Witam!
Problemu być może nie ma, jednak chciałbym uzsykać konsultację

Jesteście
forum o bardzo wielkich możliwościach edukacyjnych, stąd moja prośba o
przeczytanie i ew. wypowiedzi na poniższy temat.
Mam synka, 2 lata i 3 miesiące. Kiedy miał około roku w sytuacjach kiedy nie
zostało mu coś zabronione a nie udało się odwrócić uwagi lub zastąpić tego
czegoś czymś innym potrafił rzucić się na podłogę i uderzyć głową o nią, bądź
podejść do ściany i uderzyć głową, najprawdopodobniej w celu wzbudzenia
litości od dorosłych. Brzmi to przerażająco, ale wydaje mi się, że dzieci są
dość sprytne i próbują różnych "podchodów". Kiedy połapaliśmy się o co w tym
chodzi i zaczeliśmy na to nie zwracać uwagi przeszło błyskawicznie. Wydaje mi
się, że po prostu nie uzyskiwał tym nic więc nie stsoswał tej metody.
Teraz ma 2 lata 4 miesiące, potrafi się w podobnych jak w/w sytuacjach rzucić
na podłogę i walnąć głową - podobno to dość powszechne

I podobno nie ma
problemu jak się za często nie powtarza. I tak też jest u nas, tzn. biorąc
pod uwagę wiek dziecka i związane z tym problemy z rozładowaniem emocji
staramy się przede wszystkim unikać sytuacji (naprawde można się postarać), a
te gdzie się nie uda uniknąć, rozwiązywać w sposób pozytywny, tzn np odrwacać
uwagę. Z tego co wiem, na naukę radzenia sobie z frustaracją jest jeszcze
pora - jeśli się mylę to proszę mnie poprawić.
Zastanawiące dla mnie dla żony jest to, że ostatnio sprawa nazwijmy ją
roboczo "wzbudzania litości" ewoluowała do gryzienia sobie palca wskazującego
i opowiadania, że "dzidzia ma ała". Mniej więcej sytuacja wygląda tak, że
najpier jest jakiś zakaz, albo brak możliwości spełnienia jego życzenia,
potem jest krzykliwe domaganie się od dziecka, po czym jest okazywanie
złości, np. poprzez krzyk i uderzenie ręką w cokolwiek, po czym jest płacz,
przygryzienie palaca i tu awantura sięga zenitu.
Sprawa próby wymuszania na rodziciach czegos nie jest dla mnie dziwna -
dzieci kombinują dość intensywnie i w zasadzie świadczy to o ich
inteligencji

Jednak jakiekolwiek samookaleczania się wygląda już dość
przerażająco, tak przerażająco, że pisząc o tym dostaję gęsiej skórki.
No i właśnie nie wiem, czy to taki okres, czy to jest problem, czy przejdzie
samo? Najgorsze jest to, że nie wiem jak dziecku pomóc w chwili takiej
złości. Trudno do niego dotrzeć, wszlekie tłumaczenia nie docierają, bo jest
rozzłoszczony, a załagodzenie sytuacji też nie skutkuje - upartość w dążeniu
do celu jest wielka. Ustępowanie nie wchodzi w grę - czasami nawet nie jest
możliwe.
Poradźcie proszę, podzielcie się swymi problemmai w tej kwestii - może ktoś z
Was też tak miał i samo przeszło?