwiony negatywnie?
        Naprawdę?
        Bo np. mój mąż jest prawdziwym mężczyzną: odpowiedzialny, zaradny, troskliwy,
        opanowany, ale i okazujący uczucia, kulturalny, serdeczny (co nie znaczy, ze
        bez wad!). Matka wychowała tak jego, jak i dwóch jego braci naprawdę dobrze i
        to w dużej mierze dzięki niej mam teraz udane małżeństwo wink i szczęśliwą
        rodzinę. Ale trzymała ich krótko, choć kochała bardzo i okazywała uczucia.
        Znam wielu panów, których bym mezczyznami nie nazwała, gdyby nie pewne cechy
        fizjologiczne. Naprawdę nie wiesz, o czym piszę, czy masz gorszy dzień na
        interpretację? Bo jak Ci wyszło, że chcę syna na macho i takiego, co nie
        okazuje uczuć wychowac, to nie podejmuję się dyskusji wink.

        pzdr
        • sol_bianca Re: Oj, Verdano, Verdano... 19.08.05, 09:30
          > Bo np. mój mąż jest prawdziwym mężczyzną: odpowiedzialny, zaradny, troskliwy,
          > opanowany, ale i okazujący uczucia, kulturalny, serdeczny (co nie znaczy, ze
          > bez wad!).

          A kobieta o tych samych cechach kim by była? Mężczyzną? Prawdziwą kobietą?
          Wychowaj syna na Człowieka, to i tak dużo.
        • nangaparbat3 Oj, Tynio, Tynio 25.08.05, 21:56
          Bo np. mój mąż jest prawdziwym mężczyzną: odpowiedzialny, zaradny, troskliwy,
          > opanowany, ale i okazujący uczucia, kulturalny, serdeczny (co nie znaczy, ze
          > bez wad!)

          Moja corka jest baaaaaardzo kobiecą dziewczynką, i jest odpowiedzialna,
          zaradna, troskliwa, opanowana, ale i okazujaca uczucia, kulturalna, serdeczna
          (co nie znaczy, ze nie bez wad!)

          NAPRAWDĘ!!!!
          • tynia3 Re: Oj, Tyniu, Tyniu ;) 27.08.05, 20:03
            No więc dokładnie wink, właśnie piszę, że w moim rozumieniu Prawdziwy Mężczyzna
            nie jest pozbawiony tych cech - wrażliwości, uczuciowości, zaradności, itd.
            Mam nieodparte wrażenie, że Verdana spodziewa się, iż marzy mi się w domu
            dupek, egoista, "twardziel", co łzy nie uroni, etc. No bzdura totalna! I moze
            jeszcze niech argumentów siłowych używa, a co! Taki ktoś z męskością ma
            niewiele wspólnego. Chyba po prostu inaczej reagujemy na pewne zwroty (w tym
            przypadku: Prawdziwy Męzczyzna). Ja się tu nie dopatruję zabarwienia
            pejoratywnego. Ale uswiadamiam sobie teraz, ze bardzo możliwe, iż uzyty przeze
            mnie zwrot takie, nieprzyjemne skojarzenia budzi. Tego nie zakładałam, tworząc
            watek - mój błąd.
            Dla mnie ów Prawdziwy Męzczyzna nie posiada właśnie ani jednej z przytoczonych
            przez Verdanę, negatywnych cech. I tyle. Można się chyba, przy odrobinie dobrej
            woli, dopatrzyć różnic między kobietą i mężczyzną, które nie zaprzeczają
            równouprawnieniu.

            pzdr serdecznie
      • acorns Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 15:14
        Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze, nie okazuje zbyt wylewnie swoich uczuć,
        raczej mają one odzwierciedlenie w czynach. Nie pokazuje słabości, nie zadręcza
        innych swoimi problemami.
        Prawdziwy mężczyzna musi być trochę chamski i gruboskórny, trochę mrukowaty.
        Nie oznacza to oczywiście używania wulgaryzmów zamiast przecinka ani bekania
        czy pierdzenia bez względu na okoliczności.
        Prawdziwy mężczyzna jak potrzeba to po prostu da w ryj albo sztachetą po
        żebrach i nie będzie się przejmował, że zniża się do poziomu dresiarza.
        Prawdziwy mężczyzna ma stanowić oparcie dla rodziny a nie być dla niej tyranem.
        Prawdziwy mężczyzna nie kupuje sobie Matiza ani Seicento ani Corsy ani niczego
        podobnego z silniczkiem pasującym najwyżej do kosiarki a nie do samochodu.
        Prawdziwy mężczyzna nie sączy drinków przez słomkę, a jeśli w ogóle jakieś
        drinki pije to tylko takie mające odpowiednią moc.
        Prawdziwy mężczyzna nie sika na siedząco, nie używa do jedzenia jednego posiłku
        5 sztućców i 3 talerzyków.
        Prawdziwy mężczyzna ma swoje męskie sprawy poruszane wyłącznie w męskim gronie.
        Naprawdę dużo tego wszystkiego jest. Bardzo dużo. Wychowanie chłopca na
        mężczyznę nie musi oznaczać hodowanie tyrana. Wkraczanie mężczyzn w typowo
        kobiece sfery i odwrotnie sprzyja powstawaniu unisexów (psychicznych, a nie
        fizycznych) co często widzę bo mam okazję widzieć i z takimi współpracować.
        Babochłopy albo kaleki życiowe.
        • tynia3 Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 15:28
          Choć nie we wszystkim się z Acorns zgadzam wink, to na pewno Prawdziwy Mężczyzna
          ma w sobie "to coś". Chodzi mi o takie ukształtowanie charakteru, które czyni
          go opiekunem, przewodnikiem stada wink, nie jestem bowiem zwolenniczką zamiany
          ról w rodzinie.
        • verdana Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 15:29
          Mam zawsze zły dzień, jak czytam o Prawdziwych Mężczyznach albo o Prawdziwych
          Kobietach.
          Czy dziewczynka nie ma byc samodzielna w swych wyborach? Odpowiedzialna?
          Troskliwa? Potrafiaca sama się utrzymać? Trozcząca się o rodznę? Czy na kazde
          łzy dziewczynki trzeba zwracać uwagę, a na chłopca nie? Moze być "lelum-polelum"?
          Naprawdę, nie wiem, czym ma różnic sie wychowanie chłopca od dziewczynki. Bardzo
          chciałabym sie dowiedzieć, co oznacza prawdziwy męzczyzna i czym ma się różnić
          od prawdziwej kobiety, za wyjatkiem cech fizycznych? Tym, ze potrafi przyłożyć
          sztachetą i nie siusia na siedzaco?
          • tynia3 Mam wrażenie, że... 17.08.05, 15:36
            ...trochę się doczepilaś do niefortunnego być moze zwrotu, Verdano. Moim
            zdaniem wychowywanie dziewczynki i chłopca różni się zdecydowanie i NIE MÓWIĘ
            TU O OBOWIAZKU WYCHOWANIA KAŻDEGO NA CZŁOWIEKA (tzn. wrażliwego na krzywdę,
            umiejącego mówić o uczuciach, etc.), mówię o czymś zupelnie innym.
            • verdana Re: Mam wrażenie, że... 17.08.05, 15:48
              Ja wychowałam juz i chłopca i dziewczynkę.
              Tak samo. Bez żadnych różnic. I dlatego pytam - czym Twoim zdaniem to wychowanie
              się różni?
              • tynia3 Re: Mam wrażenie, że... 17.08.05, 15:59
                Właśnie się zastanawiam, bo przecież (oprócz tych tego, że każdego należy
                wychować na człowieka dobrego, uczciwego, itd) efekt tego samego wychowanie z
                reguły w dorosłym zyciu jest inny, co nie znaczy gorszy (!) wink. Meżczyzna jest
                raczej przewodnikien (nie tyranem), kobieta duchem domu (oczywiście nie
                przypisuję tych cech wylącznie jednemu lub drugiemy, ale przyznasz, ze nia mają
                ich po równo. Ja np. nie jestem na równi silna, choćby psychicznie - co mąż, a
                on z kolei nie potrafi wielu rzezcy typowo kobiecych. I dobrze. ale uczył się
                tego nie w naszym domu, a głównie w swoim, rodzinnym i - jak pisałam - w duzej
                mierze to zasługa jego matki, że jest dziś dobrym mężem i ojcem.
                • tynia3 Taki przykład mi się nasunął... 17.08.05, 16:05
                  ... kiedyś chłopca przyuczano do szabli, a dziewczynki uczyły się haftować.
                  Dziś jest zgola inaczej, ale różnice sa na pewno. Ciekawa jestem jak Wy to
                  widzicie.
                  • gaika Re: Taki przykład mi się nasunął... 17.08.05, 16:16
                    I mi sie nasunal tez.
                    Bywa,ze chlopcom niewysportowanym zyje sie trudniej(mala akceptacja spoleczna
                    dla niklej sprawnosci fizycznej u plci meskiej).Dziewczynka tego rodzaju
                    problemow raczej miec nie bedzie.

