...tak się zastanawiam, jako matka Pewnego Półtoraroczniaka

.
Rzeczony Półtoraroczniak jest śmiały, zaczepny, pogodny, otwarty, dosć
samodzielny (jedzenie, picie ze szklanki) uparty, nieznośny czasami i w ogóle
posiada większość cech, jakie w tym wieku zaczynają być coraz bardziej
widoczne. I tak sobie myślę, że wiele, wiele dobrego może w wychowaniu
wyniknąć z obserwacji - np. zaczął grzebać w talerzu, przebolałam bałagan i
teraz je sam i w sumie czysto

, z kolei odpuściłam oswajanie z nocnikiem,
ani myśli inaczej, niż w pieluchę (wiem, tu ma jeszcze czas).
Czasem szukam metody - jak nie przeoczyć tego MOMENTU, kiedy dziecko wychodzi
z inicjatywa robienia czegoś a rodzic mu wtedy ma sznsę pokazać sposoby na
osiąganie celu.
Chciałabym wychować syna na sanodzielnego człowieka i na - jak to się mówi -
Prawdziwego Mężczyznę, nie jakieś lelum po lelum

. I tu trzeba czasem
stanowczo, mimo łez w oczach u Malucha (brrrr, nie lubię takich sytuacji).
Mam wrażenie, że w tej materii baaaaaardzo duża jest rola ojca. Ja jestem
zdecydowanie za miękka i "do urobienia" ;-p.
Na szczęście jest Tata

.
A Wy, co o tym myślicie?
pzdr