Wychowalam samoluba ?

05.01.07, 08:23
Poswiecilam bardzo duzo w swoim zyciu na rzecz corki. Po rozwodzie z mezem,
nie zdecydowalam sie wyjsc ponownie za maz, chociaz nie narzekalam na
powodzenie. Ale kazdy z tych mezczyn chcial byc ze mna, nie akceptowal jednak
mojego dziecka. Mialam jednak kochanych rodzicow przy sobie, a moja corka
kochajacych ja ponad wszystko dziadkow. Jako rodzina wspieralismy sie
wzajemnie w ciezkich chwilach, rozwiazywalismy wspolnie problemy, rzucalismy
wszystko kiedy jedno z nas chorowalo i wymagalo zwiekszonej opieki.
Tak wiec , moja corka wyrastala w rodzinie pelnej milosci, odpowiedzialnosci,
opiekunczej i pomocnej.
Gdzie popelnilam blad, ze teraz kiedy ona ma juz 19 lat, widze w niej zimna,
samolubna dziewczyne ? Nie mam ani wsparcia ani opieki, kiedy dopadnie mnie
choroba, czy tez mam ciezki dzien w pracy. Kiedy dopytuje sie dlaczego taka
jest, odpowiada, ze nie ma czasu zajmowac sie mna. Z przerazeniem patrze w
swoja przyszlosc ....
    • anetina Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 08:38
      dla takiego przykłądu mówią, żeby nie kierować się dzieckiem przy znajdowaniu
      np. partnera
      nie wiem, gdzie popełniłaś błąd
      z opisu wygląda na normalną rodzinę\
      może to już taki charakter nabyty !?
    • wieczna-gosia Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 09:07
      > Poswiecilam bardzo duzo w swoim zyciu na rzecz corki.
      Ale kazdy z tych mezczyn chcial byc ze mna, nie akceptowal jednak
      > mojego dziecka.

      prosze mi tu wykazac poswiecenie dla corki. Bo ja widze zdrowy instynkt
      samozachowawczy. Zaden facet, ktory mowi- dziecko albo ja- nie jest tego wart.

      ako rodzina wspieralismy sie
      > wzajemnie w ciezkich chwilach, rozwiazywalismy wspolnie problemy, rzucalismy
      > wszystko kiedy jedno z nas chorowalo i wymagalo zwiekszonej opieki.
      a te wszyskie "ismy" dotycza ciebie i dziadkow, czy tez ciebie dziadkow i corki?
      • monika388 Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 09:20
        Poswiecilam duzo ... dopasowywalam swoje zycie do potrzeb mojego dziecka.
        Rezygnowalam z prywatnego zycia towarzystkiego, ale za to wprowadzalam corke w
        swiat teatru (zaczynalam od odpowiednich na jej poziomie przedstawien
        teatralnych dla dzieci), swiat malarstwa (najpierw zabawa w malownie na
        sztalugach, potem warsztaty plastyczne), w swiat muzyki (polubila pianino i
        klarnet). Nie chcialam aby byla geniuszem, nie chcialam obciazac jej
        nadmiarem "powaznych" spraw. Pokazywalam umiejetnie, ze istnieje inny jeszcze
        swiat niz swiat zabaw na trzepaku przed blokim. Na nic nie naciskalam,
        uczestniczyla w tych zajciach tak dlugo, jak dlugo wykazywala zainteresowanie.
        W pozniejszym wieku, osczedzajac pieniadze, udawalo mi sie zapoznac ja z tymi
        wszystkim poprzez wyjazdy za granice. Wspaniale malarstwo w Prado w Madrycie,
        czy tez wspaniala opera w Rzymie.
        Dzisiaj to owocuje, corka lubi teatr, interesuje sie malarstwem, chce wrocic do
        gry na klarnecie.
        Jako mala dziewczynka, uwielbiala sie mna opiekowac, nie dopuszczala dziadkow
        do mnie kiedy bylam chora.
        Co wiec sie stalo ? Gdzie popelnilam blad ?
        • lila1974 Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 09:31
          Może przeinwestowalas?
          Może to nadmierne skupienie dało corce prawo myślenia, że jest pępkiem
          wszechświata?
        • asia889 Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 09:31
          Ja myślę, że ona chce być zwczajnie samodzielna i nezależna jak dorosła osoba. To normalny etap w życiu każdego człowieka.
          • malila Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 09:33
            Ja też się zastanawiam, czy to rzeczywiście ona jest samolubem, czy może raczej
            Ty oczekujesz od niej takiego poświęcenia, jakie sama jej ofiarowałaś?
            • lolinka2 Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 13:48
              masz rację maila, ja znam skądś to poświęcenie a potem oczekiwania. I podobnie
              jak wspomniana w pierwszym wątku córka, odcięłam się od korzeni. Nie chcę
              takiego toksycznego życia, chce normalności, nie poświęceń męczennika. I chcę
              sama żyć swoim życiem, a nie żeby ktoś żył moim albo ja cudzym.
        • wieczna-gosia Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 11:00
          > Poswiecilam duzo ... dopasowywalam swoje zycie do potrzeb mojego dziecka.

          O nie niem moja droga- to nie jest poswiecenie- to sie nazywa konsekwencja. Masz
          dziecko i masz je wychowac. Moglas usunac.
          Ale SKORO juz w drugim poscie przekonujesz mnie ze JEDNAK to poswiecenie- no to
          faktycznie moze poswiecilas zbyt wiele? Moze ona nie podziela wizji poswiecania?
        • wieczna-gosia Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 11:01
          > Jako mala dziewczynka, uwielbiala sie mna opiekowac, nie dopuszczala dziadkow
          > do mnie kiedy bylam chora.
          mala- znaczy jaka?
        • anndelumester Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 11:15
          > Rezygnowalam z prywatnego zycia towarzystkiego, ale za to wprowadzalam corke
          w
          > swiat teatru ....

          No sorki,ale bez przesady - to jest imo normalne wychowywanie , a nie
          poswiecanie. Do głowy by mi nie przyszło,że zabieranie dziecka do muzeum, na
          przedstawienia i koncerty to poswiecenie. Albo jakiś wyjazd wakacyjno-
          kulturalny. Kompletnie nie rozumiem czego oczekujesz ???
        • sir.vimes Buhaha 07.01.07, 16:03
          "Jako mala dziewczynka, uwielbiala sie mna opiekowac, nie dopuszczala dziadkow
          do mnie kiedy bylam chora."


          Troll, i to chorowity.
    • ravi10 Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 09:41
      Doroslosc jest dorosloscia , bez dwoch zdan. I nikt tutaj nie ma ani pretensji
      ani zalu. Pytanie jednak, czy w waszych rodzinach, w przypadku choroby,
      pozostawiacie siebie samym soba ? Corka nie zapyta o zdrowie matki, siostra o
      zdrowie brata, maz o zdrowie zony ? Czy tak wygladaja wasze relacje ?
      Ja wyrastalam w innej atmosferze. Kazdy musi zyc swoim zyciem, ale istnieje
      rowniez aspekt wrazliwosci , czulosci, odpowiedzialnosci w trudnych sytuacjach.
      I w takiej atmosferze wychowywala sie moja corka
      • malila Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 10:09
        Jeśli pytasz o to, czy w mojej rodzinie życie zaczyna się kręcić wokół chorego -
        to nie. Chory sobie leży, czy co tam mu pasuje, jest zwolniony z obowiązków i
        obsługuje się go w miarę jego potrzeby. Ale nie siedzi się przy nim, nie
        dopytuje o jego zdrowie, nie rezygnuje z wyjść, jeśli nie jest się choremu
        niezbędnym oraz jeśli się nie jest żoną albo mężem chorego, któremu byłoby
        bardzo żal, że zostaje samsmile
        • malila No i jeszcze ten "ciężki dzień w pracy". 05.01.07, 10:17
          Mam wrażenie, że matka chciałaby, żeby córka stała się jej partnerką,
          przyjaciółką czy nawet opiekunką.
    • magdalena18 Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 09:46
      No więc właśnie, to rodzice mają opiekować sie dziećmi a nie dzieci rodzicami,
      taka jest prawda, chociaż wielu chciałoby inaczej. Czy ona zostawiła Ciebie w
      takiej chorobie kiedy ty nie mogłaś absolutnie nic wokół siebie zrobić sama... a
      ona całkowicie sie od Ciebie odwrócił, czy może było to tylko tak że nie podała
      Ci szklanki herbaty i aspiryny?
      19 lat to ciekawy wiek i jak sama piszesz nie chciałaś jej obciążać poważnymi
      sprawami, może dzisiaj to jej się wydaje naturalne, może to ją przeraża bo
      wczesniej nie miała z czymś takim samodzielnego kontaktu. Daj jej czas, nie
      obwiniaj i nie wzbudzaj poczucia winy ani u niej ani u siebie. Błędów zapewne
      popełniłaś całe mnóstwo, bo każdy z nas rodziców je popełnia - nie jesteśmy
      omylni, inaczej się nie da. Ty wychowywałaś ją najlepiej jak umiałaś, chociaż
      znajdą się ludzie którzy Ci coś wytkną, ale tacy znajdą się zawsze, wiec nimi
      nie należy sie przejmować.
      Daj jej czas, w końcu wychowując ją chciałaś żeby wyrosła na szczęśliwą osobę.
      Zadaj sobie pytanie czy ona jest szcześliwa - jeśli tak to odniosłaś sukces,
      brawo. A ty teraz możesz pomyśleć sama o sobie, dać sobie to czego zawsze
      chciałaś dla siebie, zrobić sobie przyjemność i córce radość. Bo dzieci lubia
      także kiedy ich rodzice są szczęśliwi i mają swój własny świat, ana to nigdy nie
      jest zbyt późno. Powodzenia
    • bri Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 11:29
      Hm... Moim zdaniem to taki wiek, kiedy młoda kobieta potrzebuje się psychicznie
      uniezależnić od matki. Była dla Ciebie całym życiem, na pewno jest tego
      świadoma, może czuje wyrzuty sumienia, że poświęciłaś się dla niej. Chce się od
      Ciebie odpępić i może uważa, że Tobie zerwanie pępowiny też jest potrzebne. Boi
      się, że będziesz ją chciała na zawsze przy sobie zatrzymać i stara się
      zaznaczyć, że nic z tego nie będzie.
    • ja1974 Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 12:29
      A może jest po prostu tak, że nieświadomie przekazałaś córce informację, że tak
      bardzo się dla niej poświęcałaś?
      Dla dzieci najzupełniej normalne i oczywiste jest (nie mówię tu o patologiach),
      że rodzice się nimi opiekują, spędzają z nimi czas bawiąc się, pokazując
      świat... I nie jest to dla nich powód do okazywania jakiejś super-wdzięczności
      rodzicom. Wzajemna miłość i późniejsza troska wynika z wzajemnych relacji. Nie
      osądzam Cię, każdy z nas popełnia błędy, świadomie i nieświadomie (po ostatniej
      psychologicznej lekturze jestem nieco podłamana, bo podobno nie da się nie
      popełniać błędów rodziców, a tak bardzo chciałam ich uniknąć). Nie obwiniaj
      swojej córki...
    • lobotomia_story słyszałaś o tym, 05.01.07, 12:49
      że dzieci chowa się dla świata nie dla siebie?

      ma żyć swoim życiem, czy niańczyć Ciebie?
      • bi_scotti Re: słyszałaś o tym, 05.01.07, 19:20
        Wyc mi sie chce jak czytam, ze sie jakis rodzic "poswiecil" dla swojego
        dziecka. Poswiecic to ja sie moge jesli sasiadowi albo innemu obcemu
        czlowiekowi podaruje nerke gdyby tego potrzebowal ale normalne zajmowanie sie
        dzieckiem, ksztaltowanie jego zainteresowan itp. nazywac poswieceniem to chyba
        jednak przesada!
        Skoro wlozona w wychowywanie dziecka normalna energie, prace i zainteresowanie
        traktujesz jako "poswiecenie", to nie dziw sie, ze Mloda to odrzuca. Bo w sumie
        nikt nie lubi zeby sie dla niego "poswiecano", Ona by pewnie wolala miec
        poczucie, ze wszystko, co dla Niej robilas, sprawialo i Tobie przyjemnosc.
        Chcialaby pewnie uslyszec czasem od Ciebie, ze to, co w Nia "zainwestowalas"
        przez lata owocuje teraz tym, ze jest super mloda kobieta, ze jestes z Niej
        dumna i masz autentyczna przyjemnosc obcujac z Nia. Nie wtedy gdy ma sie Toba
        zajac ale wtedy gdy mozecie razem pojsc do kina, na zakupy, gdy razem
        komentujecie jakis program w TV czy planujecie jadlospis na rodzinna impreze.
        Jesli bedziesz Ja traktowac jak czlowieka a nie jak obiekt Twoich "poswiecen",
        to i Ona potraktuje Cie jak czlowieka i zapewne pochyli nad Toba z troska gdy
        bedziesz tego potrzebowac.
        • ja1974 Re: słyszałaś o tym, 05.01.07, 19:53
          właśnie tak
    • vharia Re: Wychowalam samoluba ? 05.01.07, 20:13
      Po pierwsze: teatr, kino i muzeum to normalne zajęcia, równie korzystne dla wychowywanego dziecka jak dla matki, ktora nie gnije wtedy w domu przed tefał, tylko chodzi w fajne miejsca. Gdzie tu poświęcenie???
      Po drugie: spuszczenie z wodą w klopie faceta, który wie, że mam dziecko i tego nie akceptuje (!!!) jest dla mnie normalnym, automatycznym odruchem, wynikającym z instynktów samozachowawczych. Chyba, ze lubujesz się we wrednych albo egoistycznych pajacach (wtedy fakt, poświęciłaś się i odmówiłaś sobie frajdy)
      Po trzecie: dziewczyna jest w wieku, kiedy potrzebuje uniezależnić się psychicznie. Chce normalnie życ, a nie niańczyć matkę. Jak jej nie pozwolisz- zwinie się i tyle. Nastolatki dostają drgawek, jak słyszą, że mają wieeeelkie zobowiązania w stosunku do rodzicieli i mają sie nimi opiekować. Młodzi ludzie mają znaleźć sobie partnera, pracę, mieszkanie, założyć rodzinę, urodzić i wychowywać dzieci. To dość i nie dziwi gęsia skórka, kiedy w roli kuli u nogi zgłasza się własna matka.

      Może poszukaj sobie jeszcze jakiegoś partnera, jeśli miałaś powodzenie, to nie sądzę, żeby minęło bez śladu. Nikt się już nie czepi posiadania córki a ona się ucieszy.
      • mili_vanili popieram 05.01.07, 22:37

    • megan26 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 10:12
      boże jestem przerażona u mnie sytuacja jest taka sama moja córka ma 6 lat i od
      poczatku jej życia całkowicie się jej poświęcam jestem również po rozwodzie i
      jak narazie w każdej sytuacji mogę liczyc na małą i nie wyobrazam sobie by
      kiedys mi tak powiedziała jak twoja córka. Jak narazie bardzo chetnie mi we
      wszystkim pomaga i doradza i wspiera ostatnio nawet usłyszałam że nawet jak ona
      wyjdzie za mąż to nigdy mnie nie zostawi samej tak bardzo mnie kocha aż sie
      popłakałam. mam nadzieję że wyrośnie na mądrą dziewczynkę
      • scher Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 10:48
        megan26 napisała:

        > boże jestem przerażona u mnie sytuacja jest taka sama moja córka ma 6 lat i
        > od poczatku jej życia całkowicie się jej poświęcam jestem również po
        > rozwodzie i jak na razie w każdej sytuacji mogę liczyc na małą

        TY(?!) możesz liczyć na małą??!

        > chetnie mi we wszystkim pomaga i doradza i wspiera

        Ona TOBIE(?!) doradza? I wspiera?!

        > ostatnio nawet usłyszałam że nawet jak ona wyjdzie za mąż to nigdy mnie nie
        > zostawi samej

        Dla mnie to już są niebezpieczne symptomy. Nie wolno na dziecko nakładać
        takiego ciężaru. Wspieranie osoby dorosłej przekracza możliwości dziecka i
        czyni mu wielką krzywdę na całę zycie.

        Sz.
        • lolinka2 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 11:44
          Wiecie co?? Jak moja matka wychodziła za mąż po raz drugi 18 lat temu, to
          zapytała mnie o zgodę. Zgodziłam się. I potem jak coś było nie halo, to zwalała
          (i do tej pory) zwala winę na mnie "bo to karolinka mi kazała za ciebie wyjść".
        • vharia Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 13:26
          No święte słowa, aż mi sie zimno zrobiło.

          Niestety z powyższych postów wyłania się obraz matki nie dość silnej/dojrzałej/samodzielnej/łotewer, zeby dać oparcie dziecku i oczekujących dlatego, że to dziecko będzie p.a.r.t.n.e.r.e.m. A to wielka pomyłka. Dziecko jest dzieckiem i partnerem stanie się, jak ktoś wyjątkowo mąrdze zauważył, najwcześniej wtedy, gdy urodzi własne dzieci. Wszystko w swoim czasie.
          Jako dzieci (a także, na swój zbuntowany sposób, nastolatki) córki dają Wam miłość, która jest wielkim oparciem, ale nie jest i nigdy nie będzie tym samym, czym miłość dobrego partnera, to poprostu zupełnie inny rodzaj związku!
      • asia889 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 11:49
        Kochane, wszystkie matki tak się "poświęcają" mniej lub bardziej. Kiedyś wasze córki też będą się poświęcać SWOIM dzieciom. Taka kolej rzeczy. Wasze dzieci nie są dla Was partnerami, tak naprawdę będą w stanie Was rozumieć dopiero ... gdy same zostaną matkami. No może nie do końca, bo dalej nie bedą wiedzieć jak to jest być babcią smile.
        • shady27 nie cierpie slowa "poswiecenie" 06.01.07, 11:53
          dla mnie to slowo tak samo nie przyjemne jak "obowiazek" . Dla mnie to slowa, ktore informuja o rzeczach na ktore nie mam ochoty ale jestem zmuszona wykonywac, tak wiec wychowanie dziecka nie traktuje jako obowiazku czy poswiecenia, poniewaz swiadomie podjelam decyzje o macierzynstwie, nikt mnie do tego nie zmuszal, mowienie o poswieceniu to dla mnie jakies nieporozumienie
          • lolinka2 podpisuje sie obiema rekami nt. 06.01.07, 11:59

          • asia889 Re: nie cierpie slowa "poswiecenie" 06.01.07, 12:12
            Zgadzam się z Tobą shady27, ale ponieważ monika338 i megan26 używaja tylko tego słowa to i ja użyłam, aby nie lepiej zrozumiały.

            I jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy. Może to słowo "poświęcenie" tak naprawdę oznacza "tęsknotę" za partnerem, kimś kto zrozumie, wysłucha i przytuli.
            • shady27 Re: nie cierpie slowa "poswiecenie" 06.01.07, 12:19
              asia889 napisała:


              > I jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy. Może to słowo "poświęcenie" tak nap
              > rawdę oznacza "tęsknotę" za partnerem, kimś kto zrozumie, wysłucha i przytuli.

              wszystko mozliwe, jak wiadomo kazdy kij ma dwa konce
            • asia889 Re: nie cierpie slowa "poswiecenie" 06.01.07, 12:43
              Jeszcze do słowa "poświęcenie". Albo kochamy dziecko, albo się dla niego poświęcamy.
              • shady27 Re: nie cierpie slowa "poswiecenie" 06.01.07, 12:45
                asia889 napisała:

                > Jeszcze do słowa "poświęcenie". Albo kochamy dziecko, albo się dla niego poświę
                > camy.

                otoz to
      • alfama_1 Re: megan26 06.01.07, 13:35
        Ja bym była zaniepokojona gdyby moje 6-letnie dziecko ułożyło sobie w głowie,
        że mnie nigdy nie zostawi. To za duże obciążenie być odpowiedzialnym za życie
        matki.
        Nie rozumiem również co to znaczy, że "w każdej sytuacji możesz liczyc na
        małą"? Na pewno są takie, które ją przerastają.
        Warto przekroczyć swoje ograniczenia (przerażenie, niemożność wyobrażenia
        sobie, że 19-letnia córka wyraża swoje potrzeby) bo jak tu już napisano, dzieci
        chowamy nie dla siebie.
        • megan26 Re: megan26 06.01.07, 13:57
          słuchajcie mojej córki nigdy nie obciążalam swoimi problemami a pomaga mi i
          wspiera mnie w rzeczach które jest w stanie zrozumiećczy coś złego jest w tym
          że mała sama z własnej woli zrobi kolację aby zrobić mi radość czy coś złego
          jest w tym że przyniesie mi aspirynę gdy powiem że głowa mnie boli, a to że
          powiedziała mi że nigdy mnie nie zostawi to chyba dobrze swiadczy o naszej
          więzi a nigdy sama bym jej czegoś takiego nie powiedziała wręcz przeciwnie
          zawsze jej tlumaczę że jak bedzie dorosłą kobietą to napewno założy własna
          rodzinę i bedzie bardzo szczęśliwa. Ja jestem przekonana że nasze relację są
          rewelacyjne studiowałam psychologię i wiem kiedy zaczyna zaczyna sie
          niebezpieczna granica, a nie widze nic złego w tym że jest między nami tak
          wspaniala wieź. Pozfrawiam was
          • alfama_1 Re: megan26 06.01.07, 14:39
            Jesteś przerażona, że 19-letnia córka nie chce zajmować się matką kiedy ta ma
            ciężki dzień w pracy albo boli ją głowa? Poza tym nie wyobrażasz sobie, żeby
            Twoja córka też tak powiedziała?
            Kto jak nie psycholożka powinien wiedzieć, że poświęcenie nie prowadzi do
            niczego dobrego a córka nie ma obowiązku nieść problemów matki?
            Naprawdę nie rozumiem dlaczego córka podaje Ci aspirynę jeśli boli Cię głowa,
            to nic trudnego samej łyknąć tabletkę. Poza tym kwestia "techniczna" - dzieci
            same nie powinny brać/dawać lekarstw. Jeśli robi kolację żeby sprawić radość,
            ok ale z Twojego poprzedniego postu wyczytałam coś innego.
            Ja nie mówię swoim dzieciom, że na pewno założą rodzinę bo nie chcę im narzucać
            co mają robić. Tym bardziej nie mówię im, że będą bardzo szczęśliwe, ich
            sprawa, może nie i co wtedy? Mają czuć się w obowiązku?
            "Ja jestem przekonana że nasze relację są rewelacyjne" brzmi dla mnie
            niebezpiecznie, w połączeniu z "studiowałam psychologię i wiem kiedy zaczyna
            zaczyna sie niebezpieczna granica" trąci nieomylnością a tej bym jednak
            unikała.
            • bi_scotti Re: megan26 06.01.07, 16:44
              Juz nie przesadzajmy - madre dzieci moga byc nauczone jak wyjac tabletke z
              opakowania bez szkody dla kogokolwiek. Podobnie jak wiekszosc kilkulatkow
              najczesciej deklaruje, ze mamy czy taty nigdy nie opuszcza albo ze z mama albo
              tata wezma slub smile Dzieci tak maja, potem im mija, wyciaganie daleko-idacych
              wnioskow na podstawie tego, ze 6-letnia dziewczynka wyobraza sobie swoje
              przyszle zycie rodzinne lacznie z mama, wydaje sie byc pewnym naduzyciem. To
              jest taki etap rozwoju emocjonalnego. I ja mysle, ze jak rodzina jest bardzo
              mala czyli tylko mama i dziecko to jest to normalne, ze dwoje ludzi sie
              wzajemnie wspiera choc przeciez kazdy rozumie, ze to nie jest taki sam uklad
              jak pomiedzy doroslymi partnerami. Jesli mama jest zmeczona i siedzi
              melancholijnie w fotelu a dziewczynka do Niej przyjdzie i Ja przytuli to to
              jest juz wielkie wsparcie smile Mam wrazenie, ze nad-interpretujecie post Megan.
              Matka tez czlowiek - ma prawo byc smutna, rozdrazniona, w zlym humorze. I
              dziecko uczy sie wspolzyc z drugim czlowiekiem, ktory nie zawsze jest
              usmiechniety i w dobrym nastroju. Oczekiwanie, ze matka nie bedzie okazywac
              dziecku swoich zlych chwil jest wlasnie oczekiwaniem "poswiecania sie" dla
              dziecka i grania jakiejs z gory narzuconej roli super-mamy.
              Ale czym innym jest 6-latka, czym innym 19-latka. 19-latka jest zapewne na
              etapie buntu przeciwko roznym normom i konwenansom, wkurzaja Ja zobowiazania
              rodzinne, moze nudzi lub meczy Ja Jej wlasna mama. Ona sama musi sobie to w
              glowie poukladac czym sa zwiazki z drugim czlowiekiem (rowniez matka) i jakie
              Ona sama ma zobowiazania rodzinne jako juz wlasciwie dorosla osoba. Mnie sie
              zdaje, ze Jej potrzeba troche czasu i sama sie za kilka lub kilkanascie
              miesiecy z mama dogada.
              • alfama_1 Re: megan26 06.01.07, 17:37
                Obym przesadzała... smile
                W pierwszym poście Megan26 napisała, że się poświęca, jest po rozwodzie, nie
                wyobraża sobie żeby córka tak powiedziała. Co tu nadinterpretować? Potem trochę
                złagodziła.
                Jasne, że istnieje etap kiedy dzieci chcą się żenić ze swoimi rodzicami. Czasem
                deklarują, że ich nie opuszczą. Napisałaś "dzieci tak mają, potem im mija". Nie
                mija samo. Tu, moim zdaniem, rolą rodzica nie jest płacz ze wzruszenia czy
                radości ale przetłumaczenie, że z mamą się nie ożeni/z domu kiedyś wyjdzie/nie
                ma obowiązku być do końca życia z mamą/tatą.
                Pewnie, rodzic też człowiek ale dorosły. Złość, żal, radość i inne emocje -
                wszystko w porządku jeśli za bardzo nie związują dziecka bo dzieci bardzo łatwo
                się obwiniają. Jeśli kłócę się z mężem i jestem zła/smutna, mówię dziecku, że
                tak bywa, że rodzice się kłócą a potem godzą ale to jest sprawa dorosłych i że
                jego nie dotyczy.
                Nie pisałam o nieokazywaniu emocji przy dziecku ale o oczekiwaniu, że dziecko
                będzie partnerem i pocieszycielem dla dorosłego.
                • megan26 Re: megan26 06.01.07, 19:09
                  a czy ja gdziekolwiek napisalam że wymagam by moja córka była moim
                  pocieszycielem? nie! to wszystko wychodzi od mojej córki i jest tylko dowodem
                  na to że jest madrą dziewczynką a apropo leków to moje dziecko nigdy nie
                  ruszyło by ich by zazyć same w tym momencie przesadziłaś znam swoje dziecko. I
                  dziękuje mojej poprzedniczce za zrozumienie. Mam wspaniałą córkę i każdy mi to
                  powtarza nie znasz mnie ani mojej małej może jak byś poznała to miałabyś takie
                  zdanie jak wszyscy dookoła mnie którzy twierzą że jest między nami wspaniała
                  więź i świetne porozumienie i jeszcze jedno nigdy nie obciążam mojej córki
                  moimi problemami ona sama do mnie przychodzi i rozmawiamy i z tego jestem dumna
                  i wiem że napewno nie wyrządzam dziecku tym krzywdy moje dziecko wie kiedy ktoś
                  ma problem powinno sie mu pomagać i napewno to jej nie zaszkodzi wyrośnie na
                  mądrą osobę która potrafi pomagać innym
                  • alfama_1 Re: megan26 06.01.07, 19:38
                    Przeczytaj swój pierwszy post. Odnoszę się do Twoich słów a nie obserwacji.

                    Jesteś po psychologii a uważasz, że ktoś musi napisać wprost "dziecko jest moim
                    pocieszycielem" żeby było jasne, kawa na ławę?

                    Płaczesz bo córka powiedziała, że Cię nigdy nie zostawi. Naprawdę byś tego
                    chciała? Nie mieści mi się w głowie, że można się cieszyć z takiej deklaracji,
                    pozostawiając ją bez komentarza w stronę dziecka (coś w stylu: "jeśli będziesz
                    chciała, to możesz ze mną być, jak będziesz dorosła to będzie twój wybór").

                    Mi syn też mówił, że się wyprowadzi tylko ze mną i będzie moim mężem. Nie
                    popłakałam się ze wzruszenia ale wytłumaczyliśmy, że moim mężem jest jego tata
                    a on jak dorośnie może spotka kogoś, kogo pokocha.
                    Mówił mi też (nadal jest w fazie "ożenię się z mamą"), że mnie obroni przed
                    tatą (kiedy się pokłóciliśmy z mężem). Dla mnie był to sygnał mocno alarmowy,
                    musiałam mu wtedy powiedzieć, że nie będzie mnie bronić bo po pierwsze tata nie
                    robi mi krzywdy, po drugie to są sprawy pomiędzy dorosłymi, nie on jest
                    przyczyną tego sporu i nie jest moim obrońcą bo jest naszym synem i dzieckiem.
                    Po trzecie spieramy się ale się pogodzimy. Dodałam również, że jeśli przed
                    czymś muszę się bronić, to robię to sama bo jestem dorosła i daję sobie radę.
          • scher Re: megan26 07.01.07, 18:27
            megan26 napisała:

            > Ja jestem przekonana że nasze relację są rewelacyjne studiowałam psychologię
            > i wiem kiedy zaczyna zaczyna sie niebezpieczna granica

            W każdym razie nie zaszkodziło ci poczytać o naszych zastrzeżeniach. Twojej
            córce też z pewnością nie.

            Sz.
    • monika388 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 22:42
      Jestem przerazona wypowiedziami . Wiekszosc kobiet tutaj nie zdaje sobie
      sprawy, ze poswiecenie czegos ze swojego zycia nie jest taka normalna sprawa.
      Zycie to caly ciag wyborow. Mozna wybrac : moje szczescie i wyjscie za maz, czy
      tez samotnosc i dobro dziecka. Mozna wybrac: spotkam sie ze znajomymi , czy tez
      poswiece kazdy dzien w tygodniu na zajecia z moim dzieckiem. Bzura jest , ze to
      jest oczywiste !!! Niemadre kobiety, nie zdajecie sobie sprawy ile matek
      wybiera ten pierwszy wariant !!! Najpierw licza sie ICH potrzeby a potem
      dziecko. Zanim jeszcze wyszlam za maz, widzialam co kobiety potrafily robic.
      Niewazne,czy wyksztalcone czy nie, biedne czy nie, inteligentne czy nie. W
      dzisiejszym swiecie licza sie wlasne egoistyczne potrzeby. Niewiele matek
      kieruje sie dobrem dziecka. Samotna kobieta tak bardzo (wielokrotnie) pragnie
      wyjsc za maz, ze nie patrzy czy bedzie to korzystne rowniez dla dziecka.
      Dlatego potem tyle okropnych dramatow w rodzinie. Nie piszcie mi, ze to nie
      poswiecenie. Zycie samotnej kobiety jest ciezsze, jezeli wybiera ta droge, to
      jednak poswieca sie w jakims stopniu.
      Czy teatr, kino, itp..to normalne ? Dla mnie tak, ale 95% moich znajomcy nie
      wysililo sie nawet odrobine, by to dzieciom udostepnic. Nie ruszyly d...zeby
      cos tym dzieciom pokazac, zapoznac, nauczyc. Inteligentne, wyksztalcone mamusie.
      Najprostsza linia - kupic cos ladnego, dac dziecku i potem juz niech samo cos z
      tym robi. A gdzie aspekt dydaktyczny i emocjonalny ? Kupic dziecku madra
      ksiazke , czy sliczna zabawke to nie wszystko. Trzeba dziecko zapoznac z tym,
      pokazac ,,,
      Zal mi wypowiadajacych sie na tym forum mamus-zimnych babsztyli. Tak bardzo
      chca byc nowoczesnymi mamusiami , ze zapominaja, ze istnieja rowniez wspaniale
      relacje miedzy rodzicami i dziecmi. Takich relacji doswiadczylam ze swoimi
      rodzicami i takich zycze kazdemu, i nigdy przenigdy nie zamienilabym sie na
      niektore taka "mamusie" jakie tutaj sie wypowiadaja.
      W swoim ograniczeniu , nie dostrzegaja roznicy pomiedzy zdrowymi relacjami
      rodzice-dzieci, a patologiczna ozieblascia na rzecz "wolnosci dziecka".
      Szokujaca dla mnie wypowiedzia jest: "rodzice maja obowiazek opiekowania sie
      dziecmi, ale dzieci nie maja takiego obowiazku". Maja, maja taki sam obowiazek,
      dostosowany do wieku, okolicznosci zyciowch, mozliwosci . Nie wyobrazam sobie,
      ze ktores z rodzicow lezy w szpitalu, a latorsl bawi sie w dyskotekach, bo
      przeciez jakas nawiedzona napisala tutaj ze ono nie ma obowiazku wobec
      rodzicow !!!
      Powodzenia tym wszystkim , ktore taka droge wybraly, ale jeszcze nie nie sa na
      etapie zycia, kiedy zatesknia aby ta ich "samodzielna latorosl" podala im
      przyslowiowa szklanke wody ....
      • monika388 Do Megan26 06.01.07, 22:47
        Megan, calkowicie sie z Toba zgadzam i podziwiam za wspaniale budowanie relacji
        ze swoim dzieckiem.
      • triss_merigold6 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 23:01
        A ja jestem przerażona Twoim podejściem do córki. 19-latka chce się
        prawodpodobnie emocjonalnie uniezależnić od Ciebie i masz dwa wyjścia:
        zaszantażować ją swoim niegdysiejszym "poświęceniem" albo pozwolić jej na
        budowanie z Tobą dorosłej relacji. Jeśli ją zaszantazujesz albo sie podda i
        nigdy nie stworzy sensownego i zdrowego związku albo sie od Ciebie radykalnie
        odetnie.
        Rodzice mają obowiązek opiekowania się dziećmi, bo dzieci są od nich całkowicie
        zależne - emocjonalnie i fizycznie. IMO dorośli mogą pragnąć aby ich
        pełnoletnie dzieci pomagały im, opiekowały się w razie potrzeby etc. ale nie
        mogą tego żądać. Jesli dobrze i z miłością wychowałaś dziecko to samo z siebie
        będzie oczuwało potrzebę odwiedzenia chorej matki w szpitalu.
        Twoja córka jest dorosła i chce mieć kawałek własnego życia. Lepiej jej na to
        pozwól. Ty też zajmij sie własnym i tylko własnym życiem, towarzyskim,
        zawodowym, wolontariatem, hobby etc.

        Wybór: moje szczęscie i wyjście za mąż czy samotność i dobro dziecka jest
        wyborem pozornym, ponieważ z facetem, który by nie tolerował Twojego dziecka
        przestałabyś szybko być szczęśliwa.wink
        Nie szantażuj córki swoimi emocjami.
        • monika388 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 23:12
          A teraz wskaz mi , gdzie napisalam ze nie maja prawa do swojego zycia ???
          Maja corka ma calkowicie swoje zycie, 24 godziny na dobe zyje swoim zyciem.
          Ty nawet nie poswiecialas 10 sekund, aby uwaznie przeczytac to co pisze i
          dlatego wypisujesz bzdury. A moze ograniczenie umyslowe nie pozwala Tobie
          wyciagnac nalezytych wnioskow.
          Dzieci maja swoje zycie i nikt NIE KAZE im zajmowac sie rodzicami przez cale
          zycie.
          Skup sie uwaznie i przeczytaj to co napisze teraz:
          DZIECI POWINNY ZAJAC SIE RODZICAMI KIEDY ZAJDZIE UZASADNIONA ZYCIOWO
          OKOLICZNOSC !!

          CZY DOTARLO TO DO CIEBIE ?
          • triss_merigold6 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 23:28
            Wyluzuj. Napisałaś, że kiedy dopadnie Cię choroba ona mówi, że nie ma czasu.
            Jaka choroba? Obłożna? Nie możesz wstać po herbatę z łóżka ponieważ ból odbiera
            Ci siły? Masz na myśli niepełnosprawność czy co?
            IMO uzasadnione życiowo okoliczności nie zdarzają się zbyt często a ciężki
            dzień w pracy NIE ZAWSZE do nich należy. Nie bardzo rozumiem jakiego rodzaju
            wsparcia od córki oczekujesz: wysłuchania, pogłaskania, pocieszenia, rady,
            zainteresowania, zorganizowania Ci czasu?
            Weź pod uwagę wiek. Masz 19-latkę. Jak miałam 19 lat jedną z ostatnich rzeczy
            na jaką miałam ochotę było poświęcanie czasu rodzicom. 10 lat później było już
            kompletnie inaczej i jako dorosła i niezależna życiowo kobieta miałam z moją
            mamą bardzo bliską i przyjacielską relację.
          • moniakos1 Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 19:12
            czy ciężki dzień w pracy to dla Ciebie UZASADNIONA ZYCIOWO
            OKOLICZNOSC !!??


            monika388 napisała:

            > A teraz wskaz mi , gdzie napisalam ze nie maja prawa do swojego zycia ???
            > Maja corka ma calkowicie swoje zycie, 24 godziny na dobe zyje swoim zyciem.
            > Ty nawet nie poswiecialas 10 sekund, aby uwaznie przeczytac to co pisze i
            > dlatego wypisujesz bzdury. A moze ograniczenie umyslowe nie pozwala Tobie
            > wyciagnac nalezytych wnioskow.
            > Dzieci maja swoje zycie i nikt NIE KAZE im zajmowac sie rodzicami przez cale
            > zycie.
            > Skup sie uwaznie i przeczytaj to co napisze teraz:
            > DZIECI POWINNY ZAJAC SIE RODZICAMI KIEDY ZAJDZIE UZASADNIONA ZYCIOWO
            > OKOLICZNOSC !!
            >
            > CZY DOTARLO TO DO CIEBIE ?
      • alfama_1 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 23:25
        Och, Moniko388, dopiero teraz zauważyłam, że jesteś autorką wątku.
        Cóż, mam wrażenie, że niewiele zrozumiałaś z tego, co tu napisano. Nie sądzę
        również, żebyś zmieniła swoje postępowanie.
        Pozostało Ci zatem utyskiwać na niewdzięczność swojej córki oraz żałować mamuś -
        zimnych babsztyli.
        • triss_merigold6 Re: Wychowalam samoluba ? 06.01.07, 23:30
          IMO 19 lat to trochę za mało, żeby oceniac córkę jako samoluba. W takim
          kontekście totalnym samolubem jest dwulatek, który ma w dupie cały świat, bo
          liczy się "moje, ja sam, daj, wstawaj, mama śpij i nienienie".wink
      • echtom Re: Wychowalam samoluba ? 07.01.07, 01:25
        Dorosłe dzieci nie mają obowiązku opiekować się rodzicami, tylko własnymi
        dziećmi. W kochającej się rodzinie dla chorego, starego człowieka po prostu
        powinno być miejsce - pod warunkiem, że wynika to ze zdrowych relacji
        rodzinnych, a nie emocjonalnego szantażu. Wiem, co mówię - całe życie marzyłam
        o tym, by wyrwać się z rodzinnego domu i nawet mi się to udało. Niestety, po 9
        latach sielanki rodzice postawili mnie pod ścianą - miałam wrócić i się nimi
        zaopiekować. Uległam, bo nie chciałam żyć z piętnem wyrodnej córki. No i robię,
        co trzeba, a w głębi duszy mam do nich żal, że tak samolubnie rozporządzili
        życiem moim i moich dzieci. Tata zmarł niedawno, staram się opiekować mamą jak
        najlepiej, ale czasem powraca do mnie myśl, że dopiero po jej śmierci będę
        naprawdę wolnym człowiekiem. Czy chcesz, żeby Twoja córka też tak o Tobie
        myślała?
        • lolinka2 Re: Wychowalam samoluba ? 07.01.07, 09:55
          echtom napisała:

          > Dorosłe dzieci nie mają obowiązku opiekować się rodzicami, tylko własnymi
          > dziećmi. W kochającej się rodzinie dla chorego, starego człowieka po prostu
          > powinno być miejsce - pod warunkiem, że wynika to ze zdrowych relacji
          > rodzinnych, a nie emocjonalnego szantażu. Wiem, co mówię - całe życie marzyłam
          > o tym, by wyrwać się z rodzinnego domu i nawet mi się to udało. Niestety, po 9
          > latach sielanki rodzice postawili mnie pod ścianą - miałam wrócić i się nimi
          > zaopiekować. Uległam, bo nie chciałam żyć z piętnem wyrodnej córki. No i robię,
          >
          > co trzeba, a w głębi duszy mam do nich żal, że tak samolubnie rozporządzili
          > życiem moim i moich dzieci. Tata zmarł niedawno, staram się opiekować mamą jak
          > najlepiej, ale czasem powraca do mnie myśl, że dopiero po jej śmierci będę
          > naprawdę wolnym człowiekiem. Czy chcesz, żeby Twoja córka też tak o Tobie
          > myślała?


          I wiele jest takich dzieci, które pod pręgierzem społecznym/rodzinnym się
          uginają. Osobiście do nich nie należę, bo po 14letnim wysłuchiwaniu tekstów o
          poświęceniu mojej matki na moją rzecz i tzw 'innych matkach' jako przykładzie
          wszystkiego co najgorsze, wyprowadziłam się z domu i nie wrócę do niego. Matkę
          widzę średnio raz w roku, z konieczności, przez kilka godzin i uwierzcie mi,
          budujące wspaniałe relacje moniko i megan, że na rok mi wystarcza....
          I jeszcze jedno: gdy matka osiągnie pewien wiek vel stopień niesamodzielności
          postaram się o dobry dom opieki, nie podejmę się opieki, w trosce o własne
          zdrowie psychiczne i o pomyślność własnej rodziny.
      • vharia Re: Wychowalam samoluba ? 07.01.07, 12:22
        No cóż, poprostu są osoby, dla których prawdziwa więź to ścisłe sklejenie, cały
        czas razem, tysiące nieustannych dowodów przywiązania, trzymanie za rękę i
        zagladanie w oczy.
        Jest rzeczą oczywistą, że rózne osoby mają rózną "konstrukcję emocjonalną", ale
        opisana powyżej przeszkadza człowiekowi bardzo zasadniczo w stworzeniu trwałej
        relacji w większości układów międzyludzkich. Tak "rozbuchane" potrzeby masowo
        rujnują kobietom związki z facetami (co za nieczuła świnia z niego, jak mógł
        wyjść na piwo, kiedy mnie głowa boli), z przyjaciółkami (a to małpa, zamiast
        zapytać mnie jak poszło na audycie- polazła z facetem do kina) i z
        d.z.i.e.ć.m.i. (ciągle lata do Michała/Karoliny/Brtka/Kasi, o matce nie
        pamięta, że ją ma!!!).
        Charakterystyczne jest, że tylko z rodzicami taki związek wypala, to jedyne
        osoby w naszym życiu, których chyba nie da się zmęczyć dowodami przywiązania.
        Ciekawe, nie?

        Droga Moniko, zauważ, że nie każda osoba ma takie same emocjonalne potrzeby.
        Nie myl miłości z domaganiem się miłości. Jeśli baaaardzo potrzebujesz uczucia
        i jego dowodów, to jest to sprawa oddzielona od tego czy i jak bardzo kogoś
        kochasz. Wszystkie wypowiadające się tu zimne babsztyle (a i chłopy) kochają
        swoje dzieci jak wariaci. Nie przeszkadza im ta miłość, co więcej: pomaga,
        pozowlić dziecku na samodzielność. Na zrozumienie jego potrzeb. To jest miłość:
        rozumieć potrzeby drugiego, zależnego od nas, niedoświadczonego człowieka,
        który nas nie musi (bo nie potrafi) zrozumieć. Dla Ciebie najwytraźniej miłość
        to dwie uwieszone na sobie osoby. Duży błąd, to nie wychodzi nawet z dorosłymi
        facetami a dla dzieci jest nie do udźwignięcia.

        Rezygnowanie ze związku z męzczyzną oficjalnie "dla dziecka" a z cichym
        przekonaniem w sercu, że ONO nam to kiedyś wynagrodzi, to NIE poświęcenie tyko
        egoizm. Dlaczego? Bo związki z dziećmi są łatwiejsze. Dzieci wychowujemy-
        facetów nie, musimy ich przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Dzieci będą
        zawsze nasze- faceci wcale nie muszą. Dziecko jest uzależnione emocjonalnie,
        materialnie, społecznie- facet? Ma otwartą drogę gdzie chce. Rezygnacja z
        trudnego związku z dorosłym partnerem pozwala więc zamienić go na dużo
        pewniejszy i łatwiejszy związek z dzieckiem. I nazywamy to poświęceniem.

        100% maich znajomych powyżej lat 20, których rodzice są samotni BARDZO BY
        CHCIAŁO aby sobie kogoś znaleźli. Nie daje Ci to do myślenia? Kochają swoich
        rodziców, pomagają im, martwią się i chcą jak najlepiej. A jednak chcą zyć
        własnym życiem. Piszesz, jakby Cię córka zostawiła na lodzie w jakiejś
        potwornie ciężkiej chwili (obłożna choroba? niepełnosprawność? operacja?), czy
        tak było??? Dzieci pomagają W TRUDNEJ SYTUACJI,
        a nie kiedy mamusi jest akurat smutno!!!
        • echtom Re: Wychowalam samoluba ? 07.01.07, 13:59
          Ostatnie zdanie to najcelniejsza wypowiedź w dyskusji. Dzieci mają wewnętrzny
          kompas i doskonale rozróżniają naprawdę trudną sytuację od szantażu i symulacji
          mającej na celu ich uwiązanie. 8 lat temu, kiedy jeszcze mieszkałam osobno,
          mama miała wypadek i złamała obie ręce. Gdy tylko wyrwałam się z pracy,
          przyjechałam na 2 tygodnie, by się nią zaopiekować. Zrezygnowałam wtedy z
          atrakcyjnego Sylwestra we Włoszech i nigdy tego nie żałowałam. Było dla mnie
          oczywiste, że w takiej sytuacji muszę pomóc. A teraz, gdy raz na kwartał udaje
          mi się umówić na ploty z koleżanką, a mama tuż przed moim wyjściem nagle
          słabnie, domaga się herbaty itp., a po powrocie zadręcza mnie pretensjami, jak
          mogłam wrócić tak późno (22.30), dostaję szału. Nie wiem, czy Monika widzi
          różnicę.
      • wieczna-gosia Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 09:11
        moje szczescie i wyjscie za maz, czy
        >
        > tez samotnosc i dobro dziecka.

        nie no przepraszam- brak dobra dziecka nigdy nie bedzie przeciwwaga dla mojego
        szczescia. A wrecz przeciwnie moje szczescie to (m. in.) dobro dziecka.

        Mozna wybrac: spotkam sie ze znajomymi , czy tez
        >
        > poswiece kazdy dzien w tygodniu na zajecia z moim dzieckiem
        mozna tez:
        zajecia z dzieckiem miec nie w kazdy dzien
        znalesc sobie znajomych z dziecmi i z nimi uczeszczac na zajecia oraz z dziecmi
        ze znajomymi spotykac sie w innych porach niz dziecko ma zajecia.

        nastepnie paragraf o tym jak inne matki zaniedbuja NIE TO CO JA. Naprawde tyle
        wysilku cie kosztowalo zeby
        > cos tym dzieciom pokazac, zapoznac, nauczyc?
        To wspolczuje. Mnie nie kosztowalo to az tyle wysilku :0 sama lubie sie
        zapoznawac, chodzic, uczyc i pokazywac wiec robilam to z dziecmi. Nie musialam
        sie w tym celu poswiecac, czy wysilac- ot po prostu ksiazki sie czyta, wystawy
        oglada z komentarzem, a do teatru chodzi i kina takze i sie na ten temat
        rozmawia. Jakis szczegolnych poswiecen nie widze.

        zadalam ci pytanie jak male bylo twoje dziecko kiedy nie odstepowalo cie od
        lozka nie bez powodu. Po pierwsze dlatego ze:
        twoje dziecko moze wcale nie byc samolubem tylko faktycznie zwyczajnie nie miec
        czasu. moje dziecko na przyklad nie ma czasu. I czasami potrzebuje przypomnienia
        o tym ze jestesmy rodzina. Bo nie ma czasu.
        Po drugie dlatego ze:
        ten post jest strasznie roszczeniowy. Ukryty pod plaszczykiem rodzinnosci i
        troski, ale tak szeroko rozwiniety temat "poswiecania" daje mi do myslenia. I
        uwazam ze czlowiek, ktory chodzenie z dzieckiem na wystawy rozpatruje w
        kategoriach samoposwiecenia- nie powinien tego robic. Bo na wystawy dziecko moze
        pojsc samo, jak bedzie chcialo. Czlowiek, ktory w ogole postrzega wychowanie
        dziecka w takich kategoriach- powinien zalozyc plan minimum i sie go trzymac
        zamiast rozwijac plan maximum "matka doskonala" z cierpieniem w duszy. Dziecko
        dla rodzica powinno byc zrodlem radosci, szczescia, frajdy. Jesli nie jest-
        swietnie o tym wie. To oczywiscie nie jest z punktu widzenia dziecka genialne-
        bo mniej zapozna, zobaczy i nauczy sie- ale trudno.

        byc moze twoje swietne relacje z rodzcami wynikaja po prostu z tego ze oni mieli
        frajde pomagajac tobie i nauczyli cie tego samego. A ty tej frajdy nie umialas
        puscic dalej.
        • echtom Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 11:11
          No właśnie - ja np. uwielbiałam chodzić z dziećmi do kina, czytać im
          książeczki, a gdy trochę podrosły, zaczęłyśmy jeździć po Polsce i zwiedzać
          ciekawe miejsca. I bardzo żałuję, że zaborczość mojej mamy pozbawiła nas
          radości wspólnych wypraw - niedługo dzieci dorosną i będą wolały podróżować w
          innym towarzystwie.
    • anndelumester Pani Monice polecam film "Pianistka" 06.01.07, 23:55
      do obejrzenia.
      Razem z córką.
      • verdana Re: Pani Monice polecam film "Pianistka" 07.01.07, 15:25
        Dzieci, dla ktorych rodzice się poświęcaja to bardzo nieszczęśliwe dzieci. Bo
        ja chodzilam z dziećmi do teatru, rezygnowałam z wielu rzeczy (nie z męża
        wprawdzie) nie w formie poświęcenia, czyli rezygnacji, tylko dlatego, ze
        lubiłam być z dziecmi i rezygnacja z wielu rzeczy nie była rezygnacją tylko
        wyborem. czasem mi się nie chciało, fakt - ale podejmując decyzję o dziecku
        wiedziałam, ze to ogranicza moje możliwosci i wybarałam dziecko a nie pełną
        swobodę - ja wybralam, dziecko wyboru przecież nie dokonywało. Poświęcenie
        oznacza "jestem dzieckiem i zajmuję sie nim, czując się pokrzywdzona, bo dla
        mojego szczęścia wolałabym zdecydowanie wybrać co innego". Dla dziecka życie z
        kims, dla którego kontakty z nim sa "poświęceniem" a nie radością musi być
        okropne.
        To jedno. Po drugie, skoro człek jest szlachetny i się "poświęca", to powinno
        to być poświęcenie, a nie transakcja handlowa. Ja się dla ciebie napoświecam
        przez 18 lat , a potem oczekuję, ze to docenisz i będziesz wdzieczna, oraz
        zaopiekujesz sie mną przez resztę zycia - co oczywiscie z racji tego, ze przez
        ciebie zmarnowalam sobie zycie - po prostu mi się należy. Bo gdyby nie ty,
        drogie dziecko, to miałabym teraz męża i szczęśliwe zycie - a przez ciebie
        jestem samotna i nieszczęśliwa - więc resztę zycia masz pełnić rolę partnera,
        ktorego z twojej winy mi zabrakło. Jestem nieszczęśliwa, bo ty jestes na
        swiecie, bez ciebie ułożyłabym sobie jakos zycie - więć podziękuj mi za to.
        Nie dziwię sie, ze córka nie chce docenić "poświęcenia", o które się nie
        prosiła. Zresztą, skoro ona ma 19 lat, to chyba nie jesteś tak stara i
        niedołężna, by córka miała moralny obowiazek siedzieć przy Tobie i pielęgnować
        cię w chorobach?
        Z Twojego postu wynika, ze córka jako dziecko byla ci kamieniem u nogi, a teraz
        jest niewdzięczną gó..ara. Nie dziwię się, ze nie chce być z osoba, ktora za
        nia po prostu nie przepada.
        • sir.vimes Mądre i słuszne spostrzeżenie, Verdano 07.01.07, 16:06
          ale myślę, że nie warto , bo to troll znowu. Chyba, że ktoś inny wyniesie naukę.
    • alina66 Re: Wychowalam samoluba ? 07.01.07, 15:50
      Monika,

      jestem dzieckiem (już bardzo dorosłym) jęczącej, wiecznie chorej i zmęczonej
      poświęcającej się bezgranicznie matki, która na dodatek ostro nadużywała
      alkoholu.
      Nie wiem czy widzisz, jak pięknie próbujesz manipulować swoją córką.

      Równocześnie jestem matką 19-latka, któremu pokazałam to co ty twojej corce, i
      jeszcze trochę ...
      Nigdy, nigdy w życiu nie powiem mojemu synowi, że się dla niego poświęciłam.
      Nigdy nie będę od niego wymagała, aby wysłuchiwał moich gorzkich żalów, że
      miałam ciężki dzień, tudzież, że jestem śmiertelnie chora na grypę i on musi
      się mną zaopiekować.

      Ja wiem jak to smakuje. I te teksty Megan , że "córka sama z siebie się nią
      opiekuje" nooooo ja też się "sama z siebie" opiekowałam. Sama z siebie
      hmmmm....

      Nadmieniam że jestem po terapii dla DDA/DDD. Polecam.

      • bonkreta Re: Wychowalam samoluba ? 09.01.07, 17:29
        Ja z kolei jestem dzieckiem matki, dla której byłam zawsze mądra, wszystko
        rozumiejąca, zawsze mogła na mnie liczyć, pytała o rady (np. w sprawie swojego
        małżeństwa z moim ojcem), zwierzała się itp. I też jestem przekonana, że z jej
        punktu widzenia ja "sama z siebie" jej to oferowałam. A konkluzja?

        Nienawidzę jej do teraz. Właściwie idealną sytuacją byłoby dla mnie, gdybym już
        nigdy w życiu nie musiała jej oglądać na oczy. Ponieważ niestety tak nie jest,
        wizytuję ją raz na kilka miesięcy, starając się nie zamieniać więcej niż 10
        zdań, zwykle nie odbieram telefonów (albo odbieram i odkładam słuchawkę na bok
        w trakcie, gdy ona znów wylewa swoje żale na świat, oczekując mojego wsparcia).
        Wiele lat temu wspieranie jej wyszło mi uszami.
        • lolinka2 Re: Wychowalam samoluba ? 09.01.07, 20:05
          bonkreta, ty nie jesteś jeszcze jedną córką mojej matki przypadkiem???
    • asia889 Troll 07.01.07, 17:06
      Co myślicie o tym?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=44930476&v=2&s=0
      • lolinka2 hehe dobre nt. 07.01.07, 17:56

    • bea.bea Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 08:39
      powiedziano tu chyba wszystko...od siebie dodam , ze chyba jestes toksyczną,
      zaborcza matką...
      i jes potrafiłaś oddzieliś swojego życia od życia dziecka to twoja porażka...
      dzieci wychowyje się dla świata ...nie dla siebie, i dopuki tego nie zrozumiesz
      istnieje duze prawdopodobieństwo, że możesz zniszczyć zycie swojej córki dla
      wlasnych egoistycznych celow....
      moze czas własnie teraz gdy masz dorosłe dziecko pomysleś o włsnym życiu odciąc
      pepowine..moze teraz przydałby ci sie męzczyzna..
      • kropkacom Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 11:47
        Ja też bym chciała żeby moje dzieci CHCIAŁY mi chociaż przysłowiową herbatkę
        zrobić jak będe chora a nie mówiły: nie mam dla Ciebie czasu. I tu wcale nie
        chodzi o podporzatkowanie czy uzależnianie ale zdrowo-rodzinny odruch. Was takie
        zachowanie(jak opisane przez autorkę postu) własnego dziecka na prawde by nie
        zmartwiło?
        • wieczna-gosia Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 11:59
          Was taki
          > e
          > zachowanie(jak opisane przez autorkę postu) własnego dziecka na prawde by nie
          > zmartwiło?
          w wieku 19 lat to juz sie nokogo nie wychowuje. Troszke za pozno na zadawanie
          sobie takich pytan. Ja wiem ze samopluba nie wychowalam, w dodatku jakos bez
          specjalnych poswiecen. I poniewaz wiem ze moja corka nie jest samolubem, tylko
          fajna, madra, przyjacielska i strasznie uczynna babeczka, nie zmartwilobyu mnie
          to, gdyby nie miala czasu. nie ma czasu- znaczy nie ma czasu. Akurat tak pechowo
          sie zlozylo. Kazdy czasami czasu nie ma. A ja w koncu podle sie czuje ale
          herbaty sobie zrobie, ktos inny mi pomoze. I wiem ze moja coreczka, jak juz jej
          sie przewali ten nawal pracy- przyjedzie i pomoze. Bo samolubem nie jest-
          czasami po prostu musi wybrac.
          • kropkacom Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 12:14
            wieczna-gosia napisała:
            > w wieku 19 lat to juz sie nokogo nie wychowuje. Troszke za pozno na zadawanie
            > sobie takich pytan. Ja wiem ze samopluba nie wychowalam, w dodatku jakos bez
            > specjalnych poswiecen. I poniewaz wiem ze moja corka nie jest samolubem, tylko
            > fajna, madra, przyjacielska i strasznie uczynna babeczka, nie zmartwilobyu mnie
            > to, gdyby nie miala czasu. nie ma czasu- znaczy nie ma czasu.

            Z jednym się z Tobą zgadzam dziewczyna w wieku 19 lat to już dorosły człowiek i
            na wychowanie faktycznie za późno. Zrobienie przysłowiowej herbatki nie wymaga
            duuużo czasu ani poświęcania czegokolwiek. Chodzi o troskę. Moja mama ma i miała
            migreny które wyłączają ją z życia na trzy dni i nie wybrażam sobie powiedzieć
            jej wtedy że niestety nie mam czasu podać jej szklanki wody. I tak jak piszesz
            czasami po prostu trzeba wybrać.
            • bri Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 13:25
              Mnie też by to zmartwiło gdyby mi córka odmówiła tej herbaty jakby mi sie nie
              chciało wstawać z kanapy wink nawet jak będzie miała już 15 lat, ale tak jak
              napisałam wyżej myślę, że jednak dziewczyna o której tu rozmawiamy czuje
              niezdrową zależność wobec swojej matki i to jej "stawianie się" to właśnie
              próba uniezależnienia się. Poczuje się pewnie jako dorosła osoba i jej
              przejdzie.
    • makbyt Re: Wychowalam samoluba ? 08.01.07, 12:47
      i ja dorzuce swoje trzy grosze!
      nie osądzam Ciebie ale chce Ci zwrócić uwagę że 19 lat to naprawdę jest jeszcze
      smarkate dziecko i w dodatku egoistycznie samolubnie nastawione do świata.
      Być może Twoja córka "taka jest" ale raczej sądzę że to etap przejściowy.
      Ja mam 33 lata i nie chce mi się słuchać zwierzeń mojej matki mimo że tak jak
      ona sama wychowuję córkę i powinnam ją lepiej rozumieć.
      Córka Twoja ma swoje życie , swoje sprawy i sowje problemy.
      A że potrafi być nieczuła - to taki wiek , wyrośnie z tego.
      Ja uważam przeciwnie do Ciebie że dziecko nie musi poświęcać się dla rodziców.
      Ja mimo że jestem z córką nonstop nie poświęcam się -TAKI MÓJ PSI OBOWIĄZEK.
      za to mam nadzieję że po 18stce pokaże jej przysłowiowe dzrzwi i będę umiala
      zacząć żyć bez niej.
    • jufalka Re: Wychowalam samoluba ? 09.01.07, 18:38
      trudno zobaczyć całą sytuację na podstawie jednego posta, ale zwróciłam uwagę na
      to, że piszesz iż WIELE POŚWIĘCIŁAŚ dla córki, że nie weszłaś w związek z
      mężczyzną bo żaden nie akceptował Twojej córki, czy przypadkiem nie obwiniasz
      jej w jakiś sposób za to wszystko? nie wiem czy tak jest, ale tak mi się
      nasunęło... w także słowa, że patrzysz z przerażeniem w przyszłość, bo, jak
      rozumiem boisz się, że córka Ci nie będzie pomagać? w Twoim poście jest jakby
      nacisk na to, że oczekujesz pomocy od córki, a nie ma nic o tym jak Ty jej TERAZ
      pomagasz, a ona jest w sumie jeszcze bardzo młoda i raczej potrzebuje wsparcia
      matki... to takie moje pierwsze myśli... nie wiem czy trafne
    • jufalka Re: Wychowalam samoluba ? 09.01.07, 18:52
      a po przeczytaniu dalszych postów utwierdzam się w tym co napisałam... nie lubię
      sformułowania "poświęcać się dla dzieci", przecież wszystko co robiłaś, np że
      zrezygnowałaś ze swojego życia towarzyskiego, to TWÓJ WYBÓR, nie musiałaś tego
      robić, przecież Cię córka do tego nie zmuszała, a nawet nie prosiła o to, mogłaś
      mieć życie towarzyskie i faceta, który by dziecko akceptował, a córka mogłaby
      być zadowolona o wiele bardziej wiedząc, że jej matka jest zadowolona niż
      chodząc na wszelkie kulturalne zajęcia... dziwne to wszystko
      • blum5 Re: Wychowalam samoluba ? 10.01.07, 16:54
        nie oczekujmy od naszych dzieci zadnych posiwcen ani wdziecznosci bo to dziala
        zupelnie odwrotnie.
        moja matka do tej pory wspomina jak to ona sie dla nas poswiecila i wiecie co ?
        ma to daleko w du..., nikt jej nie kazal, wolalabym zeby bardziej skupila sie na
        swoim zyciu a nie na moim. tacy rodzice mysla ze dzieckiem wypelnia sobie jakas
        pustke w zyciu i wyhoduja opiekuna na starosc, o Boze!!!!!
Pełna wersja