Gość: Alka
IP: *.*
26.09.02, 09:09
Od jakiegoś czasu jestem strasznie nerwowa. Już piję melisę, ale zanim mnie wyciszy to troszkę potrwa, a po mocniejsze środki nie chcę sięgać. No i póki co mam problem...Pysia jak każde 21 m-czne dziecię czasami wystawia naszą cierpliwość na próbę i niestety ja jej nie wytrzymuję. I ogarnia mnie wtedy złość na dziecko, wściekłość jakaś i często niestety mam wrażenie, że za chwilkę może sie to źle skończyć... I wtedy zaczynam na nią "warczeć", nie krzyczę, ale właśnie "warczę". A jak już jestem "na granicy" to zaciskam pięści i zęby i robię głośne wrrrrrrrrr I to mi pomaga się rozładować, tyle że Pysia potem przez jakiś czas jest taka smutna, zgaszona, i przytula się do mnie jakby przepraszając. A to przecież nie Jej wina tylko moja...Dodajcie otuchy, bo mam wrażenie, że krzywdzę moją Kruszynkę.