Wczoraj kilka chwil po południu, w ciągu kwadransa zdecydowałam i spakowałam
siebie i Mikołaja...wyruszyliśmy do stolycy na spotkanie ciężarówek-
Listopadówek.
Witaj przygodo!
Oczywiście zapomniałam szczoteczek do zębów...
Na dworzec wpadłam 13:45 a pociąg miał odjechać 13:49, windą do kasy-bilet.
Tu pierwsza miła niespodzianka, podróżując z dzieckiem dostaje sie 33%
zniżki

Biegiem na peron, jakoś o windzie zapomniałam i dawaj z wózkiem w dół po
53stopniach. Wpadłam do pociągu, drzwi mi cudem włosów nie przycięły.
Jedziemy.
Mikołaj pierwszy raz w pociągu, przylepił się do mamy, a tu gorąco jak w
tropikach...
Druga miła niespodzianka, konduktor jak zorientował się że mamy opóźnienie i
moge na przesiadke nie zdążyć-zadzwonił do "pospiesznego" żeby w Koluszkach
na ciężarną z dzieckiem-poczekał. Słyszałam bo zajełam miejsca zaraz
za "lokomotywą"
W Koluszkach, przesiadka. Konduktor pomógł wystawić wózek, jakiś kolo co też
do warszawy jechał wnosił ze mną biegiem wózek po chyba milionie (około 50)
stopniach w góre i potem w dół żeby peron zmienić.
Wsiedliśmy do pociągu-okazało się że żeby wsiąść trzeba wózek złożyć bo za
duży. A potem wnieść do przedziału bo korytarzyk za wąski. Kolo wózek wrzucił
na miejsca dla bagaży, a mój syn zaczął eksplorować przedział. Bez
komentarza, można puścić wodze wyobraźni
W Warszawie inny miły pan wyniósł wózek, ja dziecko i już spotkałam Kocie

no miodek na serce
znów schody-tym razem ruchome ale wózek trzeba złożyć, potem rozłożyć i tak
ze dwa razy (Boże dzieki za system składania jedną ręką)
rany jaki okropnisty jest centralny !!!
ale mi się siku chciało, o matko
potem szybko, szybko i spotkanko
niestety mimo że było bardzo miło i wesoło to niezbyt długo bo synuś się
znudził i dąsy zaczął (głośne)
ach, szkoda no i szczerze mówiąc myślałam że więcej osób poznam
ale było miło

wieczorem, kiedy Miko gonił kotke koci,,,
mnie jakoby rozum powrócił że jaka matka kamikadze, w zagrożonej ciąży robi
taką wyprawe ??? wózek, dziecko,. pociąg z przesiadką?
Drugi dzień też miły, w wesołym towarzystwie
koszmarny centralny, Miko ominął kolejke do kas... i kupiłam bilet bez kolejki
hmmm, cwane dziecko co?
potem zakupy

nie duże ale jednak miłe
Kocia dobra dusza wsadziła nas do pociągu, Miko poskakał po siedzeniach,
wyjrzał oknem. A potem ładnie spał całą droge do domu. Miły pan pomógł
wynieść wózek. Och, oby więcej miłych ludzi
O cudzie techniki i nowoczesności-częstochowa, miasto matki matek
z peronu zjeżdżamy podjazdem...aby pod ziemią minąć perony,potem na schodach
wygodny podjazd i już jestem
na chodniczku, pare kroków przystanek autobusowy...
ale niskopodłogowy autobus za wiele minut więc biegne do sklepu

spotkałam koleżanke z podstawówki. Rodzi dzień po mnie, w tym samym szpitalu
więc Basieńko-do zobaczenia

nogi mnie bolą, ale czuję się dobrze
Jakby Matka Natura o głupków nie dbała...Adaś urodziłby się w pociągu alibo i
w stolycy