Ach te zintegrowane nauczanie ...

13.02.06, 16:23
Witam, chciałabym znać Wasz pogląd na takie dwie sprawy o których opowiem.

Po pierwsze zintegorwana nauka. Zastanawiam się dlaczego dzieci w klasach 1 -
3 i dalej noszą tak bardzo napakowane plecaki ? Czy nie było mówione, iż
zintegrowane nauczanie oraz nowe podręczniki zastąpią wiele cięzkich i
starych podręczników ? Mam na myśli zintegrowane ksiażki do czytania i
zeszyty ćwiczeń, w których są zarówno zagadnienia matematyki, polskiego,
środowiska, muzyki, techniki, plastyki itd. Ciekawe tylko, że dzieci zamiast
nosić dwa zeszyty A4 do szkoły, noszą całe torby wypchane po brzegi... tylko
pytanie, co te dzieci mają w tych torbach, bo napewno nie te dwa zeszyty.
Wyglądają jak wielbłądy wypchane tobołami, a potem szkoła narzeka na wady
postawy wśród uczniów, ale niepatrzy an to, że w okresie wzrostu i rozwoju,
czyli w klasach skzoły podstawowej 1-3 łatwo o wady postawy, bo szkielete
wówczas bardzo wątły i przeciążenia nie sprzyjają prawidłowej postawie.
Oprócz owych zintegrowanych książeczek, noszą worek z kapciami i strój
gimnastycznym

Poruszę jeszcze drugi temat, mianowicie, czas jaki dzieci poświęcają na naukę
w domu. Według szkoły promującej zdrowie, ważne jest by uczeń młody, 8 - 9
lat, nie poświęcał na naukę więcej aniżeli 30 minut dziennie, bo po prostu
jest z amały na dłuższe posiedzenia. Wraz z wiekiem czas ten się wydłuża, bo
dochodzą inne przedmioty ... ale naprawdę, żal mi dzieci, które przychodzą ze
szkoły i siadają przed zadaniami domowymi i ślęcza nad nimi po kilka godzin,
cóż, czy naprawdę na tym ma polegać zintegrowane nauczanie ?? Zamęczanie
małego ucznia zbyt długim siedzeniem nad pracą domową ?? Często zdarza się,
że dziecko w klasie 1-3 siedzi dłużej nad zadaniem niż osoba w średniej
szkole. Owszem, iż młodsze dziecko uczy się podstaw, ale skoro dane mówią, że
30 minut wystaracza, to ajkei muszą być te podstawy ??

Co Wy na to drodzy "forumowicze", co myślicie na te tematy ??
    • lolinka2 Re: Ach te zintegrowane nauczanie ... 13.02.06, 19:41
      Ja jestem wielkim miłośnikiem starego systemu edukacyjnego i zdeklarowanym
      wrogiem reformy - zaczęłam pracę w szkole tuż po jej wprowadzeniu i miałam
      okazję obserwować spustoszenia jakie powstały. Analfabetzm wtórny w tym kraju
      zapanuje a jak wiadomo z historii, ciemnotą łatwiej rządzić...

      Co do książek- noszą co chcą, to co trzeba i wszystko czego nie trzeba, w domu
      aż tyle się nie uczą- ślęczą nad książkami to fakt, a ze ani ten system ani dom
      nie potrafi nauczyć skutecznego uczenia się, przeciąga się ten nieefektywny czas
      do kilku godzin. Efekty tak czy siak mizerniejsze niż bez nauki w domu w
      poprzedniej wersji edukacji 1-3.
      • iza_pedagogika2006 Re: Ach te zintegrowane nauczanie ... 13.02.06, 21:41
        A może materiał jest za trudny ?? Bo jak w pierwszej gimnazjum dzieci mają
        równania i funkcje ... to nie pytam nawet czego dzieciaki uczą się kilka lat
        wcześniej, pewnie ułamków i procentów.
        • judytak Re: Ach te zintegrowane nauczanie ... 14.02.06, 11:42
          iza_pedagogika2006 napisała:

          > Bo jak w pierwszej gimnazjum dzieci mają
          > równania i funkcje ... to nie pytam nawet czego dzieciaki uczą się kilka lat
          > wcześniej, pewnie ułamków i procentów.

          no bez przesady...
          w klasie siódmej-ósmej na pewno miałam funkcje, równania w piątej-szóstej
          a było to lat temu prawie 30

          pozdrawiam
          Judyta
      • pade Re: Ach te zintegrowane nauczanie ... 13.02.06, 22:33
        A ja się z tym nie zgodzę. Mój syn jest w pierwszej klasie, płynnie czyta,
        pisze. Matematyka jest na wysokim poziomie, grafy, zadania z treścią, z
        niewiadomą. Pamiętam, że ja w jego wieku zajmowałam się rysowaniem szlaczków i
        kaligrafowaniem litereksmile)) Podoba mi sie tez książka, karta pracy Wesoła
        Szkoła. Nie ma nudnych czytanek, sa dostosowane do pory roku, aktualnych
        wydarzeń.
        Jedyne co mi się nie podoba to te wyładowane po brzegi tornistry, ale to wina
        religii (gruba książka i gruby zeszyt ćwiczeń), a nie nauczania zintegrowanegosmile
    • alagodz Re: Ach te zintegrowane nauczanie ... 13.02.06, 22:44
      Angielski-książka, religia książka, "Już w szkole" trzy książki + sześć!
      zeszytów.
      Dobrze że nie codziennie jest wszystko naraz
    • judytak Re: Ach te zintegrowane nauczanie ... 14.02.06, 11:58
      warszawa, córka - 5. klasa, syn - 1. klasa

      w pierwszej klasie dzieci noszą:
      podręcznik (ok. 80 stron)
      karty pracy (ok. 80 kartek)
      zeszyt 32-kartkowy do ćwiczeń
      2 zeszyty 16-kartkowe (w linię i w kratkę)
      dzienniczek
      piórnik

      plus, kiedy trzeba, książkę + zeszyt do religii albo strój na wf

      wcale te plecaki nie są ciężkie

      ciężkie są za to plecaki od czwartej klasie wzwyż
      okrutnie ciężkie (7-8 kg)
      powód: książki są piękne, kolorowe, na kredowym papierze
      oraz: zamist zadania-polecenia mamy kilka stron w tzw. kartach pracy,
      uzupełnij, wpisz tu, i pół strony wykropkowane...
      może i to dobre, ale ja wolałabym proste, zwykłe, lekkie, bez bajerów...

      lekcje:
      w klasach 1-2 ani nauczycielka córki, ani syna nie zadawała/zadaje więcej, niż
      15-20 min. pracy plus przeczytania czytanki
      czasami jakieś rysowanie, malowanie albo wiersz na pamięć
      (co nie znaczy, że córka nie siedziała nad lekcjami i 2 godziny, póki się nie
      nauczyła, jak można szybko i efektywnie, też nie znaczy, że syn nie siedzi
      dłużej, ale on jest szczególnym przypadkiem...)

      w klasach 4-5 też nie wyjdzie średnio więcej, niż godzina dziennie (jak nie
      liczę tych wszystkich "bo to na konkurs..."); tu mogę się zgodzić, że
      dziecku "średniejszemu" więcej to zajmie, ale raczej 90 min. dziennie wystarczy

      pozdrawiam
      Judyta
      • iza_pedagogika2006 Re: Ach te zintegrowane nauczanie ... 14.02.06, 19:34
        Powiem Ci, że masz rację jeśli chodzi o dzieci nie wymagające większej uwagii,
        no ale co zrobisz z dzieckiem ,które pomimo usilnych prób i ćwiczeń nie daje
        sobie rady z przysowojeniem materiału, czyta ale nie potrafi powtórzyć słów ??
        Miałam sytuację, że syn znajomej (2 klasa szkoły podstawowej) wiecznie
        przynosił uwagii, że nie uważa na lekcji, że nie wypełnia na czas ćwiczeń, że
        mama nie pracuje z nim nad czytaniem w domu, bo syn radzi sobie najgorzej z
        klasy. Pani nauczycielka wcale nie zwracała uwagii na to, że ktoś po drodze
        kuleje, tylko leciała dalej z materiałem (wstawiając dodatkowo uwagii) i
        uczniowi problemy narastały, a ona nawet się tym nie zajęła i moim zdaniem to
        jakieś niedopatrzenie (uczniów w tej klasie miała 16 - to nie aż tak wielu, by
        nie móc zorietnować się, że ktoś ma problemy z tymn czy owym).
        Cóż, kiedy ja ćwiczyłam z owym uczniem czytanie, bo jestem znajomą rodziny, to
        zaniepokoiło mnie, że wymyśla on wyrazy, które wogóle nie są w czytance, nie
        potrafi się skupić, myli literki i przekręca wyrazy, nie potrafi fonetycznie
        powtórzyć słów i wychodzą mu bzdury, a ponadto był niezwykle ruchliwy i bardzo
        nerwowy. Już po pierwszej czytance wiedziałam, że ma jakieś zaburzenia (jestem,
        dopiero na pierwszym roku pedagogiki i nie mam prawie wcale doświadczenia, ale
        nie trzeba wcale studiować pedagogiki, by zauważyć, że coś nie tak
        jest .../mniejsza o to).
        Faktycznie miałam rację, syn znajomej został przebadany i okazało się, że nie
        dość, że ma ADHD, to jeszcze zaburzenia ośrodka słuchowego-mowy, syn po prostu
        czytał słowa, po czym nie potrafił ich powtórzyć, ale niestety nauczyciel
        wogóle się tym nie zajął, tylko ganił, że uczeń nie potrafi czytanki; nie znam
        się nad tym, ale uważam, że zostało to zaniedbane i nie powinno się zdarzyć. Bo
        najłatwiej zrzucić winę na dom, na rodziców, którzy nie pracują z dzieckiem
        (ale w tym przypadku pracowałam razem z matką) i nie raz widziałam jak uczy się
        z nim czytania oraz tłumaczy zadania. Z jednej strony rozumiem, że nauczycielka
        nie ma nieskończonego czasu, ale jako nauczyciel wczesnoszkolny
        powinna "wykryć" takie błędy i zaburzenia u ucznia.
        Sama nie wiem jak to oceniać, ale skoro mnie coś wydało się podejrzane, a nie
        mam żadnego doświadczenia oraz mamie także, to nauczyciel tym bardziej powinien
        zareagować i skierować dziecko do specjalisty. Dopiero gdy matka poszła ze mną
        do wychowawczyni i obie wytłumaczyłyśmy na czym polega problem, dziecko trafiło
        do pedagoga szkolnego, który skierował je do poradni psychologiczno-
        pedagogicznej na badania i całe szczęście że dosć szybko bo teraz przynajmniej
        jego mama wie jak z nim pracować i oczywiście ma regualrne wizyty u pani
        psycholog.
        Myślę, iż nauczyciele sami bronią się przed swoimi błędami (nie wszyscy, ale
        niektórzy faktycznie) i nie dopuszczają do siebie myśli, że źle postapili.
        Latwiej obwiniać rodziców o niewłaściwą opiekę i przypilnowanie w nauce (ale
        naprawdę takie sytuacje zdarzają sie wrodzinach patologicznych, a matka która
        chce uczyć się z dzieckiem i mu pomóc, będzie się starała)niż samemu planować
        metody zbadania owego ucznia i wytypowania go do specjalisty.

        Cóż, to an tyle, takie jets moje zdanie. Podkreślam, że mało takich nauczycieli
        wczesnoszkolnych, ale zdarzają się.
Pełna wersja