                    Natomiast gdybym miala corke, chcialabym, zeby byla wysportowana, niezaleznie
                    od oczekiwan spolecznych i przypisywanych plciom rol.Bo to zwyczajnie zdrowosmile
                  • emango Re: Taki przykład mi się nasunął... 17.08.05, 16:20
                    Tynia, ja akurat wiem, o co Ci chodzi. I chodź zwrot "prawdziwy mężczyzna"
                    wydaje się niektórym politycznie niepoprawny, inaczej bym tego nie nazwała. Moim
                    zdaniem prawdziwy mężczyzna to facet bez kompleksów, który wie, czego chce i o
                    co mu chodzi w życiu i daje kobiecie oparcie. Co nie znaczy, że nie może mieć
                    wątpliwości i chwil słabości. Każdy CZŁOWIEK ma takie chwile. Ale nie może być
                    rozlazły, lelum polelum, jak słusznie to określiłaś. Nie zniosłabym bycia z
                    kimś, kto podejmuje decyzję, a potem (potem!) się zastanawia czy dobrze zrobił,
                    kto nie jest odpowiedzialny za to, co robi. Wystarczy, że kobiety okresowo są
                    niezrównoważone wink Facet ma być stabilny smile
                    • carlafehr Re: Taki przykład mi się nasunął... 17.08.05, 19:03
                      emango napisała:

                      > Tynia, ja akurat wiem, o co Ci chodzi. I chodź zwrot "prawdziwy mężczyzna"
                      > wydaje się niektórym politycznie niepoprawny, inaczej bym tego nie nazwała.
                      Moi
                      > m
                      > zdaniem prawdziwy mężczyzna to facet bez kompleksów, który wie, czego chce i o
                      > co mu chodzi w życiu i daje kobiecie oparcie. Co nie znaczy, że nie może mieć
                      > wątpliwości i chwil słabości. Każdy CZŁOWIEK ma takie chwile. Ale nie może być
                      > rozlazły, lelum polelum, jak słusznie to określiłaś. Nie zniosłabym bycia z
                      > kimś, kto podejmuje decyzję, a potem (potem!) się zastanawia czy dobrze
                      zrobił,
                      > kto nie jest odpowiedzialny za to, co robi. Wystarczy, że kobiety okresowo są
                      > niezrównoważone wink Facet ma być stabilny smile


                      O właśnie, zgadzam się z tym, co napisała Emango.
                      Zgadzam sie też również z Verdaną w tym, że nie widzę różnić w wychowywaniu
                      dziewczynek i chłopców, czy raczej, że tych różnic nie powinno być. Różnice w
                      wychowywaniu dzieci wynikaja raczej - tak mi się wydaje - z charakterów i
                      temperamentów dzieci, z ich potrzeb i wieku. Natomiast nie zgadzam sie z tym,
                      że chłopca z góry wychowywać mam na twardziela a dziewczynkę na słodką uległą
                      słabą istotkę. Może sie zdarzyć, że dziewczynka nie ma ochoty na bycie słodką a
                      nadwrażliwemu chłopcu nie pomoże ani w życiu ani w zostaniu prawdziwym
                      mężczyzną brak akceptacji ze strony rodziców dla jego "niemęskiej" wrażliwości.
                      I jeszcze do Acorns: ciekawa jestem, czy byłbyś zachwycony "męskim" zachowaniem
                      np mojego syna, który okazałby sie silniejszy od Twojej córki i wlałby jej?
                • verdana Re: Mam wrażenie, że... 17.08.05, 16:11
                  Wcale nie uwazam, ze mąż musi być przewodnikiem, a żona - duchem domu. I w tym
                  się różnimy. Nigdy nie wychowywałabym cóki na osobe podległa dowolnemu wybranemu
                  przez nia partnerowi - zakladao by to z definicji, że każdy mężczyzna "wie
                  lepiej", jest inteligentniejszy i ma cechy przywódcze. Kobieta zaś ma słuchać
                  męża, niezaleznie od jego wartosci - z definicji.
                  A więc isnieje załozenie, że kobieta kierować rodzina nie może. Dlaczego? Bo
                  jest głupsza?
                  Nie twierdzę, że to kobieta ma kierować, a mąż słuchać. Ale istnieją np. zwiazki
                  partnerskie, gdzie nie ma roli "przewodnika".
                  Nie wiem też, dlaczego dobrze jest, gdy człowiek czegokolwiek nie umie. Facet
                  zmywać i gotować, a kobieta wbijać gwoździ i kierować domem. Dla mnie nie kazdy
                  musi umieć wszystko, ale bycie dumnym z tego, że się czegoś nie umie, bo to
                  własnej płci nie przystoi jest dla mnie co najmniej dziwne.
                  Moi synowie umieją gotować. Moja córka zna karate.
                  • mama20 brawo verdana!! 23.08.05, 23:26
                    popieram cie smilesmile bo ja sama jestem taka slodka istotka, a moj
                    mezczyzna "prawdziwym" , zaradnym mezczyzna... i mam zal, ze zawsze jestem
                    zalezna od niego... bo czasem chcialoby sie wziac sprawy w swoje rece... a on z
                    kolei nie potrafi przestac sie przejmowac rola "przewodnika stada" i tez wiele
                    traci, kto wie, moze tez ma zal.
                    Bo bylismy wychowani na prawdziwa kobiete i prawdziwego mezczyzne - zammiast na
                    prawdziwych partnerow.
          • acorns Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 16:12
            verdana napisała:

            > Czy dziewczynka nie ma byc samodzielna w swych wyborach? Odpowiedzialna?
            > Troskliwa? Potrafiaca sama się utrzymać? Trozcząca się o rodznę? Czy na kazde
            > łzy dziewczynki trzeba zwracać uwagę, a na chłopca nie? Moze być "lelum-
            polelum
            > "?

            Oczywiście, że ma być samodzielna, odpowiedzialna, zaradna itd. Mam córkę i
            właśnie staram się ją tego nauczyć. Ona może płakać i jak płacze, zawsze jest
            przytulana. Bo jest dziewczyną i takie jej prawo. Chłopiec ma to zdusić w sobie
            bo jest mężczyzną. Nie mówię tu o dwu-trzylatkach, nawet o sześciolatkach. Ale
            dziesięciolatek powinien już umieć się od płaczu powstrzymać i starać się jakoś
            swój problem rozwiązać. Przynajmniej się postarać, a nie lecieć do mamusi, żeby
            przytuliła bo płacze.

            Prawdziwy mężczyzna od prawdziwej kobiety różni się przede wszystkim
            zachowaniem i upodobaniami. To raczej temat na małą książkę a nie na posta na
            forum.

            > Naprawdę, nie wiem, czym ma różnic sie wychowanie chłopca od dziewczynki.

            Na pewno nie trzeba ganiać chłopca do garów podczas gdy ojciec naprawia
            samochód albo tynkuje dom. Nie należy zwracać jego uwagi na drobiazgi. W ogóle
            jak widzę niektórych chłopców to zaczynam popierać tradycję pewnego
            afrykańskiego plemienia, w którym chłopcy w wieku 9 lat są izolowani od matek i
            wychowywani tylko przez mężczyzn - na mężczyzn. Co to za chłopiec, który dostał
            od mojej córki (rok od niego młodszej) wpieprz jak koza za obierki i jeszcze
            się do tego przyznał i poskarżył mamusi, która przyszła do mnie z pretensjami?
            Ja wykonałek klasyczny ROTFL na parkiecie w przedpokoju...
            • emango Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 16:29
              Sama mam koleżankę, której największym marzeniem jest taka mała zgrabna
              wkrętareczka smile, ale to jest raczej wyjątek (który potwierdza regułę?) Ja nie
              wbijam gwoździ, nie uszczelniam okien, nie noszę ciężkich zakupów i skrzynek i
              dobrze mi z tym. Bo mój mąż ma więcej siły i wydaje mi się (podkreślam: to moje
              zdanie), że to jest bardziej naturalne. On za to nie gotuje i nie robi różnych
              rzeczy w domu, bo ja je robię może nie tyle lepiej, co szybciej (kwestia wprawy
              smile ). Ale oboje się na to zgadzamy. Gotowanie nie uwłacza facetowi, tak jak
              wbijanie gwoździ - kobiecie. Ale to są moim zdaniem skutki uboczne, bo jeśli
              facet nie ma kompleksów, to nie będzie się bał "babskich" zajęć, wzruszeń i
              będzie to robił rasowo, po męsku...
            • verdana Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 16:32
              Oczywiscie - mężczyźni nie mają płakać, maja dostawać zawałów. To jest męskie
              jak cholera.
              Mój osiemnastolatek płakał, kiedy zdychał jego siedmiotygodniowy kot. I bardzo
              dobrze. Dla mnie prawdziwy mężczyzna to nie facet, który nigdy nie płacze, tylko
              facet, który płacze w sytuacjach dramatycznych, nie tracąc przy tym głowy i
              biegnąc ciemną nocą z kotem na kroplówkę. (dla zainteresowanych - kot przeżył).
              A dziewczynke uczę, że o byle g.. się nie płacze, żeby potem nie załużyć na
              miano niezrównowazonej histeryczki. I nie będę przytulać dziesieciolatka
              niezaleznie od plci, jeśli ryczy bez powodu. Ale jak płacze, bo zdarzyło się
              nieszczęście? Niezaleznie od płci płacze sie z poważnego powodu.
              Jakież to upodobania maja faceci, a jakie kobiety? Takie, jakich nauczylismy ich
              w dużym stopniu w dzieciństwie. Jak chłopcu tłumaczt się, że jego upodobania są
              babskie, a dziewczynke posyła na taniec zamiast na karate, to późniejsze
              upodobania sa skutkiem wychowania, a nie cechą wrodzoną.
              • gaika Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 16:46
                To raczej sprawa roznych oczekiwan w stosunku do rol spolecznych . Jednym
                odpowiada uklad partnerski, bez sztywnego podzialu obowiazkow(robi się to , co
                konieczne do zrobienia), inni cenia tzw.”tradycyjny „ uklad. To kwestia
                wychowania, wyznawanych wartosci i potrzeb wlasnych.
                Nie da się ustalic wspolnego stanowiska, bo to jak wychowujemy nasze dzieci
                zalezy wlasnie od naszego spostrzegania rol meskiej i kobiecej i wedlug tego
                ksztaltujemy nasze dzieci(czasem ostro się bronia smile)


                Ja w wychowaniu jestem zdecydowanie blisko stanowiska Verdany, ale za to
                kilometry od Acornssmile
              • tynia3 Gdybym miała córę, 17.08.05, 16:53
                też chciałabym, aby znała karate wink, ale w duchu liczyłabym, że nie będzie
                musiała bronić i partnera i siebie, jakby co. O to mi chodzi.
                • verdana Re: Gdybym miała córę, 17.08.05, 16:56
                  Ja mam taka sama nadzieję, ze mój syn nie będzie musiał bronić żony, jakby co.
                  • verdana Re: Gdybym miała córę, 17.08.05, 17:00
                    A odnosnie karate i córki - chodziła do szkoły w niebezpiecznej okolicy. Przed
                    szkołą chuligani zaczęli bić kolegę z klasy. Córka zmobilizowała dwóch kolegów,
                    razem podeszli do chuliganów i zagrozili im tak, że uciekli. Reszta - i chłopców
                    i dziewcząt - przygladała się ze strachem, ale nie interweniowała.
                    Zgodnie z podziałem ról moja córka powinna raczej zadzwonić po policje i
                    wybuchnąć płaczem. Jednak trenując karate miała tyle odwagi, by uratowac kolegę.
                    Tak więc i dziewczynom może się odwaga przydać.
                  • tynia3 ;) 17.08.05, 17:03
                    verdana napisała:

                    > Ja mam taka sama nadzieję, ze mój syn nie będzie musiał bronić żony, jakby
                    co.

                    No i tu faktycznie mamy różne zdania wink, bo ja akurat uważam, że o ile facet
                    broniący żony (mówię o sile, odparciu ataku) mnie nie dziwi, to żona lejąca
                    intruzów w obronie męża już troszkę wink.

                    pzdr serdecznie
                • triss_merigold6 Postaram się uprzejmie;) 17.08.05, 17:07
                  Zdecydowanie opcja Verdany czyli niezależnie od płci identyczny model
                  wychowawczy z szacunkiem dla preferencji dziecka. Karate nie? To może jazda
                  konna albo pływanie, gra na banjo, haft na tamborku czy coś innego.
                  Nie mam zamiaru wpajać synowi, że jest przyszłym "przewodnikiem stada" ponieważ:
                  - IMO bzdura stereotypowo - kulturowa
                  - nie wiadomo czy jakieś stado będzie (może chcieć żyć singlowo)
                  - może byc słabszy psychicznie niż wybranka i niedecyzyjny
                  - może mieć odmienne preferencje itd

                  Mazgajstwa nie toleruję niezależnie od płci i wieku, podobnie jak rozczulania
                  się nad sobą bez sensownego powodu.
                  "Prawdziwy coś tam" kojarzy mi się fatalnie, leci socjobiologią w najgłupszym
                  wydaniu i konserwatyzmem obyczajowym.
                  Ostatnią rzeczą m wymagała od dziewczynki jest opiekuńczość i bycie
                  wspomnianym "dobrym duchem domu".
                  Trafia mnie szlag na miejscu jak czytam o: prawdziwych męskich sprawach; wersji
                  zero łez; podejmowaniu ostatecznych decyzji przez mężczyznę i konieczności
                  wdrożenia go do obrony stada.
                  • aka10 Re: Postaram się uprzejmie;) 17.08.05, 17:34
                    Popieram w 100%.Wszedzie sie od stereotypow odchodzi i np. czas
                    najwyzszy,zeby "samiec" i "samica" zarabiali tyle samo na takim samym
                    stanowisku.Odchodzenie od stereotypow nalezy zaczynac od poczatku,bo juz nawet
                    widac roznice w traktowaniu noworodkow w szpitalu.Pozdrawiam.
                  • tynia3 Zamiast tytułu wątku... 17.08.05, 17:48

                    jak wychować chłopca na prawdziwego meżczyznę, być może powinnam napisać: "jak
                    wychowujecie dzieci "na ludzi" wink,


                    triss_merigold6 napisała:

                    > Zdecydowanie opcja Verdany czyli niezależnie od płci identyczny model
                    > wychowawczy z szacunkiem dla preferencji dziecka. Karate nie? To może jazda
                    > konna albo pływanie, gra na banjo, haft na tamborku czy coś innego.
                    > Nie mam zamiaru wpajać synowi, że jest przyszłym "przewodnikiem stada"
                    ponieważ
                    > :
                    > - IMO bzdura stereotypowo - kulturowa
                    > - nie wiadomo czy jakieś stado będzie (może chcieć żyć singlowo)
                    > - może byc słabszy psychicznie niż wybranka i niedecyzyjny
                    > - może mieć odmienne preferencje itd
                    >
                    > Mazgajstwa nie toleruję niezależnie od płci i wieku, podobnie jak rozczulania
                    > się nad sobą bez sensownego powodu.
                    > "Prawdziwy coś tam" kojarzy mi się fatalnie, leci socjobiologią w najgłupszym
                    > wydaniu i konserwatyzmem obyczajowym.
                    > Ostatnią rzeczą m wymagała od dziewczynki jest opiekuńczość i bycie
                    > wspomnianym "dobrym duchem domu".
                    > Trafia mnie szlag na miejscu jak czytam o: prawdziwych męskich sprawach;
                    wersji
                    >
                    > zero łez; podejmowaniu ostatecznych decyzji przez mężczyznę i konieczności
                    > wdrożenia go do obrony stada.




                    Zgadzam się, ze to dziecko samo sobie ma prawo wybrac co go interesuje i w
                    jakim kierunku pójdzie, z kim jak będzie żyło. Może się nie rozumiemy. Nie
                    chodzi mi o narzucanie stereotypów. Facet nie ma być twardzielem. Kobieta nie
                    musi być uległa. Chyba, że chcą.
                    Po prostu taka myśl mi się nasunęła, bo w naszym domu akurat się uzupełniamy.
                    Gdyby każde z nas chciało przewodniczyć lub każde było z tych "haftujących", to
                    zgodę byłoby pewnie ciężej wink. U nas ten podział ról jest akurat bardziej
                    tradycyjny, co nie przeszkadza mi czuć się zaradną i samodzielną, nie siedzącą
                    w portfelu meża, itd. Może się mylę, ale to kwestia tegoż podziału - fakt, nie
                    wg płci, a wg wyboru (mój maż potrafi nastawić pralkę, a ja czasem wbijam
                    gwoździe wink).

                    Ale odnoszę nieodparte wrażenie, że dziś - mimo równouprawnienia - mężczyzna Z
                    REGUŁY ogląda się za kobietą delikatniejszą, kobieta szuka OPIEKUNA. Choć nie
                    zawsze, ocywiście.

                    pzdr
                    • gaika Re: Zamiast tytułu wątku... 17.08.05, 18:02
                      tynia3 napisała:

                      >
                      > jak wychować chłopca na prawdziwego meżczyznę, być może powinnam
                      napisać: "jak
                      > wychowujecie dzieci "na ludzi" wink,

                      A to insza inszoscwink


                      > Ale odnoszę nieodparte wrażenie, że dziś - mimo równouprawnienia - mężczyzna
                      Z
                      > REGUŁY ogląda się za kobietą delikatniejszą, kobieta szuka OPIEKUNA. Choć nie
                      > zawsze, ocywiście.

                      Chyba jednak nie da sie ustalic reguly (patrz aktualny wateksmile
                      Jak sie okazuje to indywidualne potrzeby i wartosci sa tu kluczem.
                      Czyli co kto lubiwink
                      • liberata Re: Zamiast tytułu wątku... 17.08.05, 23:15
                        Prawda jest taka, że słaby facet szuka silnej kobiety, a silny facet jest w
                        stanie przejąć funkcje opiekuńcze i siła lub słabość kobiety nie robi mu dużej
                        różnicy.
                    • triss_merigold6 Tynia 17.08.05, 20:31
                      Skoro macie tradycyjny podział ról to pewnie syn przejmie wzory z domu. Tylko
                      nie dziwi się później, że może mieć problemy ze znalezieniem partnerki. Coraz
                      mniej jest kobiet, którym model konserwatywy pasuje. Coraz więcej tych
                      samodzielnych, zaradnych i niezależnych które nie szukają OPIEKUNA tylko
                      towarzysza życia traktującego je poważnie a nie jak słabe istotki.
                      • tynia3 No nadal się nie rozumiemy, qrczę ;) 17.08.05, 20:55
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Skoro macie tradycyjny podział ról to pewnie syn przejmie wzory z domu. Tylko
                        > nie dziwi się później, że może mieć problemy ze znalezieniem partnerki. Coraz
                        > mniej jest kobiet, którym model konserwatywy pasuje. Coraz więcej tych
                        > samodzielnych, zaradnych i niezależnych które nie szukają OPIEKUNA tylko
                        > towarzysza życia traktującego je poważnie a nie jak słabe istotki.


                        U mnie jedno nie wyklucza drugiego. W domu sprawy są układane kompromisowo.
                        Jestesmy dla siebie jak najbardziej partnerami, a jednak... Nie czuję się
                        słaba, przeciwnie, wiem że jestem zaradna życiowo, niezalezna finansowo, etc.
                        Mąż liczy się z moim zdaniem nie mniej, niż ze swoim i ZAWSZE o nie pyta. A
                        mimo to stanowi dla mnie oparcie, którego opisać nie potrafię, a które, IMHO,
                        moze dać tylko meżczyzna.
                        No wink, jakoś tak... o to mi chodziło wink)).
                        Ostatnią rzeczą, jaką chciałabym, to nie nauczyć partnerstwa, no bez żartów wink.
                        I daleka jestem od "konserwy", choć moze niezbyt zgrabnie o tym piszę.

                        pzdr
                        • triss_merigold6 Re: No nadal się nie rozumiemy, qrczę ;) 17.08.05, 21:06
                          Faktycznie, nie zrozumiemy się. Nie rozumiem jakie oparcie może dać tylko
                          mężczyzna, wg. mnie to niezależne od płci.
                          Tynie nie wykręcaj się, zgodziłaś się w dużej mierze z treścią wypowiedzi
                          Acornsa a to było ultrakonserwatywne.
                          • tynia3 Re: No nadal się nie rozumiemy, qrczę ;) 17.08.05, 21:45
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Faktycznie, nie zrozumiemy się. Nie rozumiem jakie oparcie może dać tylko
                            > mężczyzna, wg. mnie to niezależne od płci.

                            Niesety nie potrafię dokładnie opisać, jak to widzę, ale myślę, ze to sprawa
                            natury. W końcu kobieta i męzczyzna się różnią i te różnice traktuję
                            pozytywnie - jako uzupełnienie. U nas akurat ten model się sprawdza, ale jak
                            moje dziecci obiorą inny, mniej tradycyjny - proszę bardzo.

                            > Tynie nie wykręcaj się, zgodziłaś się w dużej mierze z treścią wypowiedzi
                            > Acornsa a to było ultrakonserwatywne.

                            Nie, jestem daleka od tak skrajnych zapatrywań.


                            pzdr
                        • nangaparbat3 Re: No nadal się nie rozumiemy, qrczę ;) 25.08.05, 22:11
                          tynia3 napisała:


                          >
                          > I daleka jestem od "konserwy", choć moze niezbyt zgrabnie o tym piszę.
                          >

                          Słoneczko, tak o tym piszesz, ze zastanawiałam sie, czy to aby nie podpucha
        • carlafehr Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 18:36
          acorns napisał:

          > Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze, nie okazuje zbyt wylewnie swoich uczuć,
          > raczej mają one odzwierciedlenie w czynach. Nie pokazuje słabości, nie
          zadręcza
          >
          > innych swoimi problemami.
          > Prawdziwy mężczyzna musi być trochę chamski i gruboskórny, trochę mrukowaty.
          > Nie oznacza to oczywiście używania wulgaryzmów zamiast przecinka ani bekania
          > czy pierdzenia bez względu na okoliczności.
          > Prawdziwy mężczyzna jak potrzeba to po prostu da w ryj albo sztachetą po
          > żebrach i nie będzie się przejmował, że zniża się do poziomu dresiarza.
          > Prawdziwy mężczyzna ma stanowić oparcie dla rodziny a nie być dla niej
          tyranem.
          >
          > Prawdziwy mężczyzna nie kupuje sobie Matiza ani Seicento ani Corsy ani
          niczego
          > podobnego z silniczkiem pasującym najwyżej do kosiarki a nie do samochodu.
          > Prawdziwy mężczyzna nie sączy drinków przez słomkę, a jeśli w ogóle jakieś
          > drinki pije to tylko takie mające odpowiednią moc.
          > Prawdziwy mężczyzna nie sika na siedząco, nie używa do jedzenia jednego
          posiłku
          >
          > 5 sztućców i 3 talerzyków.
          > Prawdziwy mężczyzna ma swoje męskie sprawy poruszane wyłącznie w męskim
          gronie.
          >
          > Naprawdę dużo tego wszystkiego jest. Bardzo dużo. Wychowanie chłopca na
          > mężczyznę nie musi oznaczać hodowanie tyrana. Wkraczanie mężczyzn w typowo
          > kobiece sfery i odwrotnie sprzyja powstawaniu unisexów (psychicznych, a nie
          > fizycznych) co często widzę bo mam okazję widzieć i z takimi współpracować.
          > Babochłopy albo kaleki życiowe.

          Rany, to raczej prawdziwy jaskiniowiec.
          Dal mnie prawdziwy mężczyzna to przede wszystkim człowiek czynu, czyli ktoś,
          kto działa, idzie do celu a nie oglada sie na innych, czy używa manipulacji. To
          ktoś odważny, dumny i honorowy. Odpowiedzialny i opiekuńczy wobec kobiet i
          dzieci. Posiadający silny charakter i silną wolę. I raczej dżentelmen niż facet
          bez manier, jedzący najlepiej rękami, bo to takie męskie.
          Zamiast chamstwa i gruboskórności wystarczy mu inteligencja i zdecydowanie, a
          także charyzma. Charyzmatyczny facet w życiu codziennym nie musi nikogo walić w
          ryj ani sztachetami po żebrach.
          Prawdziwy mężczyzna ma na tyle rozwiniete poczucie własnej wartości i ego, że
          nie musi go podpierać wielkimi samochodami z wielkimi silnikami (im mniejsze
          ego, tym większe auto...)
          Prawdziwy mężczyzna nie musi pić alkoholu nawet w Polsce, bo ma dość ikry, żeby
          powiedzieć nie i nie przejmować się, że jacyś "kumple" będący "prawdziwymi
          mężczyznami" będą się krzywić.
          Prawdziwy mężczyzna nie musi nawet obsikiwać własnego terenu na stojąco,
          chociaż wiem, że to szczególnie drażliwy punkt dla niektórych mężczyzn smile.




          --------------------------------------------------------------------------------

          Copyright © Agora SA˙•˙O nas˙•˙Reklama˙•˙Ochrona prywatności˙•˙Mapa
          serwisuPoleć stronę znajomym | Zgłoś problem lub błąd

          --------------------------------------------------------------------------------




        • mallard Ma się rozumieć Acorns, że 27.08.05, 00:28
          Ty jesteś ten najprawdziwszy? Zgadłem?
          Pozdrówko! smile (może zbyt wylewnie?)
    • rycerzowa Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 18:14
      Jeśli masz już w domu jednego prawdziwego mężczyznę - męża - będziesz mieć
      niewątpliwie i drugiego. Nie potrzebujesz się o to kłopotać.

      • anatemka Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 20:53
        a ja bym chciała wychować syna na dobrego człowieka.
        • tynia3 Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 20:57
          anatemka napisała:

          > a ja bym chciała wychować syna na dobrego człowieka.


          A to przede wszystkim wink.
    • falka32 Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 21:09
      Jeżeli twój syn ma narządy rozrodcze w porządku, to raczej będzie mężczyzną smile)))
      Jeżeli są jekieś wrodzone, przynależne mężczyźnie cechy (np to przewodnictwo),
      to też się SAME ujawnią bo co naturalne i wrodzone nie wymaga wychowywania. A
      jeżeli kogoś trzeba uczyć bycia "mężczyzną" cokolwiek to nie znaczy smile to nie
      będzie prawdziwym mężczyzną, tylko sztucznym produktem socjalizacji smile))))
      Jak się nie obrócisz, tyłek zawsze z tyłu smile

      Więc moze daj dziecku spokój, kochaj go i traktuj normalnie to wyrośnie na
      przyzwoitego człowieka.
      • tynia3 Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 21:47
        falka32 napisała:

        > Jeżeli twój syn ma narządy rozrodcze w porządku, to raczej będzie
        mężczyzną smile)
        > ))
        > Jeżeli są jekieś wrodzone, przynależne mężczyźnie cechy (np to przewodnictwo),
        > to też się SAME ujawnią bo co naturalne i wrodzone nie wymaga wychowywania.


        O, no włąśnie! jakoś mniej więcej tak chciałam to ująć, a samo "wychowanie"
        rozumiem jako pewną pomoc w znalezieniu drogi, nie narzucenie schematu.

        > jeżeli kogoś trzeba uczyć bycia "mężczyzną" cokolwiek to nie znaczy smile to nie
        > będzie prawdziwym mężczyzną, tylko sztucznym produktem socjalizacji smile))))
        > Jak się nie obrócisz, tyłek zawsze z tyłu smile
        >
        > Więc moze daj dziecku spokój, kochaj go i traktuj normalnie to wyrośnie na
        > przyzwoitego człowieka.
    • liberata Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 17.08.05, 23:29
      A jeśli chodzi o obronę stada, która jest domeną mężczyzn... Każdy samiec
      ucieknie przed przytłaczającą przewagą przeciwnika - także mężczyzna (ile jest
      kobiet porzuconych w bardzo trudnej sytuacji życiowej), natomiast każda kotka,
      suczka itp. mająca młode będzie walczyć do śmierci i do głowy jej nie przyjdzie
      żeby uciec. Wniosek - to jednak wychowanie robi z mężczyzny odpowiedzialnego
      tatę, który broni stado. Nie genitalia. Socjalizacja.
    • werata Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 25.08.05, 01:32
      Oj, Tynia, jesli twoj maz idealnie pasuje do roli Prawdziwego Mezczyzny wg
      Twojego rozumienia tego pojecia, to odpowiedz, ktorej szukasz na forum jest
      blizej niz myslisz. Po prostu zapytaj swoja tesciowa, jak Ona to zrobila! Tym
      bardziej, ze reprezentujesz - mimo zaprzeczen - bardzo konserwatywne
      stanowisko, to bedzie Ci latwiej zaadaptowac podejscie tesciowej. Twoj maz
      pewnie - jako Prawdziwy Mezczyzna - tez zna odpowiedz na postawione tu pytanie.

      ***
      A tak przy okazji, bardzo ciesze sie, gdy czytam posty o stawianiu na pierszym
      miejscu wartosci, Dobra a nie koslawo pojetego "twardego, meskiego wychowania".
      To jest prawdziwa, kobieca dojrzalosc. I droga do szczescia naszych dzieci bez
      wzgledu na ich plec. A Prawdziwi Mezczyzni niech sobie spoczywaja na kartach
      Historii.
      • aszar.kari Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 25.08.05, 03:52
        Bardzo ciekawy watek. Nastroil mnie do rozwazan o wspolczesnych/nowoczesnych
        definicjach takich pojec jak "kobiecosc" i "meskosc". Mowiac szczerze, bardzo
        wysoko cenie sobie roznice miedzy plciami i mam tu na mysli te roznice, ktore
        istnieja poza oczywistami detalami anatomiczno-fizjologicznymi. Strasznym
        wydaje mi sie wizja spoleczenstwa, w ktorym mielibysmy sie roznic wylacznie
        genitaliami.
        Aszar
        • tynia3 MY SIĘ CHYBA NIE ROZUMIEMY... 25.08.05, 09:47
          Zakładając wątek nie pytałam o to, jak w domu wychować tyrana, króla, pana,
          przywódcę w sensie dyktatora! Mam syna, więc pytałam o wychowanie syna! Gdyby
          była dziewczynka pytałabym o "prawdziwą kobietę", ale nie od razu chciałabym w
          niej widzieć szwaczkę, praczkę i kucharkę! I tak jak są pewne różnice, między
          ludźmi, są i takie, które częściej występują u chłopców, a inne u dziewcząt,
          choć niekoniecznie. Oczywiście, ze nic na siłę. No ludzie!
          Mam wrażenie, że większośc odebrała mój wątek zupełnie na opak, sugerując się
          wypowiedzią Verdany.
          No wkurzam się, jak słyszę, że marzy mi się w domu dupek (czyt. Prawdziwy
          Mężczyzna w rozumieniu niektórych), nie facet. Dla mnie ten zwrot po prostu nie
          jest koniecznie zabarwiony pejoratywnie i to nie dlatego, ze akceptuję
          negatywne cechy, tylko jakoś mnie akurat kojarzy się z dobrym człowiekiem płci
          meskiej, tak jak "prawdziwa kobieta" z dobrym człowiekiem płci żeńskiej.
          Naprawdę nikt nie stara się zrozumiec, ze się z Wami zgadzam? Każdy tylko swój
          SPOSÓB wyrażania poglądów akceptuje, nawet jak o jednym piszemy?
          I jeszcze raz piszę, nie klikam znad garów. Jestem zaradna, mam wykształcenie,
          swoje życie zawodowe i towarzyskie, pasje, własne dochody, dbam o siebie, etc.
          Uważam, ze istnieją różnice, które - jeśli są naturalne, akceptowane i wynikają
          z PARTNERSTWA, miłości i szacumku - są super. Nie mam racji, oczywiście?

          pzdr
          • acorns Re: MY SIĘ CHYBA NIE ROZUMIEMY... 25.08.05, 11:10
            tynia3 napisała:
            > Uważam, ze istnieją różnice, które - jeśli są naturalne, akceptowane i
            wynikają
            >
            > z PARTNERSTWA, miłości i szacumku - są super. Nie mam racji, oczywiście?

            Moim zdaniem mylisz się. Pewne różnice są naturalne i partnerstwo nie ma tu
            nic do rzeczy. Czy weźmiesz szuflę i załadujesz 10 ton węgla do kotłowni? Czy
            rozładujesz przyczepę cementu (50 kg worki) albo trelinki (40 kg)? Czy
            poprowadzisz ciężarówkę, ale nie taką nowoczesną tylko starego ruskiego Ziła?
            Jeżeli nazywasz się Agata Wróbel, myślę, że sobie z tym poradzisz, ale ona jest
            jedna, a a co dzień spotykam kobiety, które szufli węgla raczej nie podniosą
            nawet na 10 cm w górę. A jak mi kobieta zaczyna mówić coś o równouprawnieniu i
            o partnerstwie to ja bardzo chętnie podejmę się ugotowania obiadu, ale w zamian
            ona wykona ciężką fizyczną pracę, a tej nie brakuje bo zaczynam stawiać dom i
            zwożę materiały. I co wtedy? Ja obiad ugotować potrafię...
            • tynia3 No właśnie... 25.08.05, 12:01
              No więc na początku o takich to różnicach pisałam. Że są pewne naturalne
              predyspozycje ze względu na płeć, ale mogą oczywiście istnieć od nich wyjątki.
              Nie mam zamiaru robić dziecku prania mózgu i szkolić chłopaka, jak w wojsku,
              żeby był męęęęęski. Jak chce, niech pisze wiersze. Właśnie o to mi chodziło, że
              można POMÓC w kształtowaniu pewnych rzeczy, OBSERWUJĄC zainteresowania i
              potrzeby dziecka. A że mam chłopaka, pytałam o chłopaka. Mój akurat woli
              samochody, ale jakby mu się lalka marzyła, to ani ja, ani mąż nie wyrywalibyśmy
              jej dziecku. I nerwy mnie brały, jak mi ktoś wykłada, że marzy mi się podział
              wg rozumu, nie wg serca. Ech... .
              • tynia3 A, i jeszcze jedno ;) 25.08.05, 12:05
                Jakoś nie jestem zwolenniczką robienia czegoś za coś (np. ja gotuję, to Ty
                napraw samochód). Mój maż potrafi gotować, ja gwoździe prosto wbijam. Nigdy się
                nie licytujemy. Pod tym względęm w 100% zgadzam się z Verdaną.
                Samodzielny/zaradny powinien być każdy - i kobieta, i mężczyzna.

                pzdr
                • carlafehr do Tynii io Acornsa 25.08.05, 14:02
                  Witajcie,

                  myślę, że cały problem wynika z tego, co kto rozumie pod pojęciem "prawdziwego
                  mężczyzny". Różnie to się może kojarzyć, a najczęściej kojarzy się ze
                  stereotypem, który nie jest zbyt pozytywny. Tak jak nie jest JUŻ pozytywny tak
                  kiedyś wychwalany stereotyp żony - matki - Polki. Zatem wszystko zależy od
                  tego, co Ty rozumiesz pod pojęciem prawdz. mężczyzny.

                  Do Acornsa: partnerstwo i równouprawnienie nie polega na tym, że facet musi
                  gotować obiady a kobieta szuflować węgiel. Partnerstwo polega na tym, że każdy
                  wkłada podobny wysiłek i podobna pracę w utrzymanie rodziny, wychowanie dzieci
                  itp. Czyli że np. (zaznaczam, że to przykład i konfiguracje mogą być różne)
                  oboje pracują, to gotuje ten, który pierwszy wraca z pracy. Albo sprząta, albo
                  dogląda dzieci. Jeśli facet po pracy buduje dom, to żona przejmuje wszystkie
                  obowiązki domowe. Ale jak już facet skończy z budową domu, to nie oznacza to,
                  że do końca życia po pracy ma spoczywać na kanapie przed tv albo z kumplami na
                  męskich sprawach, podczas gdy żona po pracy przychodzi do drugiej pracy i
                  zajmuje się domem, dziećmi i obsługą faceta, bo facet nie może, bo jest
                  przecież prawdziwym mężczyzną. Ty naprawdę tego nie rozumiesz?
                  • tynia3 no ;))) 25.08.05, 14:21
                    carlafehr napisała:

                    > Witajcie,
                    >
                    > myślę, że cały problem wynika z tego, co kto rozumie pod
                    pojęciem "prawdziwego
                    > mężczyzny". Różnie to się może kojarzyć, a najczęściej kojarzy się ze
                    > stereotypem, który nie jest zbyt pozytywny. Tak jak nie jest JUŻ pozytywny
                    tak
                    > kiedyś wychwalany stereotyp żony - matki - Polki. Zatem wszystko zależy od
                    > tego, co Ty rozumiesz pod pojęciem prawdz. mężczyzny.
                    >



                    Ufffff.... wink))) WRESZCIE KTOŚ MNIE ZROZUMIAŁ wink! Dokładnie. U mnie nie
                    zadziałało to złe skojarzenie wink. Z kolei Matka-Polka kojarzy mi się fatalnie.
                    Stad rozumiem, że mój wątek mógł być odczytany odwrotnie do zamierzenia.



                    > Do Acornsa: partnerstwo i równouprawnienie nie polega na tym, że facet musi
                    > gotować obiady a kobieta szuflować węgiel. Partnerstwo polega na tym, że
                    każdy
                    > wkłada podobny wysiłek i podobna pracę w utrzymanie rodziny, wychowanie
                    dzieci
                    > itp. Czyli że np. (zaznaczam, że to przykład i konfiguracje mogą być różne)
                    > oboje pracują, to gotuje ten, który pierwszy wraca z pracy. Albo sprząta,
                    albo
                    > dogląda dzieci. Jeśli facet po pracy buduje dom, to żona przejmuje wszystkie
                    > obowiązki domowe. Ale jak już facet skończy z budową domu, to nie oznacza to,
                    > że do końca życia po pracy ma spoczywać na kanapie przed tv albo z kumplami
                    na
                    > męskich sprawach, podczas gdy żona po pracy przychodzi do drugiej pracy i
                    > zajmuje się domem, dziećmi i obsługą faceta, bo facet nie może, bo jest
                    > przecież prawdziwym mężczyzną. Ty naprawdę tego nie rozumiesz?
                    >



                    Pozwolę sobie dodać wink. Rozbawiłby mnie tekst, że sobie nie poradzę z budową
                    domu, np. A gdzie jest napisane, że istnieje taki podział (na zasadzie
                    licytacji) ja wybuduję - ty sprzątaj. Minął już czas, kiedy trzba było isc do
                    lasu, w celu zrąbania drzew i postawienia chaty wink. Kompletna bzdura. Owszem,
                    nie przerzucę tony węgla, ale mogę zapłacić komuś, kto to za mnie zrobi, ergo:
                    poradzę sobie. Partnerstwo to nie licytacja. Od początku byłam przeciwna
                    poglądowi, że trzba się twardo reguł trzymać, bo to reguły i basta. O nie,
                    nie wink.
            • nangaparbat3 Re: MY SIĘ CHYBA NIE ROZUMIEMY... 25.08.05, 22:18
              A tym razem to sie z Toba w 100% zgodzę - meżczyźni na pewno maja mocniejsze od
              kobiet miesnie, stawy, ścięgna. A więc, panowie, wyciagnijcie wnioski i robcie,
              co do Was należy. Przewalanie wegla - jak najbardziej.
              • nangaparbat3 to powyzej do ACORNSA jest 25.08.05, 22:19
    • zebra12 Verdana 100% sie zgadzam!!! 25.08.05, 20:45
      Mam 2 córki i staram się je wychować na samodzielne kobiety, które nie będą
      potrzebowały w swoim życiu opierac się na "prawdzowych mężczyznach"! Starsza
      tez chodzi na wschodnie sztuki walki. Uczą się dobrze, mam nadzieję, ze sobie
      poradzą w życiu!
      • kokolores Re: Verdana 100% sie zgadzam!!! 25.08.05, 20:58
        Ja tez !!


        P.S.Nienawidze okreslenia "prawdziwy mezczyzna"!!!
        • mamadacja Re: Verdana 100% sie zgadzam!!! 25.08.05, 21:44
          Cześć wszystkim. Jestem inżynierem budowlanym, wracam wcześniej z pracy to
          sprzątm, gotuję latam z synem. Mój mąż też jest inżynierem budowlanym, raczej
          nie wraca wcześniej z roboty, ale o 22 też potrafi załadować zmywarkę. I
          sprząta, pralkę mu odpuściłam bo nie odróżnia rzeczy białych od kolorowych a to
          kosztujesmile Ja sama nie szpachluję ścian, bo robię to niedokładnie. Takie
          różnice są u nas. Synek i wbija gwoździe plastikowym młotkiem i zrobi sobie
          kogel-mogel mikserem (też plastikowy ale działa lepiej niż prawdziwysmile)Chciał
          lalkę, dostał lalkę ale woli autka, lalka leży wśród pluszaków, z których mały
          nie lubi korzystać. Samo powychodziłosmile Jak na razie mam w domu dwóch
          osobników rodzaju męskiego i jedną osobniczkę rodzaju żeńskiego. Dzielimy sie
          obowiązkami ale nadal zachowujemy swoje tożsamości. Ja czuję się bardzo kobieca
          a mąż raczej męski ( takie uśmieszki samozadowolenia, obsesja motoryzacyjna
          i.t.p.). Dziecko chyba kształtuje swoją osobowośc przez obserwację, więc
          wystarczy zadbać żeby patrzyło na dobre rzeczy.
    • judytak Re: Jak wychować chłopca na Mężczyznę?... 25.08.05, 21:32
      jaknarazie, znacznie łatwiej mi jest wychować córkę na "prawdziwego mężczyznę",
      niż syna, jednego czy drugiego...
      nie powiem, trochę mnie to martwi ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • nangaparbat3 prawdziwa kobieta 25.08.05, 22:32
        Uff, długi watek, że tez wczesniej nie zajrzałam!

        A czytajac przypomniałam sobie nagle obrazki, które narysowala moja córka jak
        miała 10 lat.

        Były 3, z podpisami, cytuje podpisy bo nie mam pod reką skanera:
        1. Rząd krolewski - w rzadze co najmniej połowe stanowią panie.
        2. Tylko krolowa moze siedziec w sali obrad (rzadu krolewskiego) - na obrazku
        obok siedzącej na tronie krolowej stoi CÓRKA, nieco za nimi KROL, i jeszcze
        SŁUŻĄCE Z ELIKSIRAMI - wszyscy podpisani.
        3. W sali balowej tylko królowa moze siedzieć. Król, zeby go nie bolały nogi,
        ma prawo siedzieć na stołku. Służące, zeby im nie bylo przykro, maja prawo
        leżeć (leżą na łożach w stylu mebli z grobowca Tutenchamona).

        Otóż uważam, ze w przeciwieństwie do prawdziwej kobiety, jaka niewątpliwie jest
        moja corka (od urodzenia, bez mojego starania),prawdziwy mężczyzna nie
        przejąłby sie tym, że króla bolą nogi, a już na pewno nie tym, że służącym
        mogloby być przykro, ze król siedzi, a one stoją.big_grin
    • nangaparbat3 PS 25.08.05, 22:35
      ale na szczęście nie sami prawdziwi Mężczyźni są na tym swiecie, ja sie
      ostatnio kocham w takim, co sam mowi, ze jest 50%.
      • gusiaki Re: A moi mężczyźni sikają na siedząco 26.08.05, 23:34
        Tak tak - w domu zakaz sikania na stojąco, bo mi się nie chce ze szmatą biegać,
        a jak facet sioka na stojąco, to rozbryzg idzie taki, że kibelek trzeba
        szorować codziennie - inaczej śmierdzi moczem.

        Mam dwóch synów i nie chciałabym, żeby się malowali - ale byłabym dumna, gdyby
        choć któryś został wizażystą. Nie chcę, żeby chodzili na obcasach, ale jeśli
        któyś będzie się kochał w szpilkach do tego stopnia, że będzie je
        projektował/robił - to super. Makłowicza czy Bikonta też bym w nich chętnie
        dotrzegła. Zachęcam do płaczu uzasadnionego, aby tłumione emocje nie wywołały
        nerwicy. Więc teoretycznie wersja Verdany.
        Ale z drugiej strony kocham "kobiece" kobiety - pachnące, pięknie umalowane,
        poruszające się z wdziękiem i znające kilka kruczków uwodzenia facetów. I
        facetów, którzy umieją czarować kobiety pędząc na motorach.
        Sama zarabiam prawie tyle co mąż, wkurzałam się, gdy teść nie pozwalał mi
        układać płytek czy równać ścian, umiem prowadzić samochód. Decyzje podejmuje
        szybciej niż mąż, jestem bardziej konsekwentna, lepiej radzę sobie ze sprawami
        organizacyjnymi.
        Ale nie wyobrażam sobie świata bez odsuwania krzesła damie przy stole, bez
        otwierania drzwi od auta (nawet w dobie centralnych zamków), bez szacunku
        okazywanego kobiecie przez mężczyznę dumnie podającego jej silne ramię.
        Zatem opcja "prawdziwy mężczyzna" i "prawdziwa kobieta" Tyni?
        Już sama nie wiem wink
        • nangaparbat3 Re: A moi mężczyźni sikają na siedząco 27.08.05, 18:02
          Ano właśnie.
          Uswiadomiłam sobie, że rozczulaja mnie mężczyźni, ktorzy uzywają zdrobnień, i
          wkurzają kobiety, które to robią. Jeszcze nie wiem, dlaczego tak jest, ale jest.
          I przypomnialo mi się cos = no, srednio zabawnego. Na pewnym szkoleniu uczono
          mnie kiedyś, że kobiety z natury sa niezrownoważone i kierują się emocjami (w
          najbardziej negatywnym tego znaczeniu).
          Mało tego, dowiedziałam się, ze jako kobieta JESTEM DAREM DLA INNYCH. No tak.
          Właśnie.
          Zawsze myślałam, że po prostu jestem człowiekiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka