lahesis
03.08.06, 17:57
I znowu temat morze... o teściowej.
Po osttnich moich żalach i Waszych radach stawiłam czoła teściowejiwygrałam,
a przynajmniej tak mi się wydawało do dzisiaj rana...
Ale od początku.
Jak jakiś miesiąc temu odwiedziłam swoich rodziców miałam (nie)przyjemność
spotkać sie również z rodzicami męża. I zaczęło się nawet w miarę w
cywilizowany sposób. Nieprzywitali sie z nikim oprócz wnuka i odrazu
teściowa wyciągnęła (jednego!!!) cukierka-trufla i zaczęła głośno komentować
niby do dziecka, ze nie może dać mu cukierka "bo mama nas będzie biła jak Ci
dam cukiereczka (...)" Poczym zapytała czy moze dać Erykowi słodycz, a gdy
zabroniłam (zrobiłam to z ciekawości co zrobi) ściągnęła papierek, ułamała
kawałek, a reszty możecie sie domyślić...wsuneła mu do buzi. Zaregawałam
bardzo szybko i wyjęłam dziecku słodycz z buzi. Eryk zaczął płakać. Teściowa
próbowała zrzucić na mnie winę za niezadowowlenie dziecka.
Do wczoraj była z siebie dumna (wreszcie sie postawiłam) i myślałam że
teściowa nabierze dla mnie szacunku.
Ale dzisiaj okazało się, że sie myliłam, bo dowiedziałam sie ostatnio, że
przejeżdżajac przez miejscowość w której mieszkaja dziadkowie mamy koniecznie
wpaść na obiad, bo oni muszą się nacieszyć dzieckiem.
Czy Was też teściowe wrabiaja w takie obiadki. Pisze "wrabiaja" bo ja sie
dowiaduję ostatnia najczęsciej w dzień planowanego obiadu? (to już nie
pierwszy raz...)
A może jestem zbyt podejrzliwa i wredna?