Gość: Politea25 IP: *.* 23.10.01, 11:44 Farciara, chciałam dowiedzieć się jak podobała wam się pokazowa lekcja angielskiego i czy zdecydowaliście się na kontynuację? Możesz pisać na priva.Pozdrawiam,Politea Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 23.10.01, 12:02 Farciara - jak możesz to napisz na forum o tej lekcji pokazowej. Mnie to też interesuje.ATA Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 23.10.01, 12:02 Jesli mozna to prosze na forum, bo też się interesowałam szkołą Helen Doron. Byłam nawet na stronie www, napisałam prośbę o informacje (z 3 m-ce temu) i mi nie odpowiedzieli...Chciałabym wiedziec ile to kosztuje i gdzie jest ta szkoła np. na Śląsku gdzie mieszkam...No i opinie, jesli ktoś juz jakieś ma...Nina Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 23.10.01, 12:06 Nina a skąd jesteś dokładnie, bo ja też mieszkam na Śląsku i jeśli interesują Cię dokładne namiary to pisz udzielę informacji. Ja jestem z Sosnowca.Pozdrówko,Politea Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Politei IP: *.* 23.10.01, 12:10 Mieszkam bliziutko - w Siemianowicach. Interesuję się teoretycznie, bo dzieci brak. Co bynajmniej nie zmniejsza stopnia mojego zainteresowania Napisz proszę co wiesz ciekawego, pewnie inne dziewczyny też się chętnie dowiedzą...Nina Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Politei IP: *.* 23.10.01, 12:45 Myślę, że nt. samej metody nie ma co sie rozpisywać, było to już przerabiane wielokrotnie na eDziecku. A co do opinii, to ja osobiście znam dwie osoby, które prowadzają dzieciaczki już drugi rok. Dziewczynka miała 4,5 roku, a chłopczyk 3,5 roku jak zaczynali naukę. Rodzice obydwojga są bardzo zadowoleni z zajęć. Dzieciaczki co najważniejsze też biegiem pędzą "do Helen". Ja osobiście byłam z moją Karolinką (2 lata i 5 miesięcy) na takiej lekcji i zastanawialiśmy się czy zacząć w tym roku czy jeszcze poczekać. Niestety mała się rozchorowała na oskrzela i musimy siedzieć w domku (tzn. ona siedzi z tatusiam w domku, a ja niestety chodzę do pracy), tak więc decyzja jeszcze nie została podjęta. Ale wracając do tematu - Maluch był zachwycony, nie chciał wyjść, tak mu się podobało (sam kontakt z dziećmi, inne, nowe zabawy itd.) Mnie osobiście też się podobało . Nie wiem natomiast czy taki niespełna trzylatek będzie w stanie wysłuchać przynajmniej raz dziennie kasety - przecież taki maluch ciągle gdzieś spieszy.Poza tym myślę jednak, że trzeba do takiej nauki podejść z lekkim dystansem - nie wyobrażajmy sobie, że czterolatek po roku będzie świetnie "spikał". To jest przede wszystkim zabawa. Z drugiej strony zapytałam moją dobrą koleżankę, która jest filologiem - co myśli na temat nauki angielskiego u dzieciaków; odpowiedź - stwierdzenie - pytanie brzmiało "nie szkoda wam pieniędzy". Może wypowiedzą się na ten temat również filologowie - erodzice. No nic to, pomyślimy jeszcze, do przyszłego tygodnia mamy czas.Pozdrawiam,Politeap.s. Nina spróbuj napisać na ten adres sosnowiec@helendoron.com.pl lub zadzwoń do osoby, która się tym zajmuje p. Ksymena Kozioł 0501-260-200 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Niny IP: *.* 23.10.01, 19:58 HeJ! Ktoś oprócz mnie jest z Siemianowic!!!!Pozdrowienia.Aneczka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 23.10.01, 13:40 Jestem anglistką, więc wywołana przed tablicę przez Politeę odpowiem co sądzę o uczeniu takich małych dzieci języka. Dla mnie to po prostu zabawa nic więcej. O prawdziwej nauce języka obcego będzie można mówić dopiero wtedy, kiedy dziecko wykształci w sobie umiejętnosc kojarzenia, analogii, logicznego myslenia itd, czyli ok. 10-12 roku życia. Wszystko, co dzieje się wczesniej to własnie zabawa - gry, wierzyki, pojedyncze słówka, wykute pytania i odpowiedzi. Może dziecko będzie bardziej osłuchane z językiem, ale czy będzie mu potem łatwiej czy trudniej? Rozczaruję was, ale nie ma to żadnego znaczenia. Co ciekawe, w 5,6 klasie podstawówki takie dziecko i tak zrównuje się z dzieckiem, które dopiero co zaczyna swoją przygodę z angielskim. Nie jestem przeciwniczką nauki angielskiego tak małych dzieci, żebyscie mnie zle nie zrozumiały, należy zdać sobie jednak sprawę, że i tak wiele w tych dziecięcych głowavh po kilku latach nauki nie zostanie. I proszę nie mylmy nauki angielskiego w Polsce z przswajaniem tego języka zagranicą czy w rodzinach dwujęzycznych. Wtedy takie dziecko jest dosłownie bobardowane non-stop tym obcym językiem i przyswaja go (a nie uczy) tak jak każdy z nas przyswoił sobie język ojczysty. I to już zupełnie inna sprawa. Trudno mwić o bobardowaniu językiem 2 razy w tygodniu po godzinie. Prawda?Kiedy potraktujemy chodzenie na angielski w takim młodym wieku podobnie jak chodzenie na rytmikę, malowanie czy zwykłe spacery, wtedy jestOK. Gorzej kiedy liczymy, że nasze dziecko po takiej nauce będzie swobodnie rozmawiało. Awykonalne. Przykro mi.To moje zdanie. Filologa.PS. Ja osobiscie nie mam zamiaru mówić do mojego synka po angielsku, ale nie będę walczyć z przdszkolną nauką angielskiego. Niech sobie chodzi. Ale i tak orka z językiem zacznie się dużo, dużo później. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 23.10.01, 13:53 Słowo w słowo zgadzam sięz Tobą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 23.10.01, 14:00 Ja też się zgadzam, ale skrzywienie zawodowe powoduje, że bardzo mnie ciekawi jak wygląda tak lekcja dla 1,5 latka na przykład. Gdyby mnie było stać na to, posłałabym małego ale tak jak pisze Lilly, po to, żeby sie pobawił z innymi dziećmi, a nie w celu nauczenia go angielskiego. Niemniej jesli będe miała sposobność z ciekawości pójdę z małym na lekcje pokazową.ATA Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 23.10.01, 14:44 A ja bym chciała dodać coś z własnego doświadczenia. Mój syn chodził do przedszkola "z wykładowym angielskim" Polegało to na tym, ze jedna pani w grupie rozmawiała z dziećmi wyłącznie po angielsku. Cztery godziny dziennie mówiła do nich, uczyła wierszyków, piosenek. Dzieci wiedziały, że do tej pani należy się zwracać po angielsku i kombinowały jak umiały - te mniej zaawansowane prosiły inne dzieci o pomoc. Oczywiście były też dwie panie nauczycielki, które rozmawiały z dziećmi po polsku.Ze mną syn nigdy nie chciał rozmawiać po angielsku. Ale kiedyś włączył się do rozmowy dwóch znajomych Duńczyków i operował obcym bądź co bądź językiem całkiem sprawnie. I drugi przykład: Pojechaliśmy na wakacje za granicę do ośrodka, gdzie był klub dla dzieci. Przeważały tam dzieci francuskojęzyczne, ale również można było porozumieć się z opiekunami i niektórymi dziećmi po angielsku, niemiecku i hiszpańsku.Mój syn świetnie bawił się w tym klubie, zaprzyjaźnił się z chłopcem z Anglii. Dodam, że był jedynym dzieckiem z Polski, które chodziło na te zajęcia. W tej chwili syn ma 7 lat. Poszedł do pierwszej klasy i narazie odłożyliśmy intensywną naukę języka, dopóki nie oswoi się ze szkołą. Ale mimo, że nie mieszkał w USA i nie ma rodziców anglojęzycznych, jest w stanie porozumieć się w obcym języku. Dlatego uważam, że nauka dziecka młodszego niż 10-12 letnie nie jest tak całkiem bez sensu. Zgadzam się, że zasad gramatyki małe dziecko nie pojmie. Ale no to przyjdzie czas.Pozdrowienia,Dagmara Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 24.10.01, 14:19 Mój syn przez rok uczył się angielskiego tą metodą.Zaczął gdy miał 6 lat,po jakimś czasie nie był już w stanie słuchać bez przerwy tej samej kasety,co zakłada metoda.Szczerze mówiąc ja również ni-choc tego nie mówiłam.Dotrwaliśmy do końca roku i Jacek bez specjalnego żalu przestał uczeszczać na zajęcia.Dysponuję zestawem do nauki,który mogę odsprzedać taniej niz on normalnie kosztuje.Ja osobiscie uważam ,ze koszt tych zajec jest niewspółmiernie wysoki do efektów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron IP: *.* 24.10.01, 13:22 Cześć, przepraszam Franek jest choraskiem i nie zaglądałam na forum. Zapisaliśmy się na angielski, ale wieczorem będziecie miały pełen obraz. Oki? Odpisze i opisze wieczorem, teraz pędzę Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron IP: *.* 24.10.01, 14:22 Jestem z Tychów, byłam z moim roznym dzieckiem na lekci pokazowej H.Doron. Dla zainteresowanych: lekcja trwa ok.20 min. Na początku był to duży stres dla takich maluchów (1-3letnich), tyle obcych i tyle dzieci. Lekcja polega na tym, że pani mówi wszystko po angielsku, pokazuje np. zwierzątka, nazywa je po angielsku, podaje je dzieciom, są zabawy ruchowe typu: podskakiwanie, krązenie itp. Ja zdecydowałam, że dla mojego małego to zbyt wcześnie a poza tym duży stres. Kilkoro dzieci od początku sie nudziło i robiło zupełnie cos innego.A co do wypowiedzi "filolożki" - myslę, że jeśli traktujemy taka naukę z przymrużeniem oka i nie oczekujemy rewelacyjnych efektów to warto zapisac dziecko na angielsi. I druga rzecz: pamięc małego dziecka jest bardzo chłonna (np. ja pamietam wierszyki z przedszkola i jeszcze wcześniejszego okresu a z czasów poźniejszych mam problemy!)Oczywiście, że dziecko nie skojarzy wielu faktów, nie wypowie się po angielsku ale ważne, by gdzies tam w jego pamieci utkwiły choćby pojedyncze wyrazy zanim bedzie "musiało" się uczyć.Ania Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron IP: *.* 24.10.01, 22:49 Jestem germanistką, a równocześnie mamą czterolatki uczącej się matoda H.D.od roku.(Efekty są , owszem,a kasety słuchane są regularnie i dość chętnie).Jestem zdegustowana i zarazem zatrwożona opinią Lilly!Przecież małe dziecko uczy się obcego języka często nawet nawet nie zdając sobie z tego sprawy.Ono zapamiętuje całe zwroty,zdania i sytuacje komunikacyjne czasami na całe życie.Póżniej wystarczy,że na lekcji lub w innej sytuacji otworzy mu się "odpowiednią kasetkę w mózgu"-czyli powtórzy i ono sobie tę dawno nabytą wiedzę porządkuje.Chyba Lilly nie zna istoty tej metody.Niestety większości nauczycieli nauka języka obcego (i nie tylko),nadal kojarzy się z orką,itp.Czyli wkuwanie słowek ,tabelek,przekształcanie zdań,etc.A efekty tego są smutne-zniechęceni uczniowie i Polacy-analfabeci ,jeśli chodzi o swobodną rozmowę w obcym języku.Zgadzam się natomiast z opinią ,że mama językowiec stworzyłaby dziecku sztuczną sytuację w domu rozmawiając z nim głównie w języku obcym.Sprawa ma się zgoła inaczej,jeśli chodzi o rodziny mieszane.No i oczywiście nic na siłę!Moją córeczkę stresowała z początku nowa sytuacja ,tzn.pani,dzieci(5 w grupie),ale to trwało tylko przez kilka spotkań.Chętnie wymienie się doświadczeniami z innymi mamami dzieci uczących się tą metodą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron IP: *.* 25.10.01, 08:52 Moj syn ma 2 lata 4 m-ce, kasety slucha 2 razy dziennie, byl na 4 lekcjach, 2 pierwsze to bylo niepowodzenie poniewaz on - bardzo ruchliwe dziecko nie byl w stanie usiedziec kilka minut, ale teraz sa efekty!!! Mowi proste slowa, wykonuje polecenia (oczywiscie te ktore slyszy z kasety i lekcji), liczy do 3, powiedzial nawet cale zdanie adekwatenie do wykonywanej czynnosci i nakazal koledze klaskac przy czym klaskac powiedzial po angielsku. Bylam w szoku poniewaz nie liczylam na taki szybki efekt. A dodam ze mowi wszystko po polsku bardzo dobrze i rozmawiam z nim jak z doroslym. Rowniez nie staram sie na sile rozmawiac z nim po angielsku poniewaz jesli go to meczy mowi: mama nie mow tak brzydko. Raczej spiewam piosenki z lekcji i kasety, bawie sie z nim i wydaje polecenia po angielsku. Po prostu chce zeby to byla zabawa bo wtedy wiecej pamieta i pozytywnie kojarzy. A poza tym jakie to dobre przygotowanie do przebywania w grupie i chodzenia do przedszkola.Pozdrawiam i polecam.Asia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 25.10.01, 09:03 Moja córcia dopiero stawia pierwsze kroki w języku angielskim. Ma 4latka i od września uczęszcza na zajęcia.Jak narazie bardzo chętnie słucha kaset i odlicza dni tygodnia kiedy znów pójdziemy na zajęcia.Ale chciałam podzielić się z Wami wczorajszym zdarzeniem.Kupiłam soczek Kubuś, na odwrocie etykiety były figury geometryczne, córcia przybiega do mnie i mówi mamo zobacz: kółko, trójkąt, kwadrat i... zabrakło jej słowa prostokąt więc powiedziała po angielsku "prostokąt".Długo zastanawiałam się czy warto posłać na j. angielski 4 -latka, a tu takie małe zdarzenie które mnie upewniło w tym że jednak warto. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 25.10.01, 09:48 A co myslicie o takim pomysle:skoro mama wraca do pracy zostawiając dajmy na to roczne czy półroczne dzieciątko z opiekunką-studentką, czy nie byłoby interesującym pomysłem zatrudnić studentkę anglistyki z prośbą by w ogóle nie używała polskiego - tylko angielski????Co Wy na to?Nina Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 25.10.01, 09:56 Ja mysle Nino, ze to mimo wszystko sztuczna forma, juz lepiej poprosic o puszczanie kaset. Ja uwazam, ze ludzie w stosunku do malych dzieci powinni uzywac jezykow rodzimych, w ktorych mowia plynnie. Zatrudnienie studentki nie gwarantuje jej wymowy i zasobu slownictwa tak naprawde... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron IP: *.* 25.10.01, 10:09 Jak zwykle dużo krytyki jeśli chodzi o coś niekonwencjonalnego (???), od razu można się poczuć strasznie "be", że posyła się dziecko na angielski, i to za "takie" pieniądze. A przecież nic w tym nie ma złego, nic i nie rozumiem oburzenia niektórych osób. To nie prawda, że taka nauka nie przynosi efektów, umysł dziecka jest najbardziej chłonny w pierwszych latach jego życia. Przecież dzieckouczące się ojczystego języka nie rozumie i nie zna form gramatycznych ani reguł językowych, nawet my posługując się jęz. polskim nie zastanawiamy się and koniugacjami, deklinacjami itd. dziecko w naturalny sposób przyswaja sobie nowe słówka i je wykorzystuje. Faktem jest, że nie każde dziecko potrafi się uczyć, nie każde ma predyspozycje i nauka idzie mu opornie. Najgorsza jest krytyka osób, które coś tam słyszały i od razu robią nagonkę. Ja wiem jedno - moje dziecko tą naukę uwielbi i po roku uczenia się rozumie proste bajki na Cartoon, to chyba świadczy o tym, że efekty są a nauka to przede wszystkim zabawa! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 27.10.01, 19:02 To ja. Przepraszam, obiecałam napisać ale zapomniałam że nocą muszę zrobić tort syneczkowi - skończył 2 latka w czwartek, i od tego czasu weekendowych mamy gości. Mam chwile i już pisze;Lekcja ta pokazowa bardzo przypadła Frankowi do gustu. Najpierw siedział mi na głowie ale jak usłyszał piosenkę to tańczył do końca lekcji. Jak dla mnie metody tam stosowane dla dzieci i wogóle sam pomysł, na dzień "tamtejszy" czyli lekcji pokazowej, był ok. Zapisałam Franka, mój luby przyklasnął, chcemy bowiem kiedyśtam pomieszkiwać sobie w obcych krajach. Druga lekcja (czyli ta właśćiwa), super, i dostaliśmy kasety do słuchania 2 razy dzinnie! Dziewczyny, obłęd w ciapki, moje dziecięcie szaleje z radości i wogóle to nie da się tak jak w tej szkole chcą : że niby dziecko słucha sobie kasety w tle. On po prostu wchłania piosenki całym sobą!!! Widze jak go to cieszy. Dodam że po polsku mówi nie przesadzając ze 4 słowa, nie wiem czego uczą go w żłobku, ale gesty piosenek opanował! np UP (rączki do góry ) DOWN (na dół) i TURN ARROUND (obkręcić się), albo pokazuje części ciała o których mowa w ang piosence. Poza tym wszyscy domownicy sobie podśpiewują...Nauczyciel jest bardzo sympatycznym człowiekiem. W salce jest kolorowa wykładzina i kolorowe poduszki. Dzieci siedzą z rodzicami na poduszkach, oprócz tego jest jeszcze kolorowe pudełko. Lekcja zaczyna się mniej więcej wyruszeniem do angli samolotem czeli rozpostarciem rączek i galopem w kółko. Potem mały jeżyk Beny wita się z dziećmi. W mojej grupie jest 6 dzieci w wieku 1,8-3 latka. Przeważnie żadne się nie odzywa, ale są żywo zainteresowane. Nie nudzą się. Np z pudełko pan wyciąga kolorowe pudełka i wkłada po trzy kasztany do każdego, a potem każde dziecko robi to samo. Z resztą wszystko co robi nauczyciel, a opowiada po ang co robi, potem dzieci powtarzają, proszone po ang rzecz jasna. Mamy się nie odzywają, ale jak tańczymy czzy trzeba wstać bawimy się razem z dziećmi. Żeby wiedziały że to dotyczy wszystkich, a nie tylko dorosłego nauczyciela. Nie jestem ekspertem ani filologicznym, ani pedagogicznym, ale jako mama widze że sprawia Frankowi to kupę frajdy. Poświęciłam fundusze na szkółkę, które miałam odłożone na jego urodziny. W ten sposób się trochę nacieszy długodystansowo hłe hłe. Jak macie jakeś pytania to śmiałoPa pa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maminka Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 10.10.02, 00:56 Sporo czasu mineło od tej dyskusji. Jak z perspektywy czasu oceniacie postępy swoich pociech? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mwegner Re: Metoda Helen Doron - do Farciary IP: *.* 10.10.02, 17:31 Ja akurat w tej dyskusji udziału nie brałam.Za to mogę napisać o moich dzieciach.Moje dzieci były na 3 lekcjach. To niby niewiele.Ale im się podoba, nam też się podoba.Kaseta do słuchania jest krótka i są na niej na prwdę fajne, wpadające w uchu piosenki.Moje dzieci mają 4 i pól roku, i niecałe 2 lata.Nawet mój dwulatek niewiele mówiący po polsku podśpiewuje sobie angielskie piosenki i zaczyna pokazywac przy tym np. części ciała (jest taka jedna piosenka).Ogólenie rzecz biorąc jestem zadowolona. Ciekwa jestem jak inni.Magda Odpowiedz Link Zgłoś