Dodaj do ulubionych

kościół i 5 - latka

26.07.06, 10:57
Dzien dobry,

Martwię sie o moją siostrzenicą, ma teraz 5 lat.
Rodzice nie zabierali jej raczej do kościoła wczesniej,
a jakiekolwiek próby - tzn. msze w intencji kogos z rodziny,
były przerywane przez Weronikę po 10 minutach. Żądała ona wprost
wyjscia z kościoła. I wychodziła - z mama lub z tatą.
Obserwując inne dzieci - nawet młodsze, zauważyłam, ze siedzą grzecznie,
raczej spokojnie, wiadomo - krącą się, czasem śpiewają po swojemu smile, ale
generalnie wytrzymują przez 50-60 minut.

Proszę, odpowiedzcie, jak Wy przyzwyczajaliscie swoje dzieci do kościoła.
Ja rozumiem, ze może i dla pięciolatki nie ma w kościele zbyt dużo
interesujących rzeczy i że dużą rolę odgrywają rodzice, ale chciałabym,
aby Weroniczka również chodzila do kościoła.
Dziekuję za pomoc.
Obserwuj wątek
    • monia145 Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 11:03
      A jej rodzice też sie martwią, czy to TWOJE zmartwienie?
      I dlaczego CHCIAŁABYŚ, aby siostrzenica chodziła do kościoła, bo nie rozumiem?
      • iga83 Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 11:24
        Dziekuję za odpowiedzi.

        Chciałabym, żeby potrafiła czasami wytrzymać
        w kościele. Zdarzają sie od czasu do czasu - msze
        w intencji kogoś z rodziny - wtedy idziemy do kościoła wszyscy,
        a z malą ktoś musi zostać.

        Chociaż pewnie nie powinnam wchodzic jej rodzicom w wychowanie.
        Aczkolwiek, chciałam sie dowiedziec jak to wyglądało u Was.
        • monia145 Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 11:29
          A czy osobą, która z nią musi zostać jesteś może Ty?
        • martaglowacka Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 15:02
          U nas jak jest już konieczność pobytu w Kościele to jest tam większość rodziny
          (ślub, Chrzest itp). Wtedy zawsze ktoś siedzi na zewnątrz i mój Mateusz (5 lat)
          razem z nim. Na pogrzeby nie chodzimy razem z dziećmi, któreś z nas (ja lub
          Mąż) zostajemy w domu.
    • anetina Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 11:04
      szczerze

      bez sensu jest zmuszanie dziecka do kościoła

      ja wolę z synkiem iść do parku, a nawet do McDonalda
      widzisz, weekendy u nas to jest czas dla dziecka
      a nie dla kościoła

      jest jeszcze czas dla dziecka na kościół

      ja bym dała sobie spokój
      zaczęła od mszy dla dzieci, tam są rozmowy księdza z dziećmi
      msza chyba też jest krótsza
      • panda74 Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 11:55
        Moim zdaniem nie ma co oczekiwać od dziecka, że wysiedzi w spokoju godzinę, bo
        to jest nawet wbrew naturze. Ja mam 4 letnia córkę i byłoby szaleństwem z
        naszej strony zabrać ją do kościoła - nie ma szans aby wysiedziała chociaż 5
        min.
        Poczekaj, aż będzie starsza. Natomiast faktycznie dziwne jest Twoje
        zaangażowanie w tę sprawę.
      • titta do anetina 26.07.06, 13:11
        Czes dla kosciola? Nie. Czas dla Boga. I to wlasnie chca przekazac dziecku
        ludzie zabierajac je do kosciola. (Nie chciala bym, zeby moje dzieci uwazaly,
        ze ladna pogoda lub McDonald jest wazniejszy).
        • mozambique Re: do anetina 26.07.06, 13:48
          a moze jednak czas dla księdza co ? W zyciu gorliwegowiernego czas dla
          bogznajdzie sie zawsze i wszedzie , i niekoniecznie musi to byc godzina
          przemilczana w niewygodnej pozycji , w dusznym kosciele .

          A po pierwsze cały wic w tym ze to nei rodzice tylko ciotka chce przyzwyczajać
          dziecko do kocioła , po ona wuaża ze tak bedzie lepiej.
          Lepiej bedzie jak ciotka zajmie sie swoimi sprawami a nie wychowywyaniem
          cudzych dzieci .
        • anetina Re: do anetina 26.07.06, 13:55
          titta napisała:

          > Czes dla kosciola? Nie. Czas dla Boga. I to wlasnie chca przekazac dziecku
          > ludzie zabierajac je do kosciola. (Nie chciala bym, zeby moje dzieci uwazaly,
          > ze ladna pogoda lub McDonald jest wazniejszy).


          czas dla Boga jest zawsze
          Bóg jest wszędzie, w zabawie, w lesie itp.

          dla nas ładniejsza pogoda jest ważniejsza
          a nawet i McDonald, jeśli dziecko akurat tam chce iść

          w tygodniu nie mamy zbyt dużo czasu dla dziecka
          korzystamy więc z weekendu
          a dla nas jest szkoda czasu siedzieć w miejscu, gdzie szkoda dziecka męczyć
          • titta Re: do anetina 27.07.06, 14:27
            Bog jest tam gdzie ludzie zgromadzaja sie w Jego imie. Moze byc i w lesie smile
            Nie jestem katoliczka i w kosciele do ktorego chodze w czasie nabozenstwa
            zwykle sa zajecia dla dzieci, wiec wiekszych problemow nie ma. Ale jest
            oczywiste, ze dziecko pozostawione sobie (samo wybierajace, ze robi to co lubi)
            zawsze bedzie wolalo sie bawic, grac w pilke itp. niz sie ubrac i isc do
            kosciola. Pewne nawyki, postawy zyciowe, przekazuje sie juz dziecia. 5 lat to
            nie jest juz takie male dziecko (relatywnie). Piecialatkom zdaza sie juz
            calkiem dobrze wiedziec po co chodza do kosciola, swiadomie sie modlic (nie
            mowie tu o KK bo mam wrazenie, ze wiekszosc doroslych w nim nie do konca
            swiadomie uczestniczy w mszy), a takie doswiadczenia procentuja w przyszlosci.
            Liczy sie jednak postawa rodzicow, a nie zaciaganie do kosciola "bo tak", a w
            zyciu pelna obluda i ateizm.
        • aniald1 Re: do anetina 02.08.06, 11:35
          titta napisała:

          > Czes dla kosciola? Nie. Czas dla Boga.

          Czas dla Boga ma niewiele wspólnego z czasem spędzonym przez małe dziecko w
          kościele.

          Ania i moje Słoneczko - Julka (15.07.2003) smile))))
    • mozambique Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 12:07
      daj święty spokój siostrze i jej dziecku i zajmj sie swoimi sparwami.
      Tak bedzie bardziej po katolicku niz ciąganie dziecka za włosy do koscioła.
      NIe chce - ma prawo nie chcieć . I już,.
    • judytak Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 12:08
      nie przyzwyczajałam
      kiedy zaczęła chodzić w szkole na religię, uznała, że to taki sam obowiązek,
      jak inne zadania domowe, poza tym wtedy juz kolezanki z klasy tez chodziły,
      wszystkie o tej samej porze do tego samego koscioła, więc poszło zupełnie
      naturalnie

      teściowa czasami ma życzenie zabierać któregoś z chłopaczków do koscioła,
      obiecuje im wtedy latem lody, a zimą rurki z kremem
      na jednego to kompletnie nie działa, on z babcią nie chce, więc zaczął chodzić
      w pierwszej klasie, na tej samej zasadzie, co córka, drugi lubi byc
      przekupywany, i pójdzie z babcią, zachowuje się w normie

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S.
      kiedy to mus, to w gruncie rzeczy są dwie sposoby: siadać z przodu, żeby było
      wszystko dobrze widać, albo siadać z tyłu, i brać coś, czym dziecko może się w
      trakcie po cichu pobawić, plus mieć pod ręka jakieś cukierki ;o)
      J.
      • verdana Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 12:39
        A mój mąż zabierał dwoje starszych dzieci regularnie do koscioła. To były
        grzeczne dzieci i wytrzymywały godzinę, nudząc się okropnie.
        Po bierzmowaniu ich noga więcej w kosciele nie postała. Odmawiają nawet
        chodzenie w wielkie święta. To skutek grzecznego przebywania co niedziela w
        kościele w dzieciństwie.
        Sa oczywiscie dzieci, ktore kościół lubia - ale nie o nich dyskutujemy.
        • mamajudo Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:34
          > Po bierzmowaniu ich noga więcej w kosciele nie postała. Odmawiają nawet
          > chodzenie w wielkie święta. To skutek grzecznego przebywania co niedziela w
          > kościele w dzieciństwie.

          Obawiam się, że to raczej nie jest skutek grzecznego przebywania co niedziela w
          kościele w dzieciństwie wink

          Jeśli dzieciom rodzice nic z wiary nie wpoją, nie pokażą jak tą wiarą żyć,
          to samo chodzenie do kościoła rzeczywiście może nie wystarczyć...
          • mozambique Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:45
            ale moze skutek ZMUSZANIA do chodzenia ? w ten sposób mozna dziecku obrzydzic
            kosciół i religię na całe życie

            a jesli z całej wiary rodzice wpajają TYLKO coniedzielne odbębenie kociola, to
            niech dadzą spokój dziecku i sobie
          • anetina Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:57
            kościół jest, jak to się mówi, dla naszych babć, które w kościele modlą się, a
            za rogiem ....
        • anetina Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:56
          do takich dzieci ja należę big_grin
      • renmik Re: kościół i 5 - latka 27.07.06, 14:43
        Ale dyskusja!!!. Moje odczucia: 1.To jest sprawa rodziców, nie ciocia
        wychowuje. 2. To czy wybieramy w niedzielę kościół czy Mc Donalda to nasza
        indywidualna sprawa .Nie dobierajcie do tego ideologii, a już nie czyńcie
        demagogii "tylko prawdziwy Polak i Patriota ....." 3. Moim zdaniem jeżeli
        chodzicie do kościoła i chcecie aby maluch chodził z Wami należy go do tego
        przywyczajać jak najwcześniej. Oczywiśnie na początku to dla niego jest tylko
        teatr. Nie wymagajmu aby 5 latek wiedział o co chodzi. Ale zgadzam się z
        wyrabianme nawyków. To jak mycie zębów czy mówienie dzień dobry. Nie mam
        problemów z moimi córkami w kościele 6 i 4 lata. Oczywiście są chwile , żę się
        nudzą. Ale wiedzą, że w kościele należy się zachowywać w konkretny sposób. Nie
        ma marudzenia, chodzenia. Najwyżej ja jestem "zdeptana" bo mała siada mi na
        kolanach i się intensywnie przytula. Cierpliwości i konsekwencji i nie będzie
        problemów.
    • stypkaa Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:17
      A moim zdaniem należy rozgraniczyć dwie sprawy: zabieranie dziecka do Kościoła
      i wymaganie od niego, aby grzecznie wysiedziało! ok. godziny.

      My, jako, że jesteśmy praktykującymi katolikami, sami do Kościoła chodzimy i
      nie widzę powodu dla którego nie miałabym tam zabierać dziecka. Dziecko
      zabieram i to od kiedy miało kilka m-cy. Tyle, że jako niemowlak grzecznie
      przesypiało całą mszę. Teraz jako prawie 1,5 roczniak "grzecznie" przebiega
      całą mszę. I żeby zaraz nie oburzyli się wszyscy Ci, którzy uważają, że
      absolutnie dziecko w kościele nie może chodzić to powiem, że akurat mamy
      szczęście mieć w swoim pobliżu Kościół, a raczej Kaplicę przy której jest sporo
      miejsca na dworze i tam też są ławki. I przychodzi mnóstwo młodych małżeństw z
      dziećmi, począwszy od niemowlaków poprzez przedszkolaki na starszych kończąc.
      A w zimie w naszej kaplicy jest takie miejsce, gdzie również dziecko może sobie
      pochodzić, bez szkody dla innych współuczestniczących we mszy.

      Moim zdaniem głupotą jest nagłe wymaganie od dziecka np. w wieku szkolnym, żeby
      zaczęło chodzić do Kościoła skoro nigdy wcześniej do niego nie chodziło. Czego
      Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał.

      I zaraz pewnie też pojawią się głosy: ale po co zabierać takie dziecko do
      Kościoła w ogóle? Przecież i tak nic nie zrozumie. Ja wychodzę z założenia, że
      skoro my jako rodzice jesteśmy katolikami i chodzimy do Kościoła mamy też
      obowiązek zabierać tam dziecko. W końcu po to je ochrzciliśmy, aby też było
      katolikiem.
      A jeśli jako dorosła osoba zdecyduje, że chce żyć inaczej - wtedy to będzie
      tylko i wyłącznie jego sprawa i ja uszanuję tą decyzję, niezależnie od tego jak
      to będzie dla mnie trudne.
      • mamajudo Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:31
        bardzo mądrze napisane!
      • judytak Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:40
        stypkaa napisała:

        > Moim zdaniem głupotą jest nagłe wymaganie od dziecka np. w wieku szkolnym,
        żeby
        > zaczęło chodzić do Kościoła skoro nigdy wcześniej do niego nie chodziło.
        Czego
        > Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał.

        może głupota, może nie
        ja wolę sposób "przez rozum do wiary", niż "wpajanie obyczajowe"

        pozdrawiam
        Judyta
        • verdana Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:44
          Właśnie!
          • judytak ;o) n/t 27.07.06, 16:49
        • a_weasley Przez rozum do wiary? 26.07.06, 13:53
          judytak napisała:

          > ja wolę sposób "przez rozum do wiary",

          Przez rozum to można dojść do wiedzy, ale nie do wiary.
          C.G. Jung twierdził zresztą, że siłą religii katolickiej jest m.in. forma,
          silnie oddziałująca na poziomie nieświadomym. Dziecko nie rozumie, ale przyswaja.
          MSZ dla dziecka, które chce się wychować na człowieka wierzącego, praktyki
          religijne powinny być sprawą oczywistą. Rodzice praktykują w pełnym zakresie,
          dziecko wie, że jak będzie duże to też tak będzie, a na razie - w zakresie
          takim, do jakiego dorosło. Najpierw - od początku - tylko widzi modlących się
          rodziców, potem się na dobranoc żegna, potem uczy modlitw i modli - bardzo ważne
          - z rodzicami. Najpierw czasem zachodzi z rodzicami do kościoła, gdy się tam nic
          nie dzieje, potem widzi kawałek nabożeństwa, wreszcie bywa na mszach dla dzieci
          (o ile takowe w danej miejscowości są).
          Piszę to z perspektywy człowieka religijnego. Co mają zrobić rodzice, którzy
          modlić się nie mają zwyczaju, a dwa przykazania kościelne skontaminowały im się
          w "przynajmniej raz do roku we mszy świętej nabożnie uczestniczyć", pojęcia nie
          mam i nie wątpię, że jest im o wiele trudniej. Znam osobę, która wychowana w
          domu ludzi letniowierzących, ochrzczona, pierwszokomuniowana, bierzmowana itd. -
          człowieka modlącego się nie w kościele lub na nabożeństwie pierwszy raz
          zobaczyła jako studentka.
          • judytak Re: Przez rozum do wiary? 27.07.06, 16:40
            zgodnie z twoim opisem nie istnieliby ludzie, którzy sami się nawrócili na
            jakąś religię, ani tacy, którzy mają inne wyznanie, niż ich rodzice
            a jednak są :o)

            swego czasu, bardzo dawno, zdaje się, że w średniowieczu (historycy na pomoc!)
            ścierały się właśnie te dwie koncepcje, jedni wielcy myśliciele chrześcijańscy
            uważali jedną, inni drugą za właściwe
            jak będę miała trochę czasu, to odświeżę sobie wiedzę w tym temacie, bo
            pochodzi ona niestety z czasów licealnych :o) zacytowałabym, jak to brzmiało w
            łacinie, ale boję się skompromitować (inteligo ut credam????)

            > MSZ dla dziecka, które chce się wychować na człowieka wierzącego, praktyki
            > religijne powinny być sprawą oczywistą. Rodzice praktykują w pełnym zakresie,
            > dziecko wie, że jak będzie duże to też tak będzie

            widzisz, a moje dzieci mają jednego rodzica jak w twoim opisie, a drugiego
            takiego, który w wychowaniu religijnym nie przeszkadza, nawet pomaga w sprawach
            praktycznych, ale nie udaje, że religijny jest

            tak więc oni są wskazani na świadomy, własny wybór, czy to będziemy przypisywać
            rozumowi czy łasce bożej...

            pozdrawiam
            Judyta
            • a_weasley Re: Przez rozum do wiary? 28.07.06, 13:39
              judytak napisała:

              > zgodnie z twoim opisem nie istnieliby ludzie, którzy sami się nawrócili na
              > jakąś religię,

              Ależ owszem. TYle, że sam proces myślowy nie wystarczy do przejścia od niewiary
              do wiary.

              > ani tacy, którzy mają inne wyznanie, niż ich rodzice a jednak są :o)

              A toż ja sam jestem jednym z nich, tyle, że zmiana wyznania to nie jest to samo
              co zyskanie wiary. Ja cały czas wierzyłem.
              • judytak Re: Przez rozum do wiary? 28.07.06, 16:21
                a_weasley napisał:

                > Ależ owszem. TYle, że sam proces myślowy nie wystarczy do przejścia od
                niewiary
                > do wiary.

                ja nie mówię, że wystarczy
                nawet nie mówię, że jest u każdego warunkiem niezbędnym
                mówię jedynie, że dla mnie jako rodzica istotne jest, żeby proces myślowy
                odgrywał ważną rolę w ukształtowaniu się światopoglądu mojego dziecka

                pozdrawiam
                Judyta
      • mozambique Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 13:53
        "wychodzę z założenia, że
        skoro my jako rodzice jesteśmy katolikami i chodzimy do Kościoła mamy też
        obowiązek zabierać tam dziecko. W końcu po to je ochrzciliśmy, aby też było
        katolikiem. "

        nieby racja , tylko gdzie tu miejsce na rozum i wolną wolę waszego dziecka ,a
        przyszłego dorosłego ?. Detereminujecie go od momentu urodzenia, nie
        zostawiajać mu żadnej mozliwości wyboru.
        Mi osobiscie sie to nie podoba
        • a_weasley Wychowanie zawsze jest wyborem za dziecko 26.07.06, 14:01
          mozambique napisała:

          >> "wychodzę z założenia, że
          >> skoro my jako rodzice jesteśmy katolikami i chodzimy do Kościoła mamy też
          >> obowiązek zabierać tam dziecko. W końcu po to je ochrzciliśmy, aby też było
          >> katolikiem. "

          > nieby racja , tylko gdzie tu miejsce na rozum i wolną wolę waszego dziecka

          Bieda w tym, że dziecko rodząc się nie ma ani rozumu, ani wolnej woli. I
          najistotniejsze sprawy rozstrzygają się zanim dziecko dojdzie do wieku używania
          rozumu.

          > Detereminujecie go od momentu urodzenia, nie
          > zostawiajać mu żadnej mozliwości wyboru.

          Rodzice w ogóle robią dzieciom straszne rzeczy. Mówią im o Bogu albo że Boga nie
          ma, w każdym razie wpajają jakiś światopogląd. Prowadzą do kościoła. Mówią, co
          jest dobre, a co złe. Wpajają im język ojczysty. Dlaczego ten, a nie jakiś inny?
          Z angielskim jako językiem ojczystym byłoby im łatwiej...
          Wychowanie z Bogiem jest oczywiście wybraniem za dziecko, ale wychowanie
          ateistyczne, agnostyczne czy jakiekolwiek inne też jest wyborem.
          Jeżeli dziecko zapyta, co jest po śmierci, możesz powiedzieć "reinkarnacja",
          "nic", "niebo lub piekło", "niebo, piekło lub czyściec" i wtedy wybierasz -
          podpisujesz się pod taką czy inną pewnością (i, poza przypadkiem "nic",
          przyznajesz rację pewnej religii, a inne odrzucasz) - ale jeśli powiesz "nie
          wiadomo", to też wybierasz - podpisujesz się pod twierdzeniem, że pewności nie
          ma, że więc wszelka religia jest z ludzi.
          • mozambique Re: Wychowanie zawsze jest wyborem za dziecko 26.07.06, 14:25
            "- ale jeśli powiesz "nie
            > wiadomo", to też wybierasz - podpisujesz się pod twierdzeniem, że pewności nie
            > ma, że więc wszelka religia jest z ludzi."

            otóż to , ale akurat ten przypadek nie zamyka - potem juz dorosłemu dziecku
            zadenj furtki, mozna powiedziec wręzc ze otwiera masę dzrwi, nieczego mu nie
            nakazuje ale ni nie zabrania na wieki wieków.

            poddanie noworodka sakramentom , powoduje ze w póxniejszym okresie , gdy
            bedzie chciał WYBRAĆ ( uzyc wolnej woli i rozumu) stanie przed ryzykeim
            GRZECHU, czyi znajdzie sie w sytuacji konlfiktu , na powsatnie ktorego nie
            maiał zadnego wpływu.

            "jest dobre, a co złe. Wpajają im język ojczysty. Dlaczego ten, a nie jakiś inny
            > ?> Z angielskim jako językiem ojczystym byłoby im łatwiej..."

            a to juz czystej wody demagogia , brak zanjomosci jezyka ojaczystego
            uniemozlwii dziecki funkcjnowanie chocby we włąsnej rodzinie, niechdozenie
            nareligię i niewysiadwyanie w kosciele na ostracyzm we własnej rodzinie go nie
            naraża. A moze jednak naraza ?? biedne dziecko
            • a_weasley Wybory, wybory, wybory... 26.07.06, 14:42
              Mozambique napisała w nerwowym pośpiechu:

              > otóż to , ale akurat ten przypadek nie zamyka -

              Ale także wpaja pewien światopogląd, agnostycyzm mianowicie. Na razie mówisz
              bowiem dziecku, że wszystko to jest z ludzi, a to jest taki sam wybór jak każdy
              inny.

              > potem juz dorosłemu dziecku zadenj furtki, mozna powiedziec wręzc ze
              > otwiera masę dzrwi, nieczego mu nie nakazuje ale ni nie zabrania na
              > wieki wieków.

              Równie dobrze może od wiary odejść.

              > poddanie noworodka sakramentom , powoduje ze w póxniejszym okresie , gdy
              > bedzie chciał WYBRAĆ (uzyc wolnej woli i rozumu) stanie przed ryzykeim
              > GRZECHU,

              Wszystko jest możliwe, jeżeli się mówi o kilku rzeczach naraz. Na czym ma
              polegać to ryzyko grzechu?

              > > ?> Z angielskim jako językiem ojczystym byłoby im łatwiej..."

              > a to juz czystej wody demagogia , brak zanjomosci jezyka ojaczystego
              > uniemozlwii dziecki funkcjnowanie chocby we włąsnej rodzinie,

              A może ono nie chce funkcjonować w tej rodzinie? Znowu wybieramy za nie.

              U jednej babci bywamy często, u drugiej rzadko i ceremonialnie (zakładam, że
              jest wybór, bo obie babcie mieszkają blisko). Znów wybór, z którą rodziną będzie
              bardziej związane.
              Jeździmy z dzieckiem w góry czy na żagle albo do pensjonatów.
              Mamy w domu telewizor albo go nie mamy.
              W niedzielę idziemy z dzieckie do kościoła albo do supermarketu.
              Chowamy aseptycznie albo z psem i dwoma kotami za pan brat.
              Kiedy bawi się telefonem na wujka, a wujek zwraca mu uwagę, bo sobie nie życzy,
              upominamy dziecko albo wujka.

              Wszystko to wpływa na to, jakie to dziecko będzie. Wszystko to dzieje się mocą
              decyzji rodziców, choć w oczywisty sposób dotyczy dziecka. Wychowanie dziecka
              jest pasmem wyborów dokonywanych w jego imieniu przez ludzi, których wcale na to
              nie upoważniło.

              > niewysiadwyanie w kosciele

              Nie tym tonem proszę.
              • a_weasley Errata: Wybory, wybory, wybory... 26.07.06, 14:51
                Jest

                > Kiedy bawi się telefonem na wujka,

                winno być

                > Kiedy bawi się telefonem wujka,

                Jest

                > których wcale na to nie upoważniło.

                winno być

                > których wcale do tego nie upoważniło.
              • mozambique Re: Wybory, wybory, wybory... 26.07.06, 14:51
                " Równie dobrze może od wiary odejść."

                NIE MOZE !!! z formalnego punktu widznei akt apostazji jest tylko papierkeim
                odnotowanym w ksiegach parafialnych,wykrelseiem z pewnej listy itp , ale
                OCHRZCZONY czlowiek pozostaje juz do konca zycia katolikiem ( słow apewnego
                biskupa) . Amen, dosłownie amen.

                "Wszystko jest możliwe, jeżeli się mówi o kilku rzeczach naraz. Na czym ma
                > polegać to ryzyko grzechu?"
                przeciwastawienie sie pierwszemu przykazaniu.
                >

                "niewysiadwyanie w kosciele
                Nie tym tonem proszę."
                alez o tym w własnie mowa w tym wątku - autorka pyta - Jak wysiadywac dziecko w
                kościele ?
                nie : jak uczyc go wiary, dekalogu , bycia dobrym człowiekiem, odrózninai
                dobra od zła, okazwyania religijnosci, szacunku dla symboli religijnych itp ?
                tylko- Jak nauczyc 5 letnie dziecko spokojengo siedzienia w kosciele?

                i to własnie "czepiam sie " , o bezmyslnosć wymaganą od dziecka, nie wie o
                chodzi , jeszce nei umei myslec abstarkcyjnie ale ma "wysiadywac " na ceremonii
                opartej na życiu duchowym. W mojej opinii to akurat jest bezsens.
                • mozambique Re: Wybory, wybory, wybory... 26.07.06, 14:56
                  przepraszam , miałam na mysli :
                  " o bezmyslne wymagania od dziecka"
                • stypkaa Re: Wybory, wybory, wybory... 26.07.06, 15:08
                  Widzę, że dyskusja rozpętała się na dobre! Momentami, to trzeba przyznać, dosyć
                  zabawna jest smile
                  Dla mnie sprawa jest prosta: jeśli rodzice są praktykującymi katolikami to
                  powinni zabierać swoje dziecko do Kościoła. I raczej z moich obserwacji wynika,
                  że tak się dzieje. Nie mówię tu o ludziach, którzy do Kościoła chodzą na Boże
                  Narodzenia i Wielkanoc.
                  I tutaj zgadzam się w 200% z a_weasley, że co byśmy dziecku nie powiedzieli i
                  co byśmy z nim nie robili to jest to jakiś wybór i podejmowanie decyzji za
                  niego, przynajmniej na początku.
                  A nigdzie nie napisałam, że jesli dziecko zapiera się rękami i nogami to należy
                  na siłę je brać do Kościoła.
                  A jesli jako dorosły zdecyduje inaczej to jego sprawa. I nie prawdą wg mnie
                  jest, że jeśli został ochrzczony to już całe życie będzie katolikiem. Może
                  formalnie tak. Ale dla mnie katolikiem jest ktoś kto praktykuje swoją wiarę, a
                  nie tylko został kiedys przez rodziców, bądź co bądź, poza swoją świadomością,
                  ochrzczony.
                • a_weasley Sztuczny problem 26.07.06, 16:41
                  mozambique napisała:

                  > " Równie dobrze może od wiary odejść."

                  > NIE MOZE !!! z formalnego punktu widznei akt apostazji jest tylko papierkeim
                  > odnotowanym w ksiegach parafialnych,wykrelseiem z pewnej listy itp , ale
                  > OCHRZCZONY czlowiek pozostaje juz do konca zycia katolikiem ( słow apewnego
                  > biskupa) . Amen, dosłownie amen.

                  Super, tyle że albo ktoś od wiary odejdzie i wtedy co go obchodzi, co na ten
                  temat myśli nie tylko "pewien biskup", ale cały Episkopat, albo nie odejdzie i w
                  tym przypadku tym bardziej nie ma problemu.


                  >> "Wszystko jest możliwe, jeżeli się mówi o kilku rzeczach naraz. Na czym ma
                  >> polegać to ryzyko grzechu?"

                  > przeciwastawienie sie pierwszemu przykazaniu.

                  Sytuacja analogiczna. Albo odejdzie od wiary i wtedy tak czy siak nie będzie
                  wierzyć i wcale się nie przejmie tym przykazaniem, albo nie odejdzie i nie ma
                  problemu.
      • monika_jo Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 15:00
        Oboje z mężem staramy się chodzić na niedzielne msze św. nie z obowiązku, a z
        potrzeby. Kiedy nie mamy czasu, idziemy na kilka minut aby pomodlić się w ciszy
        i skupieniu. Czasem wiedząc, że nie będzie na to czasu w niedzielę - idziemy w
        sobotę. Zabieramy też naszą 3,5 letnią córeczkę i bzdurą jest, że ona i tak
        niczego nie rozumie albo że tracimy czas przeznaczony dla rodziny! To świetna
        wymówka aby nie chodzić z dzieckiem do kościoła. Nigdy nie zmuszam małej do
        siedzenia na całej mszy. Jeśli jest zmęczona i chce wyjść wcześniej to
        wychodzimy. Kościół jest dla nas, a nie my dla kościoła. Jeśli ktoś nie ma
        ochoty się modlić to jego sprawa, ale dlaczego takie osoby zazwyczaj usilnie się
        z tego tłumaczą? Czyżby wyrzuty sumienia smile Msza niedzielna to tylko 50 minut.
        Ile czasu spędzasz gotując w niedzielę albo oglądając w tv?
        Kiedy widzę, że ktoś woli iść do mc donalda zamiast do kościoła, to pękam ze
        śmiechu. Gratuluję pomysłu na spędzenie wolnego czasu z dzieckiem.
        Życzę trafnych wyborów.

        Ps. Wychowanie religijne to sprawa rodziców i chrzestnych. Jeśli nie jesteś ani
        jednym, ani drugim to nie powinnaś się wtrącać.
        • iga83 Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 15:04
          Jestem chrzestną Weroniki.
          • spacey1 Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 19:27
            to zmienia postać rzeczy. Odwrotnie niż przedmówczyni uważam, że chrzestna ma
            prawo ingerować, jeśli widzi, że wychowanie dziecka w wierze nie jest
            realizowane.
            Oczywiście delikatnie i wydaje mi się, ze Ty robisz to delikatnie.
            Pozdrawiam
            • monia145 Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 20:21
              Spacey!
              Ale na czym według Ciebie ma ta ingerencja polegać? Gdzie należy dostrzec jej
              granice? Bo chyba jakieś powinny sie znaleźć?
              Dla mnie jedynym, możliwym do zaakceptowania jako rodzica, sposobem ingerencji
              byłaby rozmowa z rodzicami a nie wierzę, że autorka wątku tego nie zrobiła.
              Skoro rodzice dziecka maja to w nosie, to do jakich jeszcze metod można się
              odwołać?
              Czy nie mamy tu doczynienia z przypadkiem, jaki dotyczy wiekszości rodziców i
              ich dzieci- chrzestni sa powoływani jedynie po to, bo tego wymaga tradycja.
              Większośc ludzi nie traktuje serio, tego, że matka chrzestna bedzie ingerować w
              wychowanie ich dziecka. To przykre, ale instytucja chrzestnego bardziej kojarzy
              sie części ludziom z prezentami niż z wychowaniem w wierze.
              Nie mam nic do autorki wątku i jej zapędów wychowawczych- czy jednak rodzice
              dziewczynki pojmuja te sprawę tak, jak ona? Śmiem wątpić.....
              • judytak Re: kościół i 5 - latka 27.07.06, 16:48
                monia145 napisała:

                > Spacey!
                > Ale na czym według Ciebie ma ta ingerencja polegać? Gdzie należy dostrzec jej
                > granice? Bo chyba jakieś powinny sie znaleźć?

                oczywiście nie powinna nic robić wbrew woli rodziców
                ale może, a własciwie powinna (od tego jest) zaoferować im pomoc w tym temacie
                znaleźć w okolicy kościół, mszę, który uważa za najbardziej odpowiedni dla
                dziecka, zaproponować, że sama z chrześnicą tam pójdzie, raz, drugi raz, w
                miarę regularnie, próbować te "wyprawy" uatrakcyjnić dla dziecka, opowiadać jej
                o tym, że starsze dzieci, które chodzą do szkoły, idą też do komunii, i chodzą
                co niedziela do kościoła (na razie o dorosłych nie wspominając, jeśli rodzice
                nie chodzą...), pokazywać jej te dzieci w kościele, itp. itd.

                jeśli rodzice kategorycznie się sprzeciwiają propozycji, to trudno, można
                będzie ją ponowić po jakimś czasie

                pozdrawiam
                Judyta
              • izabela_741 Re: kościół i 5 - latka 28.07.06, 12:36
                Ingerencja chrzestnych dla mnie polega, w przypadku malego dziecka, na pojsciu
                do kosciola z dzieckiem, na tlumaczeniu dziecku co jest na obrazach i
                opowiadaniu historii biblijnych (chocby po lebkach), na poczytaniu z dzieckiem
                w kaciku w domu lub w trakcie nabozenstwa z Biblii dla dzieci opowiesci, o
                ktorej sluchaja dorosli.
                Dla mnie terin "ingerencja" jest w ogole nieodpowiedni. Rodzice decyuja o
                ochrzczeniu dziecka w jakiejs wierze (szczegolnie w przypadku katolikow),
                rodzice podejmuja sie, wspolnie z chrzestnymi, obowiazku wychowania dziecka w
                wierze. Jesli wiec rodzice nie spelniaja swojego obowiazku lub nienalezycie sie
                wywiazuja to paleczke powinni przejac chrzestni. Nie moga, powinni.
                Jesli rodzicom to nie odpowiada po co chrzcili dziecko?
                Co chieli tym zalatwic? Spokoj w rodzinie, miejsce na cmentarzu wyznaniowym????
                • monia145 Re: kościół i 5 - latka 28.07.06, 16:40
                  Bardzo dobre pytanie.... Po co rodzice chcieli ochrzcić dziecko, nie myśląc
                  całkowicie o jego wychowaniu w wierze. Podejrzewam, ze tak jak wiekszośc?
                  społeczeństwa
                  - bo taka jest tradycja
                  - bo boją się krytyki ze strony rodziny
                  - bo sa konformistami, i zamiast chandryczyc sie z matka czy tesciowa, dla
                  swietego spokoju ochrzcza dziecko a później wizyty w kościele dwa razy do roku
                  na swięta i tyle. Przykre ale prawdziwe.
        • monia145 Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 18:35
          Ja uważam, że nawet, jak jest chrzestną to nie powinna sie wtrącać. Matka
          chrzestna ma POMAGAĆ w wychowaniu dziecka w wierze ale chyba na prośbe
          rodziców? Czy też sama powinna organizować dziecku życie religijne?
          Bez przesady, to sprawa rodziców, jesli zwróciliby sie do niej o pomoc to
          naturalnie tak, nalezy współuczestniczyć w wychowaniu dziecka, ale własna
          krucjata?
    • sabko Re: kościół i 5 - latka 26.07.06, 20:47
      faktycznie trudno, wymagać od 5 latki która do kościała chodzi bardzo żadko aby
      nagle wiedziała po co tam idzie i była grzeczna. Ja w wieku 6 lat przystępowałam
      już do komunii ( na śląsku istnieje coś takiego jak wczesna komunia). Chodzilam
      z rodzicami na msze przeznaczone dla dzieci, ktore były prowadzone w takiej
      formie aby dzieci się nie nudziły. Moja Oliwka ma 16 miesięcy od urodzenia
      chodzi z nami do kościala i jest to czymś zupelnie normalnym. Będę się starała
      wychowywac ją w wierze ale gdy w przyszłości jako dorosla już osoba uzna, że jej
      ta wiara nie odpowaida bedzie to jej decyzja którą uszanuję smile
    • lolinka2 Re: kościół i 5 - latka 27.07.06, 10:05
      NIe jestem katoliczką ale również wychowujemy nasze dzieci wg zasad biblijnych
      i uczestnicząc we wszystkich praktykach religijnych mojego wyznania. Mamy
      zebrania religijne 3 razy w tygodniu, dwa z nich trwają 2 godziny, jedno
      godzinę. Natalia (4.5) chodziła na nie z nami od zawsze, bywało róznie,
      zaliczylismy krzyk i warowanie na korytarzu w Sali Królestwa, zaliczyliśmy
      spanie na kolanach, zaliczylismy chodzenie po kolanach wszystkich krewnych i
      znajomych królika, w końcu doczekalismy się względnie spokojnie siedzącego
      dziecka, które chętnie uczestniczy w tych częsciach zebrania które są
      prowadzone na zasadzie dyskusji (ale mi składnia wyszła...). Dzięki zebraniom,
      mówieniu o nich w domu, przygotowywaniu się (przez wspólne studiowanie Biblii,
      rozmowy, przeanalizowanie tematu wcześniej na jej poziomie rozumienia) ma w tej
      chwili sporą wiedzę religijną i dlatego jest to dla niej w większości
      przypadków frajda. Oczywiści czasem słyszę 'łomatko, znowu zebranie...', ale
      konsekwencja robi swoje w połączeniu z dobrym przykładem rodzica w tej kwestii.
      Aha, nigdy nie wyszliśmy z nią z sali na dobre. Oznaczałoby to, ze się
      poddajemy woli dziecka które mając lat 0,1,2,3... ustala sobie samo i reguluje
      kwestie wyznaniowe, a na to chyba ciut za wcześnie.
      • monika_jo Re: kościół i 5 - latka 27.07.06, 10:22
        lolinka2 napisała:
        Aha, nigdy nie wyszliśmy z nią z sali na dobre. Oznaczałoby to, ze się
        poddajemy woli dziecka które mając lat 0,1,2,3... ustala sobie samo i reguluje
        kwestie wyznaniowe, a na to chyba ciut za wcześnie.

        No cóż, pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą. Dobry przykład ze strony rodziców
        to jedno, a zmuszanie to zupełnie coś innego. Wolałabym jednak, aby moje dziecko
        nie reagowało na mszę słowami "łomatko znowu kościół". O wiele bardziej podoba
        mi się to, że mając 3,5 roku idzie do kościoła chętnie, śpiewa z nami, siedzi na
        ławeczce z innymi dziećmi. Czasem kiedy prosi żeby wyjść przed kościół to
        wychodzę. Nie widzę w tym nic złego, zwłaszcza w te upały.
        Świetnym sposobem na przyzwyczajenie do mszy świętej było w naszym przypadku
        zabieranie córeczki (od kiedy skończyła 1,5 roku) do różnych kościołów: raz do
        katedry, innym razem do braci bernardynów, czy do kościołów barokowych - bogato
        zdobionych, kolorowych i przyciągających uwagę dziecka. W ten sposób niedzielna
        msza stawała się ponadto rodzinną wycieczką. A my sami nie mieliśmy nawet
        pojęcia ile jest niesamowitych kościołów z ciakawą historią w naszym mieście.
        • monia145 Re: kościół i 5 - latka 27.07.06, 13:41
          Jeśli 4,5 letnie dziecko mówi" łomatko znowu zebranie"- to jestes na najlepszej
          drodze do wychowania ateistysad Widać, że mała jest niegłupia i przez jej
          wypowiedz przeziera sie znudzenie. Może zamiast tej konsekwencji, poprzez którą
          rozumiesz zmuszanie dziecka do uczestnictwa w tych zebraniach, zastanów się,
          czy owe spotkania nie są zbyt nużące dla małego dziecka i porozmawiaj z nią, co
          ona sadzi o tych zebraniach.
          • monia145 To było do Lolinki:) 27.07.06, 13:42

            • lolinka2 Re: To było do Lolinki:) 27.07.06, 14:03
              ateisty? eeetam, fajnie czytasz takie posty... - dziecko normalnie nie ma nic
              przeciwko, zebrania lubi itp., czasem jeśli jest odrywana od zabawy gdy
              zaczynamy się szykować jęknie i tyle. A ty nigdy nie narzekałaś 'łomatko znowu
              do pracy'? A nie znaczy to, że zamieniasz się w permanentego lenia i
              zebraka... big_grin
              pozdrawiam,
              • monia145 Re: To było do Lolinki:) 27.07.06, 16:04
                Żebraka to chyba nie...ale lenia, no...ten tego tam...smile
              • izabela_741 Re: To było do Lolinki:) 28.07.06, 12:45
                No wlasnie, moje dziecko widzac moja prace krzyczy "siupej pjaca, ale fajna
                pjaca" a ja juz rzadziej tak mysle, chociaz...
                Co do kosciola to doroslym rowniez nie zawsze sie chce tam wybrac (duzo zalezy
                tutaj od jakosci kazan) ale jak ida, to wielu jest zadowolonych, bo to jest ich
                miejsce i nierzadko jedyna dluzsza chwila w tygodniu dla Boga.
                Daje dziecku prawo powiedzenia, ze nie chce do kosciola ale o fakcie, ze tam
                pojdziemy decyduja rodzice. Jak mu sie znudzi i postanowi nie chodzic jako
                dorosly, to bedzie jego wybor a nam pozostanie go uszanowac.
    • magdalaena1977 Re: kościół i 5 - latka 28.07.06, 22:02
      Nie pamiętam czasów, kiedy nie chodziłam do kościoła. Owszem jak byłam mała, to
      łaziłam po kościele, skakałam po schodkach itp. ale a czasem przyzwyczaiłam się.
      Dzięki temu niedzielna msza święta jest dla mnie czymś absolutnie oczywistym i
      odruchowym - nie wyobrażam sobie niechodzenia, a jak nie mam warunków (np.
      wakacje w kraju niekatolickim), to czuję się nieswojo.
      IMHO nie ma bezpośredniego związku z żarliwością religijną, bo idea tej mszy
      IMHO polega na tym, że czasami idę chętnie a czasami z obowiązku, ale zawesze
      swoją wolą otwieram się na działanie Boga.

      A co do zniechęcenia dziecka do religii, to może jest to kwestia zachowania i
      stosunku rodziców. Bo jeśli dla nich to tylko obowiązek i konieczność ...
      Dzisiaj trafiłam do biblioteki publicznej, gdzie bywałam z mamą jako mała
      dziewczynka. Nie umiałam czytać, ale dla mojej mamy pójście tam to była taka
      przyjemność, taka radość, że miejsce zapamiętałam zdecydowanie pozytywnie.
      • marzeka1 Re: kościół i 5 - latka 30.07.06, 10:44
        Jeżeli jestem osobą wierzącą i zdecydowałam się na chrzest dziecka, komunię, to uważam za swój obowiązek religijne wychowanie dziecka. Z tym,że moi synowie do 4 r. życia do kościoła wchodzili z nami, ale na mszę nie prowadzałam, bo z racji zachowania- trudno im było wysiedzieć. Gdy skończyli 4 lata, problem zniknął. Potrafili w spokoju wysiedzić 45 minut, prowadzałam dzieci na msze dla nich przeznaczone.Byłam za to świadkiem, jak zachowywał się w kościele chłopiec, gdy po raz pierwszy chyba trafił tam w wieku 7 lat (specjalna msza dla pierwszklasistów)- nie miał pojęcia, jak się zachować.Trachę naciągane są dla mnie argumnety: Bóg jest wszędzie, więc dziecko pójdzie do lasu, to takie zwalnianie się z lenistwa (uczciwiej byłoby postawienie sprawy: nie jest dla mnie ważne religijne wychowanie mojegpo dziecka i tyle- prawo rodzica).
        Jako rodzice dajemy przykład na wiele sposbów: nauczycłam dzieci np. zamiłowania do czytania, czytając im, chodząc do biblioteki z nimi. Jak dziecko ma mieć do czegoś zamiłowanie, jak rodziece tego nie pokażą. Nie przesadzałąbym też z tym całkowicie wolnym wyborem kilkulatka, bo w ten sposób często pozwalamy na pajdokrację, czyli rządy dzieci w domu. Ponieważ mam w rodzinie jeden przypadek tak wychowanego dziecka, któe zawsze od maleńkości stawiało na swoim i rodzice temu ulegali, wiem, jakim koszmarem jest przebywanie z kimś takim (teraz już nastolatek tyranizuje rodziców i jest nieszczęśliwy, bo poza domem inni (koledzy, pozostała rodzina)nie ulegają mu i jest zagubiony.
    • gotha_martik Re: kościół i 5 - latka 30.07.06, 14:13
      a msze dla dzieci? przecież są o wiele ciekawsze.
      A czy dziecko uczone jest juzmodlitw. Uczcie ją religii, kupcie Biblię dla
      maluchów pełną obrazków i uczcie o Bogu, przyjdzie i czas na chodzenie na Msze
      z dzieckiem, wtedy łatwiej wam będzie jej wytlumaczyć dlaczego musi tam spędzić
      40 minut.. powodzenia
    • 0golone_jajka nic na siłę 30.07.06, 15:16
      jak dzicko się nudzi w kościele (założę się że w teatrze dla dorosłych tak samo by było) to nie należy do tego dziecka zmuszać. Jak dorośnie i zechce chodzić to sobie będzie chodzić, ale zmuszanie go do odsiedzenia godziny w kościele pachnie mi tu jakimś Talibanem.
      • guderianka nie zmuszac 02.08.06, 12:33
        bo zmuszanie przyniesie efekt odwrotny- ludzie chodza do kościoła z potrzeby a
        nie bo im ktos kaze..przynjamniej tak powinno byc. wiary można nauczyc- i wiary
        mozna sie oduczyc-ale nie można kazac komus wierzyc lub przestac wierzyc.
        my nie chodzimy do kościoła-córka tez nie chodzi i nawet jej tam nie ciągnie-
        jak babcia chce ją zabrac to ona sama mówi ze nie chce bo tam jest nudno i
        trzeba klekac. do komuni nie chce isc -mimo wizji prezentów hehehe.
        jak bedzie chciała chodzic na religie i uczyc sie o katolickim bogu to pójdzie-
        a jak nie to nie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka