no własnie jak reagować i kiedy? Mam 5-cio miesięcznego synka który zaczął od
niedawna płakać z nudów (czy też z niezaspokojonej ciekawości świata

Wcześniej raczej szybko reagowałam ale to były płacze związane z problemami
brzuszkowymi, jak się czegoś przestraszył itp. Teraz ewidentnie płacze z
nudów. Wczesniej potrafił obracać jedną zabawkę przez 15 min. i go to bawiło,
teraz jak kładę go na puzzlach piankowych obkładam zabawkami to po 5 minutach
jest ryk. No i nie wiem czy mam zaraz mu pomagać czy odczekac trochę... ile?
Bo z jednej strony nie chciałabym żeby się nauczył że ledwie stęknie to już
biegnę, a z drugiej takie przekonanie, że wystarczy popłakac odpowiednio długo
i intensywnie i w końcu mama przyjdzie też nie jest dobre. Co zrobić żeby
bawił sie trochę sam. Ja chętnie sie z nim bawię ale chciałabym żeby też uczył
sie samodzielności. Może jest to związane z rozwojem bo teraz umie tylko
przewracac sie na brzuszek, a nie umie z powrotem i nie umie pełzać i widzę że
go to frustruje. Pewnie jak już będzie umiał popełznąć po jakąś zabawkę będzie
trochę lepiej ale nie chciałabym na tym etapie zrobić jakichś błędów, za które
później będę pokutować. Doradźcie coś proszę... Może jednak lepiej reagować od
razu i czekac aż z tego wyrośnie?