Dodaj do ulubionych

o zgrozo!!!

03.08.06, 17:57
I znowu temat morze... o teściowej.
Po osttnich moich żalach i Waszych radach stawiłam czoła teściowejiwygrałam,
a przynajmniej tak mi się wydawało do dzisiaj rana...
Ale od początku.
Jak jakiś miesiąc temu odwiedziłam swoich rodziców miałam (nie)przyjemność
spotkać sie również z rodzicami męża. I zaczęło się nawet w miarę w
cywilizowany sposób. Nieprzywitali sie z nikim oprócz wnuka i odrazu
teściowa wyciągnęła (jednego!!!) cukierka-trufla i zaczęła głośno komentować
niby do dziecka, ze nie może dać mu cukierka "bo mama nas będzie biła jak Ci
dam cukiereczka (...)" Poczym zapytała czy moze dać Erykowi słodycz, a gdy
zabroniłam (zrobiłam to z ciekawości co zrobi) ściągnęła papierek, ułamała
kawałek, a reszty możecie sie domyślić...wsuneła mu do buzi. Zaregawałam
bardzo szybko i wyjęłam dziecku słodycz z buzi. Eryk zaczął płakać. Teściowa
próbowała zrzucić na mnie winę za niezadowowlenie dziecka.

Do wczoraj była z siebie dumna (wreszcie sie postawiłam) i myślałam że
teściowa nabierze dla mnie szacunku.

Ale dzisiaj okazało się, że sie myliłam, bo dowiedziałam sie ostatnio, że
przejeżdżajac przez miejscowość w której mieszkaja dziadkowie mamy koniecznie
wpaść na obiad, bo oni muszą się nacieszyć dzieckiem.
Czy Was też teściowe wrabiaja w takie obiadki. Pisze "wrabiaja" bo ja sie
dowiaduję ostatnia najczęsciej w dzień planowanego obiadu? (to już nie
pierwszy raz...)

A może jestem zbyt podejrzliwa i wredna?
Obserwuj wątek
    • jacksparrow1 Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 18:27
      lahesis,
      Domyslam sie ze z tymi slodyczami to chodzi o to ze syn jest uczulony na
      jakowes ingredienty, a nie ze nie chcesz dawac slodkiego "bo nie".
      Po pierwsze przeprowadzilabym powazna rozmowe z malzonkiem
      dotyczaca"wrabianych" obiadkow, ze jest to niepowazne i ze powinniscie to
      omawiac.Ze nie chcesz okoniem stawac do tesciowej bo dlaczego, ale chcesz takze
      chronic dziecko , skoro kobieta nie rozumie ze jednak dziecku pewnych rzeczy
      nie mozna podawac i nie jest to twoje widzi misie tylko jest to podyktowane
      problemem zdrowotnym.
      Dwa jak juz jestescie na owym obiedzie to od wejscia zapowiedzialabym ze
      zabraniasz podawac dziecku cokolwiek bez uprzedniej konsultacji z toba i ze nie
      jest to twoja zlosliwosc tylko ze dziecko jest uczulone na pewne produkty.I
      dobitnie powiedziec ze nie obchodzi ciebie ze maz nie mial zadnych uczulen,
      dziecko ma i nie ma na ten temat dyskusji.Zauwazysz jakakolwiek dywersje
      wyjdziesz z domu i malo tego zabronisz babci widywania sie z wnukiem do momentu
      kiedy nie zrozumie na czym polega problem.Moze sie obrazic, ale w tym wypadku
      bedziesz w pierwszej kolejnosci troszczyla sie nie o uczucia tesciowej tylko o
      zdrowie dziecka.Jezeli zrobi dywersje wez kluczyki od samochodu zabierz dziecko
      i zapytaj malzonka czy wychodzi z toba i wyjdz.Czasami MUSISZ zrobic cos bardzo
      nie na miejscu i bardzo wstrzasajacego zeby dotarlo do niektorych.Jezeli nie
      masz prawka to wyjdz takze i udaj sie w kierunku przystanku autobusowego -
      gwarantuje ze malzonek do ciebie dolaczy.I potem konsekwentnie nie wpuszczaj
      babci do domu przez jakis czas.
      A jak znowu po jakims czasie bedzie sie droczyla z cukierkiem to nie czekaj az
      wlozy dziecku do buzi tylko gwaltownie zareaguj i powiedz jej zeby nie draznila
      dziecka cukierkami czy czymkolwiek czego mu nie wolno jesc.Jezeli sa jakies
      slodycze ktore syn moze jesc( moze biala czekolada) to daj jej spis i powiedz
      chcesz mu zrobic przyjemnosc masz liste lakoci ktore moze jesc - kupuj mu
      to.Moze ona z tych babc co to uwazaja ze dziecko wychowywane bez cukierka czy
      lizaka ma ogromna luke w wychowaniu i potem bedzie mialo w szkole jakies
      kompleksy.
      Glowa do gory i nie daj sie stlamsic.Ale koniecznie musisz miec meza po swojej
      stronie.Wez go raz czy drugi jak dziecko ma wysypke do lekarza zeby sam
      wysluchal tyrady lekarza, to moze inaczej na to spojrzy.
      Moj malzonek mial tez kilka razy dziwne podejscie do roznych spraw, czasami byl
      gluchy na moje prosby.To kiedys go zostawilam z problemem nastepnego dnia, bo
      wiedzialam co bedzie.Nie chcial sluchac dobrych rad, to stwierdzilam ze nalezy
      sie ulotnic z domu, zeby odczul to na wlasnej skorze jak to jest.Moze twoj maz
      tego tez potrzebuje, nieprzespanych nocy, jak dziecko placze i potem trzeba isc
      do pracy, wizyta u lekarza i jego tyrada, w koncu dziecko wyjdzie na prosta i
      wizyta u mamusi i babcia z dobroci serca da znowu czekoladke i wszystko od nowa.
      Mi sie wydaje ze twoja tesciowa nie chce zrozumiec ze moze byc cos takiego jak
      uczulenie mimo ze u niej w domu nikt czegos takiego nie mial.I jezeli prosby i
      grozby nie pomagaja to musisz owe grozby wprowadzic w czyn.I nie przejmuj sie
      ze obgada cie ze jestes zla synowa.Najwazniejsze ze jestes dobra troskliwa
      matka a tego twojemu dziecku i mezowi potrzeba( pewnie sobie z tego sprawy nie
      zdaje, ale w koncu do niego dotrze).
      Uszy do gory.
      • sol_bianca Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 18:55
        jacksparrow1 napisała:

        > lahesis,
        > Domyslam sie ze z tymi slodyczami to chodzi o to ze syn jest uczulony na
        > jakowes ingredienty, a nie ze nie chcesz dawac slodkiego "bo nie".

        nie chodzi o uczulenie dziecka, tylko o to, że teściowa a) gada, za
        przeproszeniem, głupoty ("mama będzie nas biła") - nie wiem, w jakim wieku jest
        dziecko, ale nie powinno się tak mówić i już. b) jest niekonsekwentna (mówi, że
        nie może mu dac poczym daje, przy sprzeciwie matki = naruszanie autorytetu
        rodzica). c) matka ma prawo zdecydować, że nie będzie karmić dziecka słodyczami,
        nawet jeśli nie jest uczulone. słodycze są niezdrowe i im później się je
        wprowadzi, tym lepiej. rozumiem, że dziecko jest jeszcze małe (skoro trzeba mu
        cukierka odwijać i wkładać do buzi), naprawdę NIE MUSI jeść słodyczy.

        z twojego postu przemawia jakaś straszna niechęć do matek, które "mają swoje
        widzi mi się" (jak to nazywasz). otóż to matka wychowuje dziecko, nie teściowa.
        i ma prawo ustalać własne zasady. jeśli ktoś uważa je za błędne, może
        porozmawiać z matką i spróbować ją przekonać. ale łamanie tych zasad (i jeszcze
        w takim stylu - mówiąc o tym głośno przy dziecku: mama się nie zgadza, ale ja i
        tak robię swoje) jest niewychowawcze. w wychowaniu najważniejsza jest
        konsekwencja. "nie" znaczy "nie".
        jesli dzicko przyzwyczai się, że zasady można łamać, to matka poniesie główne
        konsekwencje.
        • jacksparrow1 Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 20:08
          sol_bianca,
          Albo nie doczytalas dokladnie co napisalam, albo zle sie nieco wyrazilam.Masz
          100% racji ze to matka wychowuje dziecko i nawet jezeli babci sie wydaje ze
          jest to widzi mi sie mamusi zeby nie dawac slodyczy( czy cokolwiek innego)
          dziecku to ma to uszanowac.A lahesis poruszala wczesniej temat stad moje
          odniesienie do wczesniejszego jej odezwu na tym forum.
          I tez uwazam ze dziecko bez slodyczy sie wychowa,jezeli nie moze ich jesc bo ma
          uczulenie, albo rodzice sa zdania ze nie chca podawac dziecku tego
          dobrodziejstwa.Nie nasza sprawa ingerowac w to.I uwazam ze dziadkowie jak i
          inni przychodzacy w odwiedziny powinni sie stosowac do prosb rodzicow.
          pozdrawiam
          • sol_bianca Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 20:10
            OK
            pozdrawiam również smile
        • ania.nikoniuk Re: o zgrozo!!! 29.11.06, 12:01
          zgadzam się,
          to matka wraz z ojcem wychowują dziecko i oni podejmują decyzje czym i jak karmić,
          należę do tego typu matek, które baaardzo nie lubią jak ktoś narzuca im swoje
          zdanie. Owszem, wysłucham opinii innych, w końcu nie jestem najmądrzejsza i nie
          wszystko wiem najlepiej, ale podjęcie decyzji pozostawiam mężowi i sobie. Swojej
          córeczce (14 miesięcy) też nie daję słodyczy i to nie dlatego, że jest uczulona
          tylko właśnie dlatego, że uważam je za coś zbędnego w jej diecie. Na szczęście
          mój mąż i lekarz mojego dziecka są tego samego zdania. Staram się też nie
          pozwalać babciom i dziadkom na wtrącanie się w kwestie wychowania naszego
          dziecka, czasami się udaje a czasami to oni udają, że nie słysz co do nich
          mówię. Jestem wytrwała i stanowcza w moich poglądach (szczególnie wtedy gdy
          wiem, że moje decyzje są dobre), czasami dochodzi do kłótni. Mieszkam z teściami
          i jak na razie szanują nasze zdanie dotyczące rozwoju i wychowania naszej córki.
          Poza tym są dobrymi ludźmi, wiem, że nie każdy może to powiedzieć ale wydaje mi
          się, że to wszystko w dużej mierze jest kwestią nastawienia i uporczywego
          trzymania się swoich racji (oczywiście jeśli są słuszne i mamy co do tego
          argumenty).
      • lahesis Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 19:19
        Eryk była uczuleniowce od poczatku. Najpierw na mleko i jego przetwory, które
        jak ja jadłam, gdy go karmiłam, a u takich dzieci ze wszystkim co nowe trzeba
        ostroznie (szczególnie jeśli chodzi o czekoladę, orzeszki itd.). W danym dniu
        dałam małemu dwie delicje i czekałąm co mnie czeka (i nic sie nie stało)- ale
        nei chciałam, żeby jadł wiecej słodyczy a przede wszystkim czekolady.
        Szczególnie boli mnie,m że na mój zakaz ONA (teściowa) zrobiła dokładnie
        odwrotnie.

        pozrwaiam
    • kayah73 Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 18:42
      To sie, w teorii uczenia, nazywa 'wybuch przedeliminacyjny' - czyli zanim
      bedzie lepiej, napierw bedzie gorzej. Tesciowa bedzie jeszcze bardziej cisnac -
      bo dotychczas dzialalo, teraz sa "jakiestam opory", wiec trzeba wlozyc troche
      wiecej sily zeby je przezwyciezyc. Dlatego teraz nie mozesz sie poddac, musisz
      na prawde pilnowac granic, wlasnie z nastawieniem, ze przez jakis czas bedzie
      gorzej, dopoki tesciowa nie skapituluje. Ile to zajmie zalezy min. od
      samozaparcia tesciowej oraz tego jak dlugo trwal poprzedni stan rzeczy.

      Z drugiej strony - gdzie jest Twoj maz w tym wszystkim? Kazdy powinien byc
      odpowiedzialny za swoja matke. Wy z mezem powinniscie ustalic wspolny front i
      to maz powinien porozmawiac z Twoja tesciowa.
    • figrut Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 19:07
      Napiszę Ci tylko tyle: i teściowa i Ty zachowujecie się jak dzieci [o ile
      dziecko nie jest uczulone, jak wywnioskowałam z któregoś wcześniejszego postu.
      Teściowa postąpiła idiotycznie kusząc dziecko cukierkiem i celowo stawiając Cię
      na oczach dziecka jako "tą jędzę, która nie pozwala na takie pyszności", a Ty
      wyjmując dziecku z ust ten kawałek cukierka, potwierdziłaś, że nią jesteś.
      Obydwie robicie sobie pokazówki i złośliwości i obydwie nie patrzycie na to, że
      dziecka żal...
      • lahesis Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 19:29
        jakbym tego nie zrobiła nadal będzie mojemu dzieku podtykała co chce w
        ilościach jakie sie jej podobają, bo będzie wiedziała, ze ja nie zareaguję, by
        jak piszesz nie wyjść "na jedzę". Jeżeli uważasz za "dziecine" moje zachowanie
        to oznacza, ze nigdy nie byłaś w podobnej sytuacji. Ja ustępowałam około 14
        miesięcy. Mój syn skończył niedawno 15 miesięcy... A słodyczy nie uznaję za
        dobro konieczne. Pół biedy jakby moja teściowa przekonywała mnie do mądrych
        zmian.

        pozdrawiam
        • styczniowa70 Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 19:43
          moje dziecko nie jadło słodyczy do drugiego roku zycia, a potem tez wolno mu
          było tylko w jeden dzień w tygodniu ale muszę powiedzieć że wszyscy
          respektowali moje zakazy łącznie z babcią ( moją) która częstowanie
          czekoladkami uważa za największy objaw miłości - może dlatego że charakterek to
          ja mam niczego sobie i ludzie się mnie boją wink ale tak serio to jest pora na
          poważną rozmowę z teściową ( nie w obecności dziecka ) na temat zasad
          wychowania i tego że ona po prostu musi się dostosować - twój mąż powinien cię
          w tym wesprzeć przecież wychowujecie dziecko wspólnie. Natomiast nie wdawałabym
          się z nią w cukierkowe przepychanki to nikomu nie robi dobrze a w szczególności
          dziecku. Ważne zebys była przekonana że robisz dla swojego dziecka jak
          najlepiej i konsekwentna i stanowcza też w stosunku do rodziny co łatwe nie jest
          i naraża na różne komentarze - moja teściowa powiedziała o mnie kiedyś " to
          chyba nie mama a macocha jest taka niedobra " do mojej córki w podobnej sytuacji
        • asia06 Re: o zgrozo!!! 30.11.06, 08:05
          Ale niestety figurt zauważyła dobrze, że to rozgrywki i w te rozgrywki dziecka
          wciągać nie powinnaś. Jak babcia zrobiła głupio, wkładając cukierek do buzi
          maluszka, powinnaś z babcią na osobności ostro porozmawiać, ale dziecku
          cukierka zostawić. Wyciągają dziecku tego cukierka, zrobiłaś tak samo głupio
          jak babcia.
    • agatka_s Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 22:23
      A ja mam kompletnie inne zdanie.

      Rozpuszczajaca babcia, czy dziadek to najfajniejsza rzecz jaka moze sie dziecku
      zdarzyc. babcia, ktora wlasnie inaczej niz w domu pozwala a to na cukierki, a
      to na jakies inne normalnie zakazane w domu sprawy-to naprawde dla dziecka mila
      i fantastyczna odskocznia. Dzieci potrzebuja takiego "popuszczenia" cugli od
      czasu do czasu. Dzieci potrzebuja takiego ciepla, milosci-nawet jesli nam ona
      sie wydaje niezdrowa, nierozsadna.

      Od jednego danego pokryjomu cukierka, czy nawet calej tabliczki czekolady
      dziecko sie nie rozchoruje ani nie uzalezni. (oczywiscie jesli to jest od czasu
      do czasu, jako cos wyjatkowego, rodzaj swieta)

      Ja bym taka rozpieszczajaca babcie potreaktowala jako sojusznika w wychowaniu
      dziecka. Jako zrodlo przyjemnosci dziecka, ktorych ja "mama bardzo madrze
      wychowujaca" nie zapewnie dziecku nigdy (no bo czytajac wszystkie madre
      poradniki i inne fora internetowe WIEM ZE NIE WOLNO !!!).

      Jak wspominam o swojej swietej pamieci babcie, to wlasnie zawsze przypominaja
      mi sie cukierki ktore dla mnie miala, to ze moglam isc spac bez mycia, i to ze
      babcia zawsze robila na obiad akurat to na co mialam ochote...Babcia to cieplo,
      to cos bardzo innego niz mama, czy tata. Nie krzyknie, ma cierpliwosc a z
      rekawa sypia jej sie slodycze SUPER !!!

      Zanim wytoczycie wojne swoim tesciowym, mamom tatom i tesciom-pomyslcie czy tej
      denerwujacej was tendencji do rozpieszczania waszych dzieci nie da sie poprostu
      wykorzystac dla ich dobra (dobra dzieci). Czy zamiast wyrywac dziecku
      cukierka, nie lepiej cieszyc sie ze ma taka fajna babcie ktora zrobila wysilek
      aby zrobic mu przyjemnosc.

      A starszych ludzi i tak juz nie wychowacie, mozecie najwyzej ich stracic (a w
      zasadzie pozbawic ich Wasze dzieci). Poza tym to wstyd, zadac aby starsza
      osoba dostosowywala sie do Was. Mysle ze to mloda osoba powinna zrobic
      wszystko aby z osoba starsza, ktora ma juz swoje przyzwyczajenia, moze nawet
      jakies dziwactwa znalezc wspolny jezyk. To my mlodzi mozemy sie dostosowac,
      nie odwrotnie (tak uwazam, ze taki wlasnie powinien byc porzadek na swiecie)

      Moi niereformowalni (no coz czasem mnie tez denerwuja !!!) rodzice sa
      najwiekszymi kumplami mojego syna bo wlasnie po 2 tygodniach spedzonych u
      dziadkow tyje z 5kg (trudno - w domu, na mojej diecie chudnie po tygodniu), gra
      w domu w pilke (zgroza !!! w domu nie wchodzi to w gre), moze chodzic spac o
      ktorej chce (w domu ten numer nie przejdzie)

      I wiecie co , jak widze jaki jest szczesliwy jak wraca od dziadkow albo szykuje
      sie na wyjazd do dziadkow, jak oczy mu sie blyszcza, to czuje sie jakby mi ktos
      podarowal milion dolarow. Kocham moich rodzicow wlasnie za to ze syna mi
      rozpuszczaja !!!!! Mnie nie wypada !!!

      Zycze duzo luzu i pamieci ze wy kiedys tez bedzieci miec wnuki, i tez bedziecie
      chcieli je rozpuszczac !!! (bo tak to juz jest)
      • stypkaa Re: o zgrozo!!! 04.08.06, 08:55
        Zgadzam się z Tobą prawie w 100%, prawie bo:
        - dziecko jest alergikiem, więc Babcia powinna przyjąc do wiadomości, że
        słodyczy mu nie wolno jeść - a rozpieszczać dziecko można na milion innych
        sposobów, niekoniecznie dajac czekoladki,
        - to co piszesz jest absolutnie cudowne o ile dziadkowie mieszkają daleko i
        rozpieszczają dziecko od święta. Zupełnie nie sprawdza się w przypadku kiedy
        dziadkowie mieszkają razem i spędzają z wnuczkami tyle samo czasu co rodzice. W
        moim przypadku tak jest. I moja mama stosuje się generalnie do moich wskazówek -
        chociaż nie powiem, od czasu do czasu mały dostanie od niej a to kawałek
        ciasta, a to czekoladki. Ale ja z tego powodu tragedii nie robię. Po prostu ja
        mu już słodyczy nie daję. Ale on NIE JEST ALERGIKIEM.
      • mgla_jedwabna Re: o zgrozo!!! 03.03.07, 01:14
        trochę inaczej byś śpiewała, gdybyś spędziła dzieciństwo na fotelu dentystycznym albo okres dojrzewania jako "gruba świnia" dzięki wtykanym po kryjomu czekoladkom. Twojemu dziecku moze nie szkodzi takie postepowanie dziadków, ale nie każde tak ma. Poza tym zauważ- twoje dziecko jeżdzi do nich raz na jakis czas, jak wróci to mozesz je odchudzać itd. wg własnej woli. A postępowanie dziadków akceptujesz. wyobraz sobie np. ze dziadkowie np. uczą dziecko agresji a ty- dialogu w konflikcie. Jakbyś się czuła gdyby tesciowa mówiła dziecku, że jesteś wyrodna matka, bo nie pozwalasz mu bić słabszych (albo w ogóle nikogo)?
        • mgla_jedwabna Re: o zgrozo!!! 03.03.07, 01:17
          powyższe było do Agatki_s

          aha, nie rozumiem tego wiązania słodyczy z alergią- to znaczy jakby nie było alergii, to matka nie miałaby prawa zakazzywać słodyczy? a co z zębami, otyłościa, wreszcie kształtowaniem charakteru (że bez jakiejs przyjemności też przezyje a nie od razu w bek)?
      • jkl13 Re: o zgrozo!!! 06.03.07, 08:24
        agatka_s napisała:

        > >
        > Od jednego danego pokryjomu cukierka, czy nawet calej tabliczki czekolady
        > dziecko sie nie rozchoruje ani nie uzalezni. (oczywiscie jesli to jest od
        czasu
        >
        > do czasu, jako cos wyjatkowego, rodzaj swieta)
        >
        >


        Chyba nie masz jeszcze dzieci, albo twoje dziecko ma wyjątkowo odporny żołądek.
        Ja też swojemy dwulatkowi próbuję wpoić, że od słodyczy jest weekend, w dni
        powszednie nie je słodyczy. Wiedzą też o tym moi rodzice. Ale gdy tylko u nich
        jesteśmy, to od razu dają synowi ciastko (za pierwszym razem krzywo się patrzę,
        ale nie zabieram dziecku), potem drugiego, więc wtedy ja się włączam. Niestety,
        czasami (sporadycznie) muszę z nimi zostawić syna na dłużej. Zawsze jak od nich
        wraca jest objedzony słodyczami i zawsze potem w nocy boli go brzuch. Wybudza
        się, płacze, nie mozna go uspokoić. Do dziadków jednak to nie dociera, bo to
        nie oni siedzą w nocy przy płaczącym dziecku, które nie może spać z bólu.
        Wiem, że dziadkowie są bardziej skłonni do rozpuszczania naszych dzieci niż my,
        ale to też powinno mieć swoje granice...
    • anek.anek Re: o zgrozo!!! 03.08.06, 22:34
      hmm, jeśli już doszło do takiej sytuacji, to w życiu bym dziecku nie wyjęła z
      ust tego cukierka. Mały się rozpłakał i babcia słusznie Ciebie winą za to obarczyła.
      Nie podoba mi się zachowanie ani Twoje ani teściowej.
    • renmik Re: o zgrozo!!! 04.08.06, 10:17
      Podpisuję się przed ostatnim postem , że ani Twoje zachowanie ani teściowej nie
      jest fajne. Wyobraź sobie co czuje Twój synek gdy Ty demonstracyjnie wyciągasz
      mu z buzi cukierka, współczuję mu bardzo.
      • panda74 Re: o zgrozo!!! 04.08.06, 11:22
        Nerwy mogą puścic przy tak demonstracyjnym zachowaniu teściowej, więc ja
        autorkę rozumiem. Czasem człowiek zareaguje nim zdąży się zastanowić.
        Prawde mówiąc, uważam zachowanie Twojej teściowej za niedopuszczalne i na Twoim
        miejscu przeprowadziłabym z nią poważną rozmową. Jedną, ale konkretną - co
        akceptujesz, a czego nie, czego sobie absolutnie nie życzysz itd. Przedstaw jej
        swoje poglądy na temat żywienia dziecka, wychowania, a przede wszystkim zwróć
        jej uwagę na NIEPODWAŻANIE TWOJEGO AUTORYTETU W OCZACH DZIECKA. Prawda jest
        taka, że to Ty jestes matką, a więc najważniejszą osobą w życiu dziecka, to Ty
        je wychowujesz, ale Twoje wysiłki mogą pójść na marne, jeśli teściowa
        systematycznie będzie sie tak zachowywać, jak to opisałaś.
        I przepraszam za uwagę - ale Twoja teściowa nie budzi sympatii.
        Pozdrawiam! smile
      • lahesis Re: o zgrozo!!! 16.08.06, 12:02
        nie wiem co czuje niespełna 15-stomiesięczne dziecko (bo chyba wtedy jeszcze
        nieskończył 15-stego miesiąca życia). Ale wiem jedno przez poprzednie miesiące
        nie miałam śmiałości, by sprzeciwić się temu co moja teściowa robi z moim
        dzieckiem (pisałam juz o tym). Tu tak napradę nie chodziło o tego cukierka
        tylko o fakt, że po moim zakazie i słowach teściowej, że "(...)mama na zbije
        jak Ci dam cukeireczka (...)" z faktu, ze jak do tej pory niereagowałam i jej
        tego typu zachowania "przechodziły", ale postanowiłam dbać o to by mój syn mnie
        szanował i wiedział, ze moje słowo jest ważne...

        pozdrawiam
    • ewaktw Re: o zgrozo!!! 04.08.06, 12:18
      A ja mam już 34 lata i uważam, że szkoda życia i energii na takie sceny,
      kłótnie w najbliższej (jakby nie było) rodzinie. Byłam też kiedyś na prawie
      wojennej ścieżce z teściami, głównie teściem, ale doszłam do wniosku, że nie
      warto. Dziecko powinno cieszyć się z obecności dziadków, dziadkowie są też od
      tego, żeby czasem rozpieszczać i takie z góry ukierunkowanie się na "nie znoszę
      teściów" tak naprawdę tylko krzywdzi wszystkich. A najbardziej odzcuwa to
      dziecko. Czasem lepiej być mądrzejszym i dać za wygraną. Dziecko od cukierka
      nie umrze, a skoro teściowa zapytała, to co by się stało gdybyś po prostu
      powiedziała OK? Wszyscy byliby zadowoleni, a najbardziej Twój syn. Może spróbuj
      dla odmiany nie tylko wojować i zobaczysz co z tego wyniknie. Nie od dziś
      wiadomo, że niezgodna rujnuje... MNie byłoby szkoda życia na takie sytuacje.
      • komyszka Re: o zgrozo!!! 04.08.06, 13:00
        "Dziecko od cukierka nie umrze,"-fakt, umrzec nie umrze, ale widocznie nie
        widzialas jeszcze co u alergika moze zdzialac taki "jeden cukierek" (jeden
        gryz,łyżeczka, łyk etc.JEDEN!). ja bylam swiadkiem jak dzieciakm po owym "jednym
        cukierku" męczył sie przez 4 dni.
        "Czasem lepiej być mądrzejszym i dać za wygraną."- jasne,zgadzam sie z tym w
        zupelnosci. lecz w tym przypadku tesciowa wygląda na "twardoglowy" egzemplarz i
        dawanie za wygraną wydaje sie ja tylko w tym twardoglowiu utwierdzac. dla
        niektóych nie ma słowa "kompromis, zrozumienie,dobro dziecka". jest tylko własny
        punkt widzenia, własna racja ponad wszystko.bez wzgledu na konsekwencje dla
        innych, nawet tak małych i nieporadnych ludzików jakimi sa dzieci.
        <a
        href="tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10721;28/st/20060611/n/Igorek/k/b5fa/age.png"
        target="_blank">tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10721;28/st/20060611/n/Igorek/k/b5fa/age.png</a>
        • mruwa9 A ja sie nie zgadzam 04.08.06, 13:33
          Z tekstu nie wynika, zeby dziecku cos sie po tym cukierku zlego stalo,
          zwlaszcza, ze wczesniej zjadlo te delicje za przyzwoleniem mamy. Ja nie widze w
          protescie przed podaniem czekoladki proby ochrony przed negatywnymi skutkami
          zdrowotnymi, ale przekore, odruchowy protest z cyklu "nie, bo nie", bo to
          tesciowa. Gdyby to byla mama a nie tesciowa, to moze by sie okazalo, ze raz na
          jakis czas, z okazji spotkania z babcia swiat sie od jednego cukierka nie
          skonczy?
          Tez ustalilam z dziadkami, ze dzieci dostaja slodycze PO OBIEDZIE w soboty i w
          niedziele, ale gdyby ktos sie wczesniej wychylil i dal dziecku cukierka przed
          obiadem, pewnie bylabym wsciekla, czego nie omieszkalabym powiedziec, ale
          wydzieranie dziecku cukierka z buzi uwazam za glupie i okrutne. Trudno, mleko
          sie wylalo, ale chyba takie sytuacje nie zdarzaja sie na co dzien, wiec swiat
          sie nie skonczyl. Awantura sztuka dla sztuki, w ramach udowadniania tesciowej,
          kto tu rzadzi, czyje gora, a dziecko stalo sie jedynie przedmiotem i ofiara
          tych przepychanek.
    • gan33 Re: o zgrozo!!! 05.08.06, 13:25
      A moje dziecko ma odwrotną sytuację chociaż dotyczy ona dziadka (ma tylko
      jednego). Ten nigdy nie dał mu nawet jednego przysłowiowego cukierka, jest
      zimny i nie potrafi okazywać nikomu uczuć , nawet dziecku. Kiedyś moje dziecko
      spontanicznie powiedziało "kocham cię dziadziu, a ty mnie kochasz?".Tesciowi aż
      kopara opadła z wrażenia i nic nie odpowiedział. Potem ja wyjaśniłam synkowi,
      że dziadek na pewno go kocha ale nie potrafił mu tego powiedzieć.Mimo tej i
      wielu innych sytuacji zależy mi na dobrych stosunkach z teściem, chociaż pewnie
      wiele z was by je dawno zerwało.Ja tego nie zrobię i chcę żeby moje dziecko
      miało dziadka i babcię. Za to teściowa jest super, rozpieszcza syna do granic
      możliwośći tak jak mnie moi dziadkowie w dzieciństwie.Moja mama robi
      podobnie.Dbajcie o dobre kontakty z rodzicami i teściami- to są przecież
      dziadkowie waszych dzieci, nie musicie stawiać na swoim, czasami wystarczy
      szczera spokojna rozmowa żeby dojść do porozumienia.Moja teściowa jak ją
      prosiłam żeby nie podawała małemu słodyczy czy pokarmów na które był uczulony
      wcześniej to nigdy tego nie zrobiła ( teraz nadrabia).Chociaż jedna z
      forumowiczek radziła wyprowadzkę od męża jako niezawodny sposób na problemy
      rodzinne- hi,hi,hi. Pozdrawiam.
    • mamamisiasia Re: o zgrozo!!! 05.08.06, 17:07
      dla mnie to klasyczna proba kto silniejszy, a cukierek nie jest traktowany jako
      sprawienie dziecku przyjemnosci, tylko dokopanie rywalce, bo niestety tak
      czasami tesciowe traktuja wybranki synow.I nie chodzi o to czy jeden cukierek
      nie zaszkodzi, tylko o granice, ktore tesciowa powinna respektowac. Ale jak
      dzieciak nie jest uczulony (u mojego niestety nie przeszloby), to nie
      wyrywalabym mu tego z buzi. Zreszta na ulicy czasami sie zdarza, ze ktos da cos
      mojemu dziecku bez pytania- tylko raz w przypadku czekolady tak zareagowalam,
      ale obiecalam, ze dostanie cos innego. Zazwyczaj zgadzam sie na jakis drobiazg,
      bo mi zwyczajnie szkoda dziecka, z tym, ze juz wyrosl z ostrych reakcji
      alergicznych. To wasze dziecko i tesciowa powinna znac granice, a takie
      zachowanie bylo celowym naruszeniem waszych zasad w waszej obecnosci.Pewnie
      sobie pomyslala, ze co jej jakas gowniara bedzie podskakiwac jak sama wychowala
      iles dzieci i wie lepiej.
    • aniald1 Re: o zgrozo!!! 05.08.06, 19:18
      Uważam, że pewne sprawy można załatwić gdy dziecka nie ma w pobliżu.
      Skoro dziecko zjadło wczesniej delicje i nic mu nie było to mozna z wielkim
      prawdopodobieństwem domniemywać, że po tym cukierku też by się dziecku nic nie
      stało (kwestia życia i zdrowia dziecka więc odpada).
      Abstrachując od tego, że masz prawo jako matka wymagać aby teściowa (i wszyscy
      inni) szanowali Twoje poglądy i wskazówki na temat żywienia Twojego dziecka,
      uważam, że zachowałaś się dziecinnie (bez urazy smile)))). Myslę, że lepiej byłoby
      gdybyś pozwoliła dziecku zjeśc tego cukierka a potem w pierwszej wolnej chwili
      poprosiła tesciową o rozmowę w cztery oczy (skoro Twój mąż nie załatwia takich
      spraw od razu ze swoją mamą) i postawiła sprawę jasno (czy na ostrzu noża to już
      Twój wybór).
    • judytak Re: o zgrozo!!! 05.08.06, 22:43
      lahesis napisała:

      > teściowa wyciągnęła (jednego!!!) cukierka-trufla i zaczęła głośno komentować
      > niby do dziecka, ze nie może dać mu cukierka "bo mama nas będzie biła jak Ci
      > dam cukiereczka (...)"

      w tym momencie, natychmiast bym zareagowała czymś w rodzaju "nie mam zwyczaju
      bić dzieci, a tym bardziej starszych pań", ewentualnie powiedziałabym też coś
      na temat nieszczęsnego cukierka, albo, że "tego jednego można", albo,
      że "dobrze, to weź, dziecko, cukierek od babci, podziękuj ładnie, i schowamy,
      zjesz sobie po obiedzie"

      > zabroniłam (zrobiłam to z ciekawości co zrobi)

      zabroniłabym tylko jeśli absolutnie nie byłoby innego wyjścia (choroba itp.)
      nigdy nie zabroniłabym z ciekawości!

      > zabroniłam (zrobiłam to z ciekawości co zrobi) ściągnęła papierek, ułamała
      > kawałek, a reszty możecie sie domyślić...wsuneła mu do buzi.

      bo ona też wiedziała, że to tylko gra, że nie zabraniasz z całego przekonania,
      tylko tak sobie...

      Zaregawałam
      > bardzo szybko i wyjęłam dziecku słodycz z buzi.

      też zrobiłabym to tylko jeśli byłaby to kwestia "życia czy śmierci"

      > Do wczoraj była z siebie dumna (wreszcie sie postawiłam) i myślałam że
      > teściowa nabierze dla mnie szacunku.

      to nie tak szybko
      i nie po takich "gierkach"
      tylko po spokojnym, stanowczym zachowaniu, kiedy trzeba, i "nieczepianiu się"
      kiedy nie trzeba...

      a o zaproszeniu na obiad powinnaś wiedzieć od męża, przecież teściowie nie mają
      obowiązku dzwonić z tym osobno do każdego członka rodziny, mają chyba prawo
      zakładać jakieś podstway komunikacji między małżonkami...

      pozdrawiam
      Judyta

      • ankagoz Re: o zgrozo!!! 16.08.06, 13:23
        Ja rozumiem.
        Moja teściowa zajmuje się moją 4 latką, alergikiem z nadwagą (słodyczy nie
        powinna jeść wcale)Ale,żeby wyjść na spacer celem jest spożywczy - bo w domu
        chowam wszystko. Pomomo próźb tłumaczen -nic. Ale wczoraj nie wytrzymałam - u
        niej w domu zawsze dziecko brało bukiet do zabawy (za pozwoleniem babci - ja
        byłam przeciwna). Więc wczoraj wzieła go jak coś dozwolonego - mój mąż mówi
        zostaw, ona, że babcia pozwala, babci - a nie pytałaś się - no to się pyta
        babcie NIE, tata podniósł głos. Dziecko się rozpłakało. - to tylko przykład
        zmian decyzji - bo tak jest masę. Ubrałam dziecko i wyszłam.
        Dziś znów jest z babcią - rany kiedy będzie ten wrzesień.
    • mama303 Re: o zgrozo!!! 29.11.06, 12:54
      Wyrywając dziecku cukierka z buzi /jak mozna cos takiego zrobić małemu dzicku/
      robisz mu dużą krzywdę.
      To sa gierki dwóch skłóconych kobiet wobec Bogu ducha winnego dziecka.
      Kobieto badź ponadto, sprzeczki załatwiaj z tesciowa bez obecnosci dziecka a
      najlepiej staraj sie ich unikać.
    • green_land Re: o zgrozo!!! 30.11.06, 18:24
      Po prostu nie jedź na ten obiad, a swojemu mężowi powiedz,że nie musisz
      tolerowac takiego ich zachowania. Jesteś dorosła i będziesz wychowywac dzieci
      tak, jak uważasz za słuszne.
      Zrobiłas bardzo słuszne.
      Trzymam kciuki, by Ci się udało! Powodzenia!
      • magi104 Re: o zgrozo!!! 02.12.06, 17:26
        green_land napisała:

        > Po prostu nie jedź na ten obiad,

        Wziąwszy pod uwagę datę postu rozpoczynajacego wątek, twoja rada jest jak
        musztarda po obiedzie tongue_outtongue_outtongue_out
    • mamaju1 Re: o zgrozo!!! 02.03.07, 21:18
      U mnie jest to samo.. Zawsze jest do nich po drodze, i zawsze ich MUSIMY
      zanocować. W dodatku jestem zawsze krytykowana obgadywana i to nigdy
      bezpośrednio - tesciowa dzwoni do mojej mamy i poczynia uwagi...moja mama
      ostatnio - a obie staramy sie byc grzeczne, bo teściowa tak zawsze z dobroci
      serca - jak jej sie wydaje - mama zalowala, ze nie ma telefonu z wyswietlaczem,
      boby nie odebrala. Ale poniewaz ostatnio w ogole nie rozmawiamy, to nie dzwoni
      i do mamy;D I samej mamie się wyrwało kilka słów krytyki w odpowiedzi na
      docinki i pretensje. Ale przykro jest zawsze, bo w koncu to mama mojego
      ukochanego męża.
    • dygaryszta Re: o zgrozo!!! 03.03.07, 17:50
      Chyba mamy tę samą teściowąsmileJa przy mojej już skapitulowałam. Rozmawiałam z
      nią wiele razy, słodyczy dawać nie przestała. Najbardziej denerwuje mnie, kiedy
      daje Małej słodycze przy mnie komentując to "Niech się teraz mama martwi". Nie
      wydzieram wprawdzie z ust ale nie jeden raz zdarzało mi się odebrać ciasteczko
      zagadujac przy tym małą, żeby się nie rozpłakała. Chociaz obecnie już nie mam
      siły z babcią walczyć, to i tak nie daje rezultatów... I tak Mała przyzwyczaiła
      się, że u babci zawsze znajdzie się coś słodkiego. Interweniuję tylko w
      sytuacji kiedy naprawdę przegina (słodycze przed obiadem albo zbyt często).
      Niestety, mieszkamy w jednym domu więc tych sytuacji jest zbyt wiele... Myślę,
      że ona nie potrafi w inny sposób zjednywać sobie dziecka, brak jej pomysłów.
      Nie chce ciagle z nią się kłócić w końcu mieszkamy pod jednym dachem i trzeba
      jakoś wzglednie spokojnie razem zyć. Raz tylko naprawdę wyprowadziła mnie z
      równowagi, stwierdzajac, że chcemy dziecko wpedzić w anoreksję (hi, hi),
      ponieważ Mała w rozmowie z babcią użyła słowa "schudłam". Na poczatku nawet
      mnie to rozśmieszyło (mała ma 2 lata)ale kiedy usłyszałam to drugi i trzeci raz
      wpadłam w prawdziwą furię... Nie odzywałyśmy się do siebie przez miesiąc...
      • sabina1233 Re: o zgrozo!!! 05.03.07, 23:13
        Jestem mamą czteromiesięcznego chłopca. Karmię go piersią. Na co moja teściowa
        stwierdziła że chcę zagłodzić dziecko, bo mu niedaję nic do jedzenia i żebym
        sobie nie myślała że mam taki cudowny pokarm, że to wystarczy małemu.
        A niby co, mam mu dać chleba z masłem czy schabowego? zwłaszcz ąe ma alergię
        pokarmową i sama nie mogę jeść wszystkiego. Ale szkoda się denerwować, ja wiem
        swoje i niewarto wdawać się w dyskusje.
    • agiczekr Re: o zgrozo!!! 22.03.07, 16:51
      Szczerze współczuję Ci takiej teściowej. Ja do moich teściów chodzę z
      przyjemnością, moje dziecko także. I to nie dlatego, że pozwalają jej na
      wszystko, tylko dlatego, że okazują jej miłość i zainteresowanie, potrafią się
      bawić a Ola zna granice pewnych zachowań. Moja teściowa opiekuje się moją córą
      na co dzień, i powiem jedno lepszej opiekunki bym nie znalazła. Nikt prócz
      babci, rozsądnej babci, nie potrafi tak zająć się dzieckiem. Jej doświadczenie
      (bo przecież wychowała swoje dzieci) jest nieocenione, a rozsądek i miłość
      powodują, że poświęca jej maksymalnie dużą ilość czasu, po to by ją dobrze
      wychować, ale też po to by się rowijała. Wiem, nie wszystkie babcie takie są.
      Ale nie uogólniajmy, to nie tylko nasze teściowe, to też nasze mamy.

    • karola1008 Re: o zgrozo!!! 23.03.07, 12:54
      Nie podoba mi się ani zachowanie Lahesis, ani jej teściowej. Mam wrażenie, że
      to gierki dwóch dorosłych kobiet, w których dziecko jest kartą przetargową.
      Oczywiście rozumiem Lahesis, że nie nie chce by dziecko-alergik, zajadalo się
      słodyczami. A nawet gdyby jej mały nie był alergikiem, to także ma ona święte
      prawo decydować na jakich warunkach dostaje on słodycze. A teściowa powinna to
      uszanować. Nie rozumiem jednak jej konkretnego zachowania w tej konkretnej
      chwili. PO diabła wyciągać dziecku z buzi cukierka, skoro wcześniej zjadło ono
      już dwie delicje i nic mu nie było? Dała się sprowokować głupiej babie. Mogę ją
      zrozumieć, ale takie zachowanie to naprawdę nie jest powód do dumy, bo "Ale się
      jej postawiłam". Spokojna rozmowa bez zbędnych demonstracji, albo mniej
      spokojna, ale zawsze na osobności-może to pomoże? I zanim dasz się sprowokować
      po raz kolejny, zrób sobie szybką analizę sytuacji-czy naprawdę stanie się
      dziecku coś zlego, jak zje tego cukierka? JA też przerabiałam coś podobnego z
      moją rodziną, bo np. dla moich rodziców alergia to nie choroba, dla rodziny
      męża też nie, zwlaszcza, ze jedna z kuzynek, która jest pielęgniarką ( w moim
      wieku) powiedziała, że ona taką alergię u swojego syna wyleczyła dając mu zupę
      w 3 mies. życia ( czas pokazał, że nie do końca wyleczyła, dziecko nie ma
      wprawdzie alergii pokarmowej, za to ma astmę, przyjmuje sterydy itp.). No i
      leciały teksty, że dziecko takie biedne, bo czekolady nie je. A za tekstami
      szły czyny, mające na celu ulżenie doli biednego dziecka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka