all1501
17.05.06, 23:22
Mój dwulatek (2,4 latka) przechodzi siebie. Szczerze mówiąc mam juz go dość i
wszyscy wokoło takze. Nie mówi nic z wyjątkiem 10 słów. Chodzimy do logopedy
ale na razie efektów nie widać. Ostatnio na wizycie dal popis swojej
upartości i nie chciał nic robić poza układaniem klocków a jak mu pani nie
pozwoliła to ryk i złości.Mam często wrażenie ze jest głuchy bo powtarzam po
10 razy i nic, ale ostatnio jak chiał isc na pole to robił szybciutko
wszystko co chciałam: wyłączył TV, przyniósł butki itp., no i mam problem czy
nie słyszy czy tez ma słuch wybiórczy. A do tego rozpiera go energia, poza 2-
3 godzinami snu przed południem ciągle biega skacze wszędzie włazi, niszczy
wszysko co mu stanie na drodze. A jak nie to złości i agresja, bicie
wszystkich dookoła.Porafi w ramach buntu położyć sie na chodniku czy ulicy. A
na placu zabaw rozwala dzieciom zamki, babki, sypie piachem, zabiera zabawki
musi wejsc nawet na najwiekszą zjezdzalnie i to sam, wisieć na drązku,
chodzic po równoważni sam...stworzyłam jakiegos potwora. A z placu zabaw
wychodzi z rykiem i to na siłę wzięty na ręce. Rodzice sie na mnie patrzą jak
na jakąś wyrodną matke...a na niego jak na upośledzone dziecko bo jest
większy od 3 czasem 4 latków a mówi po chińsku....ja moge sobie mówić ale nic
nie pomaga...siedziałby tam cały dzień i byłoby mu mało....co ja mam z nim
robić, jak postępować, bo juz nie mam siły...choc są chwile gdy da mi buzi i
przytuli sie wtedy na chwile zapominam ze jest takim małym bandytą